niedziela, 3 czerwca 2012

rozdział 46 i 47.

rozdział 46.

*moimi oczami*

Wróciłam do domu. Odrobiłam lekcję i zajrzałam na twittera. Odczytałam wiadomość od Scootera, że są w
drodze do studia i mam pozdrowienia od... CARIN.
Super, niedługo to od każdego będe dostawać pozdrowienia lub wiadomości. Podziękowałam i w tym
momencie pojawiła się kolejna wiadomość :

- Wracamy już do Stratford. Justin spotkał się z całą ekipą i Usherem. - napisał Scooter.

Nie odpisałam.
Weszłam w mentionsy. Miałam pełno wiadomości. Ludzie zaczeli mnie follować. Weszłam więc na followersy. Zjeżdżałam na dół i patrzyłam kto mnie folluje. Nagle rzuciło mi się w oczy jedno konto, był to
JUSTIN! Ale jak? Kiedy? Przecież ja do niego nie pisałam.
Bez zastanowienia zawołałam mamę. Tak się cieszyłam, że przy okazji opowiedziałam jej o studiu itp.

Napisałam do Scootera :

- Justin mnie folluje! Nie mogę w to uwierzyć.

Byłam tak podekscytowana, że zaczęłam nawiązywać kontakt z różnymi osobami na twitterze. Cudowne uczucie.



*oczami Justina*

Wracaliśmy już pod wieczór do Stratford. Razem z Ryanem i Chazem wspominaliśmy stare czasy. Znowu.
Zamyśliłem się na chwilę. Myślałem o tym co  moja księżniczka może robić i czy się cieszy, że ją folluje na twitterze. Postanowiłem, że zaloguje się i sprawdę co pisała. Z tego co widziałem po jej wpisach bardzo się
cieszyła.
Nagle Carin zapytała :

- Justin? Co Ty taki zamyślony?
- Ja? Zamyślony? Nie. Właśnie mi się przypomniało, że muszę pogadać ze Scooterem, ale to jak wrócimy, dobra Scooter? - zapytałem.
- Jasne. - odpowiedział.


*oczami Scootera*

Zastanawiałem się o czym Justin chce ze mną pogadać. Może chciał pogadać o swojej "księżniczce"? Nie mam pojęcia, ale jedno wiedziałem, że muszę z nim dokładnie pogadać. Dobrze, że dojeżdżaliśmy do Stratford.

Dojechaliśmy do Stratford. Pomogłem Justinowi z wózkiem i powiedział, że będzie czekał na mnie w swoim pokoju. Poszedłem jeszcze po Carin i powiedziałem, aby została w kuchni razem z Pattie. Skoro to ma być między mną a Justinem rozmowa to chyba nikt nie powinien się wtrącać.
Poszłem do Justina.


*oczami Justina*

- Scooter. Nie mów tego nikomu, ale od jutra zaczynam rehabilitacje. Dalej tak nie może być. Zrobię to dla niej. Jutro jadę do lekarza. Muszę ćwiczyć codziennie. Wynajmę jakiś małe mieszkanie, w którym będę ćwiczył z lekarzem i wypożyczę jakiś sprzęt. Proszę Cię jeszcze raz, nie mów nikomu. Nikt nie może się dowiedzieć to ma być niespodzianka. - powiedziałem do Scootera.
- Jesteś pewny tego co chcesz zrobić? Wiesz, że rehabilitacja może długo potrwać, a jeżeli chcesz codziennie ćwiczyć to z umiarem. - odpowiedział i zapytał.
- Scooter, niczego w życiu nie byłem pewny jak tego. Jestem na to gotowy. Nieważne ile to będzie trwało.
Wiem, że jestem w stanie w ciągu 2 tygodni zrobić wszystko. Lekarz będzie mnie kontrolował. Zaufaj mi. - odpowiedziałem.
- Justin, ufam Tobie bezgranicznie. Wierzę w Ciebie. Nikomu nie pisne ani słowa. Wierz mi. - odpowiedział.
- Jutro mam z Tobą pojechać czy sam to zrobisz? - zapytał.
- Wolałbym żebyś pojechał razem ze mną. Odrazu poszukamy odpowiednie mieszkanie do wynajęcia. - odpowiedziałem.
- Okay. Wpadnę jutro około godziny 10. Pasuje? - zapytał.
- Jasne. Będe czekał.
- Teraz już lecę, bo Carin czeka na dole. Trzymaj się. Do jutra. - odpowiedział.
- Na razie. - odpowiedziałem i się pożegnaliśmy.

Scooter wyszedł. Wyciągnąłem portfel i znowu spojrzałem na jej zdjęcie. Brak słów.
Czas na prysznic. - pomyślałem i ruszyłem w stronę łazienki.
Była godzina 23. Postanowiłem pójść spać, bo byłem okropnie zmęczony.

- Dobranoc shawty. - powiedziałem do jej zdjęcia i zasnąłem.



*oczami Scootera*

Zanim poszedłem po Carin wyciągnęłem szybko iPhonea i napisałem do "dziewczyny" wiadomość, że jesteśmy w Stratford i Justin idę spać.



*moimi oczami*

Ciekawe co robi teraz Justin. -pomyślałam.
Jak już pomyślałam tak myslałam o nim cały czas. Pewnie teraz śpi, albo jeszcze wracają do Stratford.

Zajrzałam na twittera. Scooter napisał :

- Jesteśmy w Stratford. Justin w domu, pewnie już śpi, bo bardzo była męcząca podróż. Ja też już idę spać, więc dobranoc.
- Dobranoc, chociaż ja jeszczę nie idę spać. - odpisałam.

Aww, Justin śpi. W jego pokoju musi by przytulnie i tak niebiesko-biało.
Była godzina 21. Poszłam pod prysznic i spać. Byłam zmęczona dniem w szkole. Jutro kolejny  dzień.

- Dobranoc misiu. - powiedziałam do plakatu i zasnęłam.




rozdział 47.


*oczami Justina*

Śniłem...

- Justin co masz na szyi? Co to za czerwona szminka? - zaczęła się wypytywać.
- To nie tak jak myślisz. - odpowiedziałem. 
- Mam wrażenie, że robisz to specjalnie. Te Twoje ciągłe wyjazdy. Rozumiem to, ale skąd masz tą czerwoną szminkę na szyi? Czy ja o czymś nie wiem. Zdradzasz mnie? - zapytała ze łzami w oczach.
- Nigdy Cię nie zdradziłem i nie zdradzę. Kocham Cię. - odpowiedział. Chciałem ją przytulić, ale mnie odtrąciła. Nie wytrzymała tego dłużej. Byliśmy w kuchni i jedyną rzeczą co miała pod ręką były talerze. Rozbiła je i przy okazji płakała. Nie wiedziałem co zrobić. Ciągle coś kręciłem, ale ona mnie nie słuchała. Nagle wybiegłem z domu, bo nie wytrzymałem.
Wziałem auto i pojechałem przed siebie. Nie wiedziałem czy się odezwie, czy wszystko jej wyjaśnie. Tęskniłem za nią dzień, dwa...

Nagle sen się urwał. Obudziłem się. Była godzina 9. Musiałem się szybko zbierać, bo Scooter miał przyjechać po mnie o 10. Szybko wskoczyłem w jakieś ciuchy, wsiadłem na wózek i pojechałem do łazienki, aby się ogarnąć. Zjechałem na dół. Zjadłem śniadanie i akurat przyjechał Scooter.

- No i jak gotowy? - wparował do domu nawet nie wiem kiedy.
- Zawsze. - odpowiedziałem i powiedziałem po cichu : - To najpierw jedziemy zobaczyć, gdzie będzie można wynająć dom.
- Okay. Może od razu pojedziemy po lekarza? - zapytał.
- To najpierw pojedźmy do lekarza i po sprzęt do wypożyczalni i od razu doradzi jaki będzie najlepszy, a później wybierzemy dom na szybko, bo dziś chcę już zacząć ćwiczyć. - odpowiedziałem.
- Jak sobie życzysz. To ruszamy. - odpowiedział Scooter.

Wyszliśmy z domu. Właściwie to ja wyjechałem. Scooter pomógł mi z wózkiem. Odziwno sam zasiadłem w aucie.
Byliśmy w drodzę do lekarza.

Lekarz już na nas czekał, bo Scooter zadzwonił, że będziemy około 11.

- To teraz jedziemy do wypożyczalni sprzętów. Mam nadzieję, że pomoże mi wybrać pan najlepszy sprzęt. - powiedziałem do lekarza Smitha.
- Oczywiście. - odpowiedział.

Była godzina 12, gdy byliśmy na miejscu. Weszliśmy do wielkiej  hali, gdzie było dużo sprzętów potrzebnych do rehabilitacji. Od razu lekarz wybrał co może się przydać. Chodziliśmy chyba tak z 2 godziny.
Wypożyczyliśmy to co najważniejsze. Mieli nam to wszystko przywieść, ale pod jaki adres?

- Ja zostawię numer telefonu i zadzwonię za jakąś godzinę i podam adres. - powiedział Scooter i podał swój numer telefonu.
- Ale macie dziś to jeszcze przywieść. - powiedziałem.
- Oczywiście panie Bieber. - odpowiedział jeden z pracowników.

Byliśmy w drodze i przy okazji oglądaliśmy się za domami do wynajęcia.

- Scooter, spójrz. Ten jest całkiem niezly. - powiedziałem i wskazałem na niewielki budynek.
- To jak? Wchodzimy? - zapytał.
- Jasne.

Zatrzymaliśmy się i weszliśmy do środka wraz z lekarzem.

- Idealny dom. - powiedział lekarz.
- Biorę. - odpowiedziałem.
- To ja zadzwonię do wypożyczalni, aby przywozili sprzęt. - powiedział Scooter.

Dom był idealny. Zadbany, dużo miejsca, wprawdzie  nie umeblowany, ale to nie było takie ważne. Ważniejsze było to, że robię to wszystko dla jednej osoby.


*minęła godzina*


Przywieźli sprzęt. Rozładowali i zamontowali.

- To biorę się za ćwiczenia. - powiedziałem.

Lekarz pokazał mi serie ćwiczeń jakie mam robić dwa razy dziennie, aby jak najszybciej z tego wyjść.

- Będe tu zaglądał co jakiś czas i sprawdzał. - powiedział Smith.
- Nie ma sprawy i dziękuję. - odpowiedziałem i się pożegnałem.

Scooter pojechał odwieść lekarza i pojechał do swojej dziewczyny. Zostałem sam. Mogłem wrócić do domu wózkiem, bo było dość blisko. Bardzo się cieszyłem, że mogę śmiało powiedzieć, że nie warto się poddawać.



*moimi oczami*

Spałam i śniłam o nim. Był to chyba najgorszy sen jaki mi się przyśnił :

- Justin co masz na szyi? Co to za czerwona szminka? - zaczęłam się wypytuwać.
- To nie tak jak myślisz. - odpowiedział. 
- Mam wrażenie, że robisz to specjalnie. Te Twoje ciągłe wyjazdy. Rozumiem to, ale skąd masz tą czerwoną szminkę na szyi? Czy ja o czymś nie wiem. Zdradzasz mnie? - zapytałam ze łzami w oczach.
- Nigdy Cię nie zdradziłem i nie zdradzę. Kocham Cię. - odpowiedział. Chciał mnie przytulić, ale go odtrąciłam. Nie wytrzymałam tego dłużej. Byliśmy w kuchni i jedyną rzeczą co miałam pod ręką były talerze. Rozbiłam je i przy okazji płakałam. Justin coś kręcił, ale ja go nie słuchałam. Nagle wybiegł z domu, bo nie wytrzymał.
Spojrzałam tylko w okno i zobaczyłam, że gdzieś wyjeżdża autem. Nie wiedziałam dokąd, nie wiedziałam czy się odezwie, czy wszystko mi wyjaśni. Tęskniłam za nim dzień, dwa...

I sen się urwał. Obudziłam się ze łzami w oczach. Nie sądziłam, że kiedykolwiek coś takiego mi się przyśni.


*minęło kilka godzin*


Przeżyłam szkołe. Nie gadałam z Justyną ani Dawidem. Nie potrzebowałam tego.
Wróciłam do domu. Myślałam, że Scooter coś napiszę, ale nie było żadnej wiadomości.
Myślałam o tym śnie. Nie chciałam, aby on mnie spotkał w rzeczywistości, to by mogło się źle skończyć. Nie mogłam się doczekać wyników konkursu, ale i tak by nikt nie wiedział kto wygrał. Wątpię, aby Scooter o tym napisał. Chyba, że Justin. Zobaczymy.
Poza tym ręka była już prawie zagojona, nie miałam już bandażu, ale było jeszcze widać slady cięcia. Postanowiłam, że napiszę o tym do Scootera.

- To świetnie. Ten czas tak szybko leci, że zapomniałem o Twojej ręce. Tyle rzeczy działo się przez te 3 dni. Niedługo wyniki konkursu. Cieszysz się? - zapytał.
- Cieszę się? Na razie nie mam z czego, ale będe się cieszyć, ze szczęscia jakieś belieberki, która wygra. - odpisałam.

Nie odpisał.

Zastanawiałam się co Scooter może kombinować. Okaże się... Może.



*oczami Scootera*

Widziałem jak bardzo jej na tym zależy, ale nie mogłem jej napisać, że... Ale z drugiej strony jakbym napisał teraz... Nie. Zaczekam. Tak będzie lepiej.

Zadzwoniłem do Justina zapytać go czy wszystko dobrze :

- Młody, żyjesz? - zapytałem.
- Żyje. Dlaczego miałbym nie żyć. Ćwiczę, stary. Po co dzwonisz? - zapytał zdyszany.
- Zapytać czy wszystko dobrze.
- Bardzo dobrze. Nie musisz przyjeżdzać sam pojadę do domu. Blisko jest. - odpowiedział.
- Okay. Tylko uważaj na  siebie. - odpowiedziałem.
- Yhy. - rozłączył się.

Oby nic mu się nie stało.


tak jakoś wyszło i tak jest :) mam nadzieję, że się podoba. 
ewentualne pytania : @lonelyladyrauhl :)


7 komentarzy:

  1. Fajnie:-)ja chce juz zeby oni sie spotkali;-)@_marysiabieber

    OdpowiedzUsuń
  2. mam nadzieje, ż☺e Justin szybko stanie na nogi. xd
    @AuneBieber

    OdpowiedzUsuń
  3. Awww to super. ale dziwne jest to jak on zjeżdżał tym wózkiem na dół.? O.o .. po schodach.? sam..? :OO. Ok nie wnikam XDD. SUPERRRRR. <3333. Dawac następny.<3

    OdpowiedzUsuń
  4. Dawaj kolejny rozdział
    @theBiebsSwag1

    OdpowiedzUsuń
  5. dodaj jak najszybciej następny rozdział :). Mam nadzieje że się zakochają w sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ten sen coś mi mówi, ale to takie tam moje własne odczucia. hahaha xd :D świetna notka 'księżniczko'
    .iwaa

    OdpowiedzUsuń
  7. ojej, ten sen.... no, potrafisz trzymac w napieciu, pozdrawiam xD

    OdpowiedzUsuń