poniedziałek, 27 sierpnia 2012

epilog.

Michael Junior Bieber, Maria Elizabeth Bieber. Tak właśnie mamy dwójkę dzieci. Maria przyszła na świat, gdy Michael miał 4 lata. Było nam ciężko, ale z pomocą mamy Justina wszystko wydawało się prostrze. Byliśmy bardzo szczęśliwi. Ślub odbył się na plaży - tak jak Justin tego chciał - zaraz po narodzinach Marii.
Scooter i Carin żyli szczęśliwie, a drogi moich teściów się zeszły i znów są razem. Moi przyjaciele nic nie wiedzieli o tym, że w ogóle wyjechałam, dopiero po zdjęciach w gazetach i internecie się zorientowali. Dalej miałam kontakt z Justyną, która razem z Dawidem mieszkali ze sobą.
Co miesiąc razem z Justinem odwiedzałam grób moich rodziców i brata. Bardzo za nimi tęskniłam. Do mojego rodzinnego domu wprowadziła się jakaś zagraniczna rodzina.
Naukę kontynuowałam wraz z prywatnym nauczycielem i Justinem oczywiście. Zdałam maturę i później studiowałam filologię angielską. Byłam przez jakiś czas nauczycielką języka polskiego i angielskiego w pobliskiej szkole. Justin coraz częściej był w domu. Jego kariera ciągle kwitła. Uczył nasze dzieci gry na instrumentach.
Moje i Justina życie bardzo się zmieniło, ale za to mamy siebie i nic tego nie zmieni. Żyjemy ze sobą tyle lat, więc przeżyjemy jeszcze więcej.

- Jesteś szalony. - powiedziałam.
- I cały Twój. Kocham Cię maleńka.
- Ja Ciebie też Justin. Dobranoc. Miłych snów. - odpowiedziałam a Justin zaczął całować mój brzuch, potem policzek, czoło a na końcu w usta.
- Dobranoc skarbie. - odpowiedział po czym wtuliliśmy się w ramiona i zasnęliśmy.

________________________________________________

To już koniec kochani. Dziękuję Wam za wszystko. Za to, że czytaliście te smęty, za to, że komentowaliście, za to, że jesteście... za wszystko. Jestem ogromnie Wam wdzięczna. To było moje pierwsze opowiadanie. Może na początku nie było rewelacji, ale wydaje mi się, że trochę się rozkręciłam. Zapraszam Was do czytania mojego drugiego opowiadania, które jest troszkę na podstawie teledysku do As Long As You Love Me chociaż pomysł pojawił się wcześniej : lonelyladyrauhl2.blogspot.com . Również liczę na Wasze komentarze i na to, że Wam się spodoba.
Ten blog zostaje, nie usuwam go, więc jakbyście mieli ochotę zapraszam do czytania.
Jeżeli chodzi o pomysły. Przychodziły w miarę pisania, niektórzy podsuwali mi o czym mogę napisać, a niektóre brałam z imagineów, które czytałam jakiś czas temu. Tak więc to chyba wszystko...
Jeszcze raz dziękuję za wszystko.
Do zobaczenia na lonelyladyrauhl2.blogspot.com - twitter.com/lonelyladyrauhl <3

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

rozdział 65.

*moimi oczami*

Mój kochany spał obok mnie, a ja napajam się jego widokiem. Jak to możliwe, że on pokochał właśnie mnie? Mógłby mieć każdą jaką by chciał, a on wybrał właśnie mnie. Kocham go najmocniej na świecie i nie chcę go stracić. Jesteśmy młodzi, ale bardzo zakochani chciałabym, aby to trwało jak najdłużej. Dzisiaj miją 3 miesiące od kiedy jesteśmy razem. Wtedy on się przebudził i pocałował mnie w policzek.

- Jak się spało? - zapytałam.
- Baaaardzo dobrze, bo z Tobą. - przytulił mnie bardzo mocno do siebie i zaczął obsypywać mnie pocałunkami po szyi.
- Weź Ty wariacie, uspokój się.
- No dooooobra, co dzisiaj będziemy robić? Jak wrócisz?
- Nie wiem, może gdzieś się wybierzemy?
- Kino? Spacer? Wyjazd za miasto? Co chcesz? - zapytał jak co dzień, pewnie zapomniał o naszej "rocznicy".
- Nie wiem, wybierz sam. - odpowiedziałam.

Chciałabym żeby sobie sam przypomniał o naszym święcie, w ogóle czy ja coś dla niego znaczę jeszcze? Zobaczymy, dopiero jest początek dnia i może coś wymyśli.
Wstaliśmy i ogarnęliśmy się, oczywiście nie obeszło się bez pocałunków i przytulania.

 *oczami Justina*

Moja kochana, chyba myśli, że zapomniałem o naszych 3 miesiącach spędzonych "razem". I dobrze, będzie większa niespodzianka. Już nie mogę się doczekać jej miny jak ją zobaczy. Jest dla mnie całym światem, co ja bym bez niej zrobił? Nie mam pojęcia, chyba bym umarł. Dała i daje mi tyle szczęścia.
Ona musiała wybrać się do szkoły i zostawić mnie samego, będę za nią tęsknił zresztą jak zawsze.

- Wróć szybko, Kocham Cię. - powiedziałem na pożegnanie Pauli.
- Postaram się być jak najszybciej. Kocham Cię.

Kiedy wyszła ja wziąłem się do mojego planu.

*moimi oczami*

Ciekawe co wymyśli Justin, czy w ogóle będzie pamiętał, nic na to nie wyglądało rano. Mniejsza z tym. Trzeba skupić się teraz na przetrwaniu w szkole. Znowu będzie mnie Dawid z całą ekipą obczajać, a Justyna no tak... od kiedy zaczęła gadać coś więcej z Dawidem wysłuchuję jej przemówień na jego cześć, miałam rację ona była w nim po uszy zakochana, a on coraz bardziej w niej. To bardzo dobrze, bo się w końcu nie przystawiał do mnie, a Justin nie był już tak zazdrosny.
Nudy... Po 5 godzinach w szkole cieszyłam się, że wracam do domu. do mojego Justina.
Otworzyłam powoli drzwi i weszłam do domu, jego nie było. Super... Nie dość, że zapomniał to jeszcze go nie ma w domu.
Położyłam się na łóżku i zaczęłam słuchać jego piosenek.

*oczami Justina*

Kurde... Już prawie 13. Paula już pewnie jest w domu, muszę się śpieszyć. Jeszcze 10 minut i będę u niej w domu.
Kiedy wszedłem nikogo nie widziałam, pomyślałem, że pewnie jest jeszcze w szkole, otworzyłem drzwi do pokoju i była już tam ona. Leżała, wzrok miała zamyślony.

- Ubierz się ładnie wychodzimy, bądź gotowa za 15 minut. - powiedziałem do niej i przy okazji dałem jej namiętnego całusa.
- A dokąd jeśli można wiedzieć? - zapytała.
- Nie będziesz żałować. - odpowiedziałem.
- No to wyjdź z pokoju, już się przebieram.

Zajęło jej to bardzo szybko nawet się nie spodziewałem.
Kiedy wyszła z pokoju była trochę przygnębiona, pewnie wciąż myśli, że zapomniałem o naszym święcie.

- Uśmiechnij się troszkę. - podałem jej swoją dłoń i skierowaliśmy się do mojego samochodu.
- Powiesz mi gdzie jedziemy?
- Wszystko w swoim czasie. - jechaliśmy dosyć długo, bo moja niespodzianka była za miastem. Paulina między czasie zasnęła na moim ramieniu. Była taka śliczna.
- Już jesteśmy na miejscu. - powiedziałem do niej lekko przy okazji ją całując.
- Gdzie my jesteśmy? - zapytała zaspana.
- Niespodzianka. - orzekłem.

Ona nic nie powiedziała. Wyszła z samochodu i zauważyła, że koło jeziora był malutki stolik pięknie ozdobiony - biały obrus, świece i szampan. Wręczyłem jej czerwoną różę, ona mocno mnie przytuliła i pocałowała.

- A co to za święto? Z jakiej to racji? - zapytała.
- Kochanie... dzisiaj mijają 3 miesiące od kiedy jesteśmy razem i od kiedy jestem bardzo szczęśliwy, to szczęście dałaś mi. Dziękuję Ci bardzo za to. - nasze usta się spotkały i pocałowaliśmy się, że aż zabrakło nam tchu.

*moimi oczami*

Jaka ja głupia. Myślałam, że Justin zapomniał, a to tylko były pozory. On był moim światłem i kochałam go bardzo mocno. Niespodzianka była naprawdę niesamowita. Zrobił to w takim miejscu jak wtedy jak u niego byłam, jak po raz pierwszy wyznaliśmy sobie miłość.

- Kocham Cię Justin. - powiedziałam.
- Ja Ciebie bardziej Kochana. - odpowiedział mój najdroższy.

Złapaliśmy się za ręce i poszliśmy do stolika, dużo rozmawialiśmy i śmialiśmy się przy okazji pałaszowania obiado-kolacji.

- To co wracamy? Już prawie 20. - zapytałam.
- Jak chcesz możemy wracać, ale wtedy nie będzie drugiej niespodzianki.
- Druga? Oszalałeś? - zaśmiałam się byłam cała w skowronkach.
- Chodź, żeby się nie spóźnić.

Byłam tak pod wrażeniem, że szybko pobiegłam do samochodu, Justin jechał dość szyko przy okazji leciała nastrojowa muzyka z radia.

- Nie wierzę, to wesołe miasteczko. Zawsze o tym marzyłam.
- Nie wiesz, że marzenia się spełniają? - uśmiechnął się do mnie pokazując przy okazji swoje białe ząbki.
- Wierzę, Ty jesteś tego przykładem.

Objęliśmy się i poszliśmy na wielką karuzele, później do domu duchów, postrzelaliśmy z łuku itp. Zabawa była niesamowita. Około godziny 22 postanowiliśmy, że powinniśmy wracać w końcu musimy się wyspać.
- Dziękuję Ci kochanie za dzisiejszy dzień. - powiedziałam.
- To ja Ci dziękuję za to, że jesteś, za to, że spełniłaś moje marzenia o prawdziwej miłości. Kocham Cię.
- Ja Ciebie bardziej.
- Nie ja bardziej.
- Nie ja.
- Ja.

Kochałam Justina i nasze sprzeczki.
Wróciliśmy do domu. Zauważyliśmy policję. Nie wiedzieliśmy co się dzieje. Szybko wysiedliśmy z auta.

- Co się stało? - zapytał Justin i objął mnie ramieniem.
- Rodzina, tak? - zapytał policjant.
- Ja jestem córką, a to mój chłopak. Co się stało? Gdzie moi rodzice i brat? - zapytałam przestraszona.
- Mamy złą wiadomość. Pani rodzice i brat ucierpieli w wypadku samochodowym. - odpowiedział.
- Co!? Ucierpieli? Więc nic im nie jest, tak? - zaczęłam wypytywać, a Justin mnie uspokajał.
- Oni nie żyją. Zginęli na miejscu. - odpowiedział.
- Jak to... To nie możliwe. Jeszcze dziś z nimi rozmawialiśmy. Nieeeeeeeeeee. - krzyknęłam i wtuliłam się bardzo mocno w Justina przy okazji płacząc.
- I co teraz będzie? Pogrzeb, dom... - zapytał Justin również ze łzami w oczach.
- Wszystko jest już załatwione. Pogrzeb za dwa dni. Dom idzie na sprzedaż. Pani będzie miała gdzie zamieszkać? - zapytał.
- Ni...
- Tak, ma gdzie zamieszkać. - przerwał mi Justin.
- Twoi rodzice nie zdążyli zapisać testamentu, więc władza decyduje co należy zrobić. Macie czas do tygodnia by się wyprowadzić. - odpowiedział.
- Kochanie idź do domu, a ja jeszcze porozmawiam. - powiedział Justin.

Posłuchałam go i od razu zaczęłam pakować rzeczy. Wszystkie ciuchy moich rodziców i brata pójdą dla potrzebujących. Zawsze tak robię. Za pieniądze, które zostawili wynajmę jakiś dom... Swoje rzeczy również zabieram. Plakaty, wycinki... Książki i zeszyty już mi są nie potrzebne. Jutro zakończenie roku szkolnego, ale idę tylko po świadectwo.

*oczami Justina*

- W takim razie ma gdzie zamieszkać? - zapytał jeszcze raz.
- Tak. Zamieszka ze mną w Kanadzie. - odpowiedziałem.
- Skoro tak, to możemy ją wymeldować. - odpowiedział.
- Też tak myślę. Tylko proszę przekazać, że jak ktoś kupi ten dom, aby o niego dbał. Ona była bardzo z nim zżyta.
- Nie ma sprawy.
- Dziękuję bardzo. Dobranoc.

Wszedłem do domu... W jej pokoju nie było już plakatów, pamiątek itp. Wszystko było w pudle. Również spakowała rzeczy swojej rodziny.

- Kochanie... Tak mi przykro. Co zrobisz z tymi ciuchami? - zapytałem ze łzami w oczach.
- Oddam je potrzebującym... A rzeczy z mojego pokoju zabiorę ze sobą... No właśnie... Zabiorę, jak znajdę mieszkanie. - odpowiedziała.

Usiadłem w kuchni na narożniku.

- Chodź tu do mnie i usiądź mi na kolanach. Coś Ci powiem. - powiedziałem.
- O co chodzi Justin?
- Ja wiem, że będzie Ci ciężko o tym wszystkim zapomnieć. Dziś jej nasza 3 rocznica, pamiętaj. Stała się tragedia, wiem... Będziemy mieli dziecko, nie należy się poddawać. Ty masz gdzie mieszkać. - powiedziałem.
- Co masz na myśli mówiąc, że mam gdzie mieszkać? Justin, ja straciłam wszystko. Rozumiesz! Wszystko! - krzyknęła ze łzami w oczach.
- Masz mnie! Nie mów tak. Zamieszkasz ze mną, w Kanadzie. - odpowiedziałem.
- Ale Justin... Jak to tak? Nie chcę się Wam mieszać w Wasze życie.
- To jest nasze życie, nasz dom. Przecież mamy dom, już zapomniałaś?
- Jak to będzie wyglądać... Nie wiem...
- Zamieszkasz ze mną, koniec kropka. Nie ma dyskusji. - odpowiedziałem.
- Kochany jesteś. Jutro zakończenie roku, pojutrze pogrzeb... Ale co ze szkoła Justin? Ja muszę się uczyć.
- Kochanie, ja również muszę zakończyć ten rok. Zrobię wszystko aby było dobrze. Będziesz miała nauczanie prywatne. - odpowiedziałem.
- Justin, ja nie chcę abyś nie potrzebnie wydawał na mnie pieniądze. Nie lubię tego.
- To wszystko dla Twojego dobra. - odpowiedziałem i pocałowałem ją w czoło. - Kocham Cię. Nie mówiłem Ci, ale w lipcu jest ślub Carin i Scootera. Jesteśmy ich świadkami, więc jak tylko przylecimy do Kanady wbijamy na ślub.
- Super, tylko wiesz... Żałoba.
- Rozumiem, to nie będzie huczne wesele, tylko najbliżsi... Tylko proszę Cię, chodźmy tam.
- Masz rację. - odpowiedziała wtulając się w moje ramiona. - Kocham Cię.

*

Minęło kilka dni. Paulina ciągle przeżywała śmierć swojej rodziny. Byliśmy już w Kanadzie. Opowiedziałem wszystko swojej rodzinie.

- Teraz Paulina zamieszka ze mną. - powiedziałem obejmując ją ramieniem.
- Dobrze robisz, synu. - odpowiedziała mama.
- Za dwa dni ślub Scootera i Carin... Trzeba mi jakiś garnitur. - powiedziałem.
- W domu masz jakieś. - odpowiedziała Paulina.
- Chodź jedźmy. Już i tak za długo tu jesteśmy.

Dojechaliśmy do naszego domu. Szybko wziąłem Paulę do ogromnej garderoby. Nie mówiłem jej, ale to właśnie miała być niespodzianka.

- Spójrz. - powiedziałem i wskazałem na wielką szafę z dużą ilością ubrań.
- Dla kogo lub kogo te ubrania? - zapytała.
- To są nasze ubrania. - odpowiedział. Chodź, przymierzysz jakieś sukienki. - odpowiedziałem. - Uśmiechnij się.

Przymierzała sukienki w garderobie. Co kilka minut przynosiłem następne. Tą, którą przyniosłem jako ostatnią jej mina nic nie do określała.

- Przymierzysz tą. - odpowiedziałem całując ją po szyi, aby w końcu trochę się rozluźniła.
- Dobrze.
- Mogę już wejść? - zapytałem po 5 minutach.
- Tak. - odpowiedziała.

Wszedłem więc za parawan. Sukienka ledwo zasłaniała jej pośladki. Nie wiedziałem co ma powiedzieć. Podeszłem tylko do niej i zacząłem  całować ją po ustach i szyi.

- Grzeszysz... - powiedziałem.
- Ale niby czym? - zapytała.
- Twoim ciałem. Nie wiesz jak na mnie działasz. - odpowiedziałem całując ją po dekolcie.
- Justin...
- Tak?
- Twój kolega... - odpowiedziała i popatrzyła w dół.
- Wieczorem widzę Cię w moim łóżku. - odpowiedziałem.
- Chętnie zajmę się Tobą. - odpowiedziała uśmiechając się.

*moimi oczami*

Ciągle miałam w głowie swoją rodzinę, ale to już zostanie... A w końcu ktoś sprawił, że się uśmiecham.
Justin coś kombinował na dzisiejszy wieczór, czyżby... Hmm, nie odmówię.
Zeszłam na dół do kuchni, aby napić się wody. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu. Oczywiście mój chłopak. Odwróciłam się do niego.

*oczami Justina*

Od razu przyssałem się do jej ust. Weszliśmy na górę po schodach. Nie przestawałem jej całować, podniosłem Paulinę a ona zaplotła nogi o moje biodra. W pokoju delikatnie położyłem ją na łóżku. Ciągle całowałem jej usta. Moje dłonie krążyły po całym jej ciele. Zaczęła odpinać guziki od mojej koszuli. Ja powoli ściągałem jej sukienkę. Została w samej bieliźnie. Paulina siadła na moich biodrach. Zaczęła całować moją szyję i tors. Cicho pojękiwałem. Ściągnęła moje spodnie. Jerry był już prawie gotowy do zabawy. Pod wpływem jej dotyku jeszcze bardziej twardnieje.

- Mała, doprowadzasz mnie do szaleństwa... - powiedziałem, a ona słodko się uśmiechnęła.

Przerzuciłem ją pod siebie. Powoli zacząłem ściąga bieliznę z mojej ukochanej. Obdarzałem pocałunkami całe jej ciało. Zacząłem składa delikatne pocałunki na wewnętrznej części jej ud. Ona przejęła kontrolę. Ściągnęła moje boxerki. Powoli jeździła swoją dłonią po Jerrym. W górę i w dół. Podniecało mnie to totalnie.

- Tak mała... O tak...

Coraz bardziej zaczęło mi się to podobać i coraz bardziej jęczałem. Gdy skończyła, zacząłem całować jej całe ciało. Nasze usta się spotkały.

- Skarbie, chcesz tego? - zapytałem.
- Chcę.

Po chwili weszłem w nią. Moje ruchy były delikatne i powolne. Nagle krzyknęła. Musiała poczuć ból.

- Przepraszam kochanie.
- Nic nie szkodzi. Kontynuuj.

Oboje jęczeliśmy. Moje ruchy stały się szybkie i stanowcze. Po chwili oboje doszliśmy. Opadłem obok zmęczony.

- Dziękuję za...
- Shh, nic nie mów. To ja dziękuję. Kocham Cię. - przerwała mi.
- Słodkich snów księżniczko. Kocham Cię!

*

Minęło 5 miesięcy. Paulina miała nie za długo urodzić, badania są dobre, ale oboje stwierdziliśmy, że płeć dziecka poznamy po narodzinach. Carin i Scooter są małżeństwem. Paula już nie zamartwiała się tak co przeżyłam w naszą rocznicę. Były Święta Bożego Narodzenia. Razem z moją całą rodziną szykowaliśmy kolację wigilijną. Moja ukochana zabawiałam się z Jazmyn i Jaxonem. Rodzeństwo jeszcze bardziej się z nią zżyło. Rodzice i dziadkowie byli ze mnie dumni, że tak postąpiłem. Po rozpoczęciu Nowego Roku wyruszam w ciąg dalszy trasy koncertowej. Tym razem po Europie. Carin urodziła miesiąc temu chłopczyka o imieniu Taylor. Scooter był wniebowzięty. W końcu chciałem dziś zrobić to co chciałem od kilku miesięcy. Oświadczyć się Paulinie. Bardzo się kochaliśmy.
Po kolacji wigilijnej i prezentach (oczywiście znalazło się też coś dla mojej ukochanej, jak i dla wszystkich) nadszedł czas na to co czekałem.
Podeszłem do niej.

- Kocham Cię aniołku. - powiedziałem i pocałowałem ją w usta.
- Ja Ciebie też kochanie.

Wszyscy siedzieli w salonie. Od czasu do czasu szeptałem jej na ucho jak bardzo ją kocha i głaskałem brzuch. Poszedłem po pierścionek do swojego pokoju. Chwilę potem podeszłem do mojej ukochanej, klęknąłem na jedno kolano i powiedziałem :

- Każdego dnia dziękuję Bogu, że zesłał mi kogoś takiego jak Ty. Nadal nie mogę zrozumieć dlaczego. Sprawiasz, że jestem lepszym człowiekiem. Twój uśmiech sprawia, że ja się uśmiecham. Każdego ranka gdy widzę cię, od razu wiem, że ten dzień będzie kolejnym z jednych najlepszych dni w moim życiu. Kocham cię. Wyjdziesz za mnie?

Mama się popłakała. Paulinie też płynęły łzy.

- Boże, Justin. Kocham twoje oczy. To takie dwie malutkie fabryki czekolady. Kocham jak się o mnie troszczysz, nawet jak Cię nie ma. Kocham jak robisz wszystko abym była szczęśliwa. Kocham Cię. Zostanę Twoją żoną, Bieber. - odpowiedziała.

Założyłem mojej przyszłej żonie pierścionek na palec. Złączyliśmy się w pocałunku pełnym uczuć, miłości, namiętności.
Po chwili wszyscy zaczęli nam gratulować. Była szczęśliwa, płakała. Otarłem jej łzy.

- Nigdy nie pozwolę ci odejść malutka. Może nasza miłość jest trudna ale prawdziwa. - powiedziałem.
- Powtarzasz się, ale masz rację. Kocham Cię.
- Ale ja ciebie bardziej. - odpowiedziałem śmiejąc się.
- Nawet nie wiesz ile taki Twój jeden uśmiech daje mi szczęście. - odpowiedziała a ja pocałowałem ją w czoło.
- Wiem skarbie. Czuję to samo gdy Ty się uśmiechasz.

*

*moimi oczami*

Sylwester. Termin urodzenia naszego małego bobasa miałam na 26 grudnia, jednak nie spieszył się z przyjściem na świat. Razem z Justinem siedzieliśmy w naszym salonie. Co jakiś czas łapały mnie skurczę, ale nie było to nic specjalnego. Odliczaliśmy do Nowego Roku. Justin otworzył szampana i wlał mi mała ilość do kieliszka i podał, oboje wstaliśmy.

- 3, 2, 1... Szczęśliwego Nowego Roku, kochanie. - powiedział i pocałował mnie czule w usta.
- Kocham Cię. - odpowiedziałam.

Nagle zaczęły się mocne skurczę. Justin się przestraszył.

- Kochanie, nic Ci nie jest? - zapytał.
- Justin... Chyba się zaczyna. Dzwoń na pogotowie. - odpowiedziałam.
- Usiądź i oddychaj.

Justin szybko zadzwonił do pomoc. Ja usiadłam na kanapie i zwijałam się z bólu. Bardzo mocno ściskałam dłoń mojego ukochanego. Po 10 minutach zjawili się lekarze i razem z Justinem pojechałam do szpitala.

*oczami Justina*

Udałem się razem z Pauliną na salę. Moja narzeczona miała rację to był właśnie ten czas kiedy na świat przyjdzie nasze dziecko. Mocno ściskała moją rękę i krzyczała.
Po 10 minutach usłyszeliśmy płacz dziecka. Pocałowałem ją w czoło a pielęgniarka podała jej małego chłopczyka owiniętego w miękki kocyk. Poroniłem łzy.

- Dziękuję Ci Justin za to, że byłeś razem ze mną i za to, że mamy jego. - powiedziała.
- Kochanie, nie wiem co powiedzieć. Byłaś bardzo dzielna. Kocham Was nad życie.




wtorek, 14 sierpnia 2012

rozdział 64.


*oczami Justina*

Minął miesiąc.
Przygotowywałem się do trasy koncertowej. Dużo prób, taniec, śpiew, gra na instrumentach, wywiady, sesje zdjęciowe, ale oprócz tego godzinne rozmowy z moją ukochaną. Ciągle miałem w głowie to co wydarzyło się u niej, a mianowicie jej ojca. Ona jednak mówiła, że jest wszystko w porządku i nie ma żadnych kłopotów, jednak martwiłem się, że gdy przyjadę znów się zaczną. Miałem rację, on nie akceptował naszego związku, powiedziała mi to mama Pauliny, kiedy dzwoniła do mnie tydzień po wyjeździe. Paulina nic o tym nie wiedziała, dopóki nie powiedziałem jej o tym. Była wściekła. Mamy nadzieję, że nas zaakceptuje...

*moimi oczami*

Kolejny miesiąc. Zbliża się koniec roku szkolnego. Teraz już każdy wiedział, że jestem z Justinem, sam to powiedział w jednym z wywiadów. Po tym jak dowiedziałam się, że mój własny ojciec nie akceptuje mojego związku z Justinem patrzę na niego zupełnie inaczej. Z mamą się dobrze dogaduje. Pomaga mi. Przytyłam, ale to ze względu na to, że jestem w ciąży. Justin pewnie się ucieszy jak nie zobaczy. Już niedługo będzie miał miesiąc przerwy i zamierza do mnie wpaść. W między czasie : w szkole, jak w szkole. Wszystko zaliczone i mam spokój. Justyna ciągle gada o Dawidzie. No tak, on. Byłam akurat w szatni z Justyną, gdy nagle podszedł do nas.

- Paulina, wiesz, że mam za tydzień moje osiemnaste urodziny, chciałbym Cie zaprosić na domówkę, którą robię. Wpadniesz? - zapytał.
- Wiesz, nie powinnam - odpowiedziałam Dawidowi.
- Dlaczego? - zapytał. Uśmiechając się próbował mnie zachęcić. - Będzie super impreza, możesz zaprosić kogo byś chciała, tylko przyjdź, proszę.
- No dobrze, przyjdę. - uśmiechnęłam się i skierowałam się wraz z Justyną w stronę wyjścia z szatni.
- To za tydzień o 19, u mnie. - krzyknął przy tym się uśmiechnął.

Następnie dalej powrócił do rozmawiania ze swoją ekipą. Byli tacy dziecinni...

- Ciebie już chyba zaprosił wcześniej, prawda? - zapytałam Justyny.
- Yyy, no tak jakby. Mam mu pomóc w przygotowaniach. - odpowiedziała.
- O, widzę, że coś chyba z tego będzie.
- Wątpię, on ciągle jest w Tobie zakochany. - odpowiedziała smutna.
- Tak? To ja mu z głowy wybije i będzie z Tobą. - odpowiedziałam uśmiechając się.
- Taa.

Po całym dniu spędzony w szkole wróciłam do domu. Przywitałam się z bratem i z rodzicami. Szybko poszłam do swojego pokoju i włączyłam laptopa. Napisałam do mojego ukochanego Justina co się wydarzyło przez cały dzień i wspomniałam czy może by wpadł do mnie na jakiś czas i razem spędzimy cały tydzień, no i pójdziemy na tą osiemnastkę do Dawida.

- Jasne, kochanie. Właśnie miałem to samo do Ciebie pisać. Jak już będę w Polsce to przy okazji kupię jakiś prezent dla niego. Co Ty na to?
- Jesteś wspaniały. Szczerze, to chyba będzie najlepsze rozwiązanie gdy kupisz ten prezent, bo ja nie wiem co. - odpisałam.
- Haha, dobrze. To do zobaczenia. Kocham Cię! :*
- Ja Ciebie bardziej :*

Super, Justin przyjedzie. Pójdziemy na te urodziny i będzie spokój. Prezentem nie muszę się już martwić. Jestem ciekawa co na to mój tato, gdy tylko pojawi się mój chłopak w domu. Nawet nie chcę o tym myśleć.

*

*oczami Justina*

Byłem już w pobliży domu Pauliny, gdy przypomniałem sobie o prezencie dla Dawida. Wstąpiłem do pobliskiego sklepu z różnymi akcesoriami. Poszukałem jakiegoś prezentu (nie chce Wam pisać co to było, bo sama nie wiem) i przy okazji spotkałem Justynę. Była ubrana w białą sukienkę, włosy miała rozpuszczone a usta miała pomalowane czerwoną szminką.

- Justin? Cześć! Co tam? - zapytała.
- Cześć. Przyjechałem i kupuję prezent tak jak widać. - odpowiedziałem.


*oczami Justyny*

- Wybieracie się na urodziny do Dawida? - zapytałam podejrzliwie.
- Tak. Ty chyba też.
- Jasne. - odpowiedziałam. - Przepraszam, ale muszę już iść. - dopowiedziałam i musnęłam lekko jego koszulę moimi czerwonymi ustami tak, że on tego nie widział.
- Do zobaczenia.

Wyszła ze sklepu i od razu napisałam sms'a do Pauliny :

"Mam nadzieję, że świetnie się będziecie bawić przez ten tydzień z Justinem. Właśnie go widziałam, chyba dobrze się bawił. Do zobaczenia u Dawida."

Nie żeby coś, ale trochę byłam zazdrosna dlatego to zrobiłam.


*oczami Justina*

Zakupiłem prezent i udałem się do domu Pauliny. Drzwi otworzył mi jej tato.
Przywitałem się.

- Pauliny nie ma i nie będzie. Rozumiesz?
- Ja wiem, że jest.
- Po co w ogóle tu przyjechałeś skoro masz kogoś innego? - zapytał, a ja wdarłem się do kuchni.
- Co!? Nie mam!
- Co tu się dzieje? - zapytała Paulina po czym weszła do kuchni. Jej tato wyszedł.
- Koooochanie, tęskniłem! - krzyknąłem i miałem ją pocałować, gdy ta mnie odtrąciła. - Heej!
- Justin co masz na koszuli? Co to za czerwona szminka? - zaczęłam się wypytywać.
- Co!? O, nie. To nie tak jak myślisz. - odpowiedziałem.
- Mam wrażenie, że robisz to specjalnie. Te Twoje ciągłe wyjazdy. Rozumiem to, ale skąd masz tą czerwoną szminkę? Czy ja o czymś nie wiem. Zdradzasz mnie? - zapytała ze łzami w oczach.
- Nigdy Cię nie zdradziłem i nie zdradzę. Kocham Cię. - odpowiedział.

Chciałem ją przytulić, ale mnie odtrąciła. Nie wytrzymała tego dłużej. Byliśmy w kuchni i jedyną rzeczą co miała pod ręką były talerze. Rozbiła je i przy okazji płakała. Ja ciągle jej mówiłem o tym coś, że to Justyna, ale nie słuchała mnie. Nagle wybiegłem z domu, bo nie wytrzymałem.
Pojechałem przed siebie. Zadzwoniłem do mamy Pauliny.

- Ja na prawdę jej nie zdradziłem! To Justyna mnie przytuliła i musiała specjalnie zabrudzić szminką moją koszulę. Kocham ją, nigdy bym jej tego nie zrobił. Przecież ona jest dla mnie najważniejsza. - powiedziałem przez łzy.
- Justin, ja mogę jej o tym powiedzieć, ale Wy na prawdę musicie porozmawiać. To nic nie da,  że jej powiem. - odpowiedziała.
- Nie dam rady... Muszę to przemyśleć. Odezwę się do niej.


*moimi oczami*

Spojrzałam tylko w okno i zobaczyłam, że gdzieś wyjeżdża autem. Nie wiedziałam dokąd, nie wiedziałam czy się odezwie, czy wszystko mi wyjaśni.

- Tato! Widzisz co narobiłeś? - krzyknęłam do niego.
- Ja? To ten Twój kochany. Szlaja się z kimś i teraz masz.

Nie odpowiedziałam. Spojrzałam na telefon, zobaczyłam sms'a od Justyny :

"Mam nadzieję, że świetnie się będziecie bawić przez ten tydzień z Justinem. Właśnie go widziałam, chyba dobrze się bawił. Do zobaczenia u Dawida."

Co!? Ona go widziała!? Chwilę... Justin coś mówił o Justynie... On mnie zdradza z nią!? Nie! Nie! Nie! Świetnie. Super.
Dzwoniłam, pisałam. Nie odbierał, nie odpisywał. On robił to samo. Boże, jeżeli on sobie coś zrobi!? Tak wiem, powinnam się o niego nie martwić, bo podobno mnie zdradził, ale ja go ciągle kocham.
Nagle mama wpadła do kuchni. Siedziałam cała zapłakana.

- Co się tutaj stało? - zapytała wystraszona.
- Justin... On chyba mnie zdradził. - odpowiedziała przez łzy.
- Nie, on tego nie zrobił. - odpowiedziała stanowczo.
- Jak to nie? Na jego koszuli była czerwona szminka.
- On Cię nie zdradził. - odpowiedziała.
- Skąd wiesz? - zapytała zdziwiona.
- Dzwonił do mnie, powiedział mi, że nie powinien ją odtrącić, ale nie zdawał sobie z tego sprawy, tęskni za Tobą, kocha Cię, chcę abyś mu wybaczyła.
- Kogo odtrącić!?
- Justynę, to ona zostawiła ślad na jego koszuli. - odpowiedziała.

Nie odpowiedziałam. Tylko udałam się do swojego pokoju. Spoglądałam na plakaty. Nie mogłam na nie patrzeć. Stanęłam zapłakana i położyłam się na łóżku.
Nazajutrz wieczorem dzwonił Justin. Bałam się odebrać, ale zrobiłam to i zaczęłam rozmowę.

- Wiesz, że to co zrobiłeś było...
- Ale to nie ja. Nie chcę o tym mówić przez telefon. - odpowiedział.
- To jak mamy porozmawiać skoro Ciebie nie ma i do tego podobno wróciłeś do Kanady.
- Co?
- Mama mi tak powiedziała.
- Spotkamy się. Ja przyjadę. - odpowiedział.
- Czekam. Twoje rzeczy w walizce, którą zostawiłeś już czekają. - odpowiedziałam.
- Nie wezmę ich. Wszystko Ci wyjaśnie. Słyszysz!?
- Dlaczego nie mówisz mi tego przez telefon? - zapytałam.
- Nie chcę o tym gadać przez telefon. Dobrze wiesz, że wolę Cię zobaczyć. Tęsknie za Tobą. - odpowiedział.
- Jakbyś na prawdę wiedział co robisz już dawno byś przyjechał.
- Nie chcę się kłócić. Przyjadę jak najszybciej, obiecuję Ci. Porozmawiamy. Wszystko Ci wyjaśnie. Pamiętaj, nigdy nie pozwolę Ci odejść. Jesteś dla mnie najważniejsza. Przyjadę, kocham Cię. - odpowiedział.
- Ja będę czekać... Do zobaczenia Justin. - odpowiedziałam i się rozłączyłam.

*

- Mamo, mam wrażenie, że on mnie nie kocha... - powiedziałam.
- On Cię kocha! Nawet nie wiesz jaki miał czuły głos, gdy mówił o Tobie, tak jakby chciał obronić Cię przed wszelakim złem tego świata. - odpowiedziała.
- Moje życie straciło sens... - odpowiedziałam.

Gdy to powiedziałam miałam ochotę znów podciąć sobie żyły, jednak nie zrobiłam tego. Powstrzymałam się.

*nazajutrz rano*

Obudziłam się i poczułam, że ktoś jest u mnie w pokoju, wystraszyłam się, spojrzałam i zobaczyłam Justina. Podszedł do mnie i powiedział :

- Nie bój się to ja.
- Co Ty tutaj robisz? Miałeś przyjechać, ale...
- Jak rozmawialiśmy wczoraj byłem już w drodze. Nie byłem w Kanadzie lecz w hotelu. Wszystko Ci wyjaśnię. - odpowiedział.
- Czekam na wyjaśnienia jak wrócę do domu, Twoje rzeczy czekają.
- Nie wezmę ich. Kocham Cię i ze względu na to co się stanie wszystko naprawię i będę walczył o Ciebie. - odpowiedział.

Miałam łzy w oczach, Justin też.

- Wszystko będzie dobrze... - powiedział po czym mnie przytulił i pocałował w policzek.

W szkole zastanawiałam się jak on znalazł się u mnie rano w pokoju i kto otworzył mu drzwi. Postanowiłam, że go o  to zapytam... Kiedyś.

*oczami Justina*

O 22 zjawiłem się u Pauliny. Chwilę się przyglądałem. Siedziała samotnie na łóżku i próbowała ściągnąć kolczyka, ale nie mogła. Ściągała go na siłę, aż zauważyłem krew. Szybko usiadłem obok niej i zacząłem powoli ściągać kolczyka. Była bardzo zimna.

- Nie trzeba było. - powiedziała.
- Boli? - zapytałem.
- Tak.
- Wtedy z tą szminką to nie tak jak myślisz... - zacząłem.
- Kontynuuj. - odpowiedziała ze łzami w oczach.
- Gdy tylko przyjechałem udałem się do pobliskiego sklepu by kupić prezent dla Dawida, mam go ze sobą w samochodzie, już byłem przy kasie, gdy spotkałem Justynę, rozmawialiśmy przez chwilę i gdy ona mnie przytuliła na pożegnanie specjalnie musiała zabrudzić moją koszulę. Przecież ja Cię nie zdradziłem. Zależy mi na Tobie, kocham Cię. Wybaczysz mi? - odpowiedziałem i poroniłem łzy.
- Jak dostałeś się wczoraj do domu?
- Twoja mama dała mi klucze jakiś czas temu. - odpowiedziałem.
- Justin, ja muszę się z tym przespać. - odpowiedziała cała się dygocząc. - Dobranoc.
- Cała się trzęsiesz... Położę się obok i się ogrzeję. - odpowiedziałem.

Cały czas mówiłem jej coś do ucha, dotykałem brzucha (troszkę urósł), mówiłem, że ją kocham, lekko całowałem, ona się tylko uśmiechała. Mam nadzieję, że jutro wszystko będzie dobrze.
Następnego dnia, obudziła się z uśmiechem na twarzy.

- Jak ja mogłam Tobie nie zaufać i od razu Cię wysłuchać? - zapytała.
- Ważne jest to, że już wszystko Ci wyjaśniłem. - odpowiedziałem.
- Mam porozmawiać z Justyna?
- Nie. Nie rób jej tego... Chociaż zobaczymy jej reakcję na przyjęciu u Dawida. - odpowiedziałem. - Kocham Was!
- Urósł trochę?
- Nasz skarb? Oczywiście. - odpowiedziałem.
- Mogę Cię pocałować? - zapytała.
- Zawszę i wszędzie.

Nie sądziłem, że to tak się potoczy...

*tydzień później*
*moimi oczami*

- Jednak przyszłaś! Myślałem, że nie przyjdziesz. - zaczął mówić Dawid od kiedy mnie tylko ujrzał.
- Jestem, ale nie sama. - byłam ciekawa co odpowie.
- A gdzie jest tajemniczy ktoś?
- Justin to jest Dawid. - wskazałam ręką na kolegę.

Oni się przywiali, z Justin podarował mu prezent.
Widziałam, jak Dawid był w szoku, że przyszłam z Justin'em Bieber'em. Muzyka umilkła, wszyscy goście wpatrywali się na Justina jak na ducha.

- No to bawimy! Tu są przekąski, tam parter do tańczenia a tam DJ, który coś cicho jest - widać, że Dawid stara się przerwać tą niezręczną ciszę.

Była również Justyna, która doznała szoku, myślała, że zjawię się sama.

*oczami Dawida*

Cholera! Ona przyszła z nim. Z nim! A nie sama. Jaki ja głupi! Ona przecież może mieć każdego, a ja myślałem, że moglibyśmy... A mniejsza z tym. Co ja myślałem, muszę z nią poromawiać, muszę z nią zatańczyć.
Stoi sama przy ścianie. w końcu się od niej odczepił. Idę.

- Hej, jak się bawisz? Może zatańczymy, w końcu mam urodziny - zaproponowałem.
- No dobra. - podała mi swoją rękę i poszliśmy na środek dużego salonu.

Nie wytrzymałem, musiałem dotknąć pleców, włosy pachniały tak cudwonie, a jej perfuma doprowadzała mnie do szaleństwa, tańczyliśmy przytuleni do siebie. Moje ręce prawie były na jej pośladkach. Wtedy zobaczyłem jego.

*oczami Justina*

Co on robi!? Jakim prawem!?
Podbiegłem szybko do nich i uderzyłem go w twarz, jak on mógł moją księżniczkę dotykać? On odwzajemnił mój cios i zaczęło się. Doszło do bójki. Dostał kilkanaście razy ode mnie, ja też.
Ludzie zrobili koło wokół nas i wszyscy stali osłupieni.
W końcu usłyszeliśmy obydwoje głos.

- Przestańcie! Słyszycie! Natychmiast! - to była Paulina, cała przestraszona i zła.

My w tym czasie przestaliśmy się bić.

- Justin idziemy, a Dawid Ciebie przepraszam, mówiłam, że nie powinnam przychodzić. Do zobaczenia w szkole. - chwyciła mnie za dłoń i skierowaliśmy się do wyjścia.

*moimi oczami*

Co ja z nimi mam? Justin nic się nie odzywa pewnie mu głupio w końcu pobił mojego kolegę w dniu jego urodzin.

- Powiedz mi o co Wam poszło? - zapytałam.
- Nie wiesz kochanie? - miał łzy w oczach.
- Nie wiem, przecież nic takiego się nie stało, tańczyliśmy a Ty go zacząłeś bić. - odpowiedziałam po czym objęłam Justina w pasie.
- Najdroższa, on Cię podrywał, nie widziałaś tego? Nie chciałem tego jesteś tylko moja. Kocham Cię. - spuścił wzrok. Wtedy ja podniosłam jego twarz i pocałowałam lekko w usta, bo miał całe we krwi.
- Boli Cię bardzo? - zapytałam
- Troszkę, ale jak całujesz to przestaje. Chodźmy do domu. - zaproponował.
- Dobrze skarbie, już późno powinniśmy iść.

Kiedy dotarliśmy do mojego domu, opatrzyłam Justinowi rany. Trochę go bolało, ale udawał twrdziela. Mój słodziak. Kazałam mu się położyć, a ja zaraz do niego miałam przyjść. Wzięłam szybko prysznic i poszłam na dwór zadzwonić do Dawida.

"Musimy się jutro spotkać i pogadać. Paulina" - zostawiłam mu wiadomośc na poczcie głosowej.

Pewnie nieźle się bawi, lub jest wściekły na mnie i na Justina za to całe to zajście na jego prywatce.
Wróciłam do mojego ukochanego. Nic mu nie powiedziałam o jutrzejszym spotkaniu z Dawidem, nie chciałam go denerwować. Pocałowałam go namiętnie i położyłam się koło niego. Razem zasnęliśmy wtuleni w siebie.

Następnego dnia powiedziałam Justinowi, że umówiłam się z moją kumpelą na dwie godzinki i musi zostać z moim bratem w domu. On się zgodził, bardzo się polubili.

- Cześć Dawid. - przywitałam się.
- Siema.
- Słuchaj ja tylko na chwilkę. Powiedz czy to prawda, że chciałeś mnie poderwać wczoraj? - zapytałam się od razu, bo nie chciałam wdawać się w dłuższe rozmowy z nim.
- Szczerze? To tak, chciałem - odpowiedział.
- Wiesz, ja do Ciebie nic nie czuję, ale słyszałam, że mojej przyjaciółce Justynie wpadłeś w oko. Może u niej będziesz miał jakieś szanse, bo u mnie przykro mi, ale nie masz. - powiedziałam tak, bo wiem jak Justyna na niego patrzy i się nim zachwyca, w prawdzie nigdy mi tego nie powiedziała wprost, ale ja wiem, że ona się w nim potajemnie kocha. Tylko nie chce się do tego przyznać.
- Zauważyłem wczoraj na imprezie. - burknął pod nosem.
- Przepraszam za wczoraj i do widzenia. - pożegnałam się z nim.

Poszłam do sklepu po świeże ciasto dla Justina, które bardzo lubi. Dobrze, że tu u mnie też są takie.
Wróciwszy do domu zauważyłam jak Justin z moim bratem leżą razem na łóżku i śpią, byli tacy słodcy, że zrobiłam im zdjęcie. Wtedy Justin się obudził.

- Kochanie, co Ty robisz ładnie to tak? - zapytał.
- Tak?
- Nie.
-Taaaaak.
- Nieeeee.
- Chodź tu do mnie i daj mi buziaka. - powiedziałam.

On podszedł do mnie i zrobił jak powiedziałam, oczywiście zatraciłam się w jego pocałunku.

_________________________________________________________

Cześć! Jak Wam się podoba rozdział 64? :D
To już przedostatni.
Szykujcie się na 65, który jest już gotowy i oczywiście na epilog.

zapraszam na prolog mojego nowego opowiadania o Justinie : http://lonelyladyrauhl2.blogspot.com/2012/08/prolog-bohaterowie.html

DODAJCIE DO OBSERWUJĄCYCH, POLECAJCIE, CZYTAJCIE I KOMENTUJCIE. DZIĘKUJĘ <3

piątek, 10 sierpnia 2012

rozdział 63.


*oczami Justina*

Niedziela. Ostatni dzień i jutro rano wracamy z mamą do Kanady. Obudziłem się. Była 9:14. Paulina jeszcze spała. Spaliśmy razem u niej w pokoju. Może to było dziwne, ale tak właśnie. Ja miałem spać na materacu na podłodze jednak spaliśmy w jednym łóżku. Nie chciałem jej budzić, ale gdy tylko się ruszyłem ona otworzyła oczy i się uśmiechnęła, a ja pocałowałem ją w czoło.

- Dzień dobry. Jak się spało? - zapytała.
- Dobrze, bo z Tobą. - odpowiedziałem z uśmiechem.
- Dziś idziemy na basen, pamiętasz?
- Jasne.
- Tak w ogóle to dziękuję Ci za piękny pierścionek. Nie podziękowałam Ci jeszcze. - odpowiedziała.
- Ale nie...

Przerwała mi czułym pocałunkiem. Całowaliśmy się aż do momentu, gdy ktoś zapukał do drzwi.

- Justin szybko na materac. - powiedziała. - Ja śpię.

Zrobiłem to co mi kazała. To mnie rozśmieszyło, ale powstrzymałem się od śmiechu.

- Proszę. - powiedziałem po cichu, aby nie "obudzić" Pauliny. Była to jej mama.
- Śniadanie. - odpowiedziała.
- Zaraz przyjdziemy. - odpowiedziałem z uśmiechem.
- Justin, proszę. - powiedziała rzucając mi jakieś klucze.
- Co to jest?
- Cicho. Będziesz wiedział co kiedyś z tym zrobić. - powiedziała.

Wyszła. Schowałem kluczę do kieszeni moim spodni. Szybko się ubrałem i powiedziałem mojej dziewczynie, aby już wstawała, bo śniadanie czeka. Wstała, była w samej bieliźnie więc miałem na co popatrzeć.

- Justin, Ty może idź na śniadanie a ja się ubiorę. I nie patrz tak na mnie proszę. - powiedziała.
- Ale ja pomogę Ci się ubrać. - odpowiedziałem podchodząc do niej i łapiąc ją za biodra. Zawstydziła się.
- Nie trzeba, na prawdę. Idź na śniadanie. - odpowiedziała.
- Ale ja nie prawdę mogę pomóc. - odpowiedziałem przygryzając wargę.
- Ale na prawdę nie trzeba. Idź już. - odpowiedziała odprowadzając mnie do drzwi.
- No dobrze. - odpowiedziałem ze smutną miną.
- Nie gadaj tylko idź. - odpowiedziała i przy okazji klepnęła mnie ręką po moim zadku.
- Ała! - krzyknąłem.
- Justin!

Wyszedłem. Trochę się chyba wkurzyła. Udałem się do kuchni. Przywitałem się ze wszystkimi. Tato Pauliny bardzo dziwnie się na mnie patrzył jakby chciał mi coś zrobić. Usiadłem przy stole.

- Częstuj się. - powiedziała jej mama.
- Dziękuję. - odpowiedziałem z uśmiechem.

Po chwili przyszła Paulina. Miała na sobie żółte spodenki i białą bluzkę, a pod spodem strój kąpielowy. Była w pełni gotowa na basen. Usiadła obok mnie. Jej tato ciągle na mnie spoglądał. Na prawdę to zaczęło być przerażające. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się.

- To ja umyję naczynia. - powiedziała Paulina.
- Od kiedy to Ty naczynia myjesz? - zaśmiała się jej mama.
- Och, przestań. - odpowiedziała.
- Pomogę Ci. - odpowiedziałem. - Tak jak wtedy, u mnie. Pamiętasz?
- Oczywiście.
- To my wyjdziemy na zewnątrz by Wam nie przeszkadzać. - powiedziała mama.

Zostaliśmy sami. Umyliśmy naczynia. Usiadłem na krześle obok okna, a moja dziewczyna spoczęła na moich kolanach.

- Paulina, wiesz co?
- Co? - zapytała.
- Twój tato, chyba mnie nie akceptuje. Dziwnie na mnie spogląda. Nie wiem dlaczego. - odpowiedziałem.
- Pamiętaj, że nikt nam nie rozkaże co mamy robić. Zresztą rozmawiał z mamą, ona mu pewnie wszystko powiedziała. - odpowiedziała.
- Boję się jednego, że on może nas rozdzielić.
- Nikt i nic nas nie rozdzieli. - odpowiedziała i wtuliła się w moją szyję, gdy jej tato wszedł do kuchni.

Ciągle na mnie spoglądał. Zauważyła to Paulina.

- Tato, o co chodzi? - zapytała.
- O nic. - odpowiedział patrząc ciągle na mnie.
- Chodź Justin, spakujemy się na basen. - odpowiedziała wstając i łapiąc mnie za rękę.

Udaliśmy się do jej pokoju. Szybko się spakowaliśmy i wyjechaliśmy na basen.


*moimi oczami*

Justin chyba za bardzo się tym przejął. Chwyciłam go za rękę.

- Wszystko będzie dobrze. Kocham Cię. - powiedziałam.
- Dobrze, że jesteś. Jednak ja bardziej Cię kocham.

Po około 15 minutach dojechaliśmy na basen. Wysiedliśmy z auta. Justin założył na nos czarne okulary, a ja różowe. Poszliśmy w stronę kasy i kupiliśmy wejściówki, po 5 minutach weszliśmy na teren basenu. Zajęliśmy miejsce i wyskoczyliśmy z ciuchów. Miałam na sobie biały strój z kwiatkami, natomiast Justin spodenki - białe z kolorowymi nadrukami. Rozłożyliśmy koc i położyliśmy się pod parasolką, która była obok nas. Nie było na razie dużo ludzi, dopiero otworzyli basen, więc będzie ich więcej po południu.

- Umiesz pływać? - zapytał Justin.
- Ja? Oczywiście. - odpowiedziałam. - Tak trochę, ale coś umiem.
- To chodź do wody.

Mieliśmy zagrzane ciała, Justin wszedł pierwszy i od razu się zahartował jednak mi ciągle było zimno i tego nie zrobiłam.

- No chodź, ciepła woda.
- Nie, zimna.

Nie odpowiedział tylko wciągnął mnie, a ja się zahartowałam.

- I co taka zimna? - zapytał.
- Jak się Ciebie trzymam to nie, bo jesteś gorący. Haha. - odpowiedziałam.

Poszliśmy na zjeżdżalnie. Później Justin wskoczył do większego basenu, a ja siedziałam na brzegu. Zapatrzyłam się i za chwilę straciłam go z oczu. Przestraszyłam się. Spoglądałam do o koła czy jego nie ma. Nie było go, jedno co mi pozostało to skoczyć do wody lub wydzierać się. Bałam się. Wskoczyłam do wody. Nagle ktoś złapał mnie za nogę i pociągnął na dół. Po chwili wynurzyłam się z tą drugą osobą, a mianowicie z Justinem.

- Przestraszyłam się, że coś Ci się stało! - powiedziałam.
- Ale nic się nie stało. - odpowiedział z uśmiechem.
- To nie jest śmieszne. Nie lubię Cię!
- Nie lubisz mnie!?!? - zapytał.
- Nie, bo Cię kocham idioto. - odpowiedziałam i pocałowałam go czule w usta. - Więcej nie rób mi czegoś takiego. Mało co zawału serca nie dostałam przez Ciebie.
- Przepraszam. Wybaczysz mi? - zapytał ze smutną miną.
- Już Ci wybaczyłam głupku. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Nie wiedziałem, że się przestraszysz.
- Nie no wcale. Ciekawe co Ty byś zrobił gdybym zrobiła to samo. - odpowiedziałam.
- Przepraszam. - odpowiedział. - Chodźmy się położyć i wysuszyć. - dopowiedział po czym wyszliśmy z basenu i udaliśmy się na koc.

Justin wyciągnął swojego iPhone'a i zaczął robić zdjęcia. Oczywiście ja się upierałam, ale on robił i po prostu na złość. Nagle o czymś sobie przypomniałam.

- Pamiętasz przyjęcie pożegnalne wtedy co wyjeżdżałam? - zapytałam mojego chłopaka.
- Taaaaaaaak. A co?
- Co z tymi zdjęćmi co Alfredo robił?
- Mam je... Tylko, że w Kanadzie. Zapomniałem ich wziąć. - odpowiedział zmieszany.
- Nic nie szkodzi. Tylko pytam.
- Mówię Ci. Te zdjęcia są na prawdę bardzo fajne. Fredo robi super zdjęcia. - odpowiedział. - A najbardziej podoba mi się jedno, ale nic nie mów. Pokaże Ci je następnym razem.
- Dobrze. - odpowiedziałam z uśmiechem. - A teraz popatrz na to.

Włączyłam na telefonie nagranie, w którym widać moją reakcję, gdy okazało się, że wygrałam konkurs dzięki któremu mam zaszczyt teraz przebywać z tak wspaniałą osobą. Justin cały czas się śmiał. Ja również.
Świetnie się bawiłam. Ludzie co jakiś czas spoglądali i nie mogli uwierzyć, że on tu właśnie jest. Po kolejnej zabawie w wodzie poszliśmy coś zjeść i pod wieczór wróciliśmy do domu. Rozpakowaliśmy się. Weszliśmy do mojego pokoju, Justin usiadł na łóżku, a ja na biurku.

- Wiesz co? Myślę, że powinienem poznać Twoją koleżankę - Justynę. - powiedział.
- Jak chcesz, tylko ona później może robić szał na całą szkołę, że Ciebie poznała. - odpowiedziałam.
- Trudno. Zadzwoń do niej teraz.

Wzięłam telefon i wykręciłam numer.

- Halo? Justyna? Możesz rozmawiać? - zapytałam.
- Cześć. Tak, o co chodzi?
- Co robisz? Mogę do Ciebie na chwilę wpaść? Chcę Ci kogoś przedstawić. - odpowiedziałam.
- Swojego chłopaka? Jasne. Jestem w domu. - odpowiedziała.
- Ok, to my będziemy za jakieś pół godziny. - odpowiedziałam i się rozłączyłam.

- Nie, no. Ona się domyśliła kogo chcę przedstawić. "Swojego chłopaka". Dawid jej pewnie powiedział. - powiedziałam do Justina.
- Oj, nie marudź. Tylko jedźmy.


*oczami Justina*

Dojechaliśmy na miejsce. Drzwi otworzyła nam rudowłosa dziewczyna, ubrana w niebieską sukienkę. Zapewne była to Justyna. Zrobiła wielkie oczy i szeroko się uśmiechnęła. Paulina się z nią przywitała i przedstawiła mnie.

- A to jest właśnie Justin.
- Czeeeeeeść. - powiedziała podając mi rękę.
- Cześć. - odpowiedziałem z uśmiechem.

Weszliśmy do środka. Justyna zrobiła dla nas ucztę. Nie wiem po co. Dobrze się bawiliśmy. Straciliśmy poczucie czasu i nie spojrzałem na zegarek była 21:34.

- Nie chcę przerywać, ale myślę, że powinniśmy iść. - powiedziałem.
- To już ta godzina? Rzeczywiście powinniśmy już iść. Do zobaczenia w szkole i ani słowa Dawidowi. - powiedziała Paulina.
- Jasne. Dzięki, że mnie odwiedziliście. Na razie. - powiedziała Justyna.
- Cześć!

Dojechaliśmy do domu. Ogarnęliśmy się i poszliśmy spać około godziny 23.
Spałem razem z Pauliną.
Obudziłem się około godziny 2, bo usłyszałem jakieś hałasy, a mianowicie, że ktoś wszedł do pokoju. Chciałem zaświecić lampkę nocną, ale ktoś złapał mnie za rękę. Był to jej tato.

- Jak coś zrobisz mojej córce to ostro tego pożałujesz. - powiedział.
- Ale...
- Zrozumiano!? - powiedział głośniej przerywając mi. Obudziła się Paulina. - Ostrzegam Cię.
- Tato, puść go. - wtrąciła się.

Ja próbowałem za wszelką cenę uwolnić swoją rękę. Bardzo mocno ją ścisnął.

- Nie wtrącaj się. - odpowiedział.
- Proszę tak do niej nie mówić. To pańska córka. - odpowiedziałem.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić a co nie, gnojku. - powiedział i uderzył mnie w twarz puszczając moją rękę.
- Tato! - krzyknęła.

On jednak nie odpowiedział tylko wyszedł z pokoju.

- Boże, Justin. Nic Ci nie jest? - zapytała.
- Nie nic. Mówiłem Ci. Twój tato ma coś przeciwko.
- Posłuchaj, to jest moje życie, on nie ma prawa się wtrącać. Nic Cię nie boli?
- Nie. Chodźmy spać. - odpowiedziałem.

Ciągle nie mogłem w to uwierzyć. Bałem się, że może zrobić coś Paulinie, za to, że jest ze mną... Mam nadzieję, że nic się takiego więcej nie powtórzy.
Obudziłem się około godziny 6, wstałem i zacząłem po woli pakować swoje rzeczy. Obudziłem też Paulinę, bo musiała iść szkoły. Zjedliśmy śniadanie i pożegnałem się ze wszystkimi domownikami, również z jej tatą. Moją dziewczynę odwiozłem do szkoły. Pożegnała się z Pattie w samochodzie.

Wysiadłem z auta razem z moją dziewczyną.

- Pamiętaj o mnie. Kocham Cię! - powiedziałem.
- Jak mam o Tobie zapomnieć. Kocham Cię nad życie. - odpowiedziała i wpoiła się w moje usta.
- Do zobaczenia. - odpowiedziałem z uśmiechem.
- Kocham Cię! - krzyknęła.

Udała się do szkoły. Poroniłem łzy. Jeszcze ją odwiedzę.
Razem w mamą pojechaliśmy na lotnisko.


*

Minęło kilka dni. Odwiedził mnie Scooter.


*oczami Scootera*

- Opowiadaj jak było. - powiedziałem zasiadając przy stole.
- A jak miało być? Super.
- Co z Pauliną? Wszystko w porządku? - zapytałem.
- Tak. - odpowiedział trochę zmieszany.
- Ej, o co chodzi?
- Wtedy co była... To wiesz... No i jest...
- Co jest, co?
- To samo co Carin... - odpowiedział.
- Jest w ciąży z... Tobą? - zapytałem zszokowany.
- Tak!
- O Boże... Justin.
- Wiem, nic nie mów. Opowiadaj co tam u Was. - powiedział zmieniając temat.
- Mam tu coś dla Was. - powiedziałem podając mu kopertę. - Jedno jest dla Ciebie i Pauliny, a drugie dla Pattie i Jeremyego.

Nie odpowiedział, tylko otworzył jedną z ozdabianych kopert.

- Zaproszenia na ślub!? - zapytał z uśmiechem.
- Tak, pobieramy się na początku lipca. Mamy nadzieję, że będziecie.
- Jasne, że tak stary. - odpowiedział klepiąc mnie po ramieniu. - A gdzie jest Carin? Dlaczego z nią nie przyjechałeś?
- Carin pojechała na badania kontrolne.
- I Ty z nią nie pojechałeś? - zapytał ze zdziwieniem.
- Nie, zabroniła mi. - odpowiedziałem śmiejąc się. - Ona sądzi, że za bardzo się o nią troszczę.
- Ona chyba ma rację. Stary, przystopuj. To nie koniec świata. Nic jej nie będzie. - odpowiedział. - Działo się co jak mnie nie było?
- Nie, nic specjalnego. Wydajemy płytę, nowa trasa, wygląd, tancerze. Będzie super.
- Jasne, że będzie. Wiesz co? Chcę coś kupić. Pojedziesz ze mną?
- Oczywiście, jedźmy.

Szczerze to nie wiedziałem gdzie on chce jechać.
Udaliśmy się do sklepu z ubrankami dla dzieci.

- Scooter, już pora chyba coś wybrać. - powiedział.
- Ale ja nie wiem czy to chłopiec czy dziewczynka. - odpowiedziałem.
- A jak myślisz? - zapytał.
- No ja nie wiem...
- Możesz coś wybrać.

Justin rozglądał się po całym sklepie, ja nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić i postanowiłem, że  też coś poszperam. Nagle przybiegł.

- Scooter, Scooter! Spójrz jakie słodzki i maciupkie. - powiedział pokazując mi niebieskie buciki. - Paulinie na pewno się spodobają.
- No to na co czekasz? Weź je. - odpowiedziałem.
- A Ty? - zapytał.
- Ja się jeszcze powstrzymam.
- Jak chcesz. Chodź, wracajmy.

_______________________________________________

Hej. Tu @lonelyladyrauhl. Co tam u Was? U mnie jak widać, brak weny. Przepraszam, że być może Was zawiodłam, ale na prawdę nie wiem o czym pisać. Obiecuję, że od następnego rozdziału być może będzie się coś działo. Mam już plany. Ale wracając do bloga i opowiadania. To już końcówka tego opowiadania. Nie wiem czy będę coś jeszcze pisać, ale zakładam drugiego bloga również związanego z Justinem. Macie jakieś pomysły? Czekam! Dziękuję za każdy komentarz i oby tak dalej. Kocham Was! @lonelyladyrauhl :)

czwartek, 2 sierpnia 2012

rozdział 62.


*oczami Justina*

Paulina się nie odzywa. Dziś miała iść do lekarza i po powrocie miała do mnie zadzwonić. Nie wiem czy już była, ale postanowiłem, że zadzwonię. Nie odebrała. Dzwoniłem i pisałem. Kompletna cisza.

- O co chodzi Justin? Stało się coś? - zapytał Scooter.
- Paulina nie dzwoni i się nie odzywa. Nie wiem co się stało. - odpowiedziałem zmartwiony.
- Może nie ma czasu. Na pewno się odezwie później. - powiedział i poklepał mnie po ramieniu. - Wracaj do pracy.

Jak ja mogłem wracać do pracy, gdy cały czas się o nią martwiłem... Nagraliśmy piosenkę. Późnym wieczorem wróciliśmy do Stratford. Wszyscy już spali. Wszedłem po cichu do domu i udałem się na górę. Wziąłem prysznic i poszedłem spać.

Obudziłem się około 7. Śniła mi się Paulina, a mianowicie, że coś złego się stało. Tak bardzo się bałem. Od razu pobiegłem na dół, mama też akurat wstała.

- Justin co się stało? - zapytała.
- Martwię się o Paulinę. Nie wiem co się dzieje. Nie piszę, nie odbiera. Nie wiem... - odpowiedziałem.
- Włącz laptopa, może ktoś będzie na skype. - zaproponowała.

Włączyłem jednak nikogo nie było. Nagle dostałem sms'a :

Paulina jest w szpitalu.

Został on napisany z jej telefonu. Być może jej mama napisała. Łzy od razu napłynęły mi do oczu.

- Mamo... Paulina jest w szpitalu. - zabełgotałem przez łzy.
- Co!? W szpitalu!? Dlaczego!? - wypytywała.
- Nie wiem! Muszę do niej pojechać. Muszę! Dzwonie do Scootera! - oznajmiłem.
- Taka jest Twoja decyzja? - zapytała.
- Tak.
- Może pojadę z Tobą? - zapytała.
- Jak chcesz, ale dziś muszę  tam już być!
- Idę nas spakować!

Ja wykręciłem numer do Scootera i do niego zadzwoniłem.

- Scooter sorry, że Cię budzę, ale podaj mi adres Pauliny. To ważne. Proszę! - powiedziałem.
- Dobra, dobra. - powiedział podając mi adres. - Ale co się stało?
- Jest w szpitalu. Nie wiem dokładnie co się stało. Lece razem z mamą. - odpowiedziałem.
- Ale jak ty chcesz się tam dostać? Nie masz samochodu.
- Scooter, nie martw się. Wynajmę coś tam, a później jak będziemy wracać to oddam i po sprawie. - odpowiedziałem.


*oczami Scootera*

- Uważajcie tam na siebie. - odpowiedziałem.
- Nie martw się. Zobaczymy się jak wrócę. Na razie. - odpowiedział i się rozłączył.
- Kto to był? - zapytała zaspana Carin.
- Justin, jedzie razem z Pattie do Pauliny. Trafiła do szpitala. Nie wiedzą co się stało. - odpowiedziałem.
- Nie dziwie się, że jedzie. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. - odpowiedziała.
- Na pewno. - odpowiedziałem i pogłaskałem ją po brzuchu.




*oczami Justina*

- Mamo! Spakowałaś najpotrzebniejsze rzeczy? - zapytałem.
- Tak. - odpowiedziała.
- Chodź jedziemy na lotnisko. Nie mamy czasu! - odpowiedziałem.

Byłem cały roztrzęsiony. Moja głowa była cała zapełniona myślami co mogło się stać. Pospieszałem mamę, aby się streszczała.

- O nie Justin. Daj mi te kluczyki. Nie będzie prowadził w takim stanie. - powiedziała mama.
- Ale...
- Żadnego ale. Oddaj kluczyki. - powiedziała.

Oddałem kluczę i udałem się na miejsce pasażera. Mama miała rację. Wyruszyliśmy w drogę, po drodze zjadłem śniadanie, którego nie zdążyłem zjeść w domu. Po około godzinie byliśmy już na lotnisku. Szybko pobiegłem załatwić bilety, okazało się, że za około 15 minut będzie samolot. Akurat trafiliśmy. Zakupiłem dwa bilety i udaliśmy się na odprawę. Wreście byliśmy w samolocie.

- Uff, dobrze, że były te bilety. - powiedziałem do mamy.
- Masz rację. - odpowiedziała.

Samolot nie był duży taki jak zazwyczaj. Nawet nie było w nim dużo ludzi. Gdy wszedłem spoglądali na mnie nic więcej. Siedziałem razem z mamą, więc miałem się do kogo odezwać. Opowiedziałem jej co robiliśmy z Pauliną, ale nie tak dosłownie. Powiedziałem np. co robiliśmy nad jeziorem, albo jak pierwszy raz się pocałowaliśmy czy wyznaliśmy sobie miłość. Mama poroniła łzy. Ja również. Dobrze, że dziś ją już spotkam o ile wpuszczą nas na sale gdzie leży.


*6 godzin później*

Dolecieliśmy na miejsce.
Zaraz obok lotniska można było wynająć auto, więc razem z mamą zrobiliśmy to. Była godzina 19.30, więc postanowiliśmy, że zatrzymamy się w hotelu a jutro pojedziemy do Pauliny. Oczywiście ja nie chciałem się zgodzić, ale mama jak zawsze miała rację.

Rano szybko wstaliśmy i udaliśmy się na śniadanie. Nic specjalnego, szybko zjedliśmy i wyruszyliśmy w drogę.
Razem z mapą i adresem jechaliśmy na wyznaczone miejsce. Trochę nam to zajęło, bo co chwilę się gubiliśmy, ale dojechaliśmy na miejsce. Zobaczyłem żółty dom, obok ogród. Już nie mogłem się doczekać jak wygląda w środku. Razem z mamą wysiedliśmy z auta i zapukaliśmy do drzwi. Chwilę czekaliśmy, ale ktoś wreście nam otworzył.

- Pattie? Justin? Co Wy tu robicie? - zapytała zdziwiona mama Pauliny. - Wchodźcie do środka.

Korzystając z okazji poznałem ją.

- Przyjechaliśmy do Pauliny. - powiedziała mama.
- Tak. Dostałem sms'a, że jest w szpitalu i martwię się o nią. - odpowiedziałem.
- No nie jest z nią najlepiej, ale to może później. Zaraz do niej jadę. Przyjechałam tylko, aby wziąć parę rzeczy. Mój mąż jest w pracy, a syn w szkole. Chcecie coś do picia, jedzenia? - zapytała.
- Nie...
- Nie jest z nią najlepiej!? - przerwałem mamie. - Boże, nie! Proszę!
- Wczoraj robili jej badania. Dziś powinny być wyniki. - odpowiedziała jej mama.

Rozglądałem się chwilę po domu. Zauważyłem ślady krwi w salonie. Zapytałem o nie.

- Chcesz wiedzieć prawdę? - zapytała.
- Tak. - odpowiedziałem stanowczo.

Nie mogłem uwierzyć w to co słyszę. Nie odpowiedziałem. Łzy napływały mi do oczu, ale próbowałem się powstrzymać.
Po około 10 minutach wyruszyliśmy w drogę do szpitala.

- A właściwie to Pani napisała do mnie tego sms'a? - zapytałem.
- Tak. Musiałam. Ciągle dzwoniłeś i pisałeś. Musiałam to zrobić. - odpowiedziała.
- Dobrze, że Pani to zrobiła. - odpowiedziałem.
- Mam taką nadzieję.

Cały czas rozmyślałem co mogło się stać. Moja mama rozmawiała z mamą Pauliny. Świetnie się dogadywały.
Dojechaliśmy na miejsce. Od razu wysiadłem z auta i tylko zapytałem na jakim oddziale leży.
Szybko wbiegłem do szpitala i udałem się na odpowiedni oddział. Zacząłem rozglądać się po salach. 1, 2, 3... nie ma jej. 4, 5... nie ma jej. 6... BYŁA. Leżała sama w sali. Wszedłem i zobaczyłem jak leży z zawiniętą ręką i podłączoną kropówką. Spała. Nie chciałem jej budzić. Usiadłem obok niej i złapałem ją za rękę. Zaraz po tym wszedł lekarz do sali, ale wyszedł, bo zobaczył, że Paulina śpi. Po chwili znów wrócił i zapytał się pod nosem :  Justin Bieber? Nie, nie. Jakieś omamy. Haha, nie raczej omamów nie miał.
Przyszła moja i mama Pauliny.
Za chwilę znów przyszedł lekarz. Ja dalej siedziałem obok łóżka i modliłem się aby dała jakiś znak.

- Państwo to rodzina? - zapytał lekarz Pattie.
- Tak. - odpowiedziała bardzo poważnie.
- Dobrze w takim razie mogę mówić co się stało. Mamy już wyniki. - powiedział.

Szczerze to nie chciałem tego słuchać.

- Więc? Wiadomo dlaczego to zrobiła? - zapytała jej mama.
- Nie wiemy dokładnie. Może chciała się po prostu okaleczyć, ale jest jeszcze jedna sprawa mianowicie.
- Jaka!? - zapytała.
- Jest w 1 miesiącu ciąży. - odpowiedział.
- Jest w ciąży!? - zapytały ze zdziwieniem obie mamy.
- Tak.
- Dlaczego ona mi nic nie powiedziała? - zapytała. - Możemy Pana prosić na sekundę?

Wyszli. A więc Paulina jest w ciąży. Wspaniale, ale co na to nasi rodzice? Bardzo się cieszyłem, że będę ojcem, ale ciągle nie mogłem w to uwierzyć. Teraz będą wypisywać : "Justin Bieber został ojcem!" Taaaak, w  tak młodym wieku, wiem...
Nagle do sali weszły nasze mamy.

- Justin, dlaczego nam nie powiedziałeś? - zapytały.
- Ale co ja miałem Wam powiedzieć? - zapytałem.
- Że Paulina jest w ciąży.
- Ale ja nie wiedziałem, dziś się dowiedziałem. - odpowiedziałem.
- Wiecie jakie konsekwencje będziecie mieli jak się urodzi dziecko...
- Rozumiem, wiem, ale ja zrobię wszystko, aby było dobrze. - odpowiedziałem.
- Ona jest w ciąży z Tobą? - zapytała Pattie.

Nie odpowiedziałem, bo ktoś ścisnął mnie za rękę. Była to Paulina. Obudziła się.


*moimi oczami*

Obudziłam się. Poczułam, że ktoś trzymał moją rękę. Od razu poczułam, że jestem w szpitalu. Ten specyficzny zapach. Ledwo otworzyłam oczy i zobaczyłam Justina siedzącego obok, który ściska rękę.

- Co Ty tutaj robisz? - zapytałam ze łzami w oczach.
- Przyleciałem razem z mamą. - odpowiedział.

Przywitałam się z nią.

- Dlaczego nam nie powiedziałaś, że jesteś w ciąży? - przerwała moja mama.
- Nie chciałam Wam tego mówić... Wiem, że źle postąpiłam robiąc to, czekają nas konsekwencje...
- Nie musisz nic mówić. Wszystko będzie dobrze. - przerwała mi.

Tak, wszystko będzie dobrze... Yhy.

- Tak właściwie co działo się ze mną jak zemdlałam? - zapytałam Justina.
- Gdy nie wychodziłaś z łazienki Twoi rodzice zorientowali się i od razu próbowali mówić, abyś wyszła, ale nie odpowiadałaś, w końcu Twój tato wyważył drzwi i razem z mamą zobaczyli jak leżysz w wannie i Twoja ręka krwawi. Wezwali pogotowie. Zanim przyjechała karetka wyciągnęli Cię z wanny i zanieśli do salonu. Potem zabrano Cię do szpitala. Straciłaś bardzo dużo krwi. Spałaś bardzo długo. Zrobili Ci badania, wszystko jest już w normie... - odpowiedział.
- Justin, ja nie chciałam tego zrobić, na prawdę. Nie wiem dlaczego to zrobiłam... - odpowiedziałam.
- Już dobrze jestem przy Tobie. - odpowiedział całując mnie w czoło.
- Właściwie to jak dowiedziałeś się, że jestem w szpitalu? - zapytałam.
- Nie pisałaś, nie dzwoniłaś. Martwiłem  się, więc robiłem to samo, jednak bez skutku, aż wreście dostałem sms'a, który napisała Twoja mama o tym, iż jesteś w szpitalu, dlatego przyjechałem. - odpowiedział.
- Nie trzeba było. Na prawdę. - odpowiedziałam.
- Trzeba było. - odpowiedział i lekko musnął moje usta. - Kocham Cię.


*3 dni później*

Justin i Pattie postanowili, że zostaną dłużej. Wyszłam ze szpitala. Chodziłam do szkoły i do psychologa o tym aby porozmawiać co się stało.
Nadrobiłam lekcje. Siedziałam sama w szkole z nikim nie rozmawiałam, jedynie pisałam sms'y z Justinem, bo mu oczywiście się nudziło.

- Wróciłaś! - krzyknął Justin na mój widok, gdy wróciłam do domu.
- Nie było mnie 7 godzin i już się stęskniłeś? - zapytałam z uśmiechem.
- Nawet jak jesteś w domu i nie ma Cię przy mnie to tęsknie. - odpowiedział całując mnie w usta. - O której jutro kończysz?
- Jutro... Po 6 lekcjach. - odpowiedziałam w uśmiechem. - Nareszcie piąteeeeek. Chcę już wakacje. A co?
- Przyjadę jutro po Ciebie i pójdziemy na lody. Co Ty na to? - zapytał z uśmiechem.
- Jasne. O ile Ci się będzie chciało. - odpowiedziałam w uśmiechem całując go z policzek. - Tak w ogóle to gdzie wszyscy?
- Pojechali na zakupy. - odpowiedział.
- Aha. - odpowiedziałam przygryzając wargę.

Justin tylko się uśmiechnął, podniósł mnie i zaniósł do mojego pokoju.

- Heej, co Ty robisz? - zapytałam.

Nie odpowiadał. Położył mnie na łóżku i on również to zrobił. Spoglądał na plakaty przez chwilę. Popatrzył na mnie. Objął mnie jednym ramieniem.

- To tak jak mówiłem, jutro przyjadę po Ciebie. - powiedział.
- Taaaak. - odpowiedziałam.
- Kocham Cię, wiesz?
- Tylko mnie? - zapytałam.
- Kocham Was. - odpowiedział i pogłaskał mnie po brzuchu.
- Ja też Was kocham najmocniej na świecie.
- Jak myślisz co to będzie? Chłopczyk czy dziewczynka? - zapytał.
- Myślę, że chłopiec. A Ty?
- Hmm, albo bliźniaki. - zażartował.
- Haha, bardzo śmieszne. Będzie chłopiec, zobaczysz. - odpowiedziałam. - W ogóle to kiedy wracacie z mamą do Kanady?
- Chyba w poniedziałek rano, bo chcę jeszcze ten weekend spędzić z Wami. Może się wybierzemy gdzieś? - zapytał.
- Nie chyba tylko na pewno. Scooter się wścieknie. A no możemy w sumie. Na basen. Co Ty na to? Ciepło jest. - odpowiedziałam.
- Masz rację. A co do basenu to chętnie. - odpowiedział z uśmiechem.


Te 6 godzin w szkole jakoś szybko zleciały. Spieszyłam się, bo Justin na mnie czekał w samochodzie. Gdy już miałam wychodzić ze szkoły Dawid mnie zaczepił.

- Hej. Dokąd się wybierasz? - zapytał.
- Cześć. Nie musisz wiedzieć. - odpowiedziałam a on otworzył mi drzwi. - Sorry, ale mój chłopak czeka w samochodzie. Na razie.


*oczami Justina*

Drzwi się otworzyły i ujrzałem Paulinę jak rozmawia z jakimś typem. Pomyślałem, że to może być ten cały Dawid, ale nie chciałem się nad tym zastanawiać. Szybko się z nim pożegnała i przybiegła do auta. Siedziałem w nim, nie chciałem wychodzić, bo jeszcze ktoś by mnie zauważył i w ogóle. Trochę wyglądało to dziwnie, że chłopak nie otworzy dziewczynie drzwi no, ale cóż. Paulina usiadła i przywitała się ze mną czułym pocałunkiem.

- Tęskniłeś? - zapytała.
- Jak zawsze. - odpowiedziałem z uśmiechem. - Kto to był?
- Ten gość co otworzył mi drzwi jak wychodziłam ze szkoły? - zapytała.
- Tak.
- To jest ten Dawid, o którym Ci mówiłam. - odpowiedziała.
- Dziwnie się na Ciebie patrzył, gdy wsiadłaś do samochodu. - odpowiedziałem.
- Powiedziałam mu, że mój chłopak nie mnie czeka. Możemy już jechać. - odpowiedziała z uśmiechem.
- On ma dziewczynę? - zapytałem.
- Nie ma, ale moja koleżanka Justyna, pamiętasz opowiadałam Ci o niej, ona właśnie się w nim  chyba zakochała. - odpowiedziała. - Ale chyba nie jesteś zazdrosny.
- Nie, nie. - odpowiedziałem chociaż lekko zazdrosny byłem.

Wyjechaliśmy z ruchliwej ulicy i udaliśmy się w stronę kawiarni. Zaparkowałem samochód i pomogłem Paulinie wysiąść z auta.

- Justin, nie trzeba było. - powiedziała uśmiechając się.
- Nie marudź, tylko chodź. - odpowiedziałem.

Wszyscy na nas spoglądali. Nie ukrywaliśmy tego, że jesteśmy razem. Zachowywaliśmy się jak zwykli nastolatkowie. Weszliśmy do pobliskiej kawiarni i zamówiliśmy lody włoskie. Po chwili mogliśmy wyjść razem z naszymi śmietankowymi słodkościami. Udaliśmy się do otwartego parku, przy ulicy. Usiedliśmy na ławce zajadając się lodami.

- Jak było dziś w szkole? - zapytałem.
- Spoko. Szybko zleciało te 6 godzin. - odpowiedziała.
- Dobrze, że tak krótko. Chyba nie wytrzymał bym dłużej. - odpowiedziałem uśmiechając się.
- Przesadzasz. W poniedziałek wyjeżdżasz i nie będziesz mnie widział. - odpowiedziała.
- Nie będę Was widział. - odpowiedziałem i dotknąłem brzucha. - Mam nadziję, że jak przyjadę następnym razem to będzie już coś widać.
- Może. - odpowiedziała z uśmiechem.
- Chodź wracamy. - odpowiedziałem całując ją w usta.
- Kocham Cię. - odpowiedziała.

_____________________________________________

Taki tam rozdział 62. Szału nie ma, dupy nie urywa. Trochę nudny i krótki, wiem, ale na serio nie wiem co miałam pisać. Kompletnie nie wiem. Dziękuję na każdy komenatrz i za to, że już ponad 5000 wyświetleń w tak krótkim czasie. Mam nadzieję, że mogę liczyć na to, że pozostawisz coś po sobie :)