sobota, 9 czerwca 2012

rozdział 50, 51, 52.



rozdział 50.

*oczami Scootera*


Zalogowałem się na twittera zaraz jak się obudziłem, ale nie zobaczyłem czy ona coś napisała w sprawie konkursu, bo Carin zapytała :

- Scooter, Ty jeszcze nie gotowy? Wstawaj z łóżka jedziemy załatwić rzeczy z przyjazdem "księżniczki" Justina do Kanady.
- Jedziemy załatwić te rzeczy teraz? Nic o tym nie wiedziałem, że...
- Nie gadaj tyle tylko się ruszaj, bo mamy mało czasu. - powiedziała Carin.
- Jeszcze tylko 5 minut, sprawdzę czy...
- Niczego nie sprawdzisz. Wstawaj i to już. Nawet jak jej teraz odpiszesz to i tak odpiszę Ci później, bo śpi. Nie bądź taki w gorącej wodzie kompany, Scooter. - powiedziała Carin.

Wstałem, ale akurat Carin stała tyłem do mnie więc złapałem ją od tyłu a ona się wystraszyła.

- SCOOTER! Marsz do łazienki i to już. - krzyknęła.
- Rozkaz. - powiedziałem ze smutną miną.
- No już, idź, idź, bo nie ma czasu, kochanie.


*minęło 15 minut*


- Gdzie śniadanie? - zapytałem.
- Jakie śniadanie, Scooter? Zjesz po drodze, zrobiłam Ci kanapki. - odpowiedziała. - Chodź już.
- Już idę.

Wyszliśmy z naszego domu, który kupiłem niedawno i o którym nikt nie wiem. Nawet Justin. Ten dzieciak ciągle myśli, że mieszkamy osobno.
Carin prowadziła auto a ja zajadałem pyszne kanapki i popijałem truskawkowym koktajlem.

- Smaczne Carin. - powiedziałem aby się podlizać.

Nie odpowiedziała.
Nawet nie wiem gdzie jechaliśmy za to po co tam jedziemy to tak. Nie chciałem jej o to pytać, bo pewnie by się bardziej wkurzyła.



*oczami Carin*

Dobrze, że Scooter cicho siedział (jak narazie), bo nie wiem co inaczej bym mu zrobiła. Te moje humorki, jak on z nimi wytrzymuję. Może to był właśnie odpowiedni czas, aby mu o tym powiedzieć? Nie... Najpierw to ja chcę się upewnić czy to prawda. Pójdę do lekarza, z (mam nadzieję) "przyszłą księżniczką" Justina. Przy okazji pogadamy i w ogóle opowiem jej co nie coś. Do naszego wspólnego domu wprowadziliśmy się jakieś 3 tygodnie temu... Zobaczymy jego reakcję jak się dowie, że... Może się ucieszy?

- Carin? Mogę o coś zapytać? - zapytał Scooter.

Moje serce zaczęło szybciej bić, ale musiałam odpowiedzieć.

- Jasne, pytaj.
- Nad czym się tak zastanawiasz? Wydajesz się smutna. - odpowiedział.
- Scooter, nic mi nie jest. To pewnie wszystko przez to załatwianie. Zaraz będziemy na miejscu. - odpowiedziałam.

Nie odpowiedział. Czułam, że może coś podejrzewać co się wydarzyło jakiś czas temu.


*oczami Scootera*

Myślę, że z Carin jest coś nie tak. Od kilku dni dziwnie się zachowuję. Powinna iść do lekarza. Nie chciałem jednak jej martwić. Kocham ją i nigdy jej nie zostawię.
Dojechaliśmy już na miejsce. Razem z Carin załatwiliśmy wszystkie sprawy związane z przyjazdem "księżniczki" Justina do Kanady. Trochę nam to zeszło, jakieś 4 godziny. Wszystko było opłacone. Nie musiała się o nic martwić. Wszyscy już wiedzą o tym : obsługa na lotnisku, ambasada itp. Prosiłem ich aby nikomu o tym nie mówili, zresztą oni i tak nie wiedzą o co chodzi, więc po co te nerwy. Już nie mogłem doczekać się poniedziałku i reakcji Justina. Będzie szczęśliwy. Mam taką nadzieję. Wracaliśmy już z Carin do domu.

- Jak myślisz, Justin będzie szczęśliwy? - zapytałem jadąc autem.
Nie odpowiadała.
- Carin? Wszystko dobrze? - zapytałem.
- Tak, Scooter? Dobrze. O co pytałeś, bo się zamyśliłam. Przepraszam. - odpowiedziała.
- Pytałem czy uważasz, że Justin będzie szczęśliwy. - odpowiedziałem.
- Czy Justin będzie szczęśliwy?
- Tak. Oto właśnie pytam. - odpowiedziałem.
- A Ty byś nie był? - zapytała.
Zamurowało mnie. Nie wiedziałem co odpowiedzieć.
- Yyy... No nie wiem. Ale my nie rozmawiamy o mnie tylko o Justinie. - odpowiedziałem. - Więc?
- Ja myślę, że on jak najbardziej będzie szczęśliwy. Przecież to Ty mu ją pokazałeś, on jest w niej zakochany. Nawet się nie spodziewa, że to ona może przyjechać. Wiesz jaki będzie szczęśliwy? Tego nie można sobie wyobrazić Scooter. Mam nadzieję, że Ty też będziesz szczęśliwy za parę dni. - odpowiedziała.
- Carin, ja jestem szczęśliwy odkąd Cię poznałem, nigdy tak się nie czułem, jesteś dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Nie ważne co się stanie za kilka dni, ja i tak będe Cię kochał. - odpowiedziałem.
- Kocham Cię najmocniej. - odpowiedziała.


*oczami Carin*

"Nie ważne co się stanie za kilka dni, ja i tak będę Cię kochał." - te słowa podzymywały mnie w nadzieji, że Scooter będzie się cieszył. Byłam szczęśliwa, że mam kogoś takiego jak on. Nie mogę doczekać się poniedziałku. Pozna Pattie, Jeremiego, dziadków Justina, Ryana, Chaza, MNIE... i wiele innych wspaniałych osób. Uwierzy, że marzenia się spełniają. Ba, ona wierzy, wierzyła i będzie wierzyć. Zresztą jej marzenia już się prawie spełniło.
Dojechaliśmy już do naszego domu. Weszliśmy do naszego dużego salonu i odrazu wziełam laptopa i podałam Scooterowi, aby skontaktował się z nią, bo pewnie nie może się doczekać.

- Scooter, to bierz się za pisanie.
- No już, tylko zaloguje się. - odpowiedział.

Czekała już na niego wiadomość.

- Wiedziałem, że tak napisze. - powiedział, gdy zobaczył wiadomość.
- To odpisz jej, że nie żartujesz tylko, że to jest prawda.
- Nie żartuje. Chcesz znać informacje? - odpisał Scooter.
- No ciekawe co odpisze. - powiedziałam.

Nie minęło 2 minuty była już wiadomość :

- Scooter, ja dalej nie mogę w to uwierzyć. Siedzę tu z mamą i płaczemy jak głupie ze szczęścia, nigdy w życiu nie wygrałam czegoś takiego. Po prostu nie wiem jak ja Ci się odwdzięczę. Kocham Cię. No, a jeżeli chodzi o tą podróż do Kanady to ja mam za wszystko zapłacić, tak? - odpisała.
- Widzisz Scooter, jak Ty umiesz uszczęśliwiać ludzi. Za to Cię właśnie kocham. - powiedziałam i pocałowałam go w policzek. Uśmiechnął się.
- To piszemy? - zapytał.
- No jasne.

- Jeżeli chodzi o podróż. Wszystko jest już załatwione. Nie musisz się o nic martwić. Będziesz leciała z Warszawy do Toronto*. Z Twojej rodzinnej miejscowości przyjedzie po Ciebie bus i zawiezie Cię na Okęcie. Będziesz pod dobrą opieką. Później w Toronto sprawdzą Twój paszport i tyle. Ja razem z Carin będziemy na Ciebie czekać na lotnisku. Obsługa lotniska w Warszawie, jaki i w Toronto wiedzą o tym, ale wiesz nie mów i nie rozpowiadaj. Będzie z Tobą ochroniarz to on będzie wszystko im mówił. Nie bój się, będziesz pod dobrą opieką. Będziesz leciała normalnym samolotem z Warszawy, jak wylądujesz już w Toronto stewardessa zaprowadzi Cię na zaplecze, gdzie będziemy tam na Ciebie czekać z Carin. - odpisał.

- Ale się rozpisałeś. - powiedziałam.
- No w końcu muszę.

- No dobra, Scooter, ale kiedy ja mam lecieć? - odpisała.
- Nie wspomniałem o tym? Aaa, no to w poniedziałek o 12 masz samolot z Warszawy. - odpisał.
- W poniedziałek!? Haha, dobrze wiedzieć. Super. Dzięki. Jak coś to dam znać. Dzięki Scooter i podziękuj też Carin. - odpisała.

- Zostały jej 2 dni. Zdąży się spakować? - zapytałam.
- O właśnie. Dobrze, że mi przypomniałaś. Muszę napisać, aby nie brała żadnych rzeczy, bo pójdziecie na zakupy. - odpowiedział.
- Na zakupy? Świetnie. - odpowiedziałam.

Gdy Scooter pisał do niej wiadomość ja myślałam o tych zakupach. Jak będziemy szły na te zakupy to od razu będziemy mogły pójść do lekarza. Dobra myśl. Super się złożyło z tymi zakupami.



*moimi oczami*


-  Scooter zwariował. Nie mam brać dużo rzeczy, bo co? Ciekawe w czym ja będe tam chodzić. - powiedziałam.
- Zaufaj mu. - odpowiedziała mama.
- To już w poniedziałek. Zostawię Was. Będziecie tęsknić? - zapytałam.
- Jasne, że tak.
- O Boże! A co ze szkołą?
- Jakoś to będzie. Napisz do Scootera może on się też z nimi skontaktował.
- Zaraz... Przecież Justin ma urodziny we wtorek! - powiedziałam.
- Prezent!
- No właśnie! Piszę do Scootera. - powiedziałam.

- Scooter! Co ze szkołą? Z nią też coś załatwiłeś? W ogólę to Justin ma we wtorek urodziny muszę mu coś kupić.

To całe zamieszanie jest gorsze niż czekanie na wiadomość od Scootera.

- Tak, ze szkoła wszystko dobrze. Nauczyciele wiedzą. Nic mu nie kupuj ważne, że będzie szczęśliwy, że przyjechałaś. - odpisał.
- On mnie nawet nie zna więc jak może być szczęśliwy?
- Zna.

Nie odpisałam. Zostawiłam to dla siebie. Mam nadzieję, że nauczyciele nie rozpowiedzą tego, że poleciałam do Kanady. Ciekawe co Scooter im powiedział?





rozdział 51.


*oczami Justina*

Sobota i kolejny dzień ćwiczeń. Już nie mogę doczekać się poniedziałku. Ciekawe jaka będzie reakcja moje księżniczki (o ile się zjawi), mamy, tata, dziadka, babci. Nigdy się nie poddam. W ciągu tygodnia zrobiłem tak wiele. Jestem z siebie taki dumny. Nawet Ryan i Chaz o tym nie wiedzieli. Właśnie, postanowiłem, że się z nimi spotkam, ale nie opowiem im wszystkiego.
Zadzwoniłem do nich. Umówiliśmy się na niedziele około godziny 16. Mają po mnie przyjechać... Jakbym sam nie mógł tego zrobić, no ale dobra niech im będzie.


___________________________________________________________


Minęło kilka godzin. Ćwiczyłem, ćwiczyłem i ćwiczyłem, ale stwierdziłem, że wrócę już do domu i się ogarnę.
W domu czekała już na mnie babcia z obiadem. Mamy nie  było, zawsze była.

- Gdzie mama? - zapytałem babci.
- Pojechała na zakupy z Carin. Niezadługo przyjedzie. - odpowiedziała i podała mi obiad.
- Babciu, wiesz co? Jak zawsze gotujesz najlepsze obiady. Dziękuję. - powiedziałem.
- Na zdrowie. - odpowiedziała i się uśmiechnęła.

W czasie, gdy jadłem obiad rozmawiałem z dziadkiem o różnych sprawach.

- No to Justin co mi powiesz? Masz jakąś dziewczynę na oku? - zapytał.
- Bruce... - powiedziała babcia do dziadka.
- Nic nie szkodzi babciu. Jeżeli chodzi o Twoje pytanie dziadku to... może się niedługo dowiesz. - odpowiedziałem.
- Czyli jednak tak!?
- Może. - odpowiedziałem tajemniczym głosem.

Nagle wpadła do domu mama i Carin.

- Mamaaaaa, Carinnnnnnn. Jesteście! - krzyknąłem.
- Justiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiin!
- Dlaczego nie wzięłyście mnie na zakupy? - zapytałem.
- Tak jakoś wyszło. Zresztą, nie było Cię w domu. Gdzie byłeś? - zapytała mama.
- Tu i tam.
- Czyli? - zapytała.
- Tu i tam.
- Justin.
- Załatwiałem sprawy. Mamo, czy to takie ważne? - zapytałem.
- Martwię się o Ciebie. - odpowiedziała.
- Nie ma takiej potrzeby, wszystko jest w jak najlepszym porządku. - odpowiedziałem.


*oczami Carin*

Wracałam do domu. Te zakupy dobrze mi zrobiły, przynajmniej nie myślałam o tym co chcę powiedzić lub powiedzieć Scooterowi, ale mam nadzieję, że mu o tym powiem. Bardzo tego chcę. Miałam mówić o tym Pattie, ale stwierdziłam, że ona ma własne kłopoty na głowie i nie będe jej zawracać głowy. Może jak pojadę na zakupy z "przyszłą księżniczką" Justina to wtedy ją też wezme i odrazu opowiem o tym im obu. Najpierw to będę musiała iść do lekarza, żeby się upewnić.
Była już w domu.

- Kochanie, jak było na zakupach? - zapytał Scooter i wycałował.
- Świetnie. - odpowiedziałam.
- Świetnie? Kiedyś rozgadywałaś się, a teraz? Co się dzieje Carin? - zapytał.
- Scooter, wszystko dobrze tylko jestem zmęczona i nie mam ochoty rozmawiać. Pójdę się położyć do sypialni. - odpowiedziałam.

Musiałam mu coś powiedzieć, aby się więcej nie wypytywał.



*moimi oczami*

Sobota i oczywiście musiałam się zacząć pakować, ale co ja w ogóle miałam wziąć? NIC. No, ale muszę coś wziąć, no jak to tam będzie. Przyjechała sobie bez niczego. To będzie naprawdę dziwne. Zastanawiałam się tylko gdzie będę nocować przez ten tydzień. Pewnie w jakimś hotelu. Postanowiłam, że napiszę do Scootera :

- Scooter, zastanawiam się nad tym gdzie tak właściwie będe nocować przez te 7 dni. W jakimś hotelu prawda?
- A czy ja Ci muszę wszystko mówić teraz? Nie ma mowy. Dowiesz się jak przyjedziesz. - odpisał.

Supeeeeeer, nawet nie wiem gdzie będe spała. Pewnie w jakiejś melinie. Haha, nie to było by za głupie.
W ogóle takie  zamieszanie wokół tego wszystkiego. Nikt nie pisał. Justyna się nie odzywała tak samo jak Dawid. Na ręce miałam blizny i były one zawsze zimne jak je dotykałam, nie mam pojęcia dlaczego. Zastanawiałam się czy Justin ma jakieś blizny, w ogóle jak on chciał popełnić to samobójstwo, bo Scooter nic mi o tym nie pisał z tego co pamiętam. Muszę się dowiedzieć wszystkiego od Justina, mam nadzieję, że jak go poproszę to mi to wszystko opowie o ile tam będę jak się czasem samolot nie rozbije. Co ja w ogóle gadam? Będzie dobrze. Modliłam się każdego dnia i każdej nocy.


Jutro już niedziela. Pomyślałam, że może spotkam się z kimś... i opowiem co mnie czeka w poniedziałek, ale stwierdziłał, że nie będe tego robić. Jak narazie to tylko moi rodzice i brat wiedzą, nikt więcej. No i dobrze, rodzina niech się nie interesuje a później będzie wielkie halo, bo ja nic im nie powiedziałam, no bo po co? Jak nie chce to nie mówię, proste. Tak samo jak osobą z poza rodziny. Ważniejsze było to co trzymam w sercu, a nie to co mówię innym.


*oczami Scootera*

Martwiłem się o Carin. Od paru dni była bardzo tajemnicza. Może jak przyjedzie nasza przyszła świadkowa to się coś zmieni. Tak, nasza świadkowa na nasz wspólny ślub z Carin, a Justin będzie świadkiem o ile się oboje zgodzą, bo mam wrażenie, że tak. Mam zamiar oświadczyć się Carin na kolacji, którą organizuje jak przyjedzie "księżniczka" Justina. Oj, będzie się działo. My i Oni.
Znam Carin już bardzo długo i myślę, że zgodzi się wyjść za mnie. Kocham ją!



rozdział 52.


*moimi oczami*

Niedziela. Ostatnie dzień spędzony z rodziną. Będę za nimi tęsknić. Jutro już wyjeżdżam do Justina. To było coś niesamowitego. Nigdy nie sądziłam, że moje marzenia się spełnią. Ciekawe jak tam u wszystkich. Najbardziej interesował mnie Justin oczywiście. Ciekawe co on może teraz robić. Miałam taką ochotę napisać do Scootera, ale nie zrobiłam tego.

Wytrzymam. - pomyślałam.

Wytrzymam do jutra, jak mi się uda. Tak będzie najlepiej. Będę mu pisać gdzie teraz jestem i w ogóle.
Byłam ciekawe kto przyjedzie tym busem jutro po mnie i kim okaże się ochroniarz. Było by pięknie gdyby był to Kenny. Nie wysiedziałabym chybaw tym busie. Bardzo się bałam jak to jutro będzie i w ogóle w Kanadzie. Ciekawe czy mnie zaakceptują. Lotnisko, samolot... To wszystko mnie trochę przeraża. Kompletnie nie wiedziałam co ja tam będę robić. Jedyna rzecz to zakupy z Carin. Nic więcej, chyba. Byłam już tak zagubiona, że sama nie wiedziałam.
Właściwie to moja walizka miała tylko ciuchy na przebranie na 2 dni... Jutro dopakuje resztę. Kosmetyczkę i poduszkę, żebym na czymś spała. Głupia jestem. Po co mi poduszka? Ja nie wiem, ale okay. Jestem zakręcona przez tego Scootera i Justina. Nie mogłam w to uwierzyć, że akurat na mnie wypadło.
Zalogowałam się na twittera. Zazwyczaj reetwetowałam niż coś pisałam i tym razem też tak było. Na tumblrze nie było żadnych nowych zdjęć Justina od czasu gdy to wszystko stało się i w ogóle. Może pojawią się niedługo.

- Odpoczywasz? - zapytałam plakatu.
- Shh, nic nie mów. - powiedziałam. - Też Cię kocham.

Jestem głupia, wiem, ale nie mogłam się powstrzymać.



*oczami Justina*

Niedziela. Godzina 15. O 16 jadę z Ryanem i Chazem na spotkanie. Ciekawe jak tam Scooter i Carin. Postanowiłem, że zadzwonię i zapytam.

- Cześć Carin. - powiedziałem. - Jest może Scooter w domu? - zapytałem.
- Cześć Justin. Scooter? Gdzieś powinien być, a co?
- Tak pyta, bo chciałem z nim pogadać. - odpowiedziałem.
- Okay nie ma sprawy, już go wołam. - odpowiedziała i zaczęła wołać Scootera. - Już Ci go daję.
- No co tam? - zapytał Scooter.
- No chciałem pogadać. - odpowiedziałem.
- Spotkamy się w poniedziałek i pogadamy tylko nic nie mów Carin. - odpowiedział Scooter.
- A to spotkanie nasze w 3? - zapytałem.
- Raczej w 4. - odpowiedział.

W 4? Fajnie, że nie  wiedziałem o co chodzi, albo wiedziałem...

- Aaa, no to spoko. A gdzie się spotkamy? - zapytałem.
- Powiem Ci w poniedziałek, bo jeszcze spotkamy się przecież po południu. - odpowiedział.
- Spoko stary, zaskakujesz mnie. - odpowiedziałem ze zdziwieniem.
- Ha, wiem. - odpowiedział. - Dobra, ja kończę. Chcesz Carin do telefonu? - zapytał.
- Aa możesz dać. To do poniedziałku, chyba. - odpowiedziałem.
- Chyba? Na pewno. Już daje Carin. - odpowiedział.
- Justin, Justin, Justin. Co tam? - zapytała Carin.
- Carin, Carin, Carin. Wszystko dobrze, dziś jadę na spotkanie z Ryanem i Chazem, to znaczy oni przyjadą po mnie. - odpowiedziałem. - A co tam?
- Aaa, okay... - odpowiedziała z niedosytem.
- Carin, wszystko dobrze? - zapytałem, bo nie byłem do końca przekonany.
- Tak, jak najbardziej. - odpowiedziała.
- Okay. Muszę kończyć, bo Ryan i Chaz czekają. Do zobaczenia. - odpowiedziałem.
- Pa.



Wyjechałem wózkiem z mojego pokoju. Czekali na mnie chłopcy. Zawołałem ich aby mi pomogli. Zresztą mogłem to sam zrobić. Przywitałem się i wyruszyliśmy w drogę.

- Gdzie jedziemy? - zapytałem ze zdziwieniem.
- Zobaczysz. - odpowiedział Chaz.
- Mamy dla Ciebie niespodziankę. - dokończył Ryan.
- Niespodziankę? Jaką? - zapytałem.
- W czy Ty musisz wszystko wiedzieć? - zapytał Chaz.
- Haha, też was kocham. Oczywiście, że nie. No, ale gdzie jedziemy? - zapytałem.
- Zaraz będziemy na miejscu. To niedaleko. Bardzo przyjemne miejsce akurat dla Ciebie i... - powiedział Ryan.
- Możesz dokończyć? - zapytałem.
- Jasne, że... NIE. - odpowiedział Chaz.
- Och z wami to ja się dziś nie dogadam. - powiedziałem.

Nagle zadzwonił telefon. My, że to mój, ale to był telefon Ryana. Odebrał go, ale podał Chazowi, aby rozmawiał. Jego rozmowa z kimś brzmiała mniej więcej tak :
"No stary słuchaj jedziemy. Jesteśmy już nie daleko. Myślę, że tak." Ciekawe do kogo to mówił. Nawet nie miałem zamiaru o to pytać, bo  pewnie i tak bym się nie dowiedział.



*oczami Scootera*

- Justin jeszcze o tym nie wiem, właśnie jedzie tam z Ryanem i Chazem. - powiedziałem do Carin.
- Scooter, to co dla niego robisz... to po prostu jest niesamowite. Za to właśnie wszyscy Cię kochają. - odpowiedziała Carin.
- Wszyscy? Myślałem, że tylko Ty.
- Głupku, wiesz, że kocham Cię najmocniej. - odpowiedziała.
- Chodź tu.
- Scooter, nie dziś. - odpowiedziała.
- W takim razie idę do Ciebie. - powiedziałem i podszedłem do niej, aby ją ucałować jak się tylko da.

W poniedziałek wielki dzień. Już nie mogę się doczekać.



*oczami Carin*

Postanowiłam, że pójdę do lekarza w poniedziałek przed przyjazdem "księżniczki" Justina i będe miała to za sobą, a Scooterowi powiem o wszystkim wieczorem. Mam nadzieję, że się ucieszy. Byłabym wtedy najszczęśliwsza na świecie. Dziś zadzwonię do mojego lekarza i umówię wizytę.


*minęło 10 minut*


- Wychodzę do sklepu. Zaraz wracam. - powiedział Scooter.
- Okay. - odpowiedziałam i wzięłam słuchawkę telefonu.

- Halo? Dzień Dobry. Z tej strony Carin Morris. Mogłabym umówić się jutro na wizytę, najlepiej około godziny 12 - 14? - zapytałam.
- Dzień Dobry. Oczywiście, że tak. Może być o 12.30? - zapytał lekarz.
- Jak najbardziej. Dziękuję bardzo i przepraszam.
- Nie ma za co. Do wiedzenia. - odpowiedział lekarz.
- Do zobaczenia. - odpowiedziałam.

Byłam umówiona na wizytę jutro. Byłam spokojniejsza, ale za razem bałam się. Nie wiedziałam jakby Scooter na to zaareagował. To było najgorsze.



*oczami Justina*

Dojechaliśmy na miejsce. Jakby to opisać?  Było ono poza miastem, cisza, spokój, niedaleko las i jezioro a pomiędzy nimi dom - duży. Zbudowany z cegieł (podobny do domu dziadków w Stratford), okna niczym jak z zamku, duże i bardzo piękne. Przed domem pełno kwiatów, a ścieżki były pokryte białymi kamykami. Tego się nie da opisać. Bardzo chciałem wejść do środka i zobaczyć.

- Tak właściwie to do kogo należy ten dom? - zapytałem Ryana i Chaza.
- No właśnie stary. To jest ta niespodzianka od Scootera. - powiedzieli.
- Niespodzianka od Scootera? - zapytałem.
- Tak, od Scootera. - odpowiedział Ryan.
- Ale, ja nie mogę...
- Możesz. To prezent od nas wszystkich. - powiedział Chaz.
- Nie mogę w to uwierzyć. Ten dom jest mój? - zapytałem jeszcze raz.
- Tak. - odpowiedzieli.
- Dlaczego Scooter nic mi o tym nie powiedził?
- Zadzwoń i zapytaj. - odpowiedział Chaz.


Od razu wyciągłem iPhone i zadzwoniłem do Scootera.


- Scooter, ten dom naprawdę jest dla mnie? Serio? Żartujesz prawda? - zapytałem.
- Justin, nie żartuje. Ten dom jest dla Ciebie za to, że nigdy się nie poddajesz. Jest on dla Ciebie, ale pamiętaj też o innej osobie. To niespodzianka od nas wszystkich. I nie musisz za nic dziękować. odpowiedział Scooter.
- Jesteś cudowny! Dzięki za wszystko. - odpowiedziałem.


Wyciągłem w portfela jej zdjęcie, spojrzałem i pomyślałem :

To my będziemy mieszkać w tym domu i nasze dzieci.

Weszliśmy przed duże brązowe drzwi do przedpokoju, który prowadził do kremowego salonu salonu. W salonie znajdowały się ciemne schody prowadzące na pierwsze piętro, gdzie znajdowały się sypialnie i łazienka. Na przeciwko schodów znajdowała się kuchnia połączona z jadalnią. Nie do opisania.
Spędziliśmy tam dużo czasu. W domu, nad jeziorem. Było już bardzo ciemno jak wracaliśmy do domu. Pewnie moja zdobycz śpi, albo i nie, ale i tak życzę jej kolorowych snów.

______________________________________________

od autorki :

* nie wiem czy w Toronto jest lotnisko, ale w końcu to opowiadanie.

tym razem też wyszło, że są 3 w 1. właściwie to nie wiem dlaczego. może dlatego, że wy chcecie nowe notki? dziękuję za każdy komentarz, od każdego. nawet anonima, ale proszę was podpisujcie się chociaż lub dawajcie znak na twitterze lub w komentarzach kto chcę być informowany o nowych notkach. bardzo się ciesze, że tak małe grono ludzi czyta ten blog. mam nadzieję, że się wam spodoba ta notka i, że kolejne będą też wam się podobać. sorry za wszystkie błędy, które popełniam. nie piszę rozdziałów tutaj, tylko na laptopie a później kopiuje i zapisuje i czasami naprawdę nie mam czasu na sprawdzanie błędów. mam nadzieję, że to zrozumiecie. polecajcie i dodawajcie do obserwujących. będę naprawdę bardzo wdzięczna. właściwie to już jestem.
ewentualne pytania na temat bloga czy rozdziałów kierujcie w komentarzach lub piszcie na twitterze : @lonelyladyrauhl
jeszcze raz bardzo dziękuję za każdy oddany komentarz <3 jesteście niesamowici.
peace & love.
@lonelyladyrauhl (:

16 komentarzy:

  1. świetnee *_* ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. nareszcie sie spotkają :) tw w toronto musi być lotnisko ! no 100% :)

    OdpowiedzUsuń
  3. świetnie czekam na następne:)

    OdpowiedzUsuń
  4. świetna notka. Czekam na następnaą :).
    Kamila5213

    OdpowiedzUsuń
  5. ee.. na peewno jest lotnisko ;p świetny, świetny ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Już się nie mogą doczekać następnych :))) :*

    OdpowiedzUsuń
  7. o mój Boże.!w końcu się spotkają.. już widzę Justina minę cuuuuudownie.! szybko wstawiaj nn bo nie wytrzymam.
    .iwaa

    OdpowiedzUsuń
  8. na początku myślałam że jak jest 53 rozdziały to jakoś będzie czytania ale przeczytałam to w jakieś 2 godz z przerwą. Niektóre rozdziały to takie krótkie, nic się w nich nie dzieje prawie, ale już od 40 rozdziały bodajże poprawiłaś się i trzymaj tak dalej.

    OdpowiedzUsuń
  9. + informuj mnie na tt @lolitkaabiebera

    OdpowiedzUsuń
  10. nie moge się doczekać kiedy dodasz coś nowego :))

    OdpowiedzUsuń
  11. uuu no księżniczko wiedziałam że to ty wygrasz ten konkurs (BIEBS_MY_LOVE)

    OdpowiedzUsuń
  12. ojjja xd <3 w końcu się spotkają. <3 @AuneBieber

    OdpowiedzUsuń
  13. trolololololololololo, wowowowowoowwoowow :D :D :D

    OdpowiedzUsuń