czwartek, 28 czerwca 2012

rozdział 56.



*moimi oczami*

Byliśmy już na miejscu. Zjechaliśmy w jakąś boczną drogę, ciągnęła się ona przez sosnowy las zresztą bardzo piękny. Nagle w oddali było widać dom, ale jeszcze nie dokładnie. Zbliżaliśmy się do celu. Cisza, spokój, niedaleko las i jezioro a pomiędzy nimi dom - duży. Zbudowany z cegieł (podobny do domu dziadków Justina w Stratford), okna niczym jak z zamku, duże i bardzo piękne. Przed domem pełno kwiatów, a ścieżki były pokryte białymi kamykami. Tego się nie da opisać. Bardzo chciałam wejść do środka i zobaczyć. Zatrzymaliśmy się. Justin pomógł mi wyjść z auta. Byłam tak wryta, że nie wiedziałam co powiedzieć. Oparłam się o samochód. Justin podszedł na przeciwko mnie abym nie spoglądała już na dom. Oparł swoje  ręce obok moich ramion i spoglądnął mi prosto w oczy. Wpatrywaliśmy się tak przez dłuższą chwilę nic nie mówiąc. Nagle :

- Justin... - powiedziałam.
- Shh, nic nie mów. - odpowiedział i zbliżył swoją twarz do mojej.
- Justin...
- Shh... - odpowiedział i dotknął ręką moich ust po czym musnął je swoimi.

Były ciepłe i słodkie. Jednak nie chciałam aby dalej to robił - jak na razie. Staliśmy jeszcze tak przez chwilę, jego oddech był łagodny i ciepły. Mi natomiast waliło serce jak szalone. Kompletnie nie wiedziałam co zrobić.
Nagle Justin się odsunął i powiedział :

- Chodź, zaprowadzę Cię gdzieś. - i złapał mnie za rękę.
Nie odpowiedziałam. Myślałam, że Justin zaprowadzi mnie do domu jednak się myliłam. Kierowaliśmy się w stronę jeziora. Mieliśmy splątane ręce jak zakochani. Justin ścisnął mocniej moją rękę, ja tylko się uśmiechnęłam. Cudowne uczucie iść z nim za rękę. Spacerowaliśmy spoglądając sobie w oczy. W oddali było widać jezioro a nad nim duże drzewo i huśtawka. Dotarliśmy na miejsce.

- Nigdy nie byłam w tak pięknym miejscu jak to. - powiedziałam i ścisnęłam mocniej rękę Justina.
- Mam nadzieję, że Ci się tu podoba. - odpowiedział.
- Bardzo. - odpowiedziałam. - Chodźmy obok huśtawki.

Usiadłam na huśtawkę, a Justin na przeciw niej tylko, że dalej wyciągnął iPhonea i zaczął robić zdjęcia. Zaczęłam się huśtać i poczułam się jak mała dziewczynka. Nagle przerwałam i zaproponowałam :

- Justin, może teraz Ty?
- Jasne. - odpowiedział.

Justin wstał, ja również i zamieniliśmy się miejscami. Gdy mijaliśmy się potknęłam się o kamień. Na szczęście nic poważnego się nie stało.

- Wszystko w porządku? - zapytał Justin podnosząc mnie z ziemi.
- Tak, wszytko dobrze. - odpowiedziałam i podałam mu prawą rękę tą, która była pocięta.

Justin się chyba zorientował.

- Możemy później pogadać, prawda? - zapytał patrząc mi głęboko w oczy.
- Oczywiście. - odpowiedziałam robiąc to samo.

Usiadłam na trawie i robiłam Justinowi zdjęcia jak wygłupia się huśtając.

- Może urządzimy sobie piknik? - zaproponował.
- Jasne, tylko będziemy musieli iść do domu po rzeczy do tego potrzebne. - odpowiedziałam.
- Nie trzeba. Tu jest wszystko. - odpowiedziała i wyciągnął z za drzewa kosz, w którym było wszystko na piknik.

Rozłożyliśmy koc nad jeziorem, na nim położyliśmy talerze i smakołyki, które nie wiem jakim cudem znalazły się w tym koszu, do tego nie wiedząc jeszcze skąd wziął się piknikowy kosz. Usiedliśmy. Zjedliśmy smakołyki. Oczywiście nie obeszło się bez żartów, które mówił Justin. Myślałam, że pęknę ze śmiechu.
Był już wieczór, dość ciepły. Zachodziło słońce, a ostatnie jego promienie padały na jezioro. Spakowałam talerze i inne przybory do koszyka. Justin przysunął się do mnie bliżej. Postanowiłam, że nie będę dłużej udawać. Jestem w nim totalnie zakochana i powiem to co powinnam.


*oczami Justina*

- Popatrz jaki piękny zachód słońca. - powiedziałem.
- Nigdy nie widziałam bardziej piękniejszego od Ciebie, Justin. - odpowiedziała.
- Co sugerujesz? - zapytałem.
- Nic, po prostu stwierdzam fakty. - odpowiedziała. - A Ty coś sugerujesz?
- Owszem. To samo co Ty. - odpowiedziałem.
- Och przestań, przecież wiem...
- Tak, jesteś piękna. Nigdy nie spotkałem kogoś takiego jak Ty. Wiem o Tobie więcej niż się spodziewasz. To wszystko dzięki Scooterowi. To on mi o Tobie powiedział. - odpowiedziałem.
- Jak...
- Shh, nic nie mów. Później wszystko Ci wyjaśnie. - odpowiedziałem i złapałem ją za rękę.

Nagle przypomniało mi się o bliznach, które zauważyłem.

- Mogę zapytać co to za blizny?
- Moje?
- Tak.
- Nie wiem jak Ci to powiedzieć. - odpowiedziała zmieszanie.
- Powiedź, ja wysłucham.
- To było wtedy jak byłeś w szpitalu. Nie wytrzymałam tego, po prostu to zrobiłam. To dlatego, że Cię kocham Justin. Nie jestem zauroczona tak jak kiedyś, jestem w Tobie totalnie zakochana jak nigdy wcześniej Kocham Cię! Kochałam, kocham i będę kochać, nieważne czy Ty mnie też czy nie. Kocham Cię jak zwykłego chłopaka, nie gwiazdę. Kocham Cię tak, jak dziewczyna kocha chłopaka. Kocham Cię, Justin! - odpowiedziała ze łzami w oczach.
- Nie płacz shawty. - odpowiedziałam.
- Wiem, jestem głupia, bo wiem i tak, że Ty...
- Tak, ja też Cię kocham. Kocham Cię! Słyszysz? Kocham Cię tak jak Ty kochasz mnie. Zakochałem się w Tobie. Śniłaś mi się zanim przyjechałaś. To jest silniejsze ode mnie. Dziś chodzę, kiedyś nie. Wszystko dlatego, że Ty pojawiłaś się w moim życiu. Nigdy nie pozwolę Ci odejść. Kocham Cię. - odpowiedziałem i przytuliłem ją.
- Justin ja nie żartuje. Mówię to na serio. Nigdy nikogo nie pokochałam jak Ciebie. - odpowiedziała patrząc mi prosto w oczy.
- Ja też nie żartuje kochanie. - odpowiedziałem robiąc to samo.
- Możesz mi coś obiecać?
- Oczywiście.
- Obiecaj mi, że nigdy nie pozwolisz na to aby ktoś mnie skrzywdził. - powiedziała.
- Obiecuję Ci to i nie tylko to. Kocham Cię. - odpowiedziałem i splotliśmy swoje ręce.

Jestem totalnie w niej zakochany. O niczym innym nie myślałem, jak tylko o niej. Zanosiło się na deszcz, więc powoli składaliśmy koc, na którym siedzieliśmy przy jeziorze. Nagle zaczął padać deszcz. Szybko biegliśmy, aby nie być mokrym. Jednak nic z tego. Nie dobiegliśmy do połowy a już cali byliśmy mokrzy. Paulina biegła przede mną z koszem, ale ją dogoniłem i złapałem za ręke.

- Zawsze o tym marzyłem wiesz? I teraz właśnie to marzenie może się spełnić. Chcesz tego? - zapytałem.
- Nigdy się nie...
- Nigdy nie mów nigdy, shawty. - przerwałem i pocałowałem ją w usta.

Ponieśliśmy się emocją. Nie mogłem dłużej tego wytrzymać. Musiałem to zrobić. Deszcz padał, spływał nam po twarzach. Trzymałem ją za kark, ona natomiast zaplotła ręce w moje mokre włosy. Nagle nasz pocałunek przerwała ona, mówiąc :

- Kocham Cię, Justin.
- Ja Ciebie też, shawty. - odpowiedziałam a ona wtuliła się w moje ramiona.
- Zaniosę Cię do domu. - powiedziałem i wziąłem ją na ręce.
- Nie musisz wcale tego robić, przecież jestem za ciężka. - odpowiedziała.
- Wcale, że nie. - odpowiedziałem.

Dotarliśmy pod dom, było zadaszenie więc deszcz już na nas nie padał. Weszliśmy do środka.


*moimi oczami*

Głupek z niego. Weszliśmy do środka. Dom był ogromny. Przedpokój prowadził do kremowego salonu. W salonie drewniana podłoga była pokryta czerwonym i miękkim dywanem. Na kremowej ścianie wisi duży ciemny zegar, który wskazywał godzinę 21 : 30.  Okna były pół okrągłe i przepuszczały bardzo dużo światła do wnętrza domu. Przy oknach znajdowały się zasłony pod kolor dywanu. Na środku salonu stoi mały szklany stolik przykryty białym koronkowym obrusem. Niedaleko okna powieszony jest ogromny plazmowy telewizor. Wokół stolika znajdują się dwa fotele i kanapa w kremowym kolorze. Kuchnia jest połączona z jadalnią. Podłoga w kuchni była pokryta jasnymi płytkami a ściany niebiesko żółtą farbą, na których wisiały białe meble. Duża jadalnia zachwycała oczy swoimi kolorami. Ściany są pomalowane łososiowatą farbą, na których wisi dużo obrazów i zdjęć rodziny Justina. Na stole stał wazon w czerwonymi różami. Wokół stołu znajdowały się 8 krzeseł. Na końcu znajdował się duży marmurowy kominek. Do sypialni na góre prowadziły duże ciemne schody, na których położony był jasny dywan. Było mi trochę zimno, przez ten deszcz, ale Justin był cały rozpalony i trochę mnie ogrzał zanim poszliśmy do salonu.

- Wracamy dziś do domu, prawda? - zapytałam.
- Nie. - odpowiedział.
- Jak to nie? Przecież...
- No mówiłem mamie, że dopiero jutro. - odpowiedział.
- Ale nie nic nie mam ze sobą żadnych rzeczy. Myślałam, że żartujesz sobie z tym, że zostajemy na noc. - odpowiedziałam.
- Nie martw się. Chodź do sypialni, zaraz dam Ci jakąś koszulę. - odpowiedział.
- Lepiej jak najszybciej, bo jestem przemoczona, zresztą Ty też. - odpowiedziałam.
- To jak? Ścigamy się kto pierwszy do sypialni? - zaproponował.
- Jasne.

I wyruszyliśmy w pogoń. Oczywiście biegłam pierwsza, ale tuż przed samymi drzwiami do sypialni pojawił się Justin.

- I co? - zapytał.
- I nic. Wygrałeś. - odpowiedziałam ze smutną miną.
- Gniewasz się? - zapytał.
- Tak. - zażartowałam.
- No już dobrze. - odpowiedział i chciał mnie przytulić, ale ja nagle odpowiedziałam :
- Żartowałam!

I wepchnęłam go do sypialni.

- No wiesz. - powiedział ze spuszczoną głową.
- No co?
- Nie powinnaś tego robić. Jakieś przeprosiny się należą teraz. - odpowiedział z chytrym uśmiechem.
- Nie wiem czy na to zasługujesz. - odpowiedziałam.
- Ja na to nie zasługuje? - zapytał.

Nie odpowiedziałam tylko pocałowałam go w usta.

- Takie przeprosiny wystarczą? - zapytałam.
- No nie wiem.
- Och nie marudź tylko musimy się przebrać, bo coraz zimniej w tych mokrych ubraniach. - powiedziałam.
- Nawet w tych mokrych ubraniach mogę Cię rozgrzać. - odpowiedział Justin.
- Tak? - zapytałam z uśmiechem.
- No jasne.
- Dobra. - odpowiedziałam.
- To co robimy? - zapytał.
- Ściągamy ubrania i ich pilnujemy. - zażartowałam.
- Supeeeeeeeer. - odpowiedział.
- Haha, żartuję Justin.
- Ehh... No dobra. To jaką koszulę wybierasz? - zapytał otwierając szafę.
- Hmm... może tą? - zapytałam i wskazałam na niebieską koszulę.
- Okay, proszę. - odpowiedział.
- A Ty jaką wybierasz? - zapytałam.
- Białą. - odpowiedział.
- To ja idę się przebrać. - powiedziałam i wyszłam z sypialni do łazienki.
- Spotkamy się w salonie. - krzyknął za mną Justin.

Weszłam do łazienki. Koszulkę miałam całą mokrą, więc właściwie to ją musiałam przebrać. Spodenki miałam w miarę suchą, ale nie ściągnęłam bym ich, bo by Justin sobie jeszcze coś pomyślał. Włosy rozpuściłam, założyłam grube skarpety, które leżały na pralce (mam nadzieję, że Justin nie będzie miał nic przeciwko) i zeszłam na dół do salonu. Justina jeszcze nie było. Usiadłam sama na kanapie i czekałam. Nagle zgasło światło, okna zostały automatycznie zasłonięte pięknymi kremowymi zasłonami. Przestraszyłam się.

- Justin? - zapytałam.

Nikt nie odpowiedział. Zapytałam jeszcze raz. Cisza. Postanowiłam, że pójdę do niego po ciemku. Wstałam, skręciłam w lewo i postawiłam pierwszy krok. Nagle się wystraszyłam i krzyknęłam :
- JUSTIN!
- No już dobrze kochanie. - odpowiedział wrzucił mnie na kanapę i przy miażdżył.
- Jesteś. Bałam się. - odpowiedziałam.
- Nie masz czego, jestem tu przy Tobie. - odpowiedział i pocałował w czoło a ja go mocno przytuliłam.

Nagle zapaliło się światło.

- Wreszcie. - odpowiedziałam. - Boję się ciemności.
- Ja też, ale przy Tobie nawet nie zauważyłem kiedy było ciemno. - odpowiedział.
- Kocham Cię, wiesz? - zapytałam.
- Owszem, ja Ciebie też. - odpowiedział i usiedliśmy na kapanie.
- Może coś pooglądamy? - zaproponował.
- Wolałabym pogadać...
- Jesteś pewna, że chcesz o tym rozmawiać? - zapytał.
- Tak. - odpowiedziałam.


*oczami Justina*

Paulina była pewna tego co chcę wiedzieć. Wiedziałem, że prędzej czy później  i tak wszystko wyjdzie na jaw. Wiedziałem, że chodzi jej o to co działo się przez 2 miesiące.

- W takim razie co chcesz wiedzieć? - zapytałem.

Ona odsunęła się ode mnie i usiadła po turecku na wprost mnie w grubych skarpetach z łazienki. Ja natomiast przesunąłem się w bok, aby nasze oczy się spotkały.

- Myślę, że powinnam wiedzieć jak to było naprawdę. - odpowiedziała.
- Też tak uważam, że powinnaś, ale ja też chcę coś wiedzieć. - odpowiedziałem.
- Dobrze, ale ja byłam pierwsza. - odpowiedziała.
- W takim razie słucham.
- Wiem, że kochałeś Selene. Byliście ze sobą szczęśliwi, ale właściwie dlaczego ona z Tobą zerwała? - zapytała.
- Tak, ona zerwała ze mną. Było mi bardzo ciężko w tamtym czasie, ale dzięki Tobie jestem znów szczęśliwy. - odpowiedziałem i zbliżyłem się do niej.
- Justin... Pytałam dlaczego z Tobą zerwała. Nie musisz odpowiadać, ale po prostu chcę wiedzieć. - odpowiedziała jednocześnie mnie odpychając.
- Ona po prostu mnie wykorzystywała, a ja dałem się jej oszukać. Na prawdę ją kochałem, wydawało mi się, że ona mnie również jednak wszystko to była jedna wielka paranoja. Dostawała to co chciała, ja byłem nią oślepiony, jak nigdy. Teraz wiem, że nie warto dalej zadawać się z takimi osobami. Najpierw trzeba kogoś prawdziwie poznać i pokochać. Tak jak ja Ciebie. - odpowiedziałem.
- Właściwie to skąd masz moje zdjęcie i wiesz tyle o mnie? - zapytała.
- To wszystko przez Scootera, on mi tyle o Tobie opowiadał. - odpowiedziałem.
- A powiedział Ci, że do mnie wszystko pisał co  się dzieje z Tobą?
- Nie...
- To teraz wiesz... W ogóle jak doszło do tego, że podciąłeś sobie żyły?
- Przez Selene. W ten dzień gdy zerwała ze mną, pojechałem do domu, zamknąłem się w łazience i wyciągnąłem żyletkę. Krew lała się strumieniami, Scooter dzwonił do mnie, ja jednak nie odpowiadałem. Nagle ktoś z hukiem wpadł do łazienki, był to Braun i szybko zawiózł mnie do szpitala. Później wypadek i przedawkowanie leków...
- Justin... Nie mów, rozumiem. - przerwała mi i powiedziała.
- Chcę o tym jak najszybciej zapomnieć. - odpowiedziałem.
- Rozumiem. Nie ważne co się stanie ja i tak będę z Tobą. - odpowiedziała ze łzami w oczach.
- Nie płacz. Kocham Cię. - powiedziałem i wtuliliśmy się w ramiona siadając w rozkroku.

Milczeliśmy przez chwilę.

- Pięknie wyglądasz w tej koszuli. - powiedziałem.
- Pięknie, bo Twoja. - odpowiedziała.
- Och, nie prawda. - odpowiedziałem.
- Prawda.
- Nie.
- Tak. - odpowiedziała z uśmiechem.
- Nie.

Zacząłem się do niej przybliżać.

- Tak.
- Nie. - odpowiedziałem.
- Taaaaaaak.
- Niiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiie. - odpowiedziałem i wpadliśmy sobie znowu w ramiona tym razem leżąc na sobie w salonie.
- Wygrałeś. - odpowiedziała przyduszonym głosem.
- Wszystko dobrze? - zapytałem z uśmiechem.
- Nie. - odpowiedziała ze smutną miną.
- Co się stało?
- Leżysz na mnie?
- No i co z tego? - zapytałem.
- To, że chcę... Cię tu bliżej... szczególnie Twojej twarzy. - odpowiedziała z uśmiechem.

Zbliżyłem, więc swoją twarz do jej. Nasze oddechy były równomierne. Czułem jak bije jej serce. Nagle zapytała :

- Mogę zaplątać ręce w Twoje włosy, prawda?
- A czy ja mogę, również? - zapytałem.
- Czy ja wiem, jeżeli się zgodzisz to owszem. - odpowiedziała.
- Oczywiście, że się zgadzam. - odpowiedziałem.
- W takim razie...

Nie dokończyła. Tylko zaplotła swoje ręce w moje włosy i zaczęła mnie całować. Nie miałem nic przeciwko, zabrałem się za to samo.


*moimi oczami*

Jego włosy pachną wanilią i pocałunki rozpalało moje ciało do czerwoności. Nawet nie wiem, w którym momencie ściągnął mi koszule i jego delikatne ręce znalazły się na moich biodrach. Pocałunki schodziły po mojej szyi i coraz niżej. Rozpalona, moimi drżącymi rękoma zaczęłam rozpinać małe guziki przy jego koszuli. Znów zaplotłam ręce w jego mokre włosy i przyciągnęłam jeszcze bliżej, by poczuć jego ciepły, delikatny oddech. W pewnym momencie zsunęłam ręce po jego szyi na ramiona i jednym pewnym ruchem ściągnęłam jego białą koszule, która upadła na lśniącą drewnianą podłogę. Obdarowywał mnie delikatnymi i czułymi pocałunkami wokół szyi. Bicie jego serca było jak najpiękniejsza pieśń o miłości, śpiewana tylko i wyłącznie dla mnie. Wtedy w myślach poczułam, że to ten właśnie moment, ale ciałem czułam, że nie może się to wydarzyć. Nie wiem czy on czuł, że nie jestem myślami z nim tylko myślę o tym czy jestem gotowa na to co ma się wydarzyć. Zsunęliśmy się na podłogę i delikatnie mnie przycisnął do swojego ciała. Teraz to ja byłam na górze, rękami dotykałam jego twarzy, szyi, jego umięśnionego spoconego torsu. Z każdym dotykiem kocham i pragnę go coraz bardziej. Nasze zagubiona usta wreszcie się odnalazły. Całował mnie tak namiętnie, że brakowało mi tchu. Byłam przekonana, że on tego chcę, że zaraz stanie się ten moment, który nie powinien się stać. Dotykał mnie wszędzie, jest tak rozpalony, że nie zwraca na to co robi. Zaczął gwałtownie ściągnąć moje spodenki bez rozpinania guzika. Bez odrywania mnie od swojej klatki piersiowej przewrócił mnie na podłogę i szybko ściągnął swoje spodnie. Zostałam tylko w samej bieliźnie a on w fioletowych bokserkach. Kocimi ruchami rozpinał mój stanik i wtedy poczułam jak Jerry wbija mi się w udo. Nie mogliśmy tego zrobić.


*oczami Justina*

Bałem się, że zrobię jej krzywdę. Jest taka delikatna i krucha. Jej blade rozpalone ciało podniecało mnie coraz bardziej. Pośpiesznie ściągałem z niej bieliznę. Myślałem tylko o jednym by poczuć jej tą wyjątkową bliskość. Zaczęła leciutko całować mnie po ustach. Wiedziałem, że to jest ten moment. Wtedy ona delikatnie odsunęła mnie od siebie. Spojrzałem na jej piękną bladą twarz pytającym wzrokiem i powiedziałem :

- Co jest mała?

Wtedy odpowiedziała mi ze łzami z oczach :

- Przepraszam, ale nie mogę tego zrobić Justin. Kocham Cię, ale myslę, że jesteśmy obydwoje na to za młodzi.

Zdezorientowany odsunąłem się od niej, a ona wyślizgnęła się spod mojego ciała, pośpiesznie się ubrała w moją niebieską koszulę i usiadła na kanapie. Zaczęła cichutko szlochać. Wstałem, ubrałem swoje spodnie i usiadłem obok niej na kremowej kanapie.
Wziąłem ją i posadziłem na moich kolanach po czym przytuliłem ją do mojego torsu. Zaczęła głośniej płakać mówiąc drgającym i piskliwym głosem :

- Przepraszam.
- Nie musisz mnie przepraszać. To moja wina, za bardzo mnie poniosło. To ja Cię muszę przeprosić. - odpowiedziałem.

Nic nie odpowiedziała, tylko wtuliła się w moją pierś. Otarłem jej delikatnie łzy z zaróżowionego policzka.

- Nie płacz kochanie. To nie Twoja wina. - powiedziałem.
- Wiesz, że bardzo Cię kocham, Justin.
- Ja Ciebie też kocham. Nie powinniśmy... - odpowiedziałem.
- Wiem, ale po prostu nie mogłam dalej... - odpowiedziała.
- Nie przejmuj się, przecież nic się nie stało.
- Ale mogło. Jak by to wyglądało? Nikt o nas nie wiem, tylko my. Jak na razie nie mogą się o nas dowiedzieć. - odpowiedziała jednocześnie odsunęła swoją głowę od mojego ciała.
- To jest najgorsze. Nie chcę abyś wyjeżdżała, to będzie dla mnie trudne. Nie możesz zostać? - zapytałem ze łzami w oczach.
- Muszę wracać, jestem tu w ramach konkursu. Nigdy nie sądziłam, że może do tego dojść. Nie chcę się wracać, ale muszę. Nie płacz. - odpowiedziała ocierając moje łzy.
- Nie przeżyję bez Ciebie. Jesteś moją drugą połówką.
- Ty moją też. Kocham Cię jak nikogo innego. - odpowiedziała.
- Obiecaj, że ze względu na to co będzie się działo nic nam nie przeszkodzi.
- Obiecuję. - odpowiedziała.

Uściskałem ją i pocałowałem w usta. Nagle przypomniałem sobie, że powinienem pokazać jej listy, które pisałem do niej. Przeprosiłem ją, usidła obok i pobiegłem do sypialni po stertę listów.

- Proszę, to dla Ciebie. Byłem przekonany, że w końcu przeczytasz. - odpowiedziałem, jednocześnie siadając i kładąc wszystkie listy na jej kolanach.
- Listy? - zapytała.
- Tak, do Ciebie. Wszystko jej w nich opisane, jak było i jak będzie. - odpowiedziałem.
- Jak było wiem... Jak będzie? Chętnie przeczytam. W końcu to listy do mnie więc muszę. - odpowiedziała z uśmiechem.
- Mam nadzieję, że też tak to sobie wyobrażasz.

Nie odpowiedziała, tylko zabrała się za czytanie. Ja natomiast poszedłem do sypialni, gdzie przygotowałem łóżko, na którym mieliśmy spać we dwójkę. Zostałem jeszcze chwilę na górze i przypomniało mi się, że miałem zadzwonić do taty. Wyciągnąłem iPhonea z kieszeni spodni i wykręciłem numer.


*moimi oczami*

Tak bardzo kocham Justina. Nie wiem co zrobię jak wyjadę. Nikt się nie dowie, że jesteśmy razem chyba, że oboje zdecydujemy się na to i wyjawimy to światu. Nie chciałam tego robić... Bałam się. Wiem, że jakbyśmy to zrobili czekały by na nas konsekwencje. Było mi tak głupio. Jutro zakupy z Carin. Nic chyba jej nie powiem.
Poza tym czytałam listy Justina do mnie, które pisał. Było w nich wszystko napisane jak było naprawdę. Z lekami było tak, że wcale ich nie łykał tylko udawał, chował je do torby aby nikt ich nie zauważył. Później gdy nazbierał całą garść połknął je.
Byłam zmęczona, nawet nie wiem po czym. Położyłam się na kanapie czytając listy. Zasnęłam.


*oczami Justina*

- Halo?
- Tato? Tu Justin. Co chciałeś jak dzwoniłeś? - zapytałem.
- Ty jeszcze nie śpisz? - zapytał.
- Zaraz idę. O co chodziło, że dzwoniłeś? - zapytałem ponownie.
- Co jutro robicie?
- Ja chyba nic, ale Paulina wybiera się na zakupy z Carin.
- Aa no, bo myślałem, że przyjedzie Jazzy i Jaxon, ale...
- To supeeeer, przywieź ich to zabierzemy brzdąców na zakupy. - odpowiedziałem.
- Jesteś pewny?
- Tak. Nie martw się, wszystko będzie dobrze. - odpowiedziałem.
- Okay, to ja przywiozę ich do Twojego domu. - odpowiedział.
- Dobra, nie ma sprawy. Ja zadzwonię do Carin i powiem, żeby tu po nas ewentualnie przyjechała. - odpowiedziałem.
- To idźcie spać. Dobranoc. - odpowiedział.
- Do jutra. - odpowiedziałem i się rozłączyłem.

Zostałem jeszcze w sypialni, gdzie znów zatelefonowałem. Tym razem do Carin.

Mam nadzieję, że jeszcze nie śpi. - pomyślałem.

- Halo? Carin? Śpisz? - zapytałem.
- Nie śpię Justin. O co chodzi? - zapytała.
- Chodzi o jutrzejsze zakupy. No, bo tata chce przywieźć Jazzy i Jaxona, no i powiedziałem mu, że pojadą z nami na zakupy jutro. - odpowiedziałem niepewnie.
- Och, Justin. Ty to zawsze się w coś wmieszasz. Nie mam nic przeciwko, ale to miały być nasze wspólne zakupy z Pauliną. - odpowiedziała.
- Wiem... Proszę zgódź się. - poprosiłem.
- Chyba nie mam innego wyjścia.
- Suuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuper. To o której się spotykamy? - zapytałem. - Mogę po Ciebie wpaść.
- To może tak około godziny 12. - odpowiedziała.
- O 12? Ale...
- Tak o 12. I nie ma żadnego ale. Idź spać, bo jutro nie wstaniesz. - powiedziała Carin.
- Rozkaz. Dobranoc. - odpowiedziałem z uśmiechem.
- Mówię serio. Dobranoc. - odpowiedziała i się rozłączyła.

Było już dość późno, więc postanowiłem, że na serio pójdziemy spać. Tym czasem schodziłem po schodach do salonu, gdzie była Paulina, która leżała na kanapie i czytała listy. Zbliżyłem się do niej i ujrzałem, że śpi.

Aww, śpi. - pomyślałem.

Listy miała w swoich delikatnych rękach. Wzięłam je i położyłem na stoliku. Zapiąłem jej koszula, w którą była ubrana, podniosłem ją i zaniosłem do sypialni. Ocknęła się w połowie drogi.

- Justin puść mnie. - powiedziała.
- Zaniosę Cię do sypialni, bo jesteś śpiąca. - odpowiedziałem.
Nie odpowiedziała.

Wszedłem do sypialni i położyłem ją na łóżku. Już miałem odejść na chwilę aby ją przykryć, gdy ona złapała mnie za rękę.

- Justin... Połóż się obok mnie. Muszę Ci coś powiedzieć. - powiedziała leżąc na łóżku.

Zrobiłem to.

- Tak? - zapytałem.
- Wszystkiego najlepszego z okazji Twoich 18 urodzin. - powiedziała.
- To ja mam dziś urodziny? Haha, dziękuję kochanie. - odpowiedziałem i pocałowałem ją w czoło.
- Przepraszam, że tak wyszło i, że nie mam żadnego prezentu.
- Ty jesteś moim prezentem. - odpowiedział.
- Aww. Mogę zasnąć wtulona w Twoje ramiona? - zapytała.
- A chcesz? - zapytałem.
- Jeszcze pytasz? Oczywiście. - odpowiedziała.

Też tego chciałem. Bez zastanowienia przykryłem nas kołdrą, wtuliłem ją w moje ramiona. Ona zaś położyła głowę na mój tors, a ja głaskałem jej włosy i szeptałem do ucha co jakiś czas, że ją kocham. Oboje zasnęliśmy.


*oczami Carin*

- Dlaczego Justin jeszcze nie śpi o tej porze? - zapytałam Scootera.
- Przecież wiesz, że on chodzi późno spać. - odpowiedział.
- No, ale wiesz. Paulina jest z nim. - odpowiedziałam.
- To oni pojechali na noc!? - zapytał.
- Tak. Jeremy mi pisał. - odpowiedziałam.
- No to pięknie. Jeszcze...
- Nie kracz Scooter. - przerwałam mu.
- Przecież oni nic nie zrobią. - odpowiedział.
- Skąd wiesz. Wszystko może się zdarzyć. - odpowiedziałam.
- Będzie dobrze. Teraz najważniejsze jest nasze małe dzieciątko. - odpowiedział i wskazał na brzuch.
- Cieszysz się? - zapytałam.
- Jeszcze jak. - odpowiedział i pocałował mnie.

Oboje zasnęliśmy.


___________________________________________

myślę, że odrobinę się podobał :') liczę na wasze propozycje co ma być w następnych rozdziałach :)
PISZCIE KTO CHCĘ BYĆ INFORMOWANY!

13 komentarzy:

  1. ten rozdział jest cudowny *.* jeden z lepszych jakie czytałam <3

    @fucckinghate

    OdpowiedzUsuń
  2. UUuaaa super rozdział ^^ aż się wciągnęłam :D Czekam na NN ;]

    @polly325

    OdpowiedzUsuń
  3. ej ile lat ma PAULINA? a tak w ogóle to meggaa! :** uwielbiam to! <333

    OdpowiedzUsuń
  4. awww, już czekam na nowy :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Super!!! :) I szybciutko dawaj kolejny @Bieebsss Nie potrzebujesz podpowiedzi świetnie piszesz :**

    OdpowiedzUsuń
  6. Super opowiadanie:))

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojejkuu, piękny rozdział, aww. Nie mogę doczekać się kolejnych.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetne jak zawsze. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ogólnie to bardzo mi się podoba :D Oby tak dalej! I zapraszam do mnie! :D @viktoriaa_m

    OdpowiedzUsuń
  11. aww w końcu są razem, no prawie.
    świeeetne!!
    .iwaa

    OdpowiedzUsuń
  12. naprawde świetny rożdział :). Nareście zakochali się w sobie. Mam nadzieje że Paulina zostanie z Justinem na dłużej
    Kamila5213

    OdpowiedzUsuń
  13. meeega rozdział :***** czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń