środa, 25 lipca 2012

rozdział 61.


*moimi oczami*

- Obudź się. - szturchnął mnie Kenny.
- Co? - zapytałam.
- Będziemy lądować. - oznajmił.
- Już!? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Przespałaś prawie cały lot, zresztą nie dziwie Ci się. - odpowiedział.

No ja sobie też się nie dziwie, w końcu byłam zalana łzami. Pewnie wyglądałam jak szogun, ale mniejsza z tym. W samolocie były jakieś chyba belieberki, bo gdy tylko się obudziłam słyszałam, że coś gadały : "Ej, to ona?" , "W ogóle to po co Kenny z nią leci?". To było wkurzające. Siedziały obok nas.

- Kenny ja pójdę do "toalety". Zaraz wracam. - powiedziałam.
- Nie ma sprawy.

Wyszłam do niej tylko i wyłącznie po to by się trochę ogarnąć i załatwić swoje potrzeby. Wprawdzie nie chciałam tego robić tu w samolocie, ale nie miałam wyjścia. Ogarnęłam się i wyszłam ze spuszczoną głową. Te dziewczyny ciągle coś gadały, ale ja nie  zwracałam na nich uwagi. Nagle jakieś światło błysło. Zorientowałam się, że ktoś może zrobił zdjęcie. Ach, no tak. Te dziewczyny mogły to zrobić. No, ale cóż. Usiadłam na swoje miejsce.

- No i jak tam? - zapytał Kenny.
- Nie najlepiej, ale Ty jak zawsze mnie pocieszysz. - odpowiedziałam.
- Weź się w końcu uśmiechnij, to nie koniec świata. - odpowiedział.
- To tak. - odpowiedziałam z nie dosytem.

Minęło kilka minut i zaczęliśmy lądować. Była 4 nad ranem. Udaliśmy się tam gdzie powinniśmy i wyruszyliśmy w drogę do mojego domu. Nie odzywałam się.

- Ej, młoda. Weź się uśmiechnij. - powiedział Kenny.
Uśmiechnęłam się na jego życzenie.
- No i o wiele lepiej. No to opowiadaj jak Ci się w Kanadzie podobało.
- Bardzo mi się podobało, na pewno lepiej niż w tej Polsce. - odpowiedziałam.
- Oj, przesadzasz. - powiedział.
- Nie, na serio mówię. Zresztą co ja będę Tobie mówić. Nie wiesz jak jest w Polsce, więc nie będę o niej opowiadać. - oznajmiłam.
- To opowiedz jak się bawiłaś z Justinem.
- Bawiłaś z Justinem? - zapytałam. - W sensie, jak spędzałaś z nim czas i w ogóle. - dopowiedział z uśmiechem.
- Zależy gdzie, kiedy, o której... 
- Chodzi mi ogólnie... No więc?
- Niesamowicie. - odpowiedziałam.
- Gadał przez sen? - zapytał.
- A skąd ja mam to wiedzieć? - zapytałam udając, że nic nie wiem.
- Przecież spaliście ze sobą, Pattie mi mówiła. - odpowiedział z szerokim uśmiechem.
- Oj tam, no i co z tego. Do niczego nie doszło. Zresztą tak coś gadał. - odpowiedziałam.
- Dobra, dobra. Ja tam nie wnikam co żeście robili, wiesz broń Boże. 
- Ta, ta. Ty byś chciał wszystko wiedzieć. Idź Ty nie dobry. - odpowiedziałam śmiejąc się.
- A co gadał? - zapytał.
- Mam Ci to dosłownie mówić? - zapytałam.
- To zależy jak Ci wygodnie. - odpowiedział.
- Raczej powiem Ci tylko o czym mówił...
- Więc...
- Nie, ja nie mogę. To zbyt zboczone. - odpowiedziałam.
- Aż tak? O słodki Jezu. - odpowiedział.
- On powiedział : "Chce mi się seksu z Tobą" i coś tam jeszcze jęczał pod nosem. - powiedziałam tak by nie wybuchnąć śmiechem. Kenny natomiast zaczął się śmiać wniebogłosy. - No co? Taka prawda. Zbyt napalony człowiek z niego i tyle.
- Pierwsze słyszę. - odpowiedział.
- Ja też. 
- Ja nie chcę wiedzieć co mu się śniło. - powiedział.
- Nie wnikajmy, ale wiesz jak on to tak wyraźnie powiedział i do tego z taką chęcią, ale powiedziałam mu, że słodko mówił, nie powiedziałam co. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Widzę, że się uśmiechasz. - powiedział.
- Jak na razie. Później to będę pewnie ryczeć. - odpowiedziałam.
- Prześpij się. - powiedział. - Bo zanim dojedziemy to trochę potrwa.

Była 6 (w Polsce w Kanadzie około godziny 24). Posłuchałam chwilę muzyki i zasnęłam.

Godzina 9. Obudziłam się, gdy już prawie byliśmy na miejscu.

- O już prawie jesteśmy. - powiedziałam zaspana.
- Jak się spało? - zapytał Kenny.
- Całkiem dobrze. - odpowiedziałam. - Chociaż Tobie współczuję, bo nie spałeś całą noc.
- No jakoś będę musiał  wytrzymać. - odpowiedział.
- Może zostaniesz u mnie w domu i dopiero jutro pojedziesz? - zaproponowałam.
- Nie chcę robić kłopotu.
- Nie ma żadnego kłopotu. Jest gdzie spać, prześpisz się i pojedziesz. - powiedziałam.
- Przespać się mogę, ale muszę dziś wrócić. - oznajmił.
- No jak chcesz. - odpowiedziałam. - O już jesteśmy.

Ujrzałam swój dom. Nic się nie zmieniło. Miałam wrażenie, że nie było mnie tu z miesiąc. Podjechaliśmy pod same schody.  Zauważyłam jak rodzice i brat wychodzą aby się ze mną przywitać. Kenny jeszcze zawrócił auto. Zatrzymał je i wyłączył silnik. Wzięłam głęboki oddech i wyszłam z samochodu.

- Jesteś! - zawołała mama i od razu mocno mnie przytuliła, później tato i brat.
Nie odpowiedziałam.
Kenny wziął moją walizkę i stanął obok mnie.

- A no tak. Nie macie nic przeciwko, żeby Kenny się przespał no, bo wiecie nie spał całą noc a dziś musi wracać. - powiedziałam.
- Oczywiście, że nie. - odpowiedziała mama. - Chodźcie na śniadanie.

Szczerze? To nie chciało mi się jeść, miałam ochotę się popłakać tak jak na lotnisku jednak jeszcze byłam razem z nimi, bo Kenny był z nami. Powiedziałam mu aby moją torbę dał do mojego pokoju. Zrobił to i udaliśmy się do kuchni. Mama usmażyła jajecznicę, zjedliśmy przy okazji rozmawiając. Dużo ode mnie nie wyciągnęli, ponieważ nie miałam ochoty rozmawiać. Później Kenny poszedł się przespać do pokoju mojego brata a  ja udałam się do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i spoglądałam na plakaty.   

- Szkoda, że Cię tu nie ma razem ze mną. - powiedziałam i łzy napłynęły mi do oczu.

Nie miałam na nic ochoty. Wzięłam słuchawki podłączyłam je do telefonu i zasnęłam słuchając Justina.

Obudziła mnie mama razem z Kennym około godziny 13. Wstałam. 

- Ja już się będę zbierał. - powiedział.
- Szkoda. - odpowiedziałam ze skwaszoną miną.
- Trzymaj się. - odpowiedział równocześnie mnie przytulając.
- Ty też i wiesz pilnuj tam Justina. - odpowiedziałam. - Aa bym zapomniała. Daj mi jego numer, bo zapomnieliśmy się wymienić.
- Jasne. - odpowiedział podając mi numer.
- Dziękuję za wszystko i do zobaczenia. - powiedziałam jeszcze raz go ściskając.
- Na razie młoda. - odpowiedział i odjechał.

Teraz to na prawdę zrobiło mi się smutno. Poszłam, więc do swojego pokoju i zaczęłam się rozpakowywać. Dołączyła do mnie mama.

- No to opowiadaj jak tam było. - powiedziała siadając na łóżku.
- Fajnie. - odpowiedziałam.
- Co to za łańcuszek na szyi? Bardzo piękny. - powiedziała.

Ja automatycznie go dotknęłam i odpowiedziałam :

- To od Justina. Dziękuję.
- Prześliczny. A właśnie jak tam Justin? - zapytała.
- Chyba dobrze. Nie wiem jak o się trzyma. - odpowiedziałam ze łzami w oczach.
- Aż tak źle było się pożegnać? - zapytała.
- Mamo, to było coś okropnego. No, bo wiesz...  - nie dokończyłam tylko się rozryczałam.
- Jesteście razem?
- Tak. - odpowiedziałam przez łzy.
- Rozumiem, ale wszystko będzie dobrze. - odpowiedziała mama.
- Ale ja go na prawdę kocha i nie chcę abyśmy się rozstawali. Za bardzo go pokochałam a on mnie...
- Posłuchaj, jeżeli na prawdę się kochacie i zależy Wam na tym aby wasza miłość przetrwała to ona i tak przetrwa. Zobaczysz. - odpowiedziała.
- Kochana jesteś. 
- No to dawaj tu ciuchy co są do wyprania. - powiedziała.

Nie odpowiedziałam tylko zaczęłam wyciągać ciuchy, te od Carin też, w których jeszcze nie chodziłam więc je odłożyłam do  szafy. Resztę położyłam obok i zaglądałam jeszcze do bocznych kieszeni czy czegoś nie ma.
W jednej z kieszeni zobaczyła jakieś małe pudełeczko. Wzięłam je i otworzyłam. Był to złoty pierścionek z literami J & P. Bardzo piękny. Od razu pokazałam go mamie. Założyłam go na palec, zrobiłam zdjęcie i wysłałam Justinowi dopisując jeszcze :

- Dziękuję za przepiękny prezent. Głuptas z Ciebie. Kocham Cię bardzo mocno i tęsknie. Twoja Paulina <3

Na prawdę kochałam go za to jaki jest. Nie za to, że jest Justin'em Bieber'em tylko za to jaki jest prywatnie. Tak bardzo tęsknie. 
Poszłam na obiad.


*oczami Justina*

Obudziłem się około godziny 8 i od razy spojrzałem na telefon. Miałem jedną nową wiadomość od jakiegoś nie znanego mi numeru. No cóż, ale otworzyłem. 
Po zdjęciu mogłem od razu się zorientować. Była to Paulina. Wysłała zdjęcie pierścionka, który jej kupiłem miała go na palcu. Napisała jeszcze : 

- Dziękuję za przepiękny prezent. Głuptas z Ciebie. Kocham Cię bardzo mocno i tęsknie. Twoja Paulina <3

Nie pozostało mi nic innego zrobić jak odpisać :

- Jeszcze będziesz miała okazję podziękować. Też tęsknie i bardzo mocno kocham. Justin!

Nie mogłem uwierzyć, że zakochałem się w kimś takim jak ona. Teraz mogłem tylko liczyć na to aż się spotkamy. 
Myślałem, że już się nie odezwie. Wprawdzie oboje mogliśmy o to zadbać by wymienić się numerami telefonów, ale przez to wszystko zapomnieliśmy. Podniosło mnie to na duchu. Dobrze, że dała mi znać. Mogłem zejść na dół na śniadanie w pełni uśmiechnięty. No powiedzmy, bo tak na prawdę nie było fajnie. Bardzo chcę ją odwiedzić, ale teraz nie dam rady. Za dużo pracy : studio, wywiady, sesje fotograficzne... No, ale cóż. Damy radę. 
Udałem się na dół do kuchni. Mama już na mnie czekała ze śniadaniem. Podszedłem do niej i przytuliłem się, a ona pogłaskała mnie po głowie pytając :

- Jak się czujesz?
- Lepiej. Gdyby nie Paulina, nie wiem czy wyszedłbym z mojego pokoju. Napisała sms'a i to właśnie przez to. - odpowiedziałem.
- No widzisz. Nie martw się, wszystko się ułoży. - odpowiedziała. - Siadaj i jedz, a później pójdziemy posprzątać pokój gdzie spała Paulina.
- Ech, no dobrze.

Zasiadłem do stołu i zacząłem jeść przygotowane śniadanie przez mamę. Chciała mnie ona wypytać o to jak przebiegło wczoraj pożegnanie, jednak ja nie byłem w stanie tego powiedzieć. Od razu łzy napłyneły mi do oczu. Więcej mnie nie zapytała. Wiedziała, że bardzo to przeżywam. Nagle zadzwonił mój telefon. Był to Scooter. Odebrałem.

- Justin? Możesz rozmawiać? - zapytał.
- Tak.
- Słuchaj musimy dziś pojechać do studia. - powiedział.
- Yhy...
- To ja przyjadę po Ciebie.
- Czekam. - odpowiedziałem.

Byłem trochę mało mówny...

- Na kogo czekasz? - zapytała mama.
- Dzwonił Scooter. Mamy jechać do studia.
- To super. 
- Też tak myślę...

Napisałem sms'a do Pauliny, że wybieram się do studia. Odpisała, że ma nadzieję, że ze mną wszystko dobrze i, że jakoś się trzymam. 


*moimi oczami*

- Wybieram się dziś do studia... - napisał Justin.
- Mam nadzieję, że wszystko w porządku i jakoś się trzymasz. - odpisałam.

Nie odpisywał przez dłuższą chwilę. Po 20 minutach pojawiła się wiadomość.

- Przepraszam, że nie odpisywałem przez chwilę, ale właśnie przyjechał Scooter. Cały czas o Tobie myślę. Gdyby nie ten sms dziś rano nie wiem czy bym wstał z łóżka. Tak bardzo tęsknie. Odezwę się później. Kocham Cię <3
- Nawet tak nie mów, że nie wiesz czy byś wstał z łóżka. Mi też jest ciężko. Kocham Cię! - odpisałam.

Niech on nawet tak nie pisze. Nie wiem co bym zrobiła gdyby sobie coś zrobił...
Po za tym, w poniedziałem do szkoły. Zobaczę osoby, których może nie chcę widzieć, ale jakoś będę musiała przeżyć. No cóż, być może będą się coś wypytywać. Zresztą co oni mogą się pytać. Zapewne widzieli więc nie ma o co.


*dwa dni później*

Poniedziałek = powrót do szkoły. Dokładnie tydzień temu byłam na kolacji razem z Justinem, Scooterem i Carin. Nie mogłam w to uwierzyć, że czas tak szybko mija... Zaczynając od tego może co robiłam w weekend. Nic specjalnego, odpoczywałam. Nie ogarniam do szkoły, ale nie było mnie tydzień, więc nic mi nie grozi. Nawet nie wiedziałam czy przepadają jakieś lekcje. Na szczęście miałam ich tylko 6. A, wracając do weekendu - Justin pisał oczywiście. Siedział w studio i będzie tam przez kilka następnych dni. Ciężko pracuję, bardzo go podziwiam. Natomiast u mnie tak jak było. Wracam do szkoły... Jeszcze tylko 2 miesiące a w czerwcu to raczej nie będę chodzić do szkoły. Zaszyje się w domu. Zaproszę Justina do siebie. To mam w planach. Czy wypali? Nie wiem... W każdym bądź razie przypomniało mi się, że w czerwcu Dawid ma urodziny. Zaprosi czy nie? Pewnie tak. No nic, tyle tych rozmyślań. Wychodzę na autobus.
Czekałam chyba z 10 minut. Spotkałam się ze znajomymi, tylko na mnie dziwnie popatrzyli. Spoko. Dojechałam na miejsce. Spacerkiem poszłam w stronę szkoły, nie zważając na innych założyłam słuchawki na uszy i wyobrażałam sobie jakbym była w teledysku. Dochodziłam już do szkoły, weszłam do środka i udałam się do szatni. Nikogo nie było. Fajnie. Popatrzyłam na zegarek. Było 5 minut do dzwonka, więc nie była zdziwiona, że nikogo nie było. Ściągnęłam kurtkę i założyłam znów słuchawki i wychodziłam z szatni, gdy minęłam się z Dawidem. On tylko na mnie popatrzył, a ja zobaczyłam go tylko kątem oka i udałam się pod klasę. Przywitałam się, jednak nikt nie raczył mi odpowiedzieć. No cóż. Wystarczy tylko patrzeć jak na jakiegoś ducha. 
Minęło 3 lekcje. Właśnie szłam do klasę gdzie mam mieć 4 lekcje, gdy ktoś mnie zaczepił. Była to Justyna.

- Opowiadaj!
- Ale co? Nawet nie raczysz się przywitać. - odpowiedziałam.
- Cześć. No a teraz opowiedz jak było. 
- Cześć. Ale gdzie? - zapytałam nic nie wiedząc.
- Jak to? Spójrz. To Ty i Justin. Nie ukryjesz tego! - powiedziała i pokazała mi zdjęcia, które miała na telefonie.
- No tak, to my. I co z tego? - zapytałam.
- Jak to co!? Byłaś razem z Justin'em Bieber'em i nic mi nie powiedziałaś? 
- Po pierwsze to z Justin'em. Po drugie po co miałam Ci mówić. Nikt nie wiedział, aż do tych zdjęć. - odpowiedziałam.
- Skąd Ty w ogóle się tam wzięłaś? - zapytała.
- A czy to takie ważne? Nikt nie musi wiedzieć, więc Ty też nie. Poza tym większość osób wie. Zresztą pewnie niebawem będą pisać w gazetach to się dowiesz. - odpowiedziałam.
- Martwiłam się.
- Ty się martwiłaś czy ktoś inny? - zapytałam.
- Dawid też. 
- No i co z tego?
- Przecież on... No wiesz.
- Weź daj spokój. Poza tym na prawdę on mnie nie interesuję. - odpowiedziałam.
- Za to on ciągle się wypytywał o Ciebie. Co ja niby miałam mu powiedzieć. Pokazałam mu zdjęcia i widocznie zrozumiał. Nie wiem. -  odpowiedziała.
- Przecież widzę jak o nim mówisz, jak na niego patrzysz. Chyba ktoś tu się zakochał. - odpowiedziałam gdy on przechodził obok nas.
- Och, nie przesadzaj. 
- Nie za długo cały czas będziesz o nim mówić. Mówię Ci. Sorry, ale muszę iść na lekcje. - powiedziałam głośniej, bo dzwonek zaczął dzwonić.
- Pogadamy później.

Z tego co widziałam Dawid cały czas się nam przyglądał, jednak ja na to nie zwracałam uwagi tylko udałam się pod klasę. Chwilę czekaliśmy się na profesorkę, a w tym czasie zauważyłam jak Justyna z nim rozmawia. Ona przecież się w nim zakochała widać to po niej, a on nie daje jej jak na razie nadziei. Co za idiota. Wreście przyszła nauczycielka. Lekcja wychowawcza, no tak. Pewnie będzie się mnie czegoś wypytywać, albo klasa zada jakiś temat do omówienia. Zasiadłam w ławce. Sama, jak nigdy. Wychowawczyni sprawdziła obecność. Zapytałam czy muszę usprawiedliwić cały tydzień, ona odpowiedziała, że nie, bo wie gdzie byłam i zna całą sytuacje od menedżera Justina. Spoko. Dobrze, że nie powiedziała tego na głos. W każdym bądź razie, ktoś zaproponował abyśmy porozmawiali o... związkach. Fajny temat, nie powiem, ale obawiałam się jednego, że padnie temat mój i Justina.  O to właśnie im cały czas chodzi. Tak sądzę. Ja tylko przysłuchiwałam się tej rozmowie.

- Co dokładnie chcecie wiedzieć? - zapytała nauczycielka.
- Na przykład czy można pokochać kogoś tylko dlatego, że ma kasę? - zapytała jedna dziewczyna.
- A czy pieniądze są najważniejsze? Liczy się to czy dobrze czujemy się z tą drugą osobą, a nie tylko zarobki. - odpowiedziała.
- Zapewne wszyscy wiedzą, że nasz koleżanka szlajała się z nie jakim Bimberem. - powiedział Przemek.
- Oj taaaaaaak. - odpowiedzieli wszyscy.

Ja się wkurzyłam, ale nie dała po sobie tego poznać. Nauczycielka tylko spoglądała na mnie.

- W każdym bądź razie czy zwykła dziewczyna może zakochać się w kimś takim jak on lub na odwrót? - zapytał.
- Dla...
- Oczywiście, że tak . - przerwałam nauczycielce. - Nie jestem Wami, że siedzicie i nic nie robicie. Jesteście po prostu zwyczajnie zazdrośni, bo Wy nie spełniliście swoich marzeń. Zazdrościcie mu tego, że jest sławny, a tak na prawdę nie wiecie jaki on jest. Kochać go można jako Justina Biebera, ale on nie chcę być tak właśnie kochany przez niektóre osoby. Kocham go jako chłopaka, który pokazał, że marzenia się spełniają. Nie kocham jego kasy, kocham jego. Jeżeli Wam to coś nie pasuje to się odczepcie i tyle. Dziękuję. - powiedziałam ze złością.
- Braaaaaawo, wreście się odezwałaś. - odpowiedział.
- Przestańcie! - powiedziała nauczycielka do wszystkich.
- Wiecie co? Nie mam zamiaru z Wami rozmawiać. Żegnam. - odpowiedziałam i wybiegłam z klasy trzaskając drzwiami.

Oparłam się o ścianę i zsunęłam się na dół siadając pod kulona i płacząc po cichu. Zobaczyłam, że wychowawczyni zbliża się z moją stronę.

- Nie przejmuj się nimi. - powiedziała pochylając się nade mną.
- Jak mam się nie przejmować skoro oni ciągle go obrażają? - odpowiedziała.
- Oni są zazdrośni, tak jak powiedziałaś. Nic tego nie zmieni.
- Wiem, ale chcę aby tak nie było...
- Musisz się z tym pogodzić. 
- Mogę się zwolnić do domu? - zapytałam. - Dłużej nie wytrzymam.
- Dobrze, idź. Usprawiedliwię Cię. - odpowiedziała.
- Dziękuję bardzo i do widzenia. - odpowiedziałam udając się w stronę schodów by zejść na dół.

Szłam ze spuszczoną głową na dół, więc nie widziałam czy ktoś idzie czy nie. Miałam już wychodzić ze szkoły, nie zauważyłam i wpadłam na kogoś. Podniosłam głowę i zobaczyłam Dawida. Super, jeszcze jego mi do szczęści brakuję.

- Część! - powiedział. - Czego nie na lekcji?
- Hej, zwolniłam się. A Ty to co?
- Byłem w sklepiku, wiesz mam religię. A Tobie się coś stało, że się zwolniłaś? - zapytał.
- Nic takiego. A jak tam Justyna? - zapytałam.
- Justyna? Spoko. Miła, sympatyczna... A co u Justina? 
- Nie chcę nic mówić, ale ona wiesz... Zresztą nie ważne. U Justina? Hmm, pewnie wszystko dobrze. - odpowiedziałam udając, że o niczym nie wiem.
- Tak, domyślam się co do Justyny. Słuchaj mam pytanie... - powiedział.
- Słucham.
- Czy nie poszłabyś ze mną do kina? - zapytał drapią się po głowie.
- Sorry, ale nie. Nie jestem zainteresowana. Poza tym mam chłopaka. Justynę zaproś. Na pewno się ucieszy. - odpowiedziałam.
- Mam nadzieję, że niebawem go poznam... - odpowiedział zmieszany.
- Taaaaak, też tak sądzę. Sorry, ale muszę już iść. Na razie. - odpowiedziałam i wyszłam ze szkoły. 


*pół godziny później*

Wróciłam do domu. Od razu powiedziałam mamie co się wydarzyło. Odpowiedziała mi dokładnie to samo co nauczycielka. Napisałam sms'a do Justina czy nie mógł by później zadzwonić. On nie zadzwonił później tylko teraz.

- Kochanie dlaczego Ty nie śpisz? - zapytałam.
- Scooter wyciągnął mnie dziś wcześnie do studia. 
- Mam nadzieję, że się trzymasz. - odpowiedziałam.
- Ty podtrzymujesz mnie na duchu, kochanie. O czym chciałaś ze mną pogadać? Stało się coś? - zapytał.

Taaak, opowiedziałam mu wszystko co się wydarzyło, nawet powiedziałam o Dawidzie, że się we mnie zakochał i w ogóle.

- Mogę skopać mu tyłek, prawda? - zapytał.
- Justin weź przestań. Co Ty w ogóle mówisz. Nie masz się czego bać.
- Ale ja się boję, że Cię stracę. - odpowiedział.
- Kochanie, nie stracisz mnie. Zbyt mocno Cię kocham!
- Ja Ciebie też. 

Pogadaliśmy jeszcze trochę. Miło było usłyszeć jego głos.


*3 tygodnie później*

Mijały dni i tygodnie... Początek kwietnia.
Zorientowałam się, że okres mi się spóźnia. Jedno co mogłam podejrzewać to ciąża. Nie wiedziałam co zrobić, rodzice pewnie by wywalili mnie z domu za to, że się puściłam byle komu. Zadzwonić do Justina? Nie wiem jaka była by jego reakcja. Jedno było pewne, musiałam zgłosić się do lekarza. Ukryłam to i pojechałam umówić się z lekarzem. Mam się zgłosić za 2 dni. Jeszcze się okaże, że dostanę okres i nie jestem w ciąży, ale z drugiej strony może on mi się po prostu tak spóźnia... Postanowiłam, że zadzwonię do Justina. 

- Justin muszę Ci coś powiedzieć. - powiedziałam niepewnie.
- O co chodzi? - zapytał.
- Jestem umówiona z lekarzem. Za dwa dni ma się zgłosić... - odpowiedziałam przygryzając wargę.
- Co Ci jest? Mam przyjechać!? - zapytał wystraszony.
- Podejrzewam, że jestem w... ciąży... Nie musisz. - odpowiedziałam przerywając co jakiś czas.
- To wspaniale! - wykrzyczał. 
- Zrozum to, że mogę być, mogę nie być... Co ja zrobię jak będę? Rodzice wywalą mnie z domu. - powiedziałam.
- Nie przejmuj się. Nawet jeżeli nie będziesz to i tak będę szczęśliwy. - odpowiedział.
- Kocham Cię!

Bardzo bałam się wizyty u lekarza...


*dwa dni później*

Udałam się do lekarza. Przyjął mnie od razu, bo nikogo nie było. Dobrze, że to była pani a nie pan. Całe szczęście. Przywitałam się z nią.

- Tak więc co Cię do mnie sprowadza? - zapytała.
- Okres mi się spóźnia... - powiedziałam.
- Hmm, połóż się zrobimy USG. - odpowiedziała.

Zrobiłam wszystko tak jak mi mówiła. Tak bardzo się bałam...

- Uprawiałaś seks? - zapytała.
- Tak. - odpowiedziałam przygryzając wargę.
- Spójrzmy... Mówisz, że spóźnia Ci się okres.
- Tak. Czy to coś poważnego? - zapytałam.
- Nie. 1 miesiąc...
- 1 MIESIĄC CIĄŻY!? - zapytałam.
- Tak, jesteś w ciąży. - odpowiedziała z uśmiechem.
- O nie... Boże co ja teraz zrobię?
- Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz. Też zaszłam w ciążę w Twoim wieku. - odpowiedziała.
- Na prawdę? Co na to Pani rodzice?
- Mój chłopak teraz już mąż bardzo bał się tego co będzie... Jednak nie było tak źle. Pomagali nam nasi rodzice. 
- Ja tak bardzo się boję powiedzieć o tym rodzicą... 
- O koła 3 miesiąca ciąży brzuch staję się większy. Nie przejmuj się. Będzie dobrze.
- Dziękuję za wsparcie. Do widzenia.
- Do widzenia.

Wybiegłam z gabinetu najszybciej jak się dało. Nie wiedziałam co zrobić. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Udałam się do domu. Zanim dotarłam do niego była godzina 19. Poszłam do łazienki, napuściłam wodę do wanny i się w niej położyłam. Rozmyślałam... Spojrzałam na swoje blizny... Zobaczyłam, że coś zwraca moją uwagę, była to żyletka. Wzięłam ją do ręki. Popatrzyłam jeszcze raz na moją rękę. Zaczęłam podcinać sobie te same miejsca, jednak łagodniej. Krew lała się strumieniami. Zasłabłam.


_________________________________________


61 rozdział już za nami. Jak się podoba? 


http://www.twitlonger.com/show/ih8roj & http://twitter.com/lonelyladyrauhl/ --> co nie coś o GOLDEN TICKET i ZDJĘCIA. ENJOY.

10 komentarzy:

  1. Mega !!!!!!!!!!!! *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. wow! cudowne! mam nadzieje że nic jej się nie stanie a Justin do niej przyjedzie ;) czekam z niecierpliwością na nn @_maryssbieberxd

    OdpowiedzUsuń
  3. O jeju... Końcówka... Chciało mi się płakać... Czy ty pomyślałaś o Justinie? xD Będzie cierpiał xD Ale rozdział świetny. Mam nadzieję że z tego wyjdzie i że Just nic sb nie zrobi.
    @viktoriaa_m

    OdpowiedzUsuń
  4. nawet nie wiesz jak się cieszę, że ona jest w ciąży! ;d niee tylko nie to, niech ona się nie okalecza. @AuneBieber

    OdpowiedzUsuń
  5. Ma z tego wyjsc! ;D super rozdzial czekam na nn :))

    OdpowiedzUsuń
  6. AWWW ONA JEST W CIĄŻY <33333
    ale czemu się tnie ? ;c @Bemyfirst
    informuj mnie dalej jak możesz :)

    OdpowiedzUsuń
  7. o kurde.... auć mam ciarkii ;d
    super rozdział, naprawde zajebiście piszesz :D
    czekam na NN ^^

    @polly325

    OdpowiedzUsuń
  8. Super piszesz! Cieszę się, że jest w ciąży, na serio :D :* Super piszesz :) A co do tego Golden Ticket to zazdroszczę Ci i trzymam kciuki! :3 / @ForeverBelieb12

    OdpowiedzUsuń
  9. cudny rozdział, aż się popłakałam. świetnie piszesz i wgl super, że główna bohaterka jest w ciąży :D czekam/y z niecierpliwością na kolejne notki. :*
    .iwaa

    OdpowiedzUsuń
  10. zawalisty rozdział. Mam nadzieje że Justin przyjedzie do Pauliny i będą naprawde szczęśliwi z małym dzieciątkiem :)
    Kamaila5213

    OdpowiedzUsuń