niedziela, 10 czerwca 2012

rozdział 53.



*moimi oczami*


PONIEDZIAŁEK! Wielki dzień. Godzina 6. Obowiązkowo musiałam zjeść śniadanie chociaż nie chciałam, bo już nie mogłam się doczekać, ale mama mnie zmusiła. Ona tak zawsze. Spakowałam jeszcze do walizki najbardziej potrzebne rzeczy. Właściwie to nie musiałam tego robić, ale wolałam wziąć coś ze sobą. Czekałam na busa, który zawiezie mnie na lotnisko. Wreście przyjechał. Ubrałam się i wyszłam na zewnątrz z całą rodziną, aby się pożegnać, jak będę siadać do busa. Kierowcą okazał się... KENNY! Byłam w szoku. Ubrany był w biały t - shirt, czarną bluzę i dżinsowe spodnie. Oczywiście jego piękny biały uśmiech nie schodził w twarzy. Przywitał się ze wszystkimi.

- Kenny, co Ty tutaj robisz? - zapytałam.
- Cześć. Tak jakoś wyszło. W końcu mogę Cię poznać. To jak jedziemy? - zapytał.
- Myślę, że tak. Tu jest walizka. Ja się jeszcze pożegnam. - odpowiedziałam.

Podałam mu walizkę, spakował ją do busa a ja zaczęłam żegnać się z rodzicami i bratem.

- Uważaj tam na siebie. Daj nam znać jak tylko będzie to możliwe gdzie jesteś i tak dalej. - powiedziała mama ze łzami z oczach.
- Mamo, nie płacz. Przecież nie jadę na zawsze. Kocham Was. - powiedziałam, powyściskałam każdego z osobna i ruszyliśmy z Kennym w drogę. Na końcu jeszcze zrobił nam wszystkim zdjęcie.

Wyjechaliśmy. Miałam łzy w oczach.

- Nie płacz. Wszystko będzie dobrze. - powiedział Kenny.
- Wiem. W ogóle to nie spodziewałam się tu Ciebie. Jedno marzenie się spełniło. Dzięki Scooterowi. - powiedziałam.
- Dużo o Tobie słyszałem. Justin mi coś opowiadał i Scooter. - odpowiedział.
- Justin?
- Tak, Justin.
- Aha, myślałam, że tylko Scooter Ci mówił. - powiedziałam.
- Justin coś tam wspominał. Scooter czasami się rozgadywał. - odpowiedział.
- Uuu, czego tu ja się dowiaduje.
- Wiesz, jak coś to ja nic nie mówiłem. - powiedział.
- Spoko. Nie powiem chyba, że sami powiedzą.
- Oj wątpię, żeby się przyznali chyba, że ich weźmiesz podstępem. Hahaha. - odpowiedział Kenny.
- Aż tak z nimi źle? - zapytałam.
- No czasami to nie można z nimi wytrzymać. - odpowiedział Kenny.
- Dobrze wiedzieć. A słuchaj ile tam będziemy lecieć do Toronto, bo jak rozumiem Ty wracasz, prawda? - zapytałam.
- Tak, wracam. Będziemy tak lecieć około 7 - 8 godzin. - odpowiedział.
- Nie wiem czy wysiedzę tyle.
- Dlaczego masz nie wysiedzieć? - zapytał.
- Nie wiem. Hahahahahahahahaha. - zaczęłam się śmiać. Kenny również.

Świetnie się z nim gadało. Był jak taki "duży" wujek. Lubie tego gościa i tyle. Mieliśmy o 12 samolot więc nie wypadało się spóźnić.

- W ogóle jak Ty tu trafiłeś? - zapytałam.
- Zależy o co pytasz.
- Chodzi mi o to, że jak trafiłeś do mnie do domu. - odpowiedziałam.
- Aaaa, no to nie było takie łatwe. - odpowiedział.
- Wieeeeeem, w końcu to zadupie.
- Gdzie tam, wystarczy tylko dobry sprzęt. - odpowiedział ze swoim uśmiechem.
- Ach, Kenny przestań, hahahahahahaha.
- Co?
- Nic.

I wybuchliśmy śmiechem. Było naprawdę bardzo śmiesznie. Czasami myślałam, że nie wytrzymam, bo bolał mnie brzuch od śmiechu. Minęły tak 6 godzin.
Dojechaliśmy na lotnisko w sam raz. Była godzina 11 : 55.

- Kenny, gdzie my jedziemy? - zapytałam.
- Na samolot. - odpowiedział.
- Ale jak? Przecież nie chcesz mówić, że pod sam samolot zawieziesz...
- Nie chcę, ale mówię, że tak. - odpowiedział z szerokim uśmiechem.
- Ciekawe jak się tam dostaniesz.
- Wszystko załatwione młoda, nie bój żaby. - odpowiedział.
- Stary się znalazł. - odpowiedziałam a Kenny zaczął się śmiać.

Dojechaliśmy w końcu do tego samolotu. Wysiedliśmy z auta, Kenny wyciągnął moją walizkę, ja sama miałam bagaż podręczny (czytaj : torbę, a w niej telefon, słuchawki, coś do jedzenia, picia).

- Kenny, a gdzie Twój bagaż? - zapytałem.
- No ja mam plecak. - odpowiedział.
- Tylko tyle?
- No,  a co Ty myślałaś, że kamienie będę dźwigał? - zapytał.
- Hahaha, nie no spoko. To chodź już do tego samolotu.

Weszliśmy na pokład samolotu. Nie było dużo ludzi więc można było siadać gdzie się chce.
Usiadliśmy na miejsca. Samolot był duży. Siedzenia ze skóry o kolorze kremowym, dość duże okna jak na taki samolot, telewizory jak w każdym chyba samolocie. Wyciągnęłam telefon i napisałam smsa do mamy :
- Jestem już w samolocie. Teraz nie będę się odzywać przez jakieś 7 - 8 godzin. Odezwe się jak tylko będe mogła. Kocham Was!

Nagle silniki samolotu zaczęły się włączać. Pilot powitał wszystkich na pokładzie i powiedział, że lecimy do Kanady. Konkretnie to powiedział, że lecimy do Toronto, ale mniejsza z tym. Wyłączyłam telefon i schowałam do torby. Zapięłam pasy. Bałam się, jak zawsze chociaż już leciałam samolotem.

- Boisz się? - zapytał Kenny.
- Trochę... - odpowiedziałam wystraszonym głosem.
- Będzie dobrze. - odpowiedział.

Wystartowaliśmy. Ciśnienie się podniosło, ale to tylko chwilowe. Zrobiło się zimno, jak to zazwyczaj w samolocie. Były chwilowe turbulencje. Samolot wyrównał swój lot, więc można było odpiąć pasy i zająć się czymś innym. Telefonu oczywiście nie włączyłam, a myślałam, że posłucham sobie muzyki. Puścili jakiś film w telewizorkach, który wydawał się być ciekawy, ale mi nie przypadł do gustu. Była trochę zmęczona, więc zasnęłam.



*oczami Carin*

Wymknęłam się z domu po cichu, aby Scooter nic nie słyszał i pojechałam do lekarza.
Od razu przystąpił do badań, bo powiedziałam o co chodzi i, że mam podejrzenia.

- Gotowa? - zapytał.
Wzięłam głęboki oddech i odpowiedziałam :
- Tak.

Trochę to potrwało zanim zrobił USG brzucha. Bardzo bałam się wyników. Musiałam na nie poczekać jeszcze 10 minut.

- Mam dla pani myślę, że dobrą wiadomość. - powiedział.
- Tak?
- Jest pani w 1 miesiącu ciąży. - odpowiedział.
- Naprawdę? Nie wierze.
- Proszę tylko spojrzeć, to będzie chłopczyk albo dziewczynka. - odpowiedział lekarz.
- Oo Mój Boże! Będę matką! Dziękuję bardzo panie doktorze. Kiedy mam się zgłosić na kolejne badania? - zapytałam.
- Skontaktuje się z panią. Na razie niech pani odpoczywa. Do zobaczenia.
- Do widzenia.

Wyszłam z gabinetu. Była szczęśliwa, ale też zmartwiona, bo nie wiedziałam jak Scooter na to zareaguje. Pojechałam do domu.

- Gdzie byłaś? - zapytał wystraszony Scooter. - Dzwoniłem do Ciebie.
- Przepraszam, miałam wyłączony telefon. - odpowiedziałam.
- Posłuchaj, dziś idziemy na kolację...
- Dziś!? - zapytałam.
- Tak we 4. - odpowiedział.
- We 4? Super. - odpowiedziałam. - Muszę się przygotować.
- Załóż coś wyjątkowego. - powiedział Scooter i pogłaskał mnie po twarzy.

Tylko się uśmiechnęłam, ale jeżeli chodzi o tą kolacje to pomylił się z tym, że idziemy we 4. Idziemy w 5. Przynajmniej powiem Scooterowi o ciąży. Ciekawe jak zaareaguje. Narazie szykowaliśmy się ze Scooterem na lotnisko, bo zaraz musieliśmy wyjechać. Justin nie wie o tym, że jedziemy po jego "księżniczkę". Jestem ciekawa jego reakcji jak ją zobaczy.



*oczami Justina*

Dziś spotykam się ze Scooterem i Carin na kolacji, ale zanim to mają jeszcze do mnie przyjechać. Jestem ciekawy po co, jakby Scooter nie mógł od razu powiedzieć gdzie się spotkamy. Czuję, że coś może kombinować. Ona zawsze mnie zaskakuje, tak samo jak wczoraj z tym domem. Przecież to coś wspaniałego, nigdy nie sądziłem, że dostanę dom w prezencie... w prezencie? Jutro mam 18 urodziny!? Oo ja, zapomniałem. To dlatego ten prezent od wszystkich! Kocham ich!



*moimi oczami*

Spałam dość długo, jakieś 2 godziny. Obudził mnie Kenny.

- Patrz co puścili. - powiedział i wskazał na telewizor.
- NEVER SAY NEVER! Super. - odpowiedziałam z uśmiechem.

Bez zastanowienia zaczęłam oglądać, a Kenny razem ze mną. Oczywiście obowiązkowo śpiewaliśmy (darliśmy mordę) przy każdej piosence, ale ja też płakałam na momentach bardziej smutnych lub poważnych.

- Nie płacz. Co zrobisz jak zobaczysz go na żywo? - zapytał.
- Nie mam pojęcia. - odpowiedziałam.

I tak minęły kolejne 2 godziny na oglądaniu Never Say Never. Jeszcze około 2 godziny będziemy lecieć. Jestem ciekawa jak ja będę tam spała, skoro inna strefa czasowa i w ogóle. Może Justin zaśpiewa mi kołysankę?
Było bardzo nudno, więc zasnęłam.

Obudziłam się po godzinie, bo zaczęło się coś dziać z samolotem. Okazało się, że to turbulencje. Bardzo się bałam. Trwały one około pół godziny. Kenny też wyglądał na przestraszonego. Pilot poinformował, że za pół godziny będziemy lądować, więc poprosił wszystkich pasażerów o zapięcie pasów i nie ruszanie się z miejsc. Stewardesy chodziły i sprawdzały czy wszystko jest wporządku.
Usłyszałam jakieś pogłoski o tym, że gadają o Kennym. Może im się podoba? Oo tak!
Lądowaliśmy.
Teraz musiałam wszystko robić to co pisał Scooter. Była tak bardzo podekscytowana, że zaraz go zobacze a zarazem bałam się, bo nie wiedziałam co będzie dalej.


_____________________________________________

od autorki :
no tak więc nie wiem co napisać. chcę wam podziękować za każdy oddany komentarz, który sprawia uśmiech na mojej okropnej gębie, ale mniejsza z tym.
komentujcie, dodawajcie do obserwujących, polecajcie.
chcę abyście zajrzeli na : http://www.bottom-of-the-heart.blogspot.com :) mam nadzieję, że się wam spodoba. wprawdzie są na nim wiersze, ale co tam :) autorką blogu jest @AleksandraaPL
również wchodźcie na http://lexxbelieberso.blogspot.de/ :)  autorka : @Lexx_Gr 

czytasz = komentujesz.
kolejna notka = 15 komentarzy.


@lonelyladyrauhl :)


16 komentarzy:

  1. świetny:) bardzo mi się podoba:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oooooo.. Ale zajebisty rozdział <33 Kocham Twoje story <33 Tak sie cieszę że ona go w końcu spotka. Mam nadzieję że go spotka. Tez bym tak chciała <33 Czekam na nn <33

    OdpowiedzUsuń
  3. wspaniały będzie prezent dla Justina. <3
    i bejbuś uhuhuhu cudnie! xd
    .iwaa

    OdpowiedzUsuń
  4. DAWAJ JUŻ NASTEPNY <3 ŚWIETNE <3 NIECH ONA GO JUŻ SPOKA NOO <3

    OdpowiedzUsuń
  5. myślałam że opiszesz w tym rozdziale ich spotkanie, szkoda

    OdpowiedzUsuń
  6. Boże no !! Świetne !! Niech on go już spotka !!! *__*

    OdpowiedzUsuń
  7. napewno coś wymyślisz do pisania. Dodaj jak najszybciej następną notke, to jest naprawde super. Komentarz jest szczery :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest napisane ponad 50 rozdziałów więc myślę, że jest dobrze (:

      Usuń
  8. jejciu jejciu zajebiste :DDD

    @polly325

    OdpowiedzUsuń
  9. Mi się bardzo podobało , czekam na NN (:

    OdpowiedzUsuń
  10. nie moge się doczekać aż ona go pozna ;D

    OdpowiedzUsuń
  11. jakiej okropnej twarzy co????!!!!!!
    jej...świetne, cudowne! aj... ja chce juz to spotkanie...!! ale nas trzymasz w napięciu! nieładnie tak, wiesz? no ale pisz, pisz,,..... i w nastepnym mają sie spotkać! <3 ajj.. i jeszcze ta ciąża *-*

    DZIĘKUUUUJEEEE....!!!!! to ty sprawiasz usmiech na mojej, (na pewno okropniejszej) twarzy, czyms takim!! dziekujedziekuje , jeszcze raz dziękuuuujeeee <333 wgl. nie pomyslałam o czyms takim, jestes cudowna!!! ale mnie zaskoczyłas!!! <3333

    pozdrawiam, kocham, dziękuję i czekam na nn of course... (tzn. jesli nie masz czasu , albo potrzebujesz przerwy to spokoo, ale wiedz ze czekamyy! ;*)


    Buziaaaczkii!! <3 ;**

    OdpowiedzUsuń
  12. Super:-)nie moge sie doczekaą kiedy Justin ja zobaczy:-))

    OdpowiedzUsuń
  13. ale dużo się dzieje <3 i w końcu w Toronto jeee (BIEBS_MY_LOVE)

    OdpowiedzUsuń
  14. To może zacznę tak. Weszłam na tego bloga zupełnie przypadkowo. Dlaczego zaczęłam czytać? Na nagłówku jest Justin, więc pomyślałam że może być ciekawie bo go lubię. Po za tym mi się nudziło. A więc zaczęłam czytać od 1 rozdziału. I powiem, że dziwnie zaczęłaś ale mi się to podoba :D I tak skończyłam czytać całego bloga o 1 w nocy. Spodobało mi się bardzo i czekam na więcej! A przy okazji jeśli chciałabyś przeczytać coś mojego to również opowiadanie o JB : http://neever-say-never.blogspot.com/ . Zapraszam i czekam na więcej rozdziałów! :D

    OdpowiedzUsuń