środa, 25 lipca 2012

rozdział 61.


*moimi oczami*

- Obudź się. - szturchnął mnie Kenny.
- Co? - zapytałam.
- Będziemy lądować. - oznajmił.
- Już!? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Przespałaś prawie cały lot, zresztą nie dziwie Ci się. - odpowiedział.

No ja sobie też się nie dziwie, w końcu byłam zalana łzami. Pewnie wyglądałam jak szogun, ale mniejsza z tym. W samolocie były jakieś chyba belieberki, bo gdy tylko się obudziłam słyszałam, że coś gadały : "Ej, to ona?" , "W ogóle to po co Kenny z nią leci?". To było wkurzające. Siedziały obok nas.

- Kenny ja pójdę do "toalety". Zaraz wracam. - powiedziałam.
- Nie ma sprawy.

Wyszłam do niej tylko i wyłącznie po to by się trochę ogarnąć i załatwić swoje potrzeby. Wprawdzie nie chciałam tego robić tu w samolocie, ale nie miałam wyjścia. Ogarnęłam się i wyszłam ze spuszczoną głową. Te dziewczyny ciągle coś gadały, ale ja nie  zwracałam na nich uwagi. Nagle jakieś światło błysło. Zorientowałam się, że ktoś może zrobił zdjęcie. Ach, no tak. Te dziewczyny mogły to zrobić. No, ale cóż. Usiadłam na swoje miejsce.

- No i jak tam? - zapytał Kenny.
- Nie najlepiej, ale Ty jak zawsze mnie pocieszysz. - odpowiedziałam.
- Weź się w końcu uśmiechnij, to nie koniec świata. - odpowiedział.
- To tak. - odpowiedziałam z nie dosytem.

Minęło kilka minut i zaczęliśmy lądować. Była 4 nad ranem. Udaliśmy się tam gdzie powinniśmy i wyruszyliśmy w drogę do mojego domu. Nie odzywałam się.

- Ej, młoda. Weź się uśmiechnij. - powiedział Kenny.
Uśmiechnęłam się na jego życzenie.
- No i o wiele lepiej. No to opowiadaj jak Ci się w Kanadzie podobało.
- Bardzo mi się podobało, na pewno lepiej niż w tej Polsce. - odpowiedziałam.
- Oj, przesadzasz. - powiedział.
- Nie, na serio mówię. Zresztą co ja będę Tobie mówić. Nie wiesz jak jest w Polsce, więc nie będę o niej opowiadać. - oznajmiłam.
- To opowiedz jak się bawiłaś z Justinem.
- Bawiłaś z Justinem? - zapytałam. - W sensie, jak spędzałaś z nim czas i w ogóle. - dopowiedział z uśmiechem.
- Zależy gdzie, kiedy, o której... 
- Chodzi mi ogólnie... No więc?
- Niesamowicie. - odpowiedziałam.
- Gadał przez sen? - zapytał.
- A skąd ja mam to wiedzieć? - zapytałam udając, że nic nie wiem.
- Przecież spaliście ze sobą, Pattie mi mówiła. - odpowiedział z szerokim uśmiechem.
- Oj tam, no i co z tego. Do niczego nie doszło. Zresztą tak coś gadał. - odpowiedziałam.
- Dobra, dobra. Ja tam nie wnikam co żeście robili, wiesz broń Boże. 
- Ta, ta. Ty byś chciał wszystko wiedzieć. Idź Ty nie dobry. - odpowiedziałam śmiejąc się.
- A co gadał? - zapytał.
- Mam Ci to dosłownie mówić? - zapytałam.
- To zależy jak Ci wygodnie. - odpowiedział.
- Raczej powiem Ci tylko o czym mówił...
- Więc...
- Nie, ja nie mogę. To zbyt zboczone. - odpowiedziałam.
- Aż tak? O słodki Jezu. - odpowiedział.
- On powiedział : "Chce mi się seksu z Tobą" i coś tam jeszcze jęczał pod nosem. - powiedziałam tak by nie wybuchnąć śmiechem. Kenny natomiast zaczął się śmiać wniebogłosy. - No co? Taka prawda. Zbyt napalony człowiek z niego i tyle.
- Pierwsze słyszę. - odpowiedział.
- Ja też. 
- Ja nie chcę wiedzieć co mu się śniło. - powiedział.
- Nie wnikajmy, ale wiesz jak on to tak wyraźnie powiedział i do tego z taką chęcią, ale powiedziałam mu, że słodko mówił, nie powiedziałam co. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Widzę, że się uśmiechasz. - powiedział.
- Jak na razie. Później to będę pewnie ryczeć. - odpowiedziałam.
- Prześpij się. - powiedział. - Bo zanim dojedziemy to trochę potrwa.

Była 6 (w Polsce w Kanadzie około godziny 24). Posłuchałam chwilę muzyki i zasnęłam.

Godzina 9. Obudziłam się, gdy już prawie byliśmy na miejscu.

- O już prawie jesteśmy. - powiedziałam zaspana.
- Jak się spało? - zapytał Kenny.
- Całkiem dobrze. - odpowiedziałam. - Chociaż Tobie współczuję, bo nie spałeś całą noc.
- No jakoś będę musiał  wytrzymać. - odpowiedział.
- Może zostaniesz u mnie w domu i dopiero jutro pojedziesz? - zaproponowałam.
- Nie chcę robić kłopotu.
- Nie ma żadnego kłopotu. Jest gdzie spać, prześpisz się i pojedziesz. - powiedziałam.
- Przespać się mogę, ale muszę dziś wrócić. - oznajmił.
- No jak chcesz. - odpowiedziałam. - O już jesteśmy.

Ujrzałam swój dom. Nic się nie zmieniło. Miałam wrażenie, że nie było mnie tu z miesiąc. Podjechaliśmy pod same schody.  Zauważyłam jak rodzice i brat wychodzą aby się ze mną przywitać. Kenny jeszcze zawrócił auto. Zatrzymał je i wyłączył silnik. Wzięłam głęboki oddech i wyszłam z samochodu.

- Jesteś! - zawołała mama i od razu mocno mnie przytuliła, później tato i brat.
Nie odpowiedziałam.
Kenny wziął moją walizkę i stanął obok mnie.

- A no tak. Nie macie nic przeciwko, żeby Kenny się przespał no, bo wiecie nie spał całą noc a dziś musi wracać. - powiedziałam.
- Oczywiście, że nie. - odpowiedziała mama. - Chodźcie na śniadanie.

Szczerze? To nie chciało mi się jeść, miałam ochotę się popłakać tak jak na lotnisku jednak jeszcze byłam razem z nimi, bo Kenny był z nami. Powiedziałam mu aby moją torbę dał do mojego pokoju. Zrobił to i udaliśmy się do kuchni. Mama usmażyła jajecznicę, zjedliśmy przy okazji rozmawiając. Dużo ode mnie nie wyciągnęli, ponieważ nie miałam ochoty rozmawiać. Później Kenny poszedł się przespać do pokoju mojego brata a  ja udałam się do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i spoglądałam na plakaty.   

- Szkoda, że Cię tu nie ma razem ze mną. - powiedziałam i łzy napłynęły mi do oczu.

Nie miałam na nic ochoty. Wzięłam słuchawki podłączyłam je do telefonu i zasnęłam słuchając Justina.

Obudziła mnie mama razem z Kennym około godziny 13. Wstałam. 

- Ja już się będę zbierał. - powiedział.
- Szkoda. - odpowiedziałam ze skwaszoną miną.
- Trzymaj się. - odpowiedział równocześnie mnie przytulając.
- Ty też i wiesz pilnuj tam Justina. - odpowiedziałam. - Aa bym zapomniała. Daj mi jego numer, bo zapomnieliśmy się wymienić.
- Jasne. - odpowiedział podając mi numer.
- Dziękuję za wszystko i do zobaczenia. - powiedziałam jeszcze raz go ściskając.
- Na razie młoda. - odpowiedział i odjechał.

Teraz to na prawdę zrobiło mi się smutno. Poszłam, więc do swojego pokoju i zaczęłam się rozpakowywać. Dołączyła do mnie mama.

- No to opowiadaj jak tam było. - powiedziała siadając na łóżku.
- Fajnie. - odpowiedziałam.
- Co to za łańcuszek na szyi? Bardzo piękny. - powiedziała.

Ja automatycznie go dotknęłam i odpowiedziałam :

- To od Justina. Dziękuję.
- Prześliczny. A właśnie jak tam Justin? - zapytała.
- Chyba dobrze. Nie wiem jak o się trzyma. - odpowiedziałam ze łzami w oczach.
- Aż tak źle było się pożegnać? - zapytała.
- Mamo, to było coś okropnego. No, bo wiesz...  - nie dokończyłam tylko się rozryczałam.
- Jesteście razem?
- Tak. - odpowiedziałam przez łzy.
- Rozumiem, ale wszystko będzie dobrze. - odpowiedziała mama.
- Ale ja go na prawdę kocha i nie chcę abyśmy się rozstawali. Za bardzo go pokochałam a on mnie...
- Posłuchaj, jeżeli na prawdę się kochacie i zależy Wam na tym aby wasza miłość przetrwała to ona i tak przetrwa. Zobaczysz. - odpowiedziała.
- Kochana jesteś. 
- No to dawaj tu ciuchy co są do wyprania. - powiedziała.

Nie odpowiedziałam tylko zaczęłam wyciągać ciuchy, te od Carin też, w których jeszcze nie chodziłam więc je odłożyłam do  szafy. Resztę położyłam obok i zaglądałam jeszcze do bocznych kieszeni czy czegoś nie ma.
W jednej z kieszeni zobaczyła jakieś małe pudełeczko. Wzięłam je i otworzyłam. Był to złoty pierścionek z literami J & P. Bardzo piękny. Od razu pokazałam go mamie. Założyłam go na palec, zrobiłam zdjęcie i wysłałam Justinowi dopisując jeszcze :

- Dziękuję za przepiękny prezent. Głuptas z Ciebie. Kocham Cię bardzo mocno i tęsknie. Twoja Paulina <3

Na prawdę kochałam go za to jaki jest. Nie za to, że jest Justin'em Bieber'em tylko za to jaki jest prywatnie. Tak bardzo tęsknie. 
Poszłam na obiad.


*oczami Justina*

Obudziłem się około godziny 8 i od razy spojrzałem na telefon. Miałem jedną nową wiadomość od jakiegoś nie znanego mi numeru. No cóż, ale otworzyłem. 
Po zdjęciu mogłem od razu się zorientować. Była to Paulina. Wysłała zdjęcie pierścionka, który jej kupiłem miała go na palcu. Napisała jeszcze : 

- Dziękuję za przepiękny prezent. Głuptas z Ciebie. Kocham Cię bardzo mocno i tęsknie. Twoja Paulina <3

Nie pozostało mi nic innego zrobić jak odpisać :

- Jeszcze będziesz miała okazję podziękować. Też tęsknie i bardzo mocno kocham. Justin!

Nie mogłem uwierzyć, że zakochałem się w kimś takim jak ona. Teraz mogłem tylko liczyć na to aż się spotkamy. 
Myślałem, że już się nie odezwie. Wprawdzie oboje mogliśmy o to zadbać by wymienić się numerami telefonów, ale przez to wszystko zapomnieliśmy. Podniosło mnie to na duchu. Dobrze, że dała mi znać. Mogłem zejść na dół na śniadanie w pełni uśmiechnięty. No powiedzmy, bo tak na prawdę nie było fajnie. Bardzo chcę ją odwiedzić, ale teraz nie dam rady. Za dużo pracy : studio, wywiady, sesje fotograficzne... No, ale cóż. Damy radę. 
Udałem się na dół do kuchni. Mama już na mnie czekała ze śniadaniem. Podszedłem do niej i przytuliłem się, a ona pogłaskała mnie po głowie pytając :

- Jak się czujesz?
- Lepiej. Gdyby nie Paulina, nie wiem czy wyszedłbym z mojego pokoju. Napisała sms'a i to właśnie przez to. - odpowiedziałem.
- No widzisz. Nie martw się, wszystko się ułoży. - odpowiedziała. - Siadaj i jedz, a później pójdziemy posprzątać pokój gdzie spała Paulina.
- Ech, no dobrze.

Zasiadłem do stołu i zacząłem jeść przygotowane śniadanie przez mamę. Chciała mnie ona wypytać o to jak przebiegło wczoraj pożegnanie, jednak ja nie byłem w stanie tego powiedzieć. Od razu łzy napłyneły mi do oczu. Więcej mnie nie zapytała. Wiedziała, że bardzo to przeżywam. Nagle zadzwonił mój telefon. Był to Scooter. Odebrałem.

- Justin? Możesz rozmawiać? - zapytał.
- Tak.
- Słuchaj musimy dziś pojechać do studia. - powiedział.
- Yhy...
- To ja przyjadę po Ciebie.
- Czekam. - odpowiedziałem.

Byłem trochę mało mówny...

- Na kogo czekasz? - zapytała mama.
- Dzwonił Scooter. Mamy jechać do studia.
- To super. 
- Też tak myślę...

Napisałem sms'a do Pauliny, że wybieram się do studia. Odpisała, że ma nadzieję, że ze mną wszystko dobrze i, że jakoś się trzymam. 


*moimi oczami*

- Wybieram się dziś do studia... - napisał Justin.
- Mam nadzieję, że wszystko w porządku i jakoś się trzymasz. - odpisałam.

Nie odpisywał przez dłuższą chwilę. Po 20 minutach pojawiła się wiadomość.

- Przepraszam, że nie odpisywałem przez chwilę, ale właśnie przyjechał Scooter. Cały czas o Tobie myślę. Gdyby nie ten sms dziś rano nie wiem czy bym wstał z łóżka. Tak bardzo tęsknie. Odezwę się później. Kocham Cię <3
- Nawet tak nie mów, że nie wiesz czy byś wstał z łóżka. Mi też jest ciężko. Kocham Cię! - odpisałam.

Niech on nawet tak nie pisze. Nie wiem co bym zrobiła gdyby sobie coś zrobił...
Po za tym, w poniedziałem do szkoły. Zobaczę osoby, których może nie chcę widzieć, ale jakoś będę musiała przeżyć. No cóż, być może będą się coś wypytywać. Zresztą co oni mogą się pytać. Zapewne widzieli więc nie ma o co.


*dwa dni później*

Poniedziałek = powrót do szkoły. Dokładnie tydzień temu byłam na kolacji razem z Justinem, Scooterem i Carin. Nie mogłam w to uwierzyć, że czas tak szybko mija... Zaczynając od tego może co robiłam w weekend. Nic specjalnego, odpoczywałam. Nie ogarniam do szkoły, ale nie było mnie tydzień, więc nic mi nie grozi. Nawet nie wiedziałam czy przepadają jakieś lekcje. Na szczęście miałam ich tylko 6. A, wracając do weekendu - Justin pisał oczywiście. Siedział w studio i będzie tam przez kilka następnych dni. Ciężko pracuję, bardzo go podziwiam. Natomiast u mnie tak jak było. Wracam do szkoły... Jeszcze tylko 2 miesiące a w czerwcu to raczej nie będę chodzić do szkoły. Zaszyje się w domu. Zaproszę Justina do siebie. To mam w planach. Czy wypali? Nie wiem... W każdym bądź razie przypomniało mi się, że w czerwcu Dawid ma urodziny. Zaprosi czy nie? Pewnie tak. No nic, tyle tych rozmyślań. Wychodzę na autobus.
Czekałam chyba z 10 minut. Spotkałam się ze znajomymi, tylko na mnie dziwnie popatrzyli. Spoko. Dojechałam na miejsce. Spacerkiem poszłam w stronę szkoły, nie zważając na innych założyłam słuchawki na uszy i wyobrażałam sobie jakbym była w teledysku. Dochodziłam już do szkoły, weszłam do środka i udałam się do szatni. Nikogo nie było. Fajnie. Popatrzyłam na zegarek. Było 5 minut do dzwonka, więc nie była zdziwiona, że nikogo nie było. Ściągnęłam kurtkę i założyłam znów słuchawki i wychodziłam z szatni, gdy minęłam się z Dawidem. On tylko na mnie popatrzył, a ja zobaczyłam go tylko kątem oka i udałam się pod klasę. Przywitałam się, jednak nikt nie raczył mi odpowiedzieć. No cóż. Wystarczy tylko patrzeć jak na jakiegoś ducha. 
Minęło 3 lekcje. Właśnie szłam do klasę gdzie mam mieć 4 lekcje, gdy ktoś mnie zaczepił. Była to Justyna.

- Opowiadaj!
- Ale co? Nawet nie raczysz się przywitać. - odpowiedziałam.
- Cześć. No a teraz opowiedz jak było. 
- Cześć. Ale gdzie? - zapytałam nic nie wiedząc.
- Jak to? Spójrz. To Ty i Justin. Nie ukryjesz tego! - powiedziała i pokazała mi zdjęcia, które miała na telefonie.
- No tak, to my. I co z tego? - zapytałam.
- Jak to co!? Byłaś razem z Justin'em Bieber'em i nic mi nie powiedziałaś? 
- Po pierwsze to z Justin'em. Po drugie po co miałam Ci mówić. Nikt nie wiedział, aż do tych zdjęć. - odpowiedziałam.
- Skąd Ty w ogóle się tam wzięłaś? - zapytała.
- A czy to takie ważne? Nikt nie musi wiedzieć, więc Ty też nie. Poza tym większość osób wie. Zresztą pewnie niebawem będą pisać w gazetach to się dowiesz. - odpowiedziałam.
- Martwiłam się.
- Ty się martwiłaś czy ktoś inny? - zapytałam.
- Dawid też. 
- No i co z tego?
- Przecież on... No wiesz.
- Weź daj spokój. Poza tym na prawdę on mnie nie interesuję. - odpowiedziałam.
- Za to on ciągle się wypytywał o Ciebie. Co ja niby miałam mu powiedzieć. Pokazałam mu zdjęcia i widocznie zrozumiał. Nie wiem. -  odpowiedziała.
- Przecież widzę jak o nim mówisz, jak na niego patrzysz. Chyba ktoś tu się zakochał. - odpowiedziałam gdy on przechodził obok nas.
- Och, nie przesadzaj. 
- Nie za długo cały czas będziesz o nim mówić. Mówię Ci. Sorry, ale muszę iść na lekcje. - powiedziałam głośniej, bo dzwonek zaczął dzwonić.
- Pogadamy później.

Z tego co widziałam Dawid cały czas się nam przyglądał, jednak ja na to nie zwracałam uwagi tylko udałam się pod klasę. Chwilę czekaliśmy się na profesorkę, a w tym czasie zauważyłam jak Justyna z nim rozmawia. Ona przecież się w nim zakochała widać to po niej, a on nie daje jej jak na razie nadziei. Co za idiota. Wreście przyszła nauczycielka. Lekcja wychowawcza, no tak. Pewnie będzie się mnie czegoś wypytywać, albo klasa zada jakiś temat do omówienia. Zasiadłam w ławce. Sama, jak nigdy. Wychowawczyni sprawdziła obecność. Zapytałam czy muszę usprawiedliwić cały tydzień, ona odpowiedziała, że nie, bo wie gdzie byłam i zna całą sytuacje od menedżera Justina. Spoko. Dobrze, że nie powiedziała tego na głos. W każdym bądź razie, ktoś zaproponował abyśmy porozmawiali o... związkach. Fajny temat, nie powiem, ale obawiałam się jednego, że padnie temat mój i Justina.  O to właśnie im cały czas chodzi. Tak sądzę. Ja tylko przysłuchiwałam się tej rozmowie.

- Co dokładnie chcecie wiedzieć? - zapytała nauczycielka.
- Na przykład czy można pokochać kogoś tylko dlatego, że ma kasę? - zapytała jedna dziewczyna.
- A czy pieniądze są najważniejsze? Liczy się to czy dobrze czujemy się z tą drugą osobą, a nie tylko zarobki. - odpowiedziała.
- Zapewne wszyscy wiedzą, że nasz koleżanka szlajała się z nie jakim Bimberem. - powiedział Przemek.
- Oj taaaaaaak. - odpowiedzieli wszyscy.

Ja się wkurzyłam, ale nie dała po sobie tego poznać. Nauczycielka tylko spoglądała na mnie.

- W każdym bądź razie czy zwykła dziewczyna może zakochać się w kimś takim jak on lub na odwrót? - zapytał.
- Dla...
- Oczywiście, że tak . - przerwałam nauczycielce. - Nie jestem Wami, że siedzicie i nic nie robicie. Jesteście po prostu zwyczajnie zazdrośni, bo Wy nie spełniliście swoich marzeń. Zazdrościcie mu tego, że jest sławny, a tak na prawdę nie wiecie jaki on jest. Kochać go można jako Justina Biebera, ale on nie chcę być tak właśnie kochany przez niektóre osoby. Kocham go jako chłopaka, który pokazał, że marzenia się spełniają. Nie kocham jego kasy, kocham jego. Jeżeli Wam to coś nie pasuje to się odczepcie i tyle. Dziękuję. - powiedziałam ze złością.
- Braaaaaawo, wreście się odezwałaś. - odpowiedział.
- Przestańcie! - powiedziała nauczycielka do wszystkich.
- Wiecie co? Nie mam zamiaru z Wami rozmawiać. Żegnam. - odpowiedziałam i wybiegłam z klasy trzaskając drzwiami.

Oparłam się o ścianę i zsunęłam się na dół siadając pod kulona i płacząc po cichu. Zobaczyłam, że wychowawczyni zbliża się z moją stronę.

- Nie przejmuj się nimi. - powiedziała pochylając się nade mną.
- Jak mam się nie przejmować skoro oni ciągle go obrażają? - odpowiedziała.
- Oni są zazdrośni, tak jak powiedziałaś. Nic tego nie zmieni.
- Wiem, ale chcę aby tak nie było...
- Musisz się z tym pogodzić. 
- Mogę się zwolnić do domu? - zapytałam. - Dłużej nie wytrzymam.
- Dobrze, idź. Usprawiedliwię Cię. - odpowiedziała.
- Dziękuję bardzo i do widzenia. - odpowiedziałam udając się w stronę schodów by zejść na dół.

Szłam ze spuszczoną głową na dół, więc nie widziałam czy ktoś idzie czy nie. Miałam już wychodzić ze szkoły, nie zauważyłam i wpadłam na kogoś. Podniosłam głowę i zobaczyłam Dawida. Super, jeszcze jego mi do szczęści brakuję.

- Część! - powiedział. - Czego nie na lekcji?
- Hej, zwolniłam się. A Ty to co?
- Byłem w sklepiku, wiesz mam religię. A Tobie się coś stało, że się zwolniłaś? - zapytał.
- Nic takiego. A jak tam Justyna? - zapytałam.
- Justyna? Spoko. Miła, sympatyczna... A co u Justina? 
- Nie chcę nic mówić, ale ona wiesz... Zresztą nie ważne. U Justina? Hmm, pewnie wszystko dobrze. - odpowiedziałam udając, że o niczym nie wiem.
- Tak, domyślam się co do Justyny. Słuchaj mam pytanie... - powiedział.
- Słucham.
- Czy nie poszłabyś ze mną do kina? - zapytał drapią się po głowie.
- Sorry, ale nie. Nie jestem zainteresowana. Poza tym mam chłopaka. Justynę zaproś. Na pewno się ucieszy. - odpowiedziałam.
- Mam nadzieję, że niebawem go poznam... - odpowiedział zmieszany.
- Taaaaak, też tak sądzę. Sorry, ale muszę już iść. Na razie. - odpowiedziałam i wyszłam ze szkoły. 


*pół godziny później*

Wróciłam do domu. Od razu powiedziałam mamie co się wydarzyło. Odpowiedziała mi dokładnie to samo co nauczycielka. Napisałam sms'a do Justina czy nie mógł by później zadzwonić. On nie zadzwonił później tylko teraz.

- Kochanie dlaczego Ty nie śpisz? - zapytałam.
- Scooter wyciągnął mnie dziś wcześnie do studia. 
- Mam nadzieję, że się trzymasz. - odpowiedziałam.
- Ty podtrzymujesz mnie na duchu, kochanie. O czym chciałaś ze mną pogadać? Stało się coś? - zapytał.

Taaak, opowiedziałam mu wszystko co się wydarzyło, nawet powiedziałam o Dawidzie, że się we mnie zakochał i w ogóle.

- Mogę skopać mu tyłek, prawda? - zapytał.
- Justin weź przestań. Co Ty w ogóle mówisz. Nie masz się czego bać.
- Ale ja się boję, że Cię stracę. - odpowiedział.
- Kochanie, nie stracisz mnie. Zbyt mocno Cię kocham!
- Ja Ciebie też. 

Pogadaliśmy jeszcze trochę. Miło było usłyszeć jego głos.


*3 tygodnie później*

Mijały dni i tygodnie... Początek kwietnia.
Zorientowałam się, że okres mi się spóźnia. Jedno co mogłam podejrzewać to ciąża. Nie wiedziałam co zrobić, rodzice pewnie by wywalili mnie z domu za to, że się puściłam byle komu. Zadzwonić do Justina? Nie wiem jaka była by jego reakcja. Jedno było pewne, musiałam zgłosić się do lekarza. Ukryłam to i pojechałam umówić się z lekarzem. Mam się zgłosić za 2 dni. Jeszcze się okaże, że dostanę okres i nie jestem w ciąży, ale z drugiej strony może on mi się po prostu tak spóźnia... Postanowiłam, że zadzwonię do Justina. 

- Justin muszę Ci coś powiedzieć. - powiedziałam niepewnie.
- O co chodzi? - zapytał.
- Jestem umówiona z lekarzem. Za dwa dni ma się zgłosić... - odpowiedziałam przygryzając wargę.
- Co Ci jest? Mam przyjechać!? - zapytał wystraszony.
- Podejrzewam, że jestem w... ciąży... Nie musisz. - odpowiedziałam przerywając co jakiś czas.
- To wspaniale! - wykrzyczał. 
- Zrozum to, że mogę być, mogę nie być... Co ja zrobię jak będę? Rodzice wywalą mnie z domu. - powiedziałam.
- Nie przejmuj się. Nawet jeżeli nie będziesz to i tak będę szczęśliwy. - odpowiedział.
- Kocham Cię!

Bardzo bałam się wizyty u lekarza...


*dwa dni później*

Udałam się do lekarza. Przyjął mnie od razu, bo nikogo nie było. Dobrze, że to była pani a nie pan. Całe szczęście. Przywitałam się z nią.

- Tak więc co Cię do mnie sprowadza? - zapytała.
- Okres mi się spóźnia... - powiedziałam.
- Hmm, połóż się zrobimy USG. - odpowiedziała.

Zrobiłam wszystko tak jak mi mówiła. Tak bardzo się bałam...

- Uprawiałaś seks? - zapytała.
- Tak. - odpowiedziałam przygryzając wargę.
- Spójrzmy... Mówisz, że spóźnia Ci się okres.
- Tak. Czy to coś poważnego? - zapytałam.
- Nie. 1 miesiąc...
- 1 MIESIĄC CIĄŻY!? - zapytałam.
- Tak, jesteś w ciąży. - odpowiedziała z uśmiechem.
- O nie... Boże co ja teraz zrobię?
- Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz. Też zaszłam w ciążę w Twoim wieku. - odpowiedziała.
- Na prawdę? Co na to Pani rodzice?
- Mój chłopak teraz już mąż bardzo bał się tego co będzie... Jednak nie było tak źle. Pomagali nam nasi rodzice. 
- Ja tak bardzo się boję powiedzieć o tym rodzicą... 
- O koła 3 miesiąca ciąży brzuch staję się większy. Nie przejmuj się. Będzie dobrze.
- Dziękuję za wsparcie. Do widzenia.
- Do widzenia.

Wybiegłam z gabinetu najszybciej jak się dało. Nie wiedziałam co zrobić. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Udałam się do domu. Zanim dotarłam do niego była godzina 19. Poszłam do łazienki, napuściłam wodę do wanny i się w niej położyłam. Rozmyślałam... Spojrzałam na swoje blizny... Zobaczyłam, że coś zwraca moją uwagę, była to żyletka. Wzięłam ją do ręki. Popatrzyłam jeszcze raz na moją rękę. Zaczęłam podcinać sobie te same miejsca, jednak łagodniej. Krew lała się strumieniami. Zasłabłam.


_________________________________________


61 rozdział już za nami. Jak się podoba? 


http://www.twitlonger.com/show/ih8roj & http://twitter.com/lonelyladyrauhl/ --> co nie coś o GOLDEN TICKET i ZDJĘCIA. ENJOY.

piątek, 13 lipca 2012

rozdział 60.


*moimi oczami*

Obudziłam się rano wtulona w Justina. Jego włosy są powykręcane na wszystkie strony. Doszłam do wniosku, że wygląda uroczo i nie będę go budzić. Postanowiłam, że pójdę wziąć prysznic, ale Justin nie chciał mnie puścić. 

- Maleńka gdzie się wybierasz? - zapytał.
- Wziąć prysznic. - odpowiedziałam.
- Tylko wracaj szybko. Czekam na Ciebie.
- Dobrze. - odpowiedziałam całując go w usta. 

Udałam się do łazienki. Wzięłam prysznic, ubrałam się i poszłam na dół, aby przygotować śniadanie. Nikogo nie było. 
Zrobiłam śniadanie i zaniosłam na górę do pokoju Justina. Otworzyłam drzwi, ale jego tam nie było. Nagle drzwi się zamknęły. Szybko odłożyłam jedzenie na lampkę nocną. Poczułam delikatne pocałunki na karku, odwróciłam się i ujrzałam uśmiechniętego Justina.

- Przestraszyłeś mnie. - powiedziałam.
- Przepraszam. - odpowiedział.
- Nic nie szkodzi. - odpowiedziałam.

Wpiłam się w jego usta. Justin mnie podniósł, a ja zaplotłam go nogami w pasie, a on zaniósł mnie na łóżko.

- Zjedzmy śniadanie. - powiedział.
- Ale ja nie chcę. - odpowiedziałam.
- Masz to zjeść. - powiedział.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak. Później będzie nagroda.
- Och, dobra. - odpowiedziałam.

Ja karmiłam jego, a on mnie. Nie obyło się bez słodkich słówek i czułych pocałunków. 
Wiedziałam, że dziś może się to wydarzyć.
Gdy skończyliśmy, Justin zaczął całować mnie po szyi. Usiadłam na jego biodrach. Poczułam...
Zaczęłam go całować. Ręką jeździłam po jego torsie, sierowałam ją w stronę Jerryego. Dłonie Justina znalazły się pod moją koszulą. Zaczęłam całować jego szyję. Justin tylko mruczał. On przerzucił mnie pod siebie. Leżał między moimi nogami, mocno napierając na mnie. Okropnie mnie to podniecało. Ściągnął ze mnie koszulę. Zaczął całować mój dekolt. Zaczął bawić się moim zapięciem od stanika. Po chwili nie miałam go już na sobie. Składał delikatne pocałunki na brzuchu... Powoli zaczął odpinać moje spodnie i rzucił gdzieś za siebie. Teraz to ja ściągnęłam spodnie Justina. Całowałam jego usta.  Powolutku wsunęłam dłoń do jego boxerek. Przejechałam nią po Biebercondzie. Justin tylko jęczał. Szybko ściągnęłam jego bokserki. Moim oczom ukazał się Jerry. Uśmiechnęłam się do Justina. Jego kolega był w pełni gotowy do zabawy.  Ściągnął ostatnią część mojej garderoby. Justin znów zaczął całować mój brzuch, piersi, szyję, usta i twarz. Po chwili wsunął we mnie swoje dwa paluszki. Najpierw delikatnie nimi poruszał, ale później nie mógł się opamiętać. Coraz głośniej jęczałam. Gdy skończył, poczułaś jak jego język pieści moje całe ciało. To jeszcze bardziej doprowadza mnie do szału. Zaplotłam ręce w jego mokre włosy. 

- Chcesz tego? - zapytał patrząc mi prosto w oczy.
- Tak. Zrób to. - odpowiedziałam.

Chwilę później poczułam jak Justin wchodzi we mnie. Jęknęłam z bólu. Justin powoli zaczął ruszać biodrami. Z minuty na minutę jego ruchy były coraz szybsze, mocniejsze i bardziej stanowcze. Oboje doszliśmy.  Justin opadał obok mnie zmęczony. 

- Przeżyłem właśnie to co chciałem. Wiem, że jesteśmy za młodzi, ale nie mogę tego określić... Dziękuję. - powiedział.
- Justin, ja też... Kocham cię. - odpowiedziałam.
- Ja ciebie też. 


*oczami Justina*

Wstaliśmy, ubraliśmy się i udaliśmy się na dół gdzie czekali na nas Scooter i Kenny.

- Co tak u Was głośno było? - zapytał Kenny śmiejąc się.
- Wcale nie. - odpowiedziałem.
- No właśnie. - dopowiedziała Paula.
- Chodźmy już. - powiedział Scooter.

Wyruszyliśmy w drogę najpierw do radia, w którym miał odbyć się pierwszy wywiad. Byłem trochę poddenerwowany.
Byliśmy w busie. Kenny prowadził, a Scooter razem z nim rozmawiał. Ja z moją ukochaną usiedliśmy na tyle. 

- Justin co jest? - zapytała łapiąc mnie za rękę.
- Denerwuję się. - odpowiedziałem.
- Kochanie wszystko będzie dobrze. - odpowiedziała całując mnie w czoło.
- Tak sądzisz? - zapytałem.
- Oczywiście... Wiesz ciągle o tym myślę co wydarzyło się dziś rano. - powiedziała.
- Ja również. Jesteś najlepsza...
- Wiesz, że mogę... - zaczęła jednak jej przerwałem.
- Tak wiem. Chociaż nie koniecznie będziesz. - odpowiedziałem.
- A jeżeli będę? Co zrobimy? Moi rodzice wyrzucą mnie z domu... Nie poradzę sobie sama. - odpowiedziała.
- Co Ty w ogóle mówisz. Masz mnie. Będzie dobrze, zobaczysz. Kocham Cię. - odpowiedziałem i wpoiłem się w jej usta.
- Co ja bym bez Ciebie zrobiła...

Przytuliłem ją bardzo mocno do siebie i pocałowałem w czoło.
Dojeżdżaliśmy na miejsce.

- Nikt o Was nie wie, więc zachowujcie się tak jak zawsze... Zresztą sami zadecydujecie. - powiedział Scooter.
- Dokładnie to samo chciałem powiedzieć. - odpowiedziałem.

Paulina na mnie popatrzyła, ja na nią i oddałem jej gorący pocałunek.

- No chodźmy już. - powiedział Scooter.

Wysiadłem pierwszy z auta, aby potem móc pomóc mojej dziewczynie. Paparazzi robili zdjęcia, jednak Paula zakrywała twarz. Wziąłem ją pod swoje ramiona i weszliśmy do studia. Na szczęście nie było tam nikogo kto by mógł robić zdjęcia, więc bez problemu się przywitałem ze wszystkimi. Scooter i Kenny wraz Pauliną udali się za kulisy, ja natomiast usiadłem na krześle i przeszliśmy do wywiadu.


*oczami Scootera*

Byliśmy na miejscu. Bacznie słuchaliśmy jakie pytania zadawane są Justinowi. Było trochę śmiesznie, ale również trochę powagi. Paulina bardzo uważnie spoglądała na wszystko co jej do okoła. Nagle padły pytania tego co wydarzyło się po tym jak Selena z nim zerwała. Odpowiedział na wszystkie pytania, jednak nie było to dla niego łatwe. 


*oczami Justina*

- To prawda, że chciałeś popełnić samobójstwo? - zapytali.
- Tak. - odpowiedziałem po głębokim wdechu.

Pytali mnie jeszcze innych pytań lecz pod koniec wywiadu zapytali mnie o Paulinę.

- Justin masz dziewczynę?
- Nie. - skłamałem.
- Kim jest ta dziewczyna, z którą widziano Cię parę razy?
- To moja przyjaciółka. - odpowiedziałem.

Pokazali mi zdjęcie, na którym byliśmy wtedy nad jeziorem.

- Czy to Wy? - zapytali.
- Nie sądzę. Owszem byliśmy nad jeziorem, ale również były inne osoby, które mogły być do nas podobne, ale to nie my. - skłamałem.
- Skoro to Twoja przyjaciółka może opowiesz nam coś o niej? 
- Nie wiem czy ona by tego chciała, więc może zostawię to dla siebie. - odpowiedziałem.
- Dobrze. A co powiesz nam na temat Twojego wpisu na twitterze. Napisałeś, że jesteś zakochany... Czy aby na pewno jesteś?
- Owszem. - odpowiedziałem.
- To wszystko. Dziękujemy.
- Ja również. - odpowiedziałem i udałem się za kulisy.


*oczami Scootera*

- Uff... Myślałem, że już nigdy nie skończą. - powiedział Justin.
- Było dobrze. - powiedziała Paulina.
- Założę się, że o to samo zapytają w telewizji. - powiedział.
- Na bank. - odpowiedziała Paulina.
- Nie przejmuj się. Ważne, że podjąłeś ważną decyzję o tym czy im powiesz prawdę czy nie. - powiedziałem. - Chodźmy na lunch.

Wyszliśmy i udaliśmy się do pobliskiej kawiarni. Zamówiliśmy coś na szybko, usiedliśmy i czekaliśmy na zamówienie.

- Ja zaraz wrócę. - oznajmił Justin.
- Wracaj szybko. - powiedziałem.
- Ciekawe gdzie poszedł. - powiedziała Paulina.
- Nie mam pojęcia.
- Proszę oto Państwa zamówienie. - powiedziała kelnerka.
- Dziękujemy.
- To chyba Justinowi weźmiemy na wynos. - powiedziałem.
- Raczej. Smacznego.


*oczami Justina*

Wybiegłem z kawiarni i udałem się do sklepu jubilerskiego, który był zaraz obok.
Wszedłem do środka. Rozglądałem się przez chwilę.

- W czym mogę pomóc? - zapytała sprzedawczyni.
- Szukam naszyjnika, najlepiej złotego. - powiedziałem.
- O proszę bardzo... Tutaj są. - odpowiedziała i wskazała. 

Rozglądałem się przez chwilę. Uwagę zwrócił mi naszyjnik z serduszkiem.

- Mogę zobaczyć ten z serduszkiem? - zapytałem.
- Oczywiście.

Podała mi ten naszyjnik. Był bardzo piękny. Złote serce... 

- W jakiej cenie? - zapytałem.
- 450$ - odpowiedziała.
- Biorę...

Zapakowała mi naszyjnik do specjalnego pudełeczka... Rozglądałem się jeszcze za pierścionkiem.

- Jest może pierścionki z pierwszymi literami imienia? - zapytałem.
- Oczywiście, tu w gablocie obok. - odpowiedziała. - A jakie konkretnie litery?
- J i P. - odpowiedziałem.
- O proszę tu jest. - odpowiedziała.

Złoty pierścionek. Tak, biorę.

- To również wezmę ten pierścionek. - powiedziałem.
- Już pakuję.

Zapakowała również pierścionek do specjalnego pudełeczka.

- Za wszystko będzie 600$. - powiedziała.
- Proszę. - odpowiedziałem dając jej pieniądze.
- Dziękuję i zapraszam ponownie. - odpowiedziała podając mi w jednej większej torebce zakupione przeze mnie rzeczy.
- Do widzenia.

Wyszedłem szybko i udałem się szybko do auta gdzie był Kenny.

- Pilnuj tego jak oka w głowie. - powiedziałem. - I masz nic nikomu nie mówić. Ja idę teraz do nich.
- Oczywiście. - odpowiedział.

Wpadłem szybko do kawiarni. Właśnie wychodzili.

- Chodź zjesz po drodze. - powiedziała Paulina.
- Och, no dobra.


*moimi oczami*

Zasiedliśmy w busie i wyruszyliśmy na kolejny wywiad. Justin po drodze zjadł swój lunch. Chciałam go wypytać gdzie był, ale nic nie odpowiadał.
Byliśmy już na miejscu.
Chłopak wszedł do studia i zaczął się wywiad.
Oczywiście nasze prognozy się sprawdziły i o to samo pytali Justin co w radiu, ale jak zawsze sobie poradził. 
Wprawdzie niby szybko zleciał ten czas, ale pomału trzeba było się zbierać do domu i spakować ostatnie rzeczy. Więc właśnie tak zrobiliśmy. Scooter i Kenny odwieźli nas do domu, po czym później i tak przyjadą, bo jedziemy na lotnisko.
Ja udałam się do domu, natomiast Justin poszedł po coś do Kennyego. 
Byli dziadkowie Justina, rozmawiali z Pattie.

- Oo, Państwo już wrócili. - powiedziałam z uśmiechem.
- Tak i przy okazji gratulujemy. - odpowiedzieli.
- Ale czego? - zapytałam.
- Tego, że jesteś z Justinem. 
- Ach, dziękuję. - odpowiedziałam. - Ja pójdę do siebie, muszę jeszcze dokończyć się pakować, bo dziś niestety już wyjeżdżam.

No niestety... Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam po raz ostatni drzwi do pokoju, w którym nocowałam. Zaczęłam pakować ostatnie rzeczy.

- Nie przeszkadzam? - zapytał Justin.
- Nie wejdź. - odpowiedziałam. - Sorry, ale zaraz wrócę. Muszę do toalety.
- Spoko.


*oczami Justina*

Jest! Nadarzyła się okazja, że wyszła. Szybko więc włożyłem pierścionek w pudełku do jej torby. Oby się zorientowała dopiero jak wróci do domu. Naszyjnik dam jej... Później. W ogóle to szykujemy dla niej niespodziankę. Dlatego musiałem tu przyjść, by na dole wszystko przygotowali. Ma przyjechać cała ekipa, więc przy okazji jeszcze pozna parę osób. Wprawdzie to taki pożegnanie i w ogóle, ale tak na prawdę nie chcę aby wyjeżdżała. Pewnie się rozpłaczę na lotnisku. Samolot miała o godzinie 21, więc około 20 musimy wyjechać, a jest w tym momencie 15:30. Dużo czasu, ale szybko zleci. 

- Już jestem. - powiedziała wbiegając do pokoju.
- Och to dobrze. - odpowiedziałem. - Jak tam spakowana?
- Tak, jeszcze tylko kosmetyczka. - odpowiedziała pakując ją do torby.

Usiadła obok mnie. 

- Pojedziesz dziś ze mną na lotnisko? - zapytała.
- Ja bym nie pojechał? Oczywiście, że pojadę. - odpowiedziałem przytulając ją do siebie.
- Dobrze, że nikt nie będzie wiedział, że tam będziesz. - powiedziała.
- Jak to?
- Zobaczysz później. - odpowiedziała całując mnie w usta.

Właśnie dostałem sms'a od Scootera : "Chodźcie na dół. Tylko wiesz co masz robić."
Haha, oczywiście, że wiem. Złapałem Paulinę za rękę i powiedziałem :

- Chodźmy na dół, tylko zamknij oczy.

Uśmiechnęła się i zamknęła oczy.

- Tylko uważaj na mnie. - powiedziała.
- Nic się nie bój. - odpowiedziałem. - I nie podglądaj.

Pomału zeszliśmy na dół. Wszystko już było przygotowane. Na stole znajdowały się różnie smakołyki, do okoła stała cała ekipa, mama, tata, dziadkowie, Jazzy i Jaxon. Przybyli, aby się pożegnać. Mało co się nie popłakałem.

- Już? - zapytała.
- Myślę, że tak. - odpowiedziałem.

Otworzyła oczy. Doznała szoku. Kompletnie nie wiedziała co powiedzieć. 

- Justin, Ty głupku. - powiedziała klepiąc mnie po ramieniu. - Czego mi nie powiedziałeś?
Ja tylko się śmiałem.
- Niespodzianka. - zawołali wszyscy.
- Na prawdę, nie trzeba było. Przecież to nic takiego, ale dziękuję z całego serca. - powiedziała.
- Nie marudź tylko chodź. Przedstawię Cię wszystkim. - odpowiedziałem.

Trochę nam to zajęło, ale było bardzo śmiesznie. Alfredo przyjechała jak zawsze trochę spóźniony, ale za to robił zajebiste zdjęcia  pamiątkowe. Paulina podeszła do Carin, a ja rozmawiałem z Alfredem oglądając zdjęcia.


*oczami Carin*

Podbiegła do mnie Paulina i mocno przytuliła.

- Jak się czujesz? - zapytała.
- Bardzo dobrze. - odpowiedziała. - A jak tam przed wyjazdem?
- Trochę smutno, ale jakoś to będzie. - odpowiedziała.
- Rozumiem.
- A jak mały lub mała? - zapytała.
- Pomału rośnie. - odpowiedziałamz uśmiechem.
- No już troszkę widać, że jesteś w ciąży. - odpowiedziała.
- Ale wiesz jak Scooter się przejmuję. Cały czas mi każde odpoczywać, nawet nic nie mogę zrobić. - odpowiedziałam.
- Troszczy się o Ciebie. 
- Bardzo, aż za bardzo. Uwierz. - odpowiedziałam.
- Wierze. Haha. Jedziesz może na lotnisko? - zapytała.
- Nie, bo Scooter mi zabronił. - odpowiedziała.
- Szkoda... Będziemy się musiały tutaj pożegnać.
- Będzie dobrze... Zobaczysz. Jeszcze nie raz się zobaczymy.
- Mam nadzieję. - odpowiedziała.
- O czym wy tu tak rozmawiacie? - zapytał Justin łapiąc mnie od tyłu.
- Ty na prawdę chcesz aby dostała zawał serca? - zapytała go.
- Nie dlaczego?
- Idź Ty głupku. - odpowiedziała.
- Och Justin, Justin. Co Ty bez niej zrobisz? - zapytałam.
- Umrę. - odpowiedział.
- Nie zrobisz tego. - odpowiedziała, odwróciła się w jego stronę i zaczęli się całować.

Świetnie razem wyglądali. Alfredo oczywiście robił zdjęcia.


*oczami Justina*

- Chodź usiądziemy i coś zjemy. Wołają nas. - powiedziałem przerywając pocałunek.
- Okay.

Usiedliśmy prze stołem. Zajadaliśmy obiado-kolację, bardzo pyszną jak zawsze. Obok nas siedział tata, mama i oczywiście Jazzy i Jaxon.

- Będziecie tęsknić za Pauliną? - zapytałem maluchów.
- Taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaak. - krzyknęła Jazzy.
- Aww, chodź tu do mnie. - powiedziała Paula.

Jazzy zrobiła to i mocno ją przytuliła. Alfredo oczywiście jak zawsze robił masę zdjęć. Jaxon też się udał do niej. Trochę się pobawili. Widziałem, że lubi dzieci. Najgorsze było to, że my możemy mieć dziecko... Godzina 19:37. 

- Możemy Was na chwilę przeprosić? - zapytałem wszystki.
- Jasne. - odpowiedzieli.
- Chodź. - powiedziałem do Pauli.
- Ale gdzie? - zapytała.
- Na zewnątrz.

Wyszliśmy. Udaliśmy się w stronę ławki, która znajdowała się przed domem.

- Pamiętasz? - zapytałem.
- Jak można tego nie pamiętać. Tu chciałeś mnie pocałować. - odpowiedziała.
- Usiądź proszę. - powiedziałem.
- Kocham cię jak nikogo innego. Jesteś moją maleńką shawty. - powiedziałem całując ją w czoło. -  Zamknij oczy. 

Zamknęła oczy. Zapiąłem jej na szyi naszyjnik, który dziś kupiłem.

- Otwórz oczy. - powiedziałem. - Podoba ci się?
- Nie wiesz jak bardzo... 
- Chcę abyś go nosiła już zawsze. - przerwałem jej.
- Ale Justin, ja nie mogę tego przyjąć. Naszyjnik jej piękny, ale nie mogę.
- Nie ma żadnego, ale. To prezent ode mnie dla Ciebie.
- Jest zbyt drogi. Nie mogę Justin. - odpowiedziała odpinając po woli naszyjnik.
- Nie rób tego. Proszę, weź go. Nic więcej od Ciebie teraz nie chcę. - odpowiedziałem.
- Chcę abyś go nosiła już zawsze. - powtórzyłem się jeszcze raz.
- I tak będzie. - odpowiedziała ulegając i całując mnie w usta.

Zobaczyliśmy jak Kenny wychodzi z moją walizką, więc udaliśmy się do domu.


*moimi oczami*

Weszliśmy do domu. To był czas pożegnania. Wzięłam jeszcze swoją torebkę i napłynęły mi łzy do oczu. Musiałam się ze wszystkimi pożegnać.

- Dziękuję wszystkim za to, że pomogli mi spełnić moje marzenia i znaleźć się tu gdzie teraz jestem. Jestem Wam bardzo wdzięczna. - powiedziałam ze łzami w oczach.
- Nie płacz. - podeszła do mnie Jazmyn i powiedziała.
- Mała, Ty pilnuj razem z Jaxonem, Justina. Dobra? - zapytałam.
- Nie ma splawy. - odpowiedziała śmiesznie.
- Kocham Was. Chodźcie tu to Was wyściskam. - odpowiedziałam.

Wyściskałam ich bardzo mocno. Później nadszedł czas na rodzinę Justin i całą ekipę, oprócz Kennego, Scootera i Justina, którzy jechali ze mną.

- Trzymaj się i pamiętaj zawsze możesz na nas liczyć. - powiedziała Pattie.
- Do zobaczenia. - powiedziałam machając im na pożegnanie, gdy siadałam do busa.
- Jak się trzymasz? - zapytał mnie Justin.
- Najgorsze mam przed sobą. - odpowiedziałam.
- Ja też. Spróbuj zasnąć.

Położyłam głowę na jego kolanach i zasnęłam, gdy tylko zaczął głaskać mnie po włosach.


*oczami Scootera*

- Scooter, a ona będzie sama wracać? - zapytał mnie Justin.
- Nie razem z Kennym tak samo jak tu przyjechała. - odpowiedziałem.
- Dlaczego ja nie mogę? 
- Justin, posłuchaj. Kenny już wie jak to było, wie gdzie ma iść i w ogóle. A Ty jakbyś poleciał to co byś zrobił? Licz się z tym trochę. - odpowiedziałem.
- Um, no dobra... - odpowiedział.
- Ja wiem, że to jest dla Ciebie trudne to rozstanie, ale ona musi wracać. Ma szkołę, musi się uczyć. - powiedziałem.
- Tak wiem... Ale ja też bym chciał ją odwiedzić.
- Odwiedzisz ją. - zapewniałem ją.
- Mam taką nadzieję, bo jak nie to sam wyjadę.
- Justin...
- Już jesteśmy! - powiedział nagle Kenny.
- Już? Tak szybko? - zapytał zdziwiony Justin.
- No nie było żadnych korków, więc jesteśmy punktualnie. - odpowiedział.

Pojechaliśmy tam gdzie ostatnio. Stewardessa już czekała na nich. Teraz pożegnanie.
Wysiedliśmy z auta. Kenny wyciągnął jej bagaż i stanął obok stewardessy rozmawiając z nią. Paulina podeszła do mnie.

- Scooter, dziękuję Ci za to co dla mnie zrobiłeś. Jestem bardzo wdzięczna i nie wiem jak mogę to wynagrodzić. - powiedziała.
- Uszczęśliwiłaś Justina, a to chyba było najważniejsze. - odpowiedziałem.

Justin bacznie przysłuchiwał się naszej rozmowie.
Paulina mocno mnie przytuliła. Mnie uroniły się łzy.

- Scooter nie płacz, bo ja zacznę. - powiedziała.
- Pożegnaj się z Justinem.



*moimi oczami*

Teraz miało być najgorsze dla mnie. Tak bardzo tego nie chciałam.
Podeszłam więc do Justina, a on do mnie. Dotknęłam ręką jego mokrego policzka od płaczu. Ja też się popłakałam.

- Nigdy nie pozwolę ci odejść malutka. - powiedział po czym go pocałowałam. - Może nasza miłość jest trudna ale prawdziwa. 
- Masz rację. Kocham cię.  - odpowiedziałam.
- Ale ja ciebie bardziej. - odpowiedział i uśmiechnął się przez łzy.
- Nawet nie wiesz ile taki jeden Twój uśmiech daje mi szczęście. - odpowiedziałam a Justin czule pocałował mnie w czoło.
- Wiem skarbie. Czuję to samo gdy Ty się uśmiechasz. - odpowiedział i wpiliśmy się w usta.
- JUŻ MUSIMY IŚĆ. - krzyknął Kenny.

Przerwaliśmy pocałunek. Rozpłakałam się jeszcze bardziej, Justin też. Łzy leciały nam po policzkach.

- Boję się. - powiedziałam.
- Czego? - zapytał.
- Że kiedyś o mnie zapomnisz... Okropnie się tego boję. - odpowiedziałam.
- Kochana, obiecuję, że to się nie stanie. Jesteś dla mnie ważną osobą, odgrywasz wielką rolę w moim życiu. Nie myśl tak nigdy więcej. Proszę... Obiecaj mi to. 
- Obiecuję... Kocham Cię. Muszę już iść. - odpowiedziałam i już odchodziłam.
- Będę dzwonił i pisał. Kocham Cię Paulina. 
- Ja Ciebie też Justin. - odpowiedziałam.

Szłam w stronę Kennego. Łzy leciały mi po policzkach.

- ZACZEKAJ! - krzyknął Justin podbiegając do mnie. - Kocham Cię! - powiedział oddając mi ostatnie pocałunki.
- Kocham Cię Justin! - odpowiedziałam mocno wtulając się w niego i oddając ostatni pocałunek.

Tym razem już poszłam do Kennego. Spojrzałam jeszcze na Scootera i Justina. Był cały zapłakany, tak jak ja.

- Chodźmy. - powiedział Kenny.

Udaliśmy się tam gdzie ostatnio. Już nie zobaczyłam tam ani Justina, ani Scootera. Ryczałam jak głupia. Udaliśmy się do samolotu. Wystartował, a ja dalej płakałam. Kenny nic się nie odzywał. Ze zmęczenia zasnęłam. 


*oczami Scootera*

Widziałem to jak przeżywają. Nie wiem co to będzie z Justinem. Bardzo ją kocha. Był kompletnie załamany, cały zapłakany. Podbiegł do mnie.

- Scooter, dlaczego... Dlaczego ona wyjechała? Dlaczego? Dlaczego? Co ja bez niej zrobię. - krzyczał.
- Uspokój się Justin. Wszystko będzie dobrze. Chodź jedziemy do domu... - odpowiedziałem.

Po Justinie było widać, że nie chce iść, ale go do tego zmusiłem i wyruszyliśmy w drogę powrotną do Stratford.


*oczami Justina*

Dojechaliśmy do domu. Byłem cały zapłakany. Nie miałem ochoty z nikim rozmawiać. Od razu wbiegłem do domu i udałem się do swojego pokoju zamykając drzwi na klucz. Cały czas myślałem o tym jak spędzałem te dni z Pauliną i o tym co się dziś rano wydarzyło. Nie mogłem w to uwierzyć, że ona wyjechała. Będzie mi jej brakować, jednak zrobię wszystko by z nią być. Byłem zmęczony więc zasnąłem.

_______________________________________________________

Rozdział 60 już za nami. Jak Wam się podoba?
Dziękuję za wszystkie komentarze.
Ten rozdział dedykuje Natali. Ona się domyśli dlaczego <3
KTO CHCE BYĆ INFORMOWANY NIECH NAPISZĘ.
KOMENTUJCIE.
POWIEDŹCIE MI CZY POWINNA OPUBLIKOWAĆ DRUGIE OPOWIADANIE. PROSZĘ O SZCZERY KOMENTARZ.

http://bieberamazingstory.blog.onet.pl/ <-- wchodźcie :)

peace & love

środa, 11 lipca 2012

rozdział 59.


*oczami Scootera*

Obudziłem się. Carin jeszcze spała. Oczywiście pierwsze co było o czym pomyślałem to Paulina i Justin, ten temat nie zejdzie mi z ust. Nie ma takiej możliwości. Muszę z nimi pogadać, ale zanim to pojadę do Pattie i porozmawiam z nią, może wtedy czegoś się dowiem. Może coś widziała... Mam tą gazetę co wtedy podrzucili nam w kawiarni jak byłem z Justinem. Oni na pewno są razem... Dlaczego nie chcą się przyznać? Przecież to nie jest nic strasznego. Może się czegoś obawiają? Nie wiem, ale byłem pewny, że muszę z nimi koniecznie porozmawiać.

- Cześć kochanie. - powiedziała Carin z uśmiechem a ja ją ucałowałem. - Nad czym się tak zastanawiasz?
- Chodzi o młodych... Muszę z nimi dziś, ewentualnie jutro pogadać, tylko najpierw muszę jechać do Pattie, może ona coś wie. - odpowiedziałem.
- Jadę z Tobą. - odpowiedziała.
- Jesteś tego pewna? Może zostaniesz w domu.
- Nie. Ja też chcę wiedzieć co się dzieje. - odpowiedziała.

Nie zastanawialiśmy się więcej. Od razu pobiegliśmy do kuchni i zjedliśmy śniadanie po czym wyruszyliśmy w drogę. 


*oczami Pattie*

Zadzwonię do Scootera. - pomyślałam.

- Halo, Scooter nie przeszkadzam? - zapytałam.
- Nie, właśnie jestem w drodze do Ciebie z Carin. - odpowiedział.
- Świetnie! To ja czekam na Was. - odpowiedziałam.

Postanowiłam, że obudzę Justina i Paulinę. Udałam się więc na górę, gdzie  były ich pokoje. Po cichu otworzyłam drzwi do pokoju Justina, jednak nikogo nie zastałam. Łóżko było zaścielone. Bardzo się zdziwiłam i wystraszyłam, bo nie było w nim mojego syna. Natychmiast otworzyłam pokój Pauliny, miałam już krzyczeć : Gdzie Justin!? ale się powstrzymałam. On nigdzie nie poszedł tylko spał razem z nią. ON SPAŁ RAZEM Z NIĄ. Przecież... oni mogli to zrobić. Nie, nie, nie, nie. Nie mogłam w to uwierzyć. Nie obudziłam ich. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Pobiegłam i otworzyłam. Był to Jeremy.

- Wejdź. Dobrze, że jesteś. Muszę Ci powiedzieć. - powiedziałam i zabrałam się za robienie śniadania, a Jeremy usiadł przy stole.
- Co się stało? - zapytał przeraźliwie.
- Oni śpią ze sobą. - powiedziałam.
- Kto!? Justin i Paulina? - zapytał ze zdziwieniem.
- No a kto inny. Chciałam ich obudzić, wpadam do jej pokoju a tam kto? Oni w jednym łóżku! - odpowiedziałam z nutką wściekłości.
- Ale nie denerwuj się tak zaraz...
- Jak mam się nie denerwować? Przecież oni mogli...

Dzwonek znów się odezwał.

- To pewnie Scooter i Carin. Pójdę otworzyć. - powiedziałam.

Poszłam otworzyć drzwi, tak jak myślałam. Scooter i Carin przyjechali.

- Usiądźcie. - powiedział Jeremy jednocześnie się z nimi witając.


*oczami Scootera*

Zasiedliśmy przed stołem i od razu zaczęliśmy rozmawiać :

- Carin, widziałaś może coś co zwróciło na Ciebie uwagę? - zapytałem.
- Wtedy jak jechaliśmy na zakupy, złapali się za ręce... - odpowiedziała.
- Ja przyłapałam ich... Jak się całowali i przed chwilą w sypialni. - powiedziała Pattie.
- W sypialni!? 
- Tak, śpią razem. - odpowiedziała.
- O Boże... 

Zatkało mnie. Zresztą tak jak wszystkich. Powiedziałem jeszcze o jego wpisie na twitterze, a Jeremy powiedział, że Justin potwierdził to, że Paulina będzie jego dziewczyną. Więc mamy dowody. Pokazałem im gazetę, na której byli. Zapadła grobowa cisza.


*oczami Justina*

Obudziłem się wtulony w moją księżniczkę. Nie chciałem jej budzić. Pocałowałem ją lekko w policzek, a ona się uśmiechnęła.

- Już nie śpię głuptasie. - powiedziała.
- Obudziłem Cię? - zapytałem.
- Nie, już nie spałam. - odpowiedziała.
- Och, dlaczego mnie nie obudziłaś?
- Nie chciałam, bo tak słodko mówiłeś przez sen... - odpowiedziała.
- Mówiłem? Znowu? - zapytałem.
- Tak i nie chciałam Cię budzić. - odpowiedziała. - No, ale wstajemy i idziemy się ogarnąć.
- Jeszcze 5 minut. 
- Nie ma mowy! Wstajemy. - odpowiedziała.

Nie odpowiedziałem, tylko wtuliłem ją jeszcze mocniej do siebie. Ona się wyrywała, jednak nie dałem jej za wygraną.

- Justin, puść mnie i chodź na dół. - powiedziała.
- No dobra.

Wstaliśmy. Chciałem jeszcze chwilę zostać, ale Paulina kazała mi wyjść.

- Ale ja nigdzie nie idę. - powiedziałem.
- Wyjdź, muszę się ubrać. - odpowiedziała.
- Ja to mogę zrobić. - odpowiedziałem z uśmiechem.
- Justin idź do siebie, proszę. 
- No już dobrze. Idę, ale pożegnaj się ze mną. - odpowiedziałem.

Nie dałem jej dojść do słowa tylko chwyciłem ją za biodra, przyciągnąłem do siebie i zacząłem całować. Brakowało nam tchu, więc przerwaliśmy.

- Justin, idź już. - powiedziała.
Ja tylko się uśmiechnąłem i udałem się do siebie.

Ubrałem się, ogarnąłem i byłem już gotowy.


*moimi oczami*

Myślałam, że już nie wyjdzie z tego pokoju. Głupek z niego, ale i tak go kocham najmocniej na świecie. Jest dla mnie bardzo ważny. Pośpiesznie się ubrałam, ogarnęłam, zrobiłam lekki makijaż jak nigdy i otworzyłam drzwi aby wyjść a tu nagle usłyszałam wielkie "BUM", tak jakby ktoś walnął głową w drzwi. Justin okazał się tym pechowcem.

- Ałaa! - krzyknął.
- Boże nic Ci się nie stało? - zapytałam śmiejąc się.
- To nie jest śmieszne. - odpowiedział.
- No już... Gdzie się uderzyłeś? - zapytałam.
- Tu. - odpowiedział wskazując na środek czoła.
- Oj biedaczek. - odpowiedziałam całując go w czoło. - Lepiej?
- O wiele. - odpowiedział z uśmiechem. - Chodźmy na dół.

Z uśmiechem na twarzach zeszliśmy na dół. W kuchni siedzieli Pattie, Jeremy, Scooter i Carin. 

- Oj, chyba nie będzie tak wesoło. - powiedziałam do Justina.
- Czuję to samo.

Przywitaliśmy się z uśmiechem i zasiedliśmy przy stole. Mama Justina podała nam śniadanie.

- A Wy nie jecie? - zapytał Justin.
- My już dawno po śniadaniu. - odpowiedział Scooter groźnym głosem.

Spojrzałam na Justina a on na mnie zadawając sobie w myślach  o co chodzi. No, ale nic. Gdy już skończyliśmy, postanowiłam, że pozmywam naczynia.

- Pomogę Ci. - powiedział Justin.

Mój kochany pomógł mi pozmywać naczynia, oczywiście zalotne uśmiechy były dalej. Nawet nie chcę wiedzieć, jak się na nas patrzyli.

- Usiądźcie. - powiedział Scooter. - Muszę z Wami pogadać.

Bez zastanowienia usiedliśmy obok siebie przesuwając się bardzo blisko stołu, bo tak się bałam, że musiałam trzymać rękę Justina, aby nikt nie widział. Była przerażona razem z chłopakiem. Wiedziałam, że może tu chodzić o nas.

- O co chodzi Scooter? - zapytał Justin.
- Wybieracie się gdzieś dziś? - zapytał.
- Owszem. Do mnie ewentualnie do kina, ale raczej kino. - odpowiedział a ja potwierdziłam.
- A Ty... Jutro wyjeżdżasz. - powiedział Scooter zwracając się do mnie.
- Tak, wiem.
- Słuchajcie, nie mam zamiaru dłużej tak was pytać, bo na prawdę to jest już nudne. Przyznajcie się, albo...
- Scooter, do czego mamy się przyznać? - zapytał Justin i spojrzał na mnie.
- Jesteście razem, prawda? - zapytał.
- Dlaczego mielibyśmy być razem? - zapytał chłopak.
- Chcesz wiedzieć dlaczego? - zapytał. - Tak, dla jasności masz jutro wywiad w telewizji i radiu. - oznajmił Scooter.
- Jak zawsze wszystkiego dowiaduję się ostatni. - odpowiedział Bieber.

Nie ukryję, że się bałam. Chwyciłam jeszcze mocniej dłoń Justina a on zrobił to samo z moją.


*oczami Justina*

- Mam dowody...
- Na to, że jesteśmy ze sobą? Proszę bardzo, chętnie posłuchamy. - przerwałem Scooterowi.
- Jak chcecie. Potwierdziłeś przy swoim ojcu, że będziecie razem, Carin widziała Was jak trzymaliście się z ręce, są zdjęcia w gazetach, jak się pocałowaliście... 
- To nie znaczy, że jesteśmy razem, zresztą na tym zdjęciu mógł być zupełnie kto inny. - znów przerwałem Scooterowi.
- Ale to nie wszystko... Pattie Was...
- Tak wiemy i co z tego? - zapytałem ze wściekłością.
- Justin... Uspokój się. - powiedziała Paula.
- Mam już dość. Wychodzimy! Jak będziemy chcieli to sami Wam o tym powiemy czy jesteśmy czy nie. Co kogo to obchodzi? Moje życie! - wykrzyknął Justin i wyszliśmy z domu.
- JUSTIN, JUSTIN! ZACZEKAJCIE! - krzyknęli wszyscy.

Nie odpowiedzieliśmy. 
Cały zdenerwowany udaliśmy się z Pauliną nad jezioro, w moje miejsce gdzie raczej nikt nas nie znajdzie. Milczeliśmy całą drogę. Dotarliśmy na miejsce. Usiedliśmy w okół drzew na skraju jeziora.

- Jutro mam wywiad w telewizji i w radiu. Super, że dziś się dopiero dowiedziałem. Ty jutro wyjeżdzasz a ja będę się gniótł w studiach i gadał o jednych i tych samych rzeczach...
- Nie tylko o jednych i tych samych. - przerwała mi Paulina.
- Tak, wiem. - odpowiedziałem.
- Co im powiesz jak będą o to pytać? - zapytała.
- Nie wiem... Zresztą nie chcę o tym teraz mówić. Chcę jak najwięcej czasu spędzić z Tobą... Pojedziesz jutro ze mną? - zapytałem.
- Oczywiście skarbie. Dopiero wieczorem wylatuję. - odpowiedziała.

Przytuliłem ją bardzo mocno.

- Nie chcę abyś wyjeżdżała. - opowiedziałem ze łzami w oczach.
- Justin nie płacz... 
- Ale nie chcę, rozumiesz? Co ja bez Ciebie zrobię?
- A co ja zrobię? Będzie dobrze. Wiem, że tak nie miało być i, że będzie trudno, ale damy radę. Będzie mnie odwiedzał. - odpowiedziała.
- Boję się, że cię stracę. Nie chcę tego... - powiedziałem.
- Nigdy mnie nie stracisz. Obiecuję. Kocham cię. - odpowiedziała całując mnie w czoło.
- Też cię kocham. - odpowiedziałem równocześnie wstając, podnosząc moją shawty i całując ją w usta. - Chodź wracajmy. Muszę kogoś przeprosić.


*oczami Scootera*

- No to pięknie. - powiedziałem.
- Oni się nie przyznają, mówię Wam. - odpowiedziała Pattie.
- To co robimy? - zapytała Carin.
- Jutro jest ten wywiad, więc oni nie mają za wiele dowodów a Justin się pewnie nie przyzna... Zrobię tak, że pójdę do kina i wtedy będę ich obserwować i zrobię im zdjęcie. - odpowiedziałem.
- No, a co jeżeli oni dalej się nie przyznają do tego? - zapytał Jeremy.
- Przyznają się nie ma innego wyjścia. - odpowiedziałem.
- O wracają. - powiedziała Pattie.

Weszli do domu i od razu podeszli do nas.

- Przepraszamy, a szczególnie Justin. - powiedziała Paulina.
- Tak, ja w szczególności. Nie powinienem się tak zachować. - dopowiedział Justin.
- Ja też nie powinienem. To jak? Wybieracie się do kina? O której i na co? - zapytałem.
- Tak idziemy. - odpowiedziała Paulina.
- Około godziny 19, a dokładnie do jeszcze nie wiemy. Wybierzemy jak będziemy na miejscu. - dopowiedział Justin.
- To super. 
- A o której jutro mamy być w studiu nagraniowym? - zapytał.
- Około godziny 11. - odpowiedział.
- Może Paulina z nami pojechać? Proszę.
- Oczywiście. - odpowiedziałem.

Oni tylko się do siebie uśmiechnęli. Może mają coś w planie? 

- Na nas już pora. - powiedziała Carin.
- Oj tak. Zasiedzieliśmy się. Jutro po Was przyjadę. - powiedziałem.
- Okay, nie ma sprawy. - odpowiedział i się pożegnaliśmy.


*oczami Justina*

- Właśnie mi się coś przypomniało. Chodź. - powiedziałem do Pauliny i wyszliśmy z domu.
- Gdzie idziecie? - zapytała mama.
- Zaraz wrócimy. - odpowiedziałem.

Szliśmy długą alejką  i trafiliśmy tak gdzie mieliśmy.
Otworzyłem drzwi do domu, w którym ćwiczyłem.

- Wejdź. - powiedziałem do Pauliny.
- Co to za dom? - zapytała.
- W nim ćwiczyłem i dzięki tym sprzętom teraz mogę chodzić. - odpowiedział.
- Justin. 
- Tak?
- Jestem z Ciebie taka dumna. - odpowiedziała i rzuciła mi się na szyję.
- Kocham  Cię. - odpowiedziałem całując ją po szyi.

Ona tylko pojękiwała. Być może ostatni raz ją całuję w szyję. Nie mogłem się powstrzymać i zrobiłem jej malinkę.

- Ej, Justin! - krzyknęła.
- Co maleńka? - zapytałem udając, że nic nie wiem.
- Wracajmy do domu. - odpowiedziała całując mnie w policzek.

Wracaliśmy do domu. Było około godziny 17. Akurat wpadniemy to się przyszykujemy i robimy wypad do kina, tylko jeszcze pytanie na co. Może jakiś horror? Wtedy byśmy się przytulali, bo Paulina będzie się bała. Miałbym okazję po przytulania. 

- O czym tak myślisz, Justinku? - zapytała.
- Myślę o tym na jaki film się dziś wybierzemy do kina. - odpowiedziałem.
- Mam nadzieję, że nie na jakiś zbyt straszny. - odpowiedziała.
- Nie, wcale. Dlaczego miałbym to zrobić? - zapytałem.
- Och, Ty coś kombinujesz. Czuję to. - odpowiedziała z uśmiechem.

Nie odpowiedziałem tylko odwzajemniłem uśmiech.


*moimi oczami*

Obyło się bez trzymania za ręce, przytulania i całowania. Chyba Justin w końcu zrozumiał. Jutro jadę z nim do studia, w którym będzie nagrywany wywiad + do radia. A dziś wieczór z nim w kinie. Aww, jestem ciekawa na co się wybierzemy i czy będą jacyś ludzie. Oby było ich mało, bo wtedy zero pocałunków.
Doszliśmy do domu. Nikogo nie było. Może się ukryli? No nic, poszliśmy na górę. Każde do swojego pokoju. Mieliśmy trochę czasu, więc ubrałam się i zaczęłam się pakować by jutro tego nie robić. Dużo nie miałam, tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Położyłam swój bagaż na łóżku i zaczęłam pakować pojedyncze rzeczy. Nagle ktoś zapukał do drzwi.

- Proszę! - powiedziałam.
- Możemy wejść? - zapytał głos.
- Jasne. - odpowiedziałam.

Szczerze nie wiedziałam kto to był. Okazało się, że to Ryan i Chaz. Super. Wreście mogłam ich poznać. Pogadaliśmy trochę. Bardzo mili goście. Oni wiedzieli, że jestem z Justinem. On właśnie im powiedział wchodząc do mojego pokoju.

- Może wybierzecie się z nami do kina? - zapytałam.
- Bardzo chętnie. - odpowiedzieli.
- Ech... - zaburczał Justin.
- Ej, co jest? - zapytałam.
- Myślałem, że będziemy sami. - odpowiedział.
- Och Justin. Jasne, że będziecie. Przecież nie będziemy Wam przeszkadzać. - powiedział Chaz.
- Mam nadzieje. - odpowiedział po czym pocałował mnie w usta.
- To my Wam nie będziemy przeszkadzać, o 19 będziemy czekać pod kinem. - powiedział Ryan i się pożegnali.

Zostaliśmy sami.
Justin usiadł na łóżku. Chwycił mnie za biodra i posadził na swoich kolanach.

- Pakujesz się? - zapytał.
- Tak, robię to teraz. Jutro będę miała mniej. - odpowiedziałam.
- Będę tęsknił. - odpowiedział.
- Ja tęsknie jak nie ma Cię obok mnie, a co dopiero jak wyjadę. - odpowiedziałam ze łzami w oczach.
- Nie płacz. Nigdy nie pozwolę ci odejść malutka. Kocham Cię! - odpowiedział i zaczął mnie całować.

Kochałam jego pocałunki, nikogo innego nie kochałam jak jego. Co ja zrobię, gdy wyjadę? Wrócę do tej szkoły, spotkam znajomych, pewnie zaczną się wypytywać gdzie byłam... Nie sorry, oni pewnie widzieli moje zdjęcia z Justinem więc od razu będą wiedzieć gdzie byłam. A no i jak spotkam Dawida to być może znowu będzie podwalał. Właśnie, jestem ciekawa jak tam on i Justyna. Zresztą po co mam z nimi gadać? Ja się o nich nie martwię to oni o mnie też nie powinni. 
Dochodziła godzina 19. Nie chciałam przerywać pocałunku, ale skoro mieliśmy iść do kina...

- Justin nie chcę przerywać, ale powinniśmy już iść. - powiedziałam przez pocałunek.
- Dobrze, ale jeszcze chwilę. - odpowiedział podnosząc mnie i całując ostatni raz. - Chodźmy.

Wyszliśmy z domu. Z daleka widzieliśmy jak grupa dziennikarzy nagrywa i robi zdjęcia. Justin chciał mnie złapać za rękę, ja jego owszem, lecz powstrzymaliśmy się.  Wygłupialiśmy się trochę. Oczywiście zdjęcia robili no, bo w końcu muszą jakoś zarobić prawda? Mnie nawet nie stać na torebkę.
Doszliśmy do kina. Weszliśmy do środka i od razu zaczęliśmy wybierać film.

- Never Say Never? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Rzeczywiście. Nie wiedziałem, że jeszcze to puszczają. - odpowiedział.
- To może pójdziemy na to... Proszę? - zapytałam robiąc maślane oczka.
- Och no dobrze... A gdzie Ryan  i Chaz? - zapytał.
- Yyyy... O tam są! - powiedziałam wskazując na nich.

Podeszliśmy do nich i oznajmiliśmy na co idziemy. Zgodzili się bez problemu. 
Udaliśmy się w stronę kasy, aby kupić bilety i coś do jedzenia. Wprawdzie u mnie w kinie nie ma takich wypasów, ale mniejsza z tym. Justin wziął duży popcorn i dwie mniejsze cole. Chłopcy wzięli to samo i poszliśmy do sali gdzie miał być wyświetlony film.
Usiedliśmy na swoich miejscach i czekaliśmy. Ryan z Chazem usiedli dwa rzędy niżej. Praktycznie nikogo nie było, tylko przyszedł jakiś gość, który usiadł na końcu sali.
Zaczął się seans. Złapałam Justina mocno za rękę. Zawsze to robię gdy zaczyna się jakiś film.

- Co się stało? - zapytał wystraszony.
- Nic. Zawszę to robię gdy się zaczyna film. - odpowiedziałam.

Uśmiechnął się, jednak ja nie puściłam ręki i trzymałam ją cały czas.


*oczami Scootera*

Mam nadzieję, że się nie zorientowali, że to ja. Udało mi się dotrzeć do kina w samą porę na seans. Nawet się nie spodziewałem, że będzie Never Say Never. Usiadłem na końcu sali, ubrany w ciemne ubrania. Nikogo nie było prócz mnie, ich i Ryana i Chaza z  tego co się orientuję. Chłopcy siedzieli w osobnym rzędzie, tak samo jak Paulina i Justin, więc miałem nadzieję, że być może dojdzie do jakiegoś pocałunku. W każdym bądź razie zrobię im zdjęcie.
No i zaczęło się... Justin ją objął, ona położyła głowę na jego ramieniu. Natychmiast zrobiłem zdjęcie. Minęlo trochę filmu. Właśnie była scena z One Less Lonely Girl. Zauważyłem, że coś się u nich na dole dzieje a następnie Justin całuję ją w usta! Kolejne zdjęcie! Teraz to na pewno się muszą przyznać. Tyle mi wystarczyło. Od razu wyszłem i udałem się do Pattie.

- Popatrz. - powiedziałem pokazując jej zdjęcia.
- Wiedziałam. - odpowiedziała. - Czekamy na nich.


*oczami Justina*

Siedzieliśmy tak z zaplecionymi rękoma, ale zamiast to objąłem ją mówiąc, że ją kocham. Uśmiechnęła się i położyła głowę na moim ramieniu.
Minęło trochę filmu. Właśnie była scena z One Less Lonely Girl. Paulina zaczęła płakać. Od razu się zerwałem.

- Co się stało? - zapytałem zmartwiony.
- Nic, po prostu chcę zostać One Less Lonely Girl tak, jak ta dziewczyna. - odpowiedziała ocierając łzy.
- Przecież jesteś moja. Kocham Cię. - odpowiedziałem.
- Ja Ciebie też. 

Aww, rozpłakała się. 
Nie sądziłem, że tak spędzę ostatni z nią wieczór. Jutro już będzie zupełnie inaczej.
Wyszliśmy z kina. Odprowadziliśmy Ryana i Chaza i udaliśmy się do domu.

- O, samochód Scootera. - powiedział Paulina.
- Tak. Ciekawe po co przyjechał. - odpowiedziałem.

Weszliśmy do domu.

- Chodźcie tu. - powiedziała mama.

My tylko popatrzyliśmy się na siebie, stanęliśmy blisko siebie i skierowaliśmy nasze ręce do tylu aby je spleść.

- O co chodzi? - powiedziałem przerażony.
- Jesteście razem. - powiedział Scooter.
- Nie. - odpowiedzieliśmy równocześnie.
- Popatrzcie. - powiedział i pokazał nam zdjęcia.

Ścisnęliśmy ręce jeszcze bardziej.

- Śledziłeś nas? - zapytałem wkurzony.
- Nie, po prost musiałem to zrobić. Inaczej nic z tego nie wyniknie. Widziałem Was. - odpowiedział.
Nie odpowiedzieliśmy.
- Przecież nie ma nic w tym złego, że jesteście razem. - powiedziała Pattie.
- Właśnie. - dopowiedział Scooter.
- Ja przepraszam to moja wina. - zaczęła Paulina. - Nie powinna się tu pojawić. Teraz wszystko będzie Scootera, że specjalnie zrobił ten konkurs tylko po to, aby znaleźć Justinowi dziewczynę.
- Co Ty w ogóle mówisz? - zapytał Scooter i Justin.
Nie odpowiedziała.
- Przecież to nie przez Ciebie ani przez nikogo. Po prostu tak wyszło nic więcej. Owszem obwiniam siebie trochę, bo to ja dałem Justinowi Twoje zdjęcie i opowiadałem o Tobie, ale to była jego decyzja. - powiedział Scooter.
- Rozumiem, jednak jednego się obawiam. - powiedział Paulina.

Puściliśmy swoje splątane ręce i stanęliśmy na przeciwko siebie, a Scooter i mama spoglądali na nas.

- Czego? - zapytałem.
- Że Belieberki mnie znienawidzą... - odpowiedziała.
- Nie martw się skarbie. We dwoje na pewno sobie poradzimy. - odpowiedziałem i pocałowałem ją w usta.
- No to mamy zakochańców. - powiedział Scooter.
- Scooter, chcielibyśmy Cię przeprosić za to wszystko... W ogóle to wszystkich. - powiedziałem.
- No i po co to było? - zapytała mama. - Chodźcie tu do mnie!

Utuliliśmy się w ramionach mamy i Scootera.

- Muszę Wam coś powiedzieć. - powiedziała Pattie. - Widziałam was jak spaliście razem.
Nie odpowiedzieliśmy tylko spuściliśmy głowy.
- No, ale do niczego nie doszło. - wybełkotałem a Paula chwyciła mnie mocno za rękę.
- Dobrze, że mi się przypomniało. - powiedział Scooter. - Chcielibyście zostać świadkami na moim i Carin ślubie?
- Yyy... Oczywiście. - odpowiedzieliśmy. - A kiedy planujecie? - zapytałem.
- Planujemy jak na razie, ale jeszcze nie wiemy dokładnie kiedy. Chcieliśmy się najpierw upewnić czy byście chcieli. - powiedział.
- Oczywiście, że będziemy. - powiedziałem, a moja ukochana potwierdziła.
- Super. Jutro wywiad, pamiętacie. - zapytał.
- Owszem.

Rozmawialiśmy jeszcze chwilę. Była godzina 21, gdy Scooter pojechał do domu. Udałem się do swojego pokoju, a Paulina poszła się odświeżyć. Usiadłem na łóżku i zacząłem płakać. Nie wyobrażałem sobie tego jak mogę bez niej żyć. To mnie bardzo przytłoczyło i bardziej płakałem.


*moimi oczami*

Udałam się do łazienki, aby wziąć prysznic. Wreście czułam ulgę, że wyszła na jaw iż jesteśmy razem. Przynajmniej te najbardziej ufne osoby wiedzą. Byłam szczęśliwa. Wyszłam z łazienki i i udałam się do Justina. Drzwi od jego pokoju są zamknięte. Przestraszyłam się. Nie wiedziałam co zrobić. Zaczęłam krzyczeć :

- Justin otwórz te drzwi!
- Nie chcesz mnie zobaczyć w takim stanie. - odpowiedział.

Boże, a jak on sobie coś zrobił? O nie.

- Justin, Justin! Otwieraj i to już! Słyszysz! - krzyknęłam.

Nagle usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach.  Justin powoli otwierał drzwi. Jego oczy były całe podpuchnięte i czerwone od płaczu. Od razu przytuliłam go do siebie i zamknęłam drzwi. Dotknęłam ręką jego policzku. 

- Kochanie, co się dzieje? - zapytałam. 

Justin tylko patrzył mi w oczy. Wtulił się w moją szyję i zaczyna szlochać. Położył się na łóżku, a ja razem z nim. Zaczęłam głaskać Justina po głowie. 

- Co się dzieje? 
- Boję się, że cię stracę. Nie chcę tego... 
- Nigdy mnie nie stracisz. Obiecuję. Kocham cię. - odpowiedziałam całując go w czoło.
- Też cię kocham. Moja maleńka na zawsze. - odpowiedziała mocno mnie przytulając.



*oczami Justina*

Tak bardzo ją kocham. Nie wiem co zrobię jak wyjedzie. 
Chciałem to dziś z nią zrobić... Ten pierwszy raz jednak zawiodłem, chociaż...

- Dobranoc kochanie. - powiedziała.
- Kocham Cię. - odpowiedziałem całując ją w czoło.

Zasnęliśmy wtuleni w siebie.


_______________________________________________

jak Wam się podoba? :D
komentujcie i klikajcie reakcje :)
DZIĘKUJĘ <3