poniedziałek, 20 sierpnia 2012

rozdział 65.

*moimi oczami*

Mój kochany spał obok mnie, a ja napajam się jego widokiem. Jak to możliwe, że on pokochał właśnie mnie? Mógłby mieć każdą jaką by chciał, a on wybrał właśnie mnie. Kocham go najmocniej na świecie i nie chcę go stracić. Jesteśmy młodzi, ale bardzo zakochani chciałabym, aby to trwało jak najdłużej. Dzisiaj miją 3 miesiące od kiedy jesteśmy razem. Wtedy on się przebudził i pocałował mnie w policzek.

- Jak się spało? - zapytałam.
- Baaaardzo dobrze, bo z Tobą. - przytulił mnie bardzo mocno do siebie i zaczął obsypywać mnie pocałunkami po szyi.
- Weź Ty wariacie, uspokój się.
- No dooooobra, co dzisiaj będziemy robić? Jak wrócisz?
- Nie wiem, może gdzieś się wybierzemy?
- Kino? Spacer? Wyjazd za miasto? Co chcesz? - zapytał jak co dzień, pewnie zapomniał o naszej "rocznicy".
- Nie wiem, wybierz sam. - odpowiedziałam.

Chciałabym żeby sobie sam przypomniał o naszym święcie, w ogóle czy ja coś dla niego znaczę jeszcze? Zobaczymy, dopiero jest początek dnia i może coś wymyśli.
Wstaliśmy i ogarnęliśmy się, oczywiście nie obeszło się bez pocałunków i przytulania.

 *oczami Justina*

Moja kochana, chyba myśli, że zapomniałem o naszych 3 miesiącach spędzonych "razem". I dobrze, będzie większa niespodzianka. Już nie mogę się doczekać jej miny jak ją zobaczy. Jest dla mnie całym światem, co ja bym bez niej zrobił? Nie mam pojęcia, chyba bym umarł. Dała i daje mi tyle szczęścia.
Ona musiała wybrać się do szkoły i zostawić mnie samego, będę za nią tęsknił zresztą jak zawsze.

- Wróć szybko, Kocham Cię. - powiedziałem na pożegnanie Pauli.
- Postaram się być jak najszybciej. Kocham Cię.

Kiedy wyszła ja wziąłem się do mojego planu.

*moimi oczami*

Ciekawe co wymyśli Justin, czy w ogóle będzie pamiętał, nic na to nie wyglądało rano. Mniejsza z tym. Trzeba skupić się teraz na przetrwaniu w szkole. Znowu będzie mnie Dawid z całą ekipą obczajać, a Justyna no tak... od kiedy zaczęła gadać coś więcej z Dawidem wysłuchuję jej przemówień na jego cześć, miałam rację ona była w nim po uszy zakochana, a on coraz bardziej w niej. To bardzo dobrze, bo się w końcu nie przystawiał do mnie, a Justin nie był już tak zazdrosny.
Nudy... Po 5 godzinach w szkole cieszyłam się, że wracam do domu. do mojego Justina.
Otworzyłam powoli drzwi i weszłam do domu, jego nie było. Super... Nie dość, że zapomniał to jeszcze go nie ma w domu.
Położyłam się na łóżku i zaczęłam słuchać jego piosenek.

*oczami Justina*

Kurde... Już prawie 13. Paula już pewnie jest w domu, muszę się śpieszyć. Jeszcze 10 minut i będę u niej w domu.
Kiedy wszedłem nikogo nie widziałam, pomyślałem, że pewnie jest jeszcze w szkole, otworzyłem drzwi do pokoju i była już tam ona. Leżała, wzrok miała zamyślony.

- Ubierz się ładnie wychodzimy, bądź gotowa za 15 minut. - powiedziałem do niej i przy okazji dałem jej namiętnego całusa.
- A dokąd jeśli można wiedzieć? - zapytała.
- Nie będziesz żałować. - odpowiedziałem.
- No to wyjdź z pokoju, już się przebieram.

Zajęło jej to bardzo szybko nawet się nie spodziewałem.
Kiedy wyszła z pokoju była trochę przygnębiona, pewnie wciąż myśli, że zapomniałem o naszym święcie.

- Uśmiechnij się troszkę. - podałem jej swoją dłoń i skierowaliśmy się do mojego samochodu.
- Powiesz mi gdzie jedziemy?
- Wszystko w swoim czasie. - jechaliśmy dosyć długo, bo moja niespodzianka była za miastem. Paulina między czasie zasnęła na moim ramieniu. Była taka śliczna.
- Już jesteśmy na miejscu. - powiedziałem do niej lekko przy okazji ją całując.
- Gdzie my jesteśmy? - zapytała zaspana.
- Niespodzianka. - orzekłem.

Ona nic nie powiedziała. Wyszła z samochodu i zauważyła, że koło jeziora był malutki stolik pięknie ozdobiony - biały obrus, świece i szampan. Wręczyłem jej czerwoną różę, ona mocno mnie przytuliła i pocałowała.

- A co to za święto? Z jakiej to racji? - zapytała.
- Kochanie... dzisiaj mijają 3 miesiące od kiedy jesteśmy razem i od kiedy jestem bardzo szczęśliwy, to szczęście dałaś mi. Dziękuję Ci bardzo za to. - nasze usta się spotkały i pocałowaliśmy się, że aż zabrakło nam tchu.

*moimi oczami*

Jaka ja głupia. Myślałam, że Justin zapomniał, a to tylko były pozory. On był moim światłem i kochałam go bardzo mocno. Niespodzianka była naprawdę niesamowita. Zrobił to w takim miejscu jak wtedy jak u niego byłam, jak po raz pierwszy wyznaliśmy sobie miłość.

- Kocham Cię Justin. - powiedziałam.
- Ja Ciebie bardziej Kochana. - odpowiedział mój najdroższy.

Złapaliśmy się za ręce i poszliśmy do stolika, dużo rozmawialiśmy i śmialiśmy się przy okazji pałaszowania obiado-kolacji.

- To co wracamy? Już prawie 20. - zapytałam.
- Jak chcesz możemy wracać, ale wtedy nie będzie drugiej niespodzianki.
- Druga? Oszalałeś? - zaśmiałam się byłam cała w skowronkach.
- Chodź, żeby się nie spóźnić.

Byłam tak pod wrażeniem, że szybko pobiegłam do samochodu, Justin jechał dość szyko przy okazji leciała nastrojowa muzyka z radia.

- Nie wierzę, to wesołe miasteczko. Zawsze o tym marzyłam.
- Nie wiesz, że marzenia się spełniają? - uśmiechnął się do mnie pokazując przy okazji swoje białe ząbki.
- Wierzę, Ty jesteś tego przykładem.

Objęliśmy się i poszliśmy na wielką karuzele, później do domu duchów, postrzelaliśmy z łuku itp. Zabawa była niesamowita. Około godziny 22 postanowiliśmy, że powinniśmy wracać w końcu musimy się wyspać.
- Dziękuję Ci kochanie za dzisiejszy dzień. - powiedziałam.
- To ja Ci dziękuję za to, że jesteś, za to, że spełniłaś moje marzenia o prawdziwej miłości. Kocham Cię.
- Ja Ciebie bardziej.
- Nie ja bardziej.
- Nie ja.
- Ja.

Kochałam Justina i nasze sprzeczki.
Wróciliśmy do domu. Zauważyliśmy policję. Nie wiedzieliśmy co się dzieje. Szybko wysiedliśmy z auta.

- Co się stało? - zapytał Justin i objął mnie ramieniem.
- Rodzina, tak? - zapytał policjant.
- Ja jestem córką, a to mój chłopak. Co się stało? Gdzie moi rodzice i brat? - zapytałam przestraszona.
- Mamy złą wiadomość. Pani rodzice i brat ucierpieli w wypadku samochodowym. - odpowiedział.
- Co!? Ucierpieli? Więc nic im nie jest, tak? - zaczęłam wypytywać, a Justin mnie uspokajał.
- Oni nie żyją. Zginęli na miejscu. - odpowiedział.
- Jak to... To nie możliwe. Jeszcze dziś z nimi rozmawialiśmy. Nieeeeeeeeeee. - krzyknęłam i wtuliłam się bardzo mocno w Justina przy okazji płacząc.
- I co teraz będzie? Pogrzeb, dom... - zapytał Justin również ze łzami w oczach.
- Wszystko jest już załatwione. Pogrzeb za dwa dni. Dom idzie na sprzedaż. Pani będzie miała gdzie zamieszkać? - zapytał.
- Ni...
- Tak, ma gdzie zamieszkać. - przerwał mi Justin.
- Twoi rodzice nie zdążyli zapisać testamentu, więc władza decyduje co należy zrobić. Macie czas do tygodnia by się wyprowadzić. - odpowiedział.
- Kochanie idź do domu, a ja jeszcze porozmawiam. - powiedział Justin.

Posłuchałam go i od razu zaczęłam pakować rzeczy. Wszystkie ciuchy moich rodziców i brata pójdą dla potrzebujących. Zawsze tak robię. Za pieniądze, które zostawili wynajmę jakiś dom... Swoje rzeczy również zabieram. Plakaty, wycinki... Książki i zeszyty już mi są nie potrzebne. Jutro zakończenie roku szkolnego, ale idę tylko po świadectwo.

*oczami Justina*

- W takim razie ma gdzie zamieszkać? - zapytał jeszcze raz.
- Tak. Zamieszka ze mną w Kanadzie. - odpowiedziałem.
- Skoro tak, to możemy ją wymeldować. - odpowiedział.
- Też tak myślę. Tylko proszę przekazać, że jak ktoś kupi ten dom, aby o niego dbał. Ona była bardzo z nim zżyta.
- Nie ma sprawy.
- Dziękuję bardzo. Dobranoc.

Wszedłem do domu... W jej pokoju nie było już plakatów, pamiątek itp. Wszystko było w pudle. Również spakowała rzeczy swojej rodziny.

- Kochanie... Tak mi przykro. Co zrobisz z tymi ciuchami? - zapytałem ze łzami w oczach.
- Oddam je potrzebującym... A rzeczy z mojego pokoju zabiorę ze sobą... No właśnie... Zabiorę, jak znajdę mieszkanie. - odpowiedziała.

Usiadłem w kuchni na narożniku.

- Chodź tu do mnie i usiądź mi na kolanach. Coś Ci powiem. - powiedziałem.
- O co chodzi Justin?
- Ja wiem, że będzie Ci ciężko o tym wszystkim zapomnieć. Dziś jej nasza 3 rocznica, pamiętaj. Stała się tragedia, wiem... Będziemy mieli dziecko, nie należy się poddawać. Ty masz gdzie mieszkać. - powiedziałem.
- Co masz na myśli mówiąc, że mam gdzie mieszkać? Justin, ja straciłam wszystko. Rozumiesz! Wszystko! - krzyknęła ze łzami w oczach.
- Masz mnie! Nie mów tak. Zamieszkasz ze mną, w Kanadzie. - odpowiedziałem.
- Ale Justin... Jak to tak? Nie chcę się Wam mieszać w Wasze życie.
- To jest nasze życie, nasz dom. Przecież mamy dom, już zapomniałaś?
- Jak to będzie wyglądać... Nie wiem...
- Zamieszkasz ze mną, koniec kropka. Nie ma dyskusji. - odpowiedziałem.
- Kochany jesteś. Jutro zakończenie roku, pojutrze pogrzeb... Ale co ze szkoła Justin? Ja muszę się uczyć.
- Kochanie, ja również muszę zakończyć ten rok. Zrobię wszystko aby było dobrze. Będziesz miała nauczanie prywatne. - odpowiedziałem.
- Justin, ja nie chcę abyś nie potrzebnie wydawał na mnie pieniądze. Nie lubię tego.
- To wszystko dla Twojego dobra. - odpowiedziałem i pocałowałem ją w czoło. - Kocham Cię. Nie mówiłem Ci, ale w lipcu jest ślub Carin i Scootera. Jesteśmy ich świadkami, więc jak tylko przylecimy do Kanady wbijamy na ślub.
- Super, tylko wiesz... Żałoba.
- Rozumiem, to nie będzie huczne wesele, tylko najbliżsi... Tylko proszę Cię, chodźmy tam.
- Masz rację. - odpowiedziała wtulając się w moje ramiona. - Kocham Cię.

*

Minęło kilka dni. Paulina ciągle przeżywała śmierć swojej rodziny. Byliśmy już w Kanadzie. Opowiedziałem wszystko swojej rodzinie.

- Teraz Paulina zamieszka ze mną. - powiedziałem obejmując ją ramieniem.
- Dobrze robisz, synu. - odpowiedziała mama.
- Za dwa dni ślub Scootera i Carin... Trzeba mi jakiś garnitur. - powiedziałem.
- W domu masz jakieś. - odpowiedziała Paulina.
- Chodź jedźmy. Już i tak za długo tu jesteśmy.

Dojechaliśmy do naszego domu. Szybko wziąłem Paulę do ogromnej garderoby. Nie mówiłem jej, ale to właśnie miała być niespodzianka.

- Spójrz. - powiedziałem i wskazałem na wielką szafę z dużą ilością ubrań.
- Dla kogo lub kogo te ubrania? - zapytała.
- To są nasze ubrania. - odpowiedział. Chodź, przymierzysz jakieś sukienki. - odpowiedziałem. - Uśmiechnij się.

Przymierzała sukienki w garderobie. Co kilka minut przynosiłem następne. Tą, którą przyniosłem jako ostatnią jej mina nic nie do określała.

- Przymierzysz tą. - odpowiedziałem całując ją po szyi, aby w końcu trochę się rozluźniła.
- Dobrze.
- Mogę już wejść? - zapytałem po 5 minutach.
- Tak. - odpowiedziała.

Wszedłem więc za parawan. Sukienka ledwo zasłaniała jej pośladki. Nie wiedziałem co ma powiedzieć. Podeszłem tylko do niej i zacząłem  całować ją po ustach i szyi.

- Grzeszysz... - powiedziałem.
- Ale niby czym? - zapytała.
- Twoim ciałem. Nie wiesz jak na mnie działasz. - odpowiedziałem całując ją po dekolcie.
- Justin...
- Tak?
- Twój kolega... - odpowiedziała i popatrzyła w dół.
- Wieczorem widzę Cię w moim łóżku. - odpowiedziałem.
- Chętnie zajmę się Tobą. - odpowiedziała uśmiechając się.

*moimi oczami*

Ciągle miałam w głowie swoją rodzinę, ale to już zostanie... A w końcu ktoś sprawił, że się uśmiecham.
Justin coś kombinował na dzisiejszy wieczór, czyżby... Hmm, nie odmówię.
Zeszłam na dół do kuchni, aby napić się wody. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu. Oczywiście mój chłopak. Odwróciłam się do niego.

*oczami Justina*

Od razu przyssałem się do jej ust. Weszliśmy na górę po schodach. Nie przestawałem jej całować, podniosłem Paulinę a ona zaplotła nogi o moje biodra. W pokoju delikatnie położyłem ją na łóżku. Ciągle całowałem jej usta. Moje dłonie krążyły po całym jej ciele. Zaczęła odpinać guziki od mojej koszuli. Ja powoli ściągałem jej sukienkę. Została w samej bieliźnie. Paulina siadła na moich biodrach. Zaczęła całować moją szyję i tors. Cicho pojękiwałem. Ściągnęła moje spodnie. Jerry był już prawie gotowy do zabawy. Pod wpływem jej dotyku jeszcze bardziej twardnieje.

- Mała, doprowadzasz mnie do szaleństwa... - powiedziałem, a ona słodko się uśmiechnęła.

Przerzuciłem ją pod siebie. Powoli zacząłem ściąga bieliznę z mojej ukochanej. Obdarzałem pocałunkami całe jej ciało. Zacząłem składa delikatne pocałunki na wewnętrznej części jej ud. Ona przejęła kontrolę. Ściągnęła moje boxerki. Powoli jeździła swoją dłonią po Jerrym. W górę i w dół. Podniecało mnie to totalnie.

- Tak mała... O tak...

Coraz bardziej zaczęło mi się to podobać i coraz bardziej jęczałem. Gdy skończyła, zacząłem całować jej całe ciało. Nasze usta się spotkały.

- Skarbie, chcesz tego? - zapytałem.
- Chcę.

Po chwili weszłem w nią. Moje ruchy były delikatne i powolne. Nagle krzyknęła. Musiała poczuć ból.

- Przepraszam kochanie.
- Nic nie szkodzi. Kontynuuj.

Oboje jęczeliśmy. Moje ruchy stały się szybkie i stanowcze. Po chwili oboje doszliśmy. Opadłem obok zmęczony.

- Dziękuję za...
- Shh, nic nie mów. To ja dziękuję. Kocham Cię. - przerwała mi.
- Słodkich snów księżniczko. Kocham Cię!

*

Minęło 5 miesięcy. Paulina miała nie za długo urodzić, badania są dobre, ale oboje stwierdziliśmy, że płeć dziecka poznamy po narodzinach. Carin i Scooter są małżeństwem. Paula już nie zamartwiała się tak co przeżyłam w naszą rocznicę. Były Święta Bożego Narodzenia. Razem z moją całą rodziną szykowaliśmy kolację wigilijną. Moja ukochana zabawiałam się z Jazmyn i Jaxonem. Rodzeństwo jeszcze bardziej się z nią zżyło. Rodzice i dziadkowie byli ze mnie dumni, że tak postąpiłem. Po rozpoczęciu Nowego Roku wyruszam w ciąg dalszy trasy koncertowej. Tym razem po Europie. Carin urodziła miesiąc temu chłopczyka o imieniu Taylor. Scooter był wniebowzięty. W końcu chciałem dziś zrobić to co chciałem od kilku miesięcy. Oświadczyć się Paulinie. Bardzo się kochaliśmy.
Po kolacji wigilijnej i prezentach (oczywiście znalazło się też coś dla mojej ukochanej, jak i dla wszystkich) nadszedł czas na to co czekałem.
Podeszłem do niej.

- Kocham Cię aniołku. - powiedziałem i pocałowałem ją w usta.
- Ja Ciebie też kochanie.

Wszyscy siedzieli w salonie. Od czasu do czasu szeptałem jej na ucho jak bardzo ją kocha i głaskałem brzuch. Poszedłem po pierścionek do swojego pokoju. Chwilę potem podeszłem do mojej ukochanej, klęknąłem na jedno kolano i powiedziałem :

- Każdego dnia dziękuję Bogu, że zesłał mi kogoś takiego jak Ty. Nadal nie mogę zrozumieć dlaczego. Sprawiasz, że jestem lepszym człowiekiem. Twój uśmiech sprawia, że ja się uśmiecham. Każdego ranka gdy widzę cię, od razu wiem, że ten dzień będzie kolejnym z jednych najlepszych dni w moim życiu. Kocham cię. Wyjdziesz za mnie?

Mama się popłakała. Paulinie też płynęły łzy.

- Boże, Justin. Kocham twoje oczy. To takie dwie malutkie fabryki czekolady. Kocham jak się o mnie troszczysz, nawet jak Cię nie ma. Kocham jak robisz wszystko abym była szczęśliwa. Kocham Cię. Zostanę Twoją żoną, Bieber. - odpowiedziała.

Założyłem mojej przyszłej żonie pierścionek na palec. Złączyliśmy się w pocałunku pełnym uczuć, miłości, namiętności.
Po chwili wszyscy zaczęli nam gratulować. Była szczęśliwa, płakała. Otarłem jej łzy.

- Nigdy nie pozwolę ci odejść malutka. Może nasza miłość jest trudna ale prawdziwa. - powiedziałem.
- Powtarzasz się, ale masz rację. Kocham Cię.
- Ale ja ciebie bardziej. - odpowiedziałem śmiejąc się.
- Nawet nie wiesz ile taki Twój jeden uśmiech daje mi szczęście. - odpowiedziała a ja pocałowałem ją w czoło.
- Wiem skarbie. Czuję to samo gdy Ty się uśmiechasz.

*

*moimi oczami*

Sylwester. Termin urodzenia naszego małego bobasa miałam na 26 grudnia, jednak nie spieszył się z przyjściem na świat. Razem z Justinem siedzieliśmy w naszym salonie. Co jakiś czas łapały mnie skurczę, ale nie było to nic specjalnego. Odliczaliśmy do Nowego Roku. Justin otworzył szampana i wlał mi mała ilość do kieliszka i podał, oboje wstaliśmy.

- 3, 2, 1... Szczęśliwego Nowego Roku, kochanie. - powiedział i pocałował mnie czule w usta.
- Kocham Cię. - odpowiedziałam.

Nagle zaczęły się mocne skurczę. Justin się przestraszył.

- Kochanie, nic Ci nie jest? - zapytał.
- Justin... Chyba się zaczyna. Dzwoń na pogotowie. - odpowiedziałam.
- Usiądź i oddychaj.

Justin szybko zadzwonił do pomoc. Ja usiadłam na kanapie i zwijałam się z bólu. Bardzo mocno ściskałam dłoń mojego ukochanego. Po 10 minutach zjawili się lekarze i razem z Justinem pojechałam do szpitala.

*oczami Justina*

Udałem się razem z Pauliną na salę. Moja narzeczona miała rację to był właśnie ten czas kiedy na świat przyjdzie nasze dziecko. Mocno ściskała moją rękę i krzyczała.
Po 10 minutach usłyszeliśmy płacz dziecka. Pocałowałem ją w czoło a pielęgniarka podała jej małego chłopczyka owiniętego w miękki kocyk. Poroniłem łzy.

- Dziękuję Ci Justin za to, że byłeś razem ze mną i za to, że mamy jego. - powiedziała.
- Kochanie, nie wiem co powiedzieć. Byłaś bardzo dzielna. Kocham Was nad życie.




6 komentarzy:

  1. brak słów.! łzy zaczęły mi napływać do oczu. piszesz tak, że wszystkke emocje bohaterów przeżywam razem z nimi. świetnie!
    .iwaa

    OdpowiedzUsuń
  2. jeju, jak słodko. <3 nawet nie wiesz jak bardzo cieszę się ich szczęściem. i szkoda, że Paulina straciła swoich rodziców. na jej miejscu nie poradziłabym sobie z takim bólem... @AuneBieber

    OdpowiedzUsuń
  3. @ForeverBelieb1220 sierpnia 2012 22:30

    Cudny.. Pięknie zakończony <3 Choć brakuje mi tylko imienia ich dziecka.. :* będę tęsknić za tym opowiadaniem. najlepsze na świecie/ @ForeverBelieb12

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurde jakie to słodkie! :D Szkoda tylko, że to już koniec praktycznie... Uwielbiałam to opowiadanie, ale wiem, ze masz jeszcze jedno także wysyłaj mi linki jak będzie coś nowego :D Ale to opowiadanie.... NIESAMOWITE :D @viktoriaa_m

    OdpowiedzUsuń
  5. aww jakie to słodkie *_* szkoda, że to już koniec ;c
    @magda_nivanne

    OdpowiedzUsuń
  6. awww <3 pięknie to zakończyłaś :) czekam na prolog;* @_maryssbieberxd

    OdpowiedzUsuń