sobota, 16 czerwca 2012

rozdział 54.


*oczami Scootera*

Dojechaliśmy na lotnisko na czas. Udaliśmy się tam gdzie powinniśmy się spotkać. Ja i Carin czekaliśmy z niecierpliwością.

- Od razu jedziemy do Justina. - powiedziałem do Carin.
- Nie ma sprawy.

Zadzwoniłem do Pattie :

- Jesteście w domu, prawda? - zapytałem.
- Tak, wszyscy nawet Jeremy.
- To dobrze. Justinowi nic nie mów. My przyjedziemy niebawem. - odpowiedziałem.
- Okay, czekamy. - odpowiedziała.

O dziwo nic nie pytała, bo ona sama nie wie o co chodzi, ale to dobrze. Uwielbiam po prostu uszczęśliwiać ludzi.
Samolot wylądował więc zaraz pewnie ją zobaczymy razem z Kennym.



*moimi oczami*

Robiłam dokładnie to co Scooter pisał w wiadomości. Razem z Kennym i steewardesą, która zaprowadziła nas na zaplecze (nie wiem czy tak to można nazwać) gdzie czekali na nas Scooter i Carin. Oczywiście Kenny zaczął coś gadać i uśmiechał się tymi swoimi białymi ząbkami. Walił jakimiś sucharami i myślałam, że zejdę z tego świata, bo nie wytrzymywałam ze śmiechu. Szliśmy długim korytarzem, na końcu niego były duże drzwi, które prowadziły na zewnątrz.

- To jak gotowa? - zapytał Kenny.
Wzięłam głęboki oddech i odpowiedziałam :
- Tak.

Kenny otworzył drzwi, a tam SCOOTER I CARIN! Miałam łzy w oczach. Kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć. Stanęłam jak wryta.

- Cześć! Witaj w Kanadzie! - powiedział Scooter. - Myślałem, że już nie dolecicie.
- Czeeeeeeeeść. Hahaha, nie wiem co powiedzieć, bo mnie już chyba znacie. - odpowiedziałam.

Kenny w tym momencie wziął mój bagaż i zaniósł do auta Scootera.

- Chyba? Znamy Cię od dłuższego czasu. - odpowiedziała Carin. - No i oczywiście dziś idziemy na kolację.
- Na kolację? Ale ja... - przerwała mi.
- Pojedziesz ze mną do domu to coś poszukamy, nie martw się, że nie masz co na siebie założyć.
- Nie wiem co powiedzieć. Nigdy nie sądziłam, że was poznam. - odpowiedziałam.
- Głuptasie, chodź jedziemy. - powiedział Scooter.

Wsiadłam do auta z uśmiechem na twarzy. Carin razem ze mną, a Scooter i Kenny z przodu. Postanowiłam zadzwonić do mamy. Wyciągnęłam swój "zwykły" telefon, bo nie było mnie stać na przykład na takiego iPhonea i wykręciłam numer.

- Halo? Mama? - zapytałam.
- Halo? Paulina to Ty?
- Tak, to ja. Już jest wszystko dobrze. Dzwonie, aby Ci powiedzieć, że jestem już w Kanadzie. Później zadzwonię. - odpowiedziałam.
- Tak się cieszę. Będziesz miała może dostęp do internetu? To mogłybyśmy pogadać przez skypea.
- Myślę, że tak. Muszę kończyć. Kocham Was. Pa.
- Pa.

- Tak w ogóle to gdzie jedziemy? - zapytałam.
- W pewno miejsce. - odpowiedział Scooter.
- Czyli?
- To okaże się jak dojedziemy. Już niedługo. - odpowiedziała Carin.

Wprawdzie w Kanadzie była godzina 13, ale oczy zamykały mi się. To pewnie przez tą podróż. Postanowiłam się zdrzemnąć.

- Nie będę pani przeszkadzać? - zapytałam Carin.
- Pani? Jestem Carin. Jasne, że nie. - odpowiedziała.
- Sorry, ale tak głupio mi mówić do osób o nieco starszych ode mnie. - odpowiedziałam.

Zasnęłam na jej ramieniu.


*oczami Scootera*


- Zrobię jej zdjęcie. - powiedziałem do Carin.
- Scooter... Co Ty.
- No co, Justin się ucieszy. - odpowiedziałem.
- Ale Ty jesteś głupiutki. - odpowiedziała.
- Wiem.

Byliśmy już na miejscu.



*moimi oczami*

Nie wiem dokładnie co działo się podczas drogi, ale obudziłam się jak już dojechaliśmy na miejsce.

- Yyy. Gdzie jesteśmy? - zapytałam zaspana.
- Tam gdzie pewnie zawsze chciałaś być. - odpowiedział Scooter.
- Aha. - odpowiedziałam zaspana i wysiadłam razem z Carin z auta.

Kenny wziął mój bagaż i zaniósł do jakiegoś domu, który już gdzieś chyba widziałam, albo mam deja vi.

- Zaraz... To my jesteśmy w Stratford? W domu Justina? - momentalnie się obudziłam.
- Tak. - odpowiedział z uśmiechem Scooter. - Pozwól, że Cię zaprowadzę do domu.
- Carin chodź ze mną, bo nie wiem co mnie czeka. - powiedziałam.

Scooter poszedł na przód. Ja z Carin szłam pod ręke do domu.
Weszłyśmy do domu. Wydawało by się, że nikogo w nim nie ma. Dom był duży. Bardzo mi się podobał. Nagle Scooter przyprowadził Pattie, Jeremyego i dziadków Justina. Stanełam jak słup soli. Myślałam, że umrę jak ich zobaczyłam.

- Witamy Cię w naszym domu. - powiedzieli wszyscy.
- Nie wiem co powiedzieć. Cieszę się, że mogę was zobaczyć i... No właśnie, mogę was uściskać? - zapytałam.
- Jasne. - odpowiedziała Pattie.

Do niej podeszłam pierwsza i ją przytuliłam, później Jeremy i dziadkowie. Babcia Justina zaprosiła nas wszystkich na obiad. Zasiedliśmy przy wielkim stole. Były wolne 2 miejsca, więc zapytałam dla kogo to.

- Dla Kennego i Justina. Zaraz przyjdą, tylko Kenny poszedł pomóc Justinowi z wózkiem. - odpowiedziała Pattie.

A no tak, wózek. - pomyślałam.

Nagle pojawił się Kenny, a za nim Justin.
Justin... Justi... Just... Jus... Ju... J... JUSTIN BIEBER! Nie mogłam w to uwierzyć. Kompletnie nie wiedziałam co robić. Czy śmiać się czy płakać. Justin podjechał wózkiem koło mnie, bo było wolne miejsce, powiedział i popatrzył na mnie swoimi brązowymi oczami :

- Cześć Shawty. My się już znamy.
Zmieszałam się. Opuściłam głowę, ale zaraz ją podniosłam.
- Cześć. Ja Cię znam, Ty mnie nie koniecznie. - odpowiedziałam.
On natomiast powiedział mi na ucho :
- Wiem o Tobie więcej niż się spodziewasz. Pogadamy o tym później. Teraz się częstuj.
- Jesteś cudownym chłopakiem, chciała bym mieć kogoś takiego jak Ty. - odpowiedziałam i zabrałam się za obiad.

MOJE ŻYCIE JEST KOMPLETNE. Justin był ubrany w czarne spodnie i biały t - shirt. Normalnie czułam się jak jakiś wieśniak przy nich, ale za to marzenia się spełniły.




*oczami Justina*

Była dokładnie taka sama jak na zdjęciu chociaż teraz była z odrobiną makijażu. Scooter mówił mi o niej dużo rzeczy i to prawda. Nie była psychofanką, która mówiła by cały czas : OMG, OMG, OMG! JUSTIN BIEBER, KOCHAM CIĘ BARDZO MOCNO! Była skromno ubrana, włosy miała związane w kitkę, niebieskie oczy, blond włosy, wysoka... Zauroczyłem się a może zakochałem? Nie wiem, ale wiedziałem, że dzisiejszy wieczór będzie wyjątkowy. Postanowiłem, że teraz wszystkim pokaże to na co robiłem przez 2 tygodnie.

- Przepraszam. Mogę Wam coś pokazać? - zapytałem.
- Tak.
- Jedna osoba tutaj z tych obecnych wie tylko co robiłem, gdy nie było mnie w domu. Jedna osoba wie o tym, że nigdy się nie poddałem. - odjechałem wózkiem. - I dziś chcę wam coś pokazać.

Wziąłem głęboki oddech i wstałem z wózka, przeszedłem dwa kroki.

- Justin... Ty chodzisz! - krzyknęła mama.
Paulina kompletnie nie wiedziała co zrobić tak jak reszta.
- Tak. - odpowiedziałem z uśmiechem.
- Boże, nie wiem co powiedzieć. Nie wiesz jak się cieszymy.
- Zrobiłem to wyłącznie ze względu na nią. Paulina to najwspanialsza dziewczyna na świecie jaką kiedykolwiek poznałem. - odpowiedziałem i wzkazałem na nią oraz wyciągłem portfel i wyjąłem z niego jej zdjęcie.
Wszyscy popatrzyli na Paulinę a mama podeszła do mnie przytuliła i powiedziała :
- Ona musi być dla Ciebie ważna.
- Tak, jest bardzo.
Nagle wszyscy się zerwali i podeszli do mnie. Paulina była ostatnia.

- Justin, wierzyłam w to od samego początku, że będziesz chodził. Nie wiem co powiedzieć. Mogę Cię przytulić?
- Jeszcze pytasz? - przytuliłem ją i powiedziałem jej na ucho : - Ten tydzień będzie wyjątkowy. Chodź zaprowadzę Cię do Twojego pokoju gdzie będziesz spała. - dopowiedziałem i otarłem jej łzy z policzków.


*moimi oczami*

Czułam, że się nim bardziej zauroczyłam. On chodzi, nie mogłam w to uwierzyć, wprawdzie jeszcze nie chodził zbyt dobrze, ale bardzo dobrze sobie radził. Jestem z niego taka dumna. Zaprowadził mnie do pokoju, gdzie będę spała. Był to pokój na przeciw jego niebiesko-białego pokoju. Był mniej więcej wielkości pokoju Justina, pokryty fioletową tapetą i jednym oknem. Zwykłe łóżko, mała garderoba, biurko...

- Oto pokój, w którym będzie spać. - powiedział Justin i usiadł na łóżku a ja razem z nim.
- Nie mogę w to uwierzyć, że tutaj jestem. - odpowiedziałam.
- Uwierz. Wieczorem się spotkamy na kolacji.
- Tak wiem. Muszę teraz jechać do Carin, bo nie mam co na siebie włożyć, tak więc zobaczymy się wieczorem. - odpowiedziałam i wybiegłam z pokoju zostawiając Justina samego.

Carin już czekała na mnie w samochodzie.

- To jak gotowa? Możemy jechać? - zapytała Carin.
- A gdzie Scooter?
- On przyjedzie razem z Justinem po nas. - odpowiedziała.
- Aha, no to w takim razie jedźmy.

Dojechaliśmy dość szybko, jakieś 15 minut drogi.

- Bardzo ładny dom. - powiedziałam.
- Kupiliśmy go razem ze Scooterem około miesiąca temu. - odpowiedziała. - Chodź, przygotujemy się.

Weszłyśmy do domu i prosto pobiegłyśmy do garderoby. Przy okazji był w niej laptop więc zapytałam Carin czy mogę z niego skorzystać. Zgodziła się. Musiałam odezwać się do rodziców.

- Mamooooooooooo, jestem u Carin i wieczorem idziemy na kolację. Wiesz co? Byłam u Justina w domu i wiesz co? JUSTIN CHODZI. - powiedziałam.
- Justin chodzi? To nie możliwe.
- Wszystko jest możliwe. - i zaczęłam jej odpowiadać co robiłam przez ten cały prawie dzień.

Carin i między czasie szykowała jakieś sukienki, w których mogłabym pójść na kolację. Nie lubię chodzić w sukienkach ani spódnicach, ale mogłam zrobić wyjątek.

- Mamo, ja muszę kończyć, bo około 19 przyjadą po nas Justin i Scooter więc musimy czekać. Odezwe się jak tylko dam radę. Papa!
- Pa.

- To którą wybierasz? - zapytała Carin.
- Tylko nie mów, że mam iść w szpilkach. Proszę tylko nie szpilki.
- Dlaczego? - zapytała.
- Nie lubię w nich chodzić. - odpowiedziałam.
- No okay, ale sukienkę musisz wybrać.

Było ich około 5, ale od razu w oczy rzuciła mi się w lekko fioletowo-różowym odcieniu.

- Wybieram tą. - powiedziałam.
- Przymierz.

Przymierzyłam sukienkę i w niej wyszłam :
- I jak?
- Świetnie. Idziesz w niej. - odpowiedziała Carin.
- No okay, ale jakie buty? - zapytałam.
- Hmm, baleriny!

Carin była już gotowa.

- Teraz tylko makijaż. - powiedziała.
- Ale Ty już masz makijaż. - odpowiedziałam.
- Nie mi, Tobie.
- Mi? Nie, ja się nie maluję. - odpowiedziałam.
- Oj, tylko puder. Troszeczkę tylko.
- Dobrze, ale tylko trochę. - zgodziłam się.
- I jak? Nic nie widać.
- No niech Ci będzie.

Nagle ktoś zapukał do drzwi. Był to Kenny.

- Gotowe? - zapytał Carin.
- Już idziemy.

Wyszłyśmy z domu i wsiadłyśmy do mini limuzyny.

- Gdzie Scooter i Justin? - zapytałam Kennego.
- No właśnie.
- Chłopcy już na was czekają. - odpowiedział.
- Myślałyśmy, że oni po nas przyjadą, ale dobra. - odpowiedziała Carin.

Wyruszyliśmy w drogę.


_________________________________________

od autorki :
sporo dziś się wydarzyło... DDTVN, Justin i dziewczyny z Local Heroes. jestem im bardzo wdzięczna.
we wtorek Believe. nie wiem kiedy będę mieć. jednak jest możliwość, że będę mieć Believe Box od cioci.
poza tym sorry, że krótka notka, ale mam nadzieję, że się podoba.

czytasz = komentujesz

10 komentarzy = nowa notka.

13 komentarzy:

  1. SUPER !!! Ma muż czeka na nową notkę :P

    OdpowiedzUsuń
  2. AAAAAAAAAAAAAA ONI SIĘ SPOTKALI!!!! #YEAH nawet nie wiesz jak się ciesze, że jej marzenie w końcu się spełniło! ujhefuf <3333
    @AuneBieber

    OdpowiedzUsuń
  3. alee cudo dobrza że szybko dodajesz nowe notki #LOVE

    OdpowiedzUsuń
  4. nareszcie się spotkali :D ciekawe co bd się działo na tej kolacji ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. aaaaa!!!!!! cuuuuudnie.! w końcu się spotkaliście. miodzio.<3
    .iwaa

    OdpowiedzUsuń
  6. aaaaa! super <3 w końcu się spotkali <33333

    OdpowiedzUsuń
  7. Megaaa! <3 <3 <3 no kocham cię!

    OdpowiedzUsuń
  8. asfhcrxtg dodawaj nową, jak najszybciej ! *.*

    OdpowiedzUsuń
  9. mam nadzieje że Carin powie o ciązy na tej wspulnej kolacji. Dodawaj szybko nowe notki bo są naprawde świetne :).
    Kamila5213 :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kocham to opowiadanie i mam nadzieję że to będzie wielka miłość! Mnie już pewnie kojarzysz ; ) Pisałam na tt ; ) Blog jest mega! i zapraszam na swój, który też czeka na komentarze! :D http://neever-say-never.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. 10 komentarzy już jest+ ten mój to już 11 więc dawaj mi tu szybciutko kolejny rozdział! <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Kolejny rozdział dawaj !!! i informuj mnie Twitter: @Bieebsss i GG: 7528872

    OdpowiedzUsuń