czwartek, 28 czerwca 2012

rozdział 56.



*moimi oczami*

Byliśmy już na miejscu. Zjechaliśmy w jakąś boczną drogę, ciągnęła się ona przez sosnowy las zresztą bardzo piękny. Nagle w oddali było widać dom, ale jeszcze nie dokładnie. Zbliżaliśmy się do celu. Cisza, spokój, niedaleko las i jezioro a pomiędzy nimi dom - duży. Zbudowany z cegieł (podobny do domu dziadków Justina w Stratford), okna niczym jak z zamku, duże i bardzo piękne. Przed domem pełno kwiatów, a ścieżki były pokryte białymi kamykami. Tego się nie da opisać. Bardzo chciałam wejść do środka i zobaczyć. Zatrzymaliśmy się. Justin pomógł mi wyjść z auta. Byłam tak wryta, że nie wiedziałam co powiedzieć. Oparłam się o samochód. Justin podszedł na przeciwko mnie abym nie spoglądała już na dom. Oparł swoje  ręce obok moich ramion i spoglądnął mi prosto w oczy. Wpatrywaliśmy się tak przez dłuższą chwilę nic nie mówiąc. Nagle :

- Justin... - powiedziałam.
- Shh, nic nie mów. - odpowiedział i zbliżył swoją twarz do mojej.
- Justin...
- Shh... - odpowiedział i dotknął ręką moich ust po czym musnął je swoimi.

Były ciepłe i słodkie. Jednak nie chciałam aby dalej to robił - jak na razie. Staliśmy jeszcze tak przez chwilę, jego oddech był łagodny i ciepły. Mi natomiast waliło serce jak szalone. Kompletnie nie wiedziałam co zrobić.
Nagle Justin się odsunął i powiedział :

- Chodź, zaprowadzę Cię gdzieś. - i złapał mnie za rękę.
Nie odpowiedziałam. Myślałam, że Justin zaprowadzi mnie do domu jednak się myliłam. Kierowaliśmy się w stronę jeziora. Mieliśmy splątane ręce jak zakochani. Justin ścisnął mocniej moją rękę, ja tylko się uśmiechnęłam. Cudowne uczucie iść z nim za rękę. Spacerowaliśmy spoglądając sobie w oczy. W oddali było widać jezioro a nad nim duże drzewo i huśtawka. Dotarliśmy na miejsce.

- Nigdy nie byłam w tak pięknym miejscu jak to. - powiedziałam i ścisnęłam mocniej rękę Justina.
- Mam nadzieję, że Ci się tu podoba. - odpowiedział.
- Bardzo. - odpowiedziałam. - Chodźmy obok huśtawki.

Usiadłam na huśtawkę, a Justin na przeciw niej tylko, że dalej wyciągnął iPhonea i zaczął robić zdjęcia. Zaczęłam się huśtać i poczułam się jak mała dziewczynka. Nagle przerwałam i zaproponowałam :

- Justin, może teraz Ty?
- Jasne. - odpowiedział.

Justin wstał, ja również i zamieniliśmy się miejscami. Gdy mijaliśmy się potknęłam się o kamień. Na szczęście nic poważnego się nie stało.

- Wszystko w porządku? - zapytał Justin podnosząc mnie z ziemi.
- Tak, wszytko dobrze. - odpowiedziałam i podałam mu prawą rękę tą, która była pocięta.

Justin się chyba zorientował.

- Możemy później pogadać, prawda? - zapytał patrząc mi głęboko w oczy.
- Oczywiście. - odpowiedziałam robiąc to samo.

Usiadłam na trawie i robiłam Justinowi zdjęcia jak wygłupia się huśtając.

- Może urządzimy sobie piknik? - zaproponował.
- Jasne, tylko będziemy musieli iść do domu po rzeczy do tego potrzebne. - odpowiedziałam.
- Nie trzeba. Tu jest wszystko. - odpowiedziała i wyciągnął z za drzewa kosz, w którym było wszystko na piknik.

Rozłożyliśmy koc nad jeziorem, na nim położyliśmy talerze i smakołyki, które nie wiem jakim cudem znalazły się w tym koszu, do tego nie wiedząc jeszcze skąd wziął się piknikowy kosz. Usiedliśmy. Zjedliśmy smakołyki. Oczywiście nie obeszło się bez żartów, które mówił Justin. Myślałam, że pęknę ze śmiechu.
Był już wieczór, dość ciepły. Zachodziło słońce, a ostatnie jego promienie padały na jezioro. Spakowałam talerze i inne przybory do koszyka. Justin przysunął się do mnie bliżej. Postanowiłam, że nie będę dłużej udawać. Jestem w nim totalnie zakochana i powiem to co powinnam.


*oczami Justina*

- Popatrz jaki piękny zachód słońca. - powiedziałem.
- Nigdy nie widziałam bardziej piękniejszego od Ciebie, Justin. - odpowiedziała.
- Co sugerujesz? - zapytałem.
- Nic, po prostu stwierdzam fakty. - odpowiedziała. - A Ty coś sugerujesz?
- Owszem. To samo co Ty. - odpowiedziałem.
- Och przestań, przecież wiem...
- Tak, jesteś piękna. Nigdy nie spotkałem kogoś takiego jak Ty. Wiem o Tobie więcej niż się spodziewasz. To wszystko dzięki Scooterowi. To on mi o Tobie powiedział. - odpowiedziałem.
- Jak...
- Shh, nic nie mów. Później wszystko Ci wyjaśnie. - odpowiedziałem i złapałem ją za rękę.

Nagle przypomniało mi się o bliznach, które zauważyłem.

- Mogę zapytać co to za blizny?
- Moje?
- Tak.
- Nie wiem jak Ci to powiedzieć. - odpowiedziała zmieszanie.
- Powiedź, ja wysłucham.
- To było wtedy jak byłeś w szpitalu. Nie wytrzymałam tego, po prostu to zrobiłam. To dlatego, że Cię kocham Justin. Nie jestem zauroczona tak jak kiedyś, jestem w Tobie totalnie zakochana jak nigdy wcześniej Kocham Cię! Kochałam, kocham i będę kochać, nieważne czy Ty mnie też czy nie. Kocham Cię jak zwykłego chłopaka, nie gwiazdę. Kocham Cię tak, jak dziewczyna kocha chłopaka. Kocham Cię, Justin! - odpowiedziała ze łzami w oczach.
- Nie płacz shawty. - odpowiedziałam.
- Wiem, jestem głupia, bo wiem i tak, że Ty...
- Tak, ja też Cię kocham. Kocham Cię! Słyszysz? Kocham Cię tak jak Ty kochasz mnie. Zakochałem się w Tobie. Śniłaś mi się zanim przyjechałaś. To jest silniejsze ode mnie. Dziś chodzę, kiedyś nie. Wszystko dlatego, że Ty pojawiłaś się w moim życiu. Nigdy nie pozwolę Ci odejść. Kocham Cię. - odpowiedziałem i przytuliłem ją.
- Justin ja nie żartuje. Mówię to na serio. Nigdy nikogo nie pokochałam jak Ciebie. - odpowiedziała patrząc mi prosto w oczy.
- Ja też nie żartuje kochanie. - odpowiedziałem robiąc to samo.
- Możesz mi coś obiecać?
- Oczywiście.
- Obiecaj mi, że nigdy nie pozwolisz na to aby ktoś mnie skrzywdził. - powiedziała.
- Obiecuję Ci to i nie tylko to. Kocham Cię. - odpowiedziałem i splotliśmy swoje ręce.

Jestem totalnie w niej zakochany. O niczym innym nie myślałem, jak tylko o niej. Zanosiło się na deszcz, więc powoli składaliśmy koc, na którym siedzieliśmy przy jeziorze. Nagle zaczął padać deszcz. Szybko biegliśmy, aby nie być mokrym. Jednak nic z tego. Nie dobiegliśmy do połowy a już cali byliśmy mokrzy. Paulina biegła przede mną z koszem, ale ją dogoniłem i złapałem za ręke.

- Zawsze o tym marzyłem wiesz? I teraz właśnie to marzenie może się spełnić. Chcesz tego? - zapytałem.
- Nigdy się nie...
- Nigdy nie mów nigdy, shawty. - przerwałem i pocałowałem ją w usta.

Ponieśliśmy się emocją. Nie mogłem dłużej tego wytrzymać. Musiałem to zrobić. Deszcz padał, spływał nam po twarzach. Trzymałem ją za kark, ona natomiast zaplotła ręce w moje mokre włosy. Nagle nasz pocałunek przerwała ona, mówiąc :

- Kocham Cię, Justin.
- Ja Ciebie też, shawty. - odpowiedziałam a ona wtuliła się w moje ramiona.
- Zaniosę Cię do domu. - powiedziałem i wziąłem ją na ręce.
- Nie musisz wcale tego robić, przecież jestem za ciężka. - odpowiedziała.
- Wcale, że nie. - odpowiedziałem.

Dotarliśmy pod dom, było zadaszenie więc deszcz już na nas nie padał. Weszliśmy do środka.


*moimi oczami*

Głupek z niego. Weszliśmy do środka. Dom był ogromny. Przedpokój prowadził do kremowego salonu. W salonie drewniana podłoga była pokryta czerwonym i miękkim dywanem. Na kremowej ścianie wisi duży ciemny zegar, który wskazywał godzinę 21 : 30.  Okna były pół okrągłe i przepuszczały bardzo dużo światła do wnętrza domu. Przy oknach znajdowały się zasłony pod kolor dywanu. Na środku salonu stoi mały szklany stolik przykryty białym koronkowym obrusem. Niedaleko okna powieszony jest ogromny plazmowy telewizor. Wokół stolika znajdują się dwa fotele i kanapa w kremowym kolorze. Kuchnia jest połączona z jadalnią. Podłoga w kuchni była pokryta jasnymi płytkami a ściany niebiesko żółtą farbą, na których wisiały białe meble. Duża jadalnia zachwycała oczy swoimi kolorami. Ściany są pomalowane łososiowatą farbą, na których wisi dużo obrazów i zdjęć rodziny Justina. Na stole stał wazon w czerwonymi różami. Wokół stołu znajdowały się 8 krzeseł. Na końcu znajdował się duży marmurowy kominek. Do sypialni na góre prowadziły duże ciemne schody, na których położony był jasny dywan. Było mi trochę zimno, przez ten deszcz, ale Justin był cały rozpalony i trochę mnie ogrzał zanim poszliśmy do salonu.

- Wracamy dziś do domu, prawda? - zapytałam.
- Nie. - odpowiedział.
- Jak to nie? Przecież...
- No mówiłem mamie, że dopiero jutro. - odpowiedział.
- Ale nie nic nie mam ze sobą żadnych rzeczy. Myślałam, że żartujesz sobie z tym, że zostajemy na noc. - odpowiedziałam.
- Nie martw się. Chodź do sypialni, zaraz dam Ci jakąś koszulę. - odpowiedział.
- Lepiej jak najszybciej, bo jestem przemoczona, zresztą Ty też. - odpowiedziałam.
- To jak? Ścigamy się kto pierwszy do sypialni? - zaproponował.
- Jasne.

I wyruszyliśmy w pogoń. Oczywiście biegłam pierwsza, ale tuż przed samymi drzwiami do sypialni pojawił się Justin.

- I co? - zapytał.
- I nic. Wygrałeś. - odpowiedziałam ze smutną miną.
- Gniewasz się? - zapytał.
- Tak. - zażartowałam.
- No już dobrze. - odpowiedział i chciał mnie przytulić, ale ja nagle odpowiedziałam :
- Żartowałam!

I wepchnęłam go do sypialni.

- No wiesz. - powiedział ze spuszczoną głową.
- No co?
- Nie powinnaś tego robić. Jakieś przeprosiny się należą teraz. - odpowiedział z chytrym uśmiechem.
- Nie wiem czy na to zasługujesz. - odpowiedziałam.
- Ja na to nie zasługuje? - zapytał.

Nie odpowiedziałam tylko pocałowałam go w usta.

- Takie przeprosiny wystarczą? - zapytałam.
- No nie wiem.
- Och nie marudź tylko musimy się przebrać, bo coraz zimniej w tych mokrych ubraniach. - powiedziałam.
- Nawet w tych mokrych ubraniach mogę Cię rozgrzać. - odpowiedział Justin.
- Tak? - zapytałam z uśmiechem.
- No jasne.
- Dobra. - odpowiedziałam.
- To co robimy? - zapytał.
- Ściągamy ubrania i ich pilnujemy. - zażartowałam.
- Supeeeeeeeer. - odpowiedział.
- Haha, żartuję Justin.
- Ehh... No dobra. To jaką koszulę wybierasz? - zapytał otwierając szafę.
- Hmm... może tą? - zapytałam i wskazałam na niebieską koszulę.
- Okay, proszę. - odpowiedział.
- A Ty jaką wybierasz? - zapytałam.
- Białą. - odpowiedział.
- To ja idę się przebrać. - powiedziałam i wyszłam z sypialni do łazienki.
- Spotkamy się w salonie. - krzyknął za mną Justin.

Weszłam do łazienki. Koszulkę miałam całą mokrą, więc właściwie to ją musiałam przebrać. Spodenki miałam w miarę suchą, ale nie ściągnęłam bym ich, bo by Justin sobie jeszcze coś pomyślał. Włosy rozpuściłam, założyłam grube skarpety, które leżały na pralce (mam nadzieję, że Justin nie będzie miał nic przeciwko) i zeszłam na dół do salonu. Justina jeszcze nie było. Usiadłam sama na kanapie i czekałam. Nagle zgasło światło, okna zostały automatycznie zasłonięte pięknymi kremowymi zasłonami. Przestraszyłam się.

- Justin? - zapytałam.

Nikt nie odpowiedział. Zapytałam jeszcze raz. Cisza. Postanowiłam, że pójdę do niego po ciemku. Wstałam, skręciłam w lewo i postawiłam pierwszy krok. Nagle się wystraszyłam i krzyknęłam :
- JUSTIN!
- No już dobrze kochanie. - odpowiedział wrzucił mnie na kanapę i przy miażdżył.
- Jesteś. Bałam się. - odpowiedziałam.
- Nie masz czego, jestem tu przy Tobie. - odpowiedział i pocałował w czoło a ja go mocno przytuliłam.

Nagle zapaliło się światło.

- Wreszcie. - odpowiedziałam. - Boję się ciemności.
- Ja też, ale przy Tobie nawet nie zauważyłem kiedy było ciemno. - odpowiedział.
- Kocham Cię, wiesz? - zapytałam.
- Owszem, ja Ciebie też. - odpowiedział i usiedliśmy na kapanie.
- Może coś pooglądamy? - zaproponował.
- Wolałabym pogadać...
- Jesteś pewna, że chcesz o tym rozmawiać? - zapytał.
- Tak. - odpowiedziałam.


*oczami Justina*

Paulina była pewna tego co chcę wiedzieć. Wiedziałem, że prędzej czy później  i tak wszystko wyjdzie na jaw. Wiedziałem, że chodzi jej o to co działo się przez 2 miesiące.

- W takim razie co chcesz wiedzieć? - zapytałem.

Ona odsunęła się ode mnie i usiadła po turecku na wprost mnie w grubych skarpetach z łazienki. Ja natomiast przesunąłem się w bok, aby nasze oczy się spotkały.

- Myślę, że powinnam wiedzieć jak to było naprawdę. - odpowiedziała.
- Też tak uważam, że powinnaś, ale ja też chcę coś wiedzieć. - odpowiedziałem.
- Dobrze, ale ja byłam pierwsza. - odpowiedziała.
- W takim razie słucham.
- Wiem, że kochałeś Selene. Byliście ze sobą szczęśliwi, ale właściwie dlaczego ona z Tobą zerwała? - zapytała.
- Tak, ona zerwała ze mną. Było mi bardzo ciężko w tamtym czasie, ale dzięki Tobie jestem znów szczęśliwy. - odpowiedziałem i zbliżyłem się do niej.
- Justin... Pytałam dlaczego z Tobą zerwała. Nie musisz odpowiadać, ale po prostu chcę wiedzieć. - odpowiedziała jednocześnie mnie odpychając.
- Ona po prostu mnie wykorzystywała, a ja dałem się jej oszukać. Na prawdę ją kochałem, wydawało mi się, że ona mnie również jednak wszystko to była jedna wielka paranoja. Dostawała to co chciała, ja byłem nią oślepiony, jak nigdy. Teraz wiem, że nie warto dalej zadawać się z takimi osobami. Najpierw trzeba kogoś prawdziwie poznać i pokochać. Tak jak ja Ciebie. - odpowiedziałem.
- Właściwie to skąd masz moje zdjęcie i wiesz tyle o mnie? - zapytała.
- To wszystko przez Scootera, on mi tyle o Tobie opowiadał. - odpowiedziałem.
- A powiedział Ci, że do mnie wszystko pisał co  się dzieje z Tobą?
- Nie...
- To teraz wiesz... W ogóle jak doszło do tego, że podciąłeś sobie żyły?
- Przez Selene. W ten dzień gdy zerwała ze mną, pojechałem do domu, zamknąłem się w łazience i wyciągnąłem żyletkę. Krew lała się strumieniami, Scooter dzwonił do mnie, ja jednak nie odpowiadałem. Nagle ktoś z hukiem wpadł do łazienki, był to Braun i szybko zawiózł mnie do szpitala. Później wypadek i przedawkowanie leków...
- Justin... Nie mów, rozumiem. - przerwała mi i powiedziała.
- Chcę o tym jak najszybciej zapomnieć. - odpowiedziałem.
- Rozumiem. Nie ważne co się stanie ja i tak będę z Tobą. - odpowiedziała ze łzami w oczach.
- Nie płacz. Kocham Cię. - powiedziałem i wtuliliśmy się w ramiona siadając w rozkroku.

Milczeliśmy przez chwilę.

- Pięknie wyglądasz w tej koszuli. - powiedziałem.
- Pięknie, bo Twoja. - odpowiedziała.
- Och, nie prawda. - odpowiedziałem.
- Prawda.
- Nie.
- Tak. - odpowiedziała z uśmiechem.
- Nie.

Zacząłem się do niej przybliżać.

- Tak.
- Nie. - odpowiedziałem.
- Taaaaaaak.
- Niiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiie. - odpowiedziałem i wpadliśmy sobie znowu w ramiona tym razem leżąc na sobie w salonie.
- Wygrałeś. - odpowiedziała przyduszonym głosem.
- Wszystko dobrze? - zapytałem z uśmiechem.
- Nie. - odpowiedziała ze smutną miną.
- Co się stało?
- Leżysz na mnie?
- No i co z tego? - zapytałem.
- To, że chcę... Cię tu bliżej... szczególnie Twojej twarzy. - odpowiedziała z uśmiechem.

Zbliżyłem, więc swoją twarz do jej. Nasze oddechy były równomierne. Czułem jak bije jej serce. Nagle zapytała :

- Mogę zaplątać ręce w Twoje włosy, prawda?
- A czy ja mogę, również? - zapytałem.
- Czy ja wiem, jeżeli się zgodzisz to owszem. - odpowiedziała.
- Oczywiście, że się zgadzam. - odpowiedziałem.
- W takim razie...

Nie dokończyła. Tylko zaplotła swoje ręce w moje włosy i zaczęła mnie całować. Nie miałem nic przeciwko, zabrałem się za to samo.


*moimi oczami*

Jego włosy pachną wanilią i pocałunki rozpalało moje ciało do czerwoności. Nawet nie wiem, w którym momencie ściągnął mi koszule i jego delikatne ręce znalazły się na moich biodrach. Pocałunki schodziły po mojej szyi i coraz niżej. Rozpalona, moimi drżącymi rękoma zaczęłam rozpinać małe guziki przy jego koszuli. Znów zaplotłam ręce w jego mokre włosy i przyciągnęłam jeszcze bliżej, by poczuć jego ciepły, delikatny oddech. W pewnym momencie zsunęłam ręce po jego szyi na ramiona i jednym pewnym ruchem ściągnęłam jego białą koszule, która upadła na lśniącą drewnianą podłogę. Obdarowywał mnie delikatnymi i czułymi pocałunkami wokół szyi. Bicie jego serca było jak najpiękniejsza pieśń o miłości, śpiewana tylko i wyłącznie dla mnie. Wtedy w myślach poczułam, że to ten właśnie moment, ale ciałem czułam, że nie może się to wydarzyć. Nie wiem czy on czuł, że nie jestem myślami z nim tylko myślę o tym czy jestem gotowa na to co ma się wydarzyć. Zsunęliśmy się na podłogę i delikatnie mnie przycisnął do swojego ciała. Teraz to ja byłam na górze, rękami dotykałam jego twarzy, szyi, jego umięśnionego spoconego torsu. Z każdym dotykiem kocham i pragnę go coraz bardziej. Nasze zagubiona usta wreszcie się odnalazły. Całował mnie tak namiętnie, że brakowało mi tchu. Byłam przekonana, że on tego chcę, że zaraz stanie się ten moment, który nie powinien się stać. Dotykał mnie wszędzie, jest tak rozpalony, że nie zwraca na to co robi. Zaczął gwałtownie ściągnąć moje spodenki bez rozpinania guzika. Bez odrywania mnie od swojej klatki piersiowej przewrócił mnie na podłogę i szybko ściągnął swoje spodnie. Zostałam tylko w samej bieliźnie a on w fioletowych bokserkach. Kocimi ruchami rozpinał mój stanik i wtedy poczułam jak Jerry wbija mi się w udo. Nie mogliśmy tego zrobić.


*oczami Justina*

Bałem się, że zrobię jej krzywdę. Jest taka delikatna i krucha. Jej blade rozpalone ciało podniecało mnie coraz bardziej. Pośpiesznie ściągałem z niej bieliznę. Myślałem tylko o jednym by poczuć jej tą wyjątkową bliskość. Zaczęła leciutko całować mnie po ustach. Wiedziałem, że to jest ten moment. Wtedy ona delikatnie odsunęła mnie od siebie. Spojrzałem na jej piękną bladą twarz pytającym wzrokiem i powiedziałem :

- Co jest mała?

Wtedy odpowiedziała mi ze łzami z oczach :

- Przepraszam, ale nie mogę tego zrobić Justin. Kocham Cię, ale myslę, że jesteśmy obydwoje na to za młodzi.

Zdezorientowany odsunąłem się od niej, a ona wyślizgnęła się spod mojego ciała, pośpiesznie się ubrała w moją niebieską koszulę i usiadła na kanapie. Zaczęła cichutko szlochać. Wstałem, ubrałem swoje spodnie i usiadłem obok niej na kremowej kanapie.
Wziąłem ją i posadziłem na moich kolanach po czym przytuliłem ją do mojego torsu. Zaczęła głośniej płakać mówiąc drgającym i piskliwym głosem :

- Przepraszam.
- Nie musisz mnie przepraszać. To moja wina, za bardzo mnie poniosło. To ja Cię muszę przeprosić. - odpowiedziałem.

Nic nie odpowiedziała, tylko wtuliła się w moją pierś. Otarłem jej delikatnie łzy z zaróżowionego policzka.

- Nie płacz kochanie. To nie Twoja wina. - powiedziałem.
- Wiesz, że bardzo Cię kocham, Justin.
- Ja Ciebie też kocham. Nie powinniśmy... - odpowiedziałem.
- Wiem, ale po prostu nie mogłam dalej... - odpowiedziała.
- Nie przejmuj się, przecież nic się nie stało.
- Ale mogło. Jak by to wyglądało? Nikt o nas nie wiem, tylko my. Jak na razie nie mogą się o nas dowiedzieć. - odpowiedziała jednocześnie odsunęła swoją głowę od mojego ciała.
- To jest najgorsze. Nie chcę abyś wyjeżdżała, to będzie dla mnie trudne. Nie możesz zostać? - zapytałem ze łzami w oczach.
- Muszę wracać, jestem tu w ramach konkursu. Nigdy nie sądziłam, że może do tego dojść. Nie chcę się wracać, ale muszę. Nie płacz. - odpowiedziała ocierając moje łzy.
- Nie przeżyję bez Ciebie. Jesteś moją drugą połówką.
- Ty moją też. Kocham Cię jak nikogo innego. - odpowiedziała.
- Obiecaj, że ze względu na to co będzie się działo nic nam nie przeszkodzi.
- Obiecuję. - odpowiedziała.

Uściskałem ją i pocałowałem w usta. Nagle przypomniałem sobie, że powinienem pokazać jej listy, które pisałem do niej. Przeprosiłem ją, usidła obok i pobiegłem do sypialni po stertę listów.

- Proszę, to dla Ciebie. Byłem przekonany, że w końcu przeczytasz. - odpowiedziałem, jednocześnie siadając i kładąc wszystkie listy na jej kolanach.
- Listy? - zapytała.
- Tak, do Ciebie. Wszystko jej w nich opisane, jak było i jak będzie. - odpowiedziałem.
- Jak było wiem... Jak będzie? Chętnie przeczytam. W końcu to listy do mnie więc muszę. - odpowiedziała z uśmiechem.
- Mam nadzieję, że też tak to sobie wyobrażasz.

Nie odpowiedziała, tylko zabrała się za czytanie. Ja natomiast poszedłem do sypialni, gdzie przygotowałem łóżko, na którym mieliśmy spać we dwójkę. Zostałem jeszcze chwilę na górze i przypomniało mi się, że miałem zadzwonić do taty. Wyciągnąłem iPhonea z kieszeni spodni i wykręciłem numer.


*moimi oczami*

Tak bardzo kocham Justina. Nie wiem co zrobię jak wyjadę. Nikt się nie dowie, że jesteśmy razem chyba, że oboje zdecydujemy się na to i wyjawimy to światu. Nie chciałam tego robić... Bałam się. Wiem, że jakbyśmy to zrobili czekały by na nas konsekwencje. Było mi tak głupio. Jutro zakupy z Carin. Nic chyba jej nie powiem.
Poza tym czytałam listy Justina do mnie, które pisał. Było w nich wszystko napisane jak było naprawdę. Z lekami było tak, że wcale ich nie łykał tylko udawał, chował je do torby aby nikt ich nie zauważył. Później gdy nazbierał całą garść połknął je.
Byłam zmęczona, nawet nie wiem po czym. Położyłam się na kanapie czytając listy. Zasnęłam.


*oczami Justina*

- Halo?
- Tato? Tu Justin. Co chciałeś jak dzwoniłeś? - zapytałem.
- Ty jeszcze nie śpisz? - zapytał.
- Zaraz idę. O co chodziło, że dzwoniłeś? - zapytałem ponownie.
- Co jutro robicie?
- Ja chyba nic, ale Paulina wybiera się na zakupy z Carin.
- Aa no, bo myślałem, że przyjedzie Jazzy i Jaxon, ale...
- To supeeeer, przywieź ich to zabierzemy brzdąców na zakupy. - odpowiedziałem.
- Jesteś pewny?
- Tak. Nie martw się, wszystko będzie dobrze. - odpowiedziałem.
- Okay, to ja przywiozę ich do Twojego domu. - odpowiedział.
- Dobra, nie ma sprawy. Ja zadzwonię do Carin i powiem, żeby tu po nas ewentualnie przyjechała. - odpowiedziałem.
- To idźcie spać. Dobranoc. - odpowiedział.
- Do jutra. - odpowiedziałem i się rozłączyłem.

Zostałem jeszcze w sypialni, gdzie znów zatelefonowałem. Tym razem do Carin.

Mam nadzieję, że jeszcze nie śpi. - pomyślałem.

- Halo? Carin? Śpisz? - zapytałem.
- Nie śpię Justin. O co chodzi? - zapytała.
- Chodzi o jutrzejsze zakupy. No, bo tata chce przywieźć Jazzy i Jaxona, no i powiedziałem mu, że pojadą z nami na zakupy jutro. - odpowiedziałem niepewnie.
- Och, Justin. Ty to zawsze się w coś wmieszasz. Nie mam nic przeciwko, ale to miały być nasze wspólne zakupy z Pauliną. - odpowiedziała.
- Wiem... Proszę zgódź się. - poprosiłem.
- Chyba nie mam innego wyjścia.
- Suuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuper. To o której się spotykamy? - zapytałem. - Mogę po Ciebie wpaść.
- To może tak około godziny 12. - odpowiedziała.
- O 12? Ale...
- Tak o 12. I nie ma żadnego ale. Idź spać, bo jutro nie wstaniesz. - powiedziała Carin.
- Rozkaz. Dobranoc. - odpowiedziałem z uśmiechem.
- Mówię serio. Dobranoc. - odpowiedziała i się rozłączyła.

Było już dość późno, więc postanowiłem, że na serio pójdziemy spać. Tym czasem schodziłem po schodach do salonu, gdzie była Paulina, która leżała na kanapie i czytała listy. Zbliżyłem się do niej i ujrzałem, że śpi.

Aww, śpi. - pomyślałem.

Listy miała w swoich delikatnych rękach. Wzięłam je i położyłem na stoliku. Zapiąłem jej koszula, w którą była ubrana, podniosłem ją i zaniosłem do sypialni. Ocknęła się w połowie drogi.

- Justin puść mnie. - powiedziała.
- Zaniosę Cię do sypialni, bo jesteś śpiąca. - odpowiedziałem.
Nie odpowiedziała.

Wszedłem do sypialni i położyłem ją na łóżku. Już miałem odejść na chwilę aby ją przykryć, gdy ona złapała mnie za rękę.

- Justin... Połóż się obok mnie. Muszę Ci coś powiedzieć. - powiedziała leżąc na łóżku.

Zrobiłem to.

- Tak? - zapytałem.
- Wszystkiego najlepszego z okazji Twoich 18 urodzin. - powiedziała.
- To ja mam dziś urodziny? Haha, dziękuję kochanie. - odpowiedziałem i pocałowałem ją w czoło.
- Przepraszam, że tak wyszło i, że nie mam żadnego prezentu.
- Ty jesteś moim prezentem. - odpowiedział.
- Aww. Mogę zasnąć wtulona w Twoje ramiona? - zapytała.
- A chcesz? - zapytałem.
- Jeszcze pytasz? Oczywiście. - odpowiedziała.

Też tego chciałem. Bez zastanowienia przykryłem nas kołdrą, wtuliłem ją w moje ramiona. Ona zaś położyła głowę na mój tors, a ja głaskałem jej włosy i szeptałem do ucha co jakiś czas, że ją kocham. Oboje zasnęliśmy.


*oczami Carin*

- Dlaczego Justin jeszcze nie śpi o tej porze? - zapytałam Scootera.
- Przecież wiesz, że on chodzi późno spać. - odpowiedział.
- No, ale wiesz. Paulina jest z nim. - odpowiedziałam.
- To oni pojechali na noc!? - zapytał.
- Tak. Jeremy mi pisał. - odpowiedziałam.
- No to pięknie. Jeszcze...
- Nie kracz Scooter. - przerwałam mu.
- Przecież oni nic nie zrobią. - odpowiedział.
- Skąd wiesz. Wszystko może się zdarzyć. - odpowiedziałam.
- Będzie dobrze. Teraz najważniejsze jest nasze małe dzieciątko. - odpowiedział i wskazał na brzuch.
- Cieszysz się? - zapytałam.
- Jeszcze jak. - odpowiedział i pocałował mnie.

Oboje zasnęliśmy.


___________________________________________

myślę, że odrobinę się podobał :') liczę na wasze propozycje co ma być w następnych rozdziałach :)
PISZCIE KTO CHCĘ BYĆ INFORMOWANY!

niedziela, 24 czerwca 2012

rozdział 55.



*oczami Justina*


- Ten wieczór będzie wyjątkowy, czuje to. - powiedziałem do Scootera.
- Oj tak. Nie wiesz co szykuję dla Carin. - odpowiedział.
- Mam nadzieję, że coś wyjątkowego. Wprawdzie, ja nie wiem jak będzie wyglądał ten wieczór, ale wiem, że będzie bardzo wyjątkowy. Dzięki Tobie Scooter poznałem kogoś takiego jak ona. - odpowiedziałem.
Nie odpowiedział.

Czekaliśmy przed restauracją na nasze "dziewczyny". Oboje ze Scooterem mieliśmy na sobie garnitury, oczywiście trochę luzackie, ale co tam, ważne, że były. Staliśmy chyba tak z 20 minut. Nagle pojawił się samochód. Z tego co rozglądaliśmy się ze Scooterem nie było żadnych paparazzi i dziennikarzy, więc było dobrze. Byłem bardzo szczęśliwy, że mogę spędzić z nimi kolację. Kenny podjechał mini limuzyną pod same drzwi restauracji. Scooter otworzył drzwi i pomógł wysiąść Carin. Oczywiście godnie się przywitali i czekali na mnie.

- Mogę Ci pomóc? - zapytałem Paulinę, nic nie widząc, bo w limuzynie było ciemno.
- Jasne. - odpowiedziała i podała mi rękę.

Jej ręka była delikatna i bardzo rozgrzana. Wysiadła z limuzyny i ją zobaczyłem. Wyglądała pięknie w tej sukience. Bardzo jej pasowała. Od razu ją mocno przytuliłem i pocałowałem w policzek. Zarumieniła się.



*moimi oczami*

Nie mogłam uwierzyć w to, że idę z Justinem, Carin i Scooterem na wspólną kolacje. Musiałam traktować ich jak normalnych ludzi a nie, jak gwiazdy. Justin mocno mnie objął i weszliśmy do eleganckiej restauracji. Kilkoro ludzi było razem z nami, ale nie zwracali na nas uwagi. Usiedliśmy przy stoliku, na samym końcu kremowej sali. Nikt nas tu nie widział. Tam gdzie usiedliśmy, stolik był przygotowany na kolację. Jeszcze się nie zadomowiliśmy, a kelner przyniósł obiado-kolację.

- Smacznego! - powiedziałam wszystkim.
- Dziękujemy i nawzajem. - odpowiedzieli wszyscy chórem.

Zabraliśmy się za wszamanie, jak ja to mówię. Oczywiście nie omineło mnie mówienie sucharów przez Scootera co całkiem mu to wychodziło. Myślałam, że pękne ze śmiechu.
Zjedliśmy już prawie obiado-kolację i Scooter chciał coś ogłosić.

- Nie wiem jak zacząć. - powiedział.
- No dawaj stary. - odpowiedział Justin, a ja go szturchnęłam łokciem żeby przestał.



*oczami Scootera*


- Haha, spoko. Na początku chciałem powiedzieć, że ten dzień jest naprawdę dla mnie ważny. Tyle wydarzyło się przez te prawie 3 miesiące. Bardzo jestem wdzięczny jedej osobie - Carin za to, że jest przy mnie cały czas, nigdy mnie nie opuściła. Justin - bez Ciebie nie było by mnie tutaj, wprawdzie to na odwrót, ale to też Twoja zasługa. Paulina - pokazałaś,  że marzenia naprawdę się spełniają i nie należy nigdy się poddawać. Ale przechodzę do konkretów... - powiedziałem i zaczęłam powoli klękać na kolano i wyciągać pierścionek zaręczynowy. - Carin... Jestem tu i nigdy Cię nie opuszczę. Kocham Cię. Wyjdziesz za mnie? - zapytałem.

Carin była w szoku. Łzy popłynęły jej na policzkach.

- Oczekuję odpowiedzi TAK lub NIE. - powiedziałem. - Zrozumiem wszystko co powiesz.



*oczami Carin*

Scooter totalnie mnie zaskoczył. Kompletnie się nie spodziewałam, ale musiałam mu odpowiedzieć i powiedzieć o ciąży.

- Tak, Scooter. - odpowiedziałam, a on założył mi przepiękny pierścionek zaręczynowy.
- Kocham Cię!
- Ja Ciebie bardziej. - odpowiedziałam i zaczęliśmy się całować.
- Gorzko, gorzko, gorzko! - krzyczeli Justin i Paulina.
- Scooter, muszę Ci coś powiedzieć i również zrozumiem wszystko. - powiedziałam.
- Słucham Cię.
- Byłam u lekarza...
- Tak?
- Jestem w... ciąży. - powiedziałam.
- Jesteś w ciąży? - zapytał.
- Tak, jestem w ciąży. Nie cieszysz się? - zapytałam.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. Będę ojcem. Nie mogę w to uwierzyć! - krzyknął i mnie wyściskał.


*oczami Justina*

Scooter i Carin miziali się.

- Co za wyjątkowy wieczór. - powiedziałem.
- Tak. - odpowiedziała Paulina. - Kompletnie się tego nie spodziewałam.

Siedziała trochę tak jakby zmieszana i widziałem jak było jej zimno.

- Zimno Ci? - zapytałem.
- Trochę, ale jest dobrze. - odpowiedziała.
- Nic nie jest dobrze. Chodź tu do mnie. - odpowiedziałem.

Przytuliłem ją, po czym chwilę szeptałem jej do ucha jak będzie cudownie przez ten weekend. Nagle spostrzegłem, że zasnęła na moim ramieniu.

- Ej! Może ja już pojadę do domu z Pauliną, bo ona jest zmęczona. - powiedziałem do nich i wskazałem na śpiącą królewnę.
- No jasne, możesz jechać przecież Kenny Was odwiezie. - odpowiedział Scooter.
- Dzięki za wspaniały wieczór. Do zobaczenia. - odpowiedziałem.
- Na razie. - odpowiedzieli.

Wziąłem ją na ręce i wyniosłem z restauracji. Kenny był przed nią więc pomógł mi ją wsadzić do mini limuzyny.

- Co się dzieje? - ocknęła się.
- Śpij, jedziemy już do domu. - odpowiedziałem.

I znów zasnęła. Tym razem na moich kolanach. Głaskałem ją po włosach. Czułem, że się zakochałem, ale nie wiem dlaczego, przecież jeszcze wcale nie rozmawialiśmy tak na poważnie, ani nic. Dojechaliśmy na miejsce i od razu się obudziła.



*moimi oczami*

Obudziłam się jak dojechaliśmy na miejsce. Na kolacji było cudownie, nie spodziewałam się tego co zrobi Scooter i tego, że Carin jest w ciąży, super. Justin był dla mnie bardzo miły, czułam, że ze mną flirtował. Czyżby czuł coś do mnie? Okay, ja bym zrozumiała, że coś do niego, ale, że on do mnie? Och, nie. Przecież on by mnie nie chciał. Mniejsza z tym. Dojechaliśmy. Justin pomógł wyjść mi z limuzyny, Kenny odjechał. Zostaliśmy sami na zewnątrz. Widać, że zanosiło się na deszcz, ale wcale nie było tak zimno. Maszerowałam do domu, była około godziny 22 : 30. Justin jednak zatrzymał mnie i zaproponował, abyśmy usiedli na ławce obok domu. Chciał pogadać. Zgodziłam się.

- No to co jutro robimy? - zapytał i popatrzył mi głęboko w oczy.
Zawstydziłam się i opuściłam głowę, jednak on ją podniósł i powiedział :
- To jak? Dostanę odpowiedź od pięknej damy?
- No wiesz, właściwie to...
- Właściwie to ja wiem gdzie jutro możemy pojechać. - powiedział.
- Masz na myśli, że pojedziemy tam we dwójkę? - zapytałam.
- Jak najbardziej. - odpowiedział z uśmiechem i zaczął padać deszcz.
- No dobrze, nie mam chyba innego wyjścia. - odpowiedziałam.
Czułam się dziwnie, ale musiałam się normalnie zachowywać.
- W takim razie mam nadzieję, że będzie Ci się podobać. - odpowiedział.
- Z Tobą zawsze. - zaczęłam z nim flirtować.

Poczułam jak krople deszczu padają na nas jednak jak na razie nie przeszkadzało.
On złapał mnie za rękę, miał taką ciepłą i delikatną. Popatrzył mi prosto w oczy, myślałam, że odlece. Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy, Justin przybliżał się do mnie, chciał mnie pocałować.

- Justin...
- Shh, nic nie mów...
- Myślę, że powinniśmy pójść już do domu skoro jutro robimy wypad. - powiedziałam i wzięłam go za ręke, aby pójść do domu. Nie chciałam go zignorować po prostu było już późno a chciałam się położyć.
- No dobra. - odpowiedział.

Weszliśmy do domu.

- Wszyscy śpią chyba... - powiedziałam po cichu. - ZAJMUJĘ PIERWSZA ŁAZIENKĘ. - wykrzyczałam.
- Cicho! - powiedział Justina i się uśmiechnął.
- Sorry! Haha.

Wzięłam szybko prysznic. Justin w tym samym czasie też brał tylko, że w osobnej łazience na dole. Ogarnęłam się i weszłam do mojego pokoju. Położyłam się na łóżku i zgasiłam światło. Nagle, ktoś zapukał do drzwi.

- Mogę wejść? - zapytał.
Był to Justin, nawet nie zapalałam światła, bo wiedziałam, że to on.
- Śpisz? - zapytał.
Nie odpowiadałam, udawałam, że śpię. Poczułam, że usiadł na skraju łóżka i głaska mnie po włosach, wstał pochylił się nade mną pocałował w czoło i powiedział :
- Kocham Cię. Dobranoc.
Te słowa mnie zamurowały, teraz przez niego nie będę spała przez całą noc. Nie sądziłam, że może on to zrobić i nawet nie zorientował się, że nie śpię. Ciekawe co powie jutro jak mu o tym powiem.

Nie zasnęłam, więc postanowiłam, że ja pójdę do niego i zobaczę czy śpi. Chciałam bardzo go ujrzeć śpiącego. Wyszłam po cichu z mojego pokoju i przebiegłam na paluszkach do pokoju Justina otwierając cichutko drzwi, aby go lub kogoś innego nie obudzić. Weszłam i zobaczyłam jak śpi rozłożony na swoim nie wielkim łóżku. On tak ładnie spał, aww... Nie miałam zamiaru go budzić, po prostu chciałam popatrzeć jak śpi. Podeszłam po cichu i ujrzałam jego twarz. Brak słów po prostu. Włosy miał w nieładzie, po prostu prosiły się aby ich dotknąć. Kochałam jego włosy jak były właśnie takie, pierwszy raz widziałam je w takim stanie. Pochyliłam się nad nim i lekko dotknęłam jego włosów, miał takie miękkie i gładkie. Pocałowałam go również w policzek i wyszłam z pokoju. Właściwie to nie wiem dlaczego to zrobiłam.
Położyłam się na łóżku i nie mogłam zasnąć. W końcu wzięłam telefon i słuchawki podłączyłam je do telefonu i zaczęłam słuchać muzyki.  Oczywiście zasnęłam, chociaż nie było tak łatwo.


___________________________________________________


Obudziłam się około godziny 9, ale nie wstawałam jeszcze z łóżka tylko leżałam. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Przestraszyłam się.

- Proszę. - powiedziałam.
- Mogę wejść? - drzwi uchylił Justin i zapytał.
- Jasne, wchodź. - odpowiedziałam.

Wchodził bardzo ostrożnie do pokoju. Na początku nie wiedziałam o co mu chodzi, ale po chwili zobaczyłam, że przyniósł śniadanie.

- Dla kogo to? - zapytałam jak głupia.
- Dla Ciebie, shawty. - odpowiedział.

Usiadł na łóżku.

- Dla mnie? Na pewno nie. - droczyłam się z nim.
- Dla Ciebie.
- Nie.
- Tak. - odpowiedział.
- NIE!
- TAK!
- NIE!
- No już nie denerwuj się, przecież wiem, że dla mnie. To znaczy domyślam się. - odpowiedziałam z uśmiechem i maznęłam dłonią jego nosa.
- No nie gadaj, tylko jedź, bo zaraz jedziemy. - odpowiedział.
- To My gdzieś jedziemy? - zapytałam.
- No już nie pamiętasz?
- Pamiętam, tylko właściwie to nie wiem czy pojadę. - zażartowałam.
- Nie wiesz czy pojedziesz? Jak to? - zapytał.
- No tak to, głuptasie. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Znowu sobie żartujesz? - zapytał z powagą.
- Oczywiście, że...
- NIE?
- TAK! - odpowiedziałam i zaczęłam się śmiać.
- To nie było śmieszne. - odpowiedział.
- No już, nie gniewaj się, podroczyć się z Tobą nie mogę?
- Podroczyć? Haha, zawsze z Tobą. - odpowiedział.
- Nie chcę wiedzieć co masz na myśli Justin. - powiedziałam.

Śniadanie jadłam chyba z pół godziny, ale przynajmniej było śmiesznie. Miałam zapytać go o to co robił tutaj w nocy, ale się powstrzymałam. Postanowiłam, że zapytam go o to później, jak będziemy sami.
Justin wyszedł z pokoju, a ja zaczęłam się szykować na wyjadz, nawet nie wiedziałam gdzie i to jeszcze z nim. Czułam, że może wiele się wydarzyć w tym dniu. Na zewnątrz było bardzo ciepło, więc założyłam krótkie spodenki i zwykły t-shirt. Nie zważałam na moje blizny. Zeszłam na dół. Justin rozmawiał z Pattie i Jeremym. Przywitałam się z nimi.

- To Justin kiedy macie zamiar wrócić? - zapytała Pattie.
- Myślę, że jutro. - odpowiedział.
- JUTRO!?
- No taaaaak, to coś dziwnego?

Pattie nie odpowiedziała, natomiast Jeremy podszedł do nas wziął w objęcia, odprowadził do drzwi i powiedział :

- To Wy może już jedźcie, bo widzisz mama wyobraża sobie różne rzeczy. Bawcie się dobrze. Do jutra.
- Dobrze tato, obiecuje, że nic nie zrobimy. - odpowiedział Justin.
- Ta, ta. - odpowiedział Jeremy.

Wyszliśmy z domu i usiedliśmy do Range Rovera. Justin oczywiście prowadził. Justin i Jeremy na pewno nie chcieli by wiedzieć co miałam w myśli gdy gadali. Miałam ochotę zrobić jeden wielki facepalm.
Wyruszyliśmy w drogę.




*oczami Justina*

Jechaliśmy samochodem.

- Ty naprawdę się nie malujesz? - zapytałem Paulinę.
- A jest coś w tym dziwnego? - zapytała.
- No raczej dziewczyny w Twoim wieku się malują, ale Ty nie musisz i tak pięknie wyglądasz. - odpowiedziałem.

Nie odpowiedziała, tylko się zawstydziła.
Jechaliśmy do mojego domu, niedaleko Stratford, który kupili mi między innymi cały zespół wraz z rodzicami. Byłem bardzo ciekawy czy się jej spodoba. Miałem nadzieję, że wreście wszystko jej opowiem.
Nagle zadzwonił mój iPhone. Nie chciałem odbierać więc dałem go Paulinie.

- Odbierz, to mój tato. - powiedziałem.
- Ale je nie wiem jak.
- No tu.

- Tak? Prowadzi samochód. Przekazać mu coś? Okay, nie ma sprawy. - powiedziała do telefonu.
- No o co chodzi? - zapytałem.
- Masz zadzwonić później do swojego ojca, podobno jest do ważna sprawa. - odpowiedziała.
- Spoko. W ogóle wybierasz się gdzieś jutro? - zapytałem z ciekawości.
- Tak, jadę na zakupy z Carin.
- Oo super.
- Wiem. muszę, bo Scooter zakazał mi brać czego kolwiek ze sobą i napisał, że pojadę właśnie z Carin na zakupy. - odpowiedziała.
- Napisał Ci? - zapytałem.
- No tak, jak pisał co z tym konkursem i w ogóle. - odpowiedziała.
- Spoko. - odpowiedziałem.

Z tego co to nie przypominam sobie, żeby Scooter mówił mi o tym, że coś pisał do Pauliny, ale mam nadzieję, że dziś dowiem się o co chodziło.



*moimi oczami*

Chyba wypaplałam to, że Scooter do mnie pisał. Ups, będzie mnie pewnie Justin o to dziś pytał. Zobaczymy.  Zresztą ja też chciałam się dziś dowiedzieć wszystkiego jak to wyglądało.
W ogóle prawie już dojechaliśmy, tylko Justin zatrzymał się jeszcze na stacji benzynowej i zatankował samochód. W oddali zauważyłam, że stoi paparazzi i próbuje robić zdjęcia, ja jednak zasłaniałam się, aby nikt mnie nie rozpoznał. Była trochę wystraszona. Dobrze, że szybko przyszedł Justin.

- Justin, jedźmy stąd jak najszybciej. - powiedziałam.
- Co się stało, dlaczego się zasłaniasz? - zapytał.
- PAPARAZZI. - odpowiedziałam a on pocałował mnie  w czoło.
- A  no tak, zapomniałem, ale co z tego. Mam ich gdzieś. - odpowiedział i szybko wyjechaliśmy ze stacji.
- Właściwie to dlaczego pocałowałeś mnie  w czoło, żeby zrobili zdjęcie i pisali jakieś ploty? - zapytałam.
- Plotami się nie przejmuj. Pocałowałem, bo jesteś dla mnie ważna nic więcej. - odpowiedział.

Nie odpowiedziałam. Dojeżdżaliśmy na miejsce.


sorry za błędy.

sobota, 16 czerwca 2012

rozdział 54.


*oczami Scootera*

Dojechaliśmy na lotnisko na czas. Udaliśmy się tam gdzie powinniśmy się spotkać. Ja i Carin czekaliśmy z niecierpliwością.

- Od razu jedziemy do Justina. - powiedziałem do Carin.
- Nie ma sprawy.

Zadzwoniłem do Pattie :

- Jesteście w domu, prawda? - zapytałem.
- Tak, wszyscy nawet Jeremy.
- To dobrze. Justinowi nic nie mów. My przyjedziemy niebawem. - odpowiedziałem.
- Okay, czekamy. - odpowiedziała.

O dziwo nic nie pytała, bo ona sama nie wie o co chodzi, ale to dobrze. Uwielbiam po prostu uszczęśliwiać ludzi.
Samolot wylądował więc zaraz pewnie ją zobaczymy razem z Kennym.



*moimi oczami*

Robiłam dokładnie to co Scooter pisał w wiadomości. Razem z Kennym i steewardesą, która zaprowadziła nas na zaplecze (nie wiem czy tak to można nazwać) gdzie czekali na nas Scooter i Carin. Oczywiście Kenny zaczął coś gadać i uśmiechał się tymi swoimi białymi ząbkami. Walił jakimiś sucharami i myślałam, że zejdę z tego świata, bo nie wytrzymywałam ze śmiechu. Szliśmy długim korytarzem, na końcu niego były duże drzwi, które prowadziły na zewnątrz.

- To jak gotowa? - zapytał Kenny.
Wzięłam głęboki oddech i odpowiedziałam :
- Tak.

Kenny otworzył drzwi, a tam SCOOTER I CARIN! Miałam łzy w oczach. Kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć. Stanęłam jak wryta.

- Cześć! Witaj w Kanadzie! - powiedział Scooter. - Myślałem, że już nie dolecicie.
- Czeeeeeeeeść. Hahaha, nie wiem co powiedzieć, bo mnie już chyba znacie. - odpowiedziałam.

Kenny w tym momencie wziął mój bagaż i zaniósł do auta Scootera.

- Chyba? Znamy Cię od dłuższego czasu. - odpowiedziała Carin. - No i oczywiście dziś idziemy na kolację.
- Na kolację? Ale ja... - przerwała mi.
- Pojedziesz ze mną do domu to coś poszukamy, nie martw się, że nie masz co na siebie założyć.
- Nie wiem co powiedzieć. Nigdy nie sądziłam, że was poznam. - odpowiedziałam.
- Głuptasie, chodź jedziemy. - powiedział Scooter.

Wsiadłam do auta z uśmiechem na twarzy. Carin razem ze mną, a Scooter i Kenny z przodu. Postanowiłam zadzwonić do mamy. Wyciągnęłam swój "zwykły" telefon, bo nie było mnie stać na przykład na takiego iPhonea i wykręciłam numer.

- Halo? Mama? - zapytałam.
- Halo? Paulina to Ty?
- Tak, to ja. Już jest wszystko dobrze. Dzwonie, aby Ci powiedzieć, że jestem już w Kanadzie. Później zadzwonię. - odpowiedziałam.
- Tak się cieszę. Będziesz miała może dostęp do internetu? To mogłybyśmy pogadać przez skypea.
- Myślę, że tak. Muszę kończyć. Kocham Was. Pa.
- Pa.

- Tak w ogóle to gdzie jedziemy? - zapytałam.
- W pewno miejsce. - odpowiedział Scooter.
- Czyli?
- To okaże się jak dojedziemy. Już niedługo. - odpowiedziała Carin.

Wprawdzie w Kanadzie była godzina 13, ale oczy zamykały mi się. To pewnie przez tą podróż. Postanowiłam się zdrzemnąć.

- Nie będę pani przeszkadzać? - zapytałam Carin.
- Pani? Jestem Carin. Jasne, że nie. - odpowiedziała.
- Sorry, ale tak głupio mi mówić do osób o nieco starszych ode mnie. - odpowiedziałam.

Zasnęłam na jej ramieniu.


*oczami Scootera*


- Zrobię jej zdjęcie. - powiedziałem do Carin.
- Scooter... Co Ty.
- No co, Justin się ucieszy. - odpowiedziałem.
- Ale Ty jesteś głupiutki. - odpowiedziała.
- Wiem.

Byliśmy już na miejscu.



*moimi oczami*

Nie wiem dokładnie co działo się podczas drogi, ale obudziłam się jak już dojechaliśmy na miejsce.

- Yyy. Gdzie jesteśmy? - zapytałam zaspana.
- Tam gdzie pewnie zawsze chciałaś być. - odpowiedział Scooter.
- Aha. - odpowiedziałam zaspana i wysiadłam razem z Carin z auta.

Kenny wziął mój bagaż i zaniósł do jakiegoś domu, który już gdzieś chyba widziałam, albo mam deja vi.

- Zaraz... To my jesteśmy w Stratford? W domu Justina? - momentalnie się obudziłam.
- Tak. - odpowiedział z uśmiechem Scooter. - Pozwól, że Cię zaprowadzę do domu.
- Carin chodź ze mną, bo nie wiem co mnie czeka. - powiedziałam.

Scooter poszedł na przód. Ja z Carin szłam pod ręke do domu.
Weszłyśmy do domu. Wydawało by się, że nikogo w nim nie ma. Dom był duży. Bardzo mi się podobał. Nagle Scooter przyprowadził Pattie, Jeremyego i dziadków Justina. Stanełam jak słup soli. Myślałam, że umrę jak ich zobaczyłam.

- Witamy Cię w naszym domu. - powiedzieli wszyscy.
- Nie wiem co powiedzieć. Cieszę się, że mogę was zobaczyć i... No właśnie, mogę was uściskać? - zapytałam.
- Jasne. - odpowiedziała Pattie.

Do niej podeszłam pierwsza i ją przytuliłam, później Jeremy i dziadkowie. Babcia Justina zaprosiła nas wszystkich na obiad. Zasiedliśmy przy wielkim stole. Były wolne 2 miejsca, więc zapytałam dla kogo to.

- Dla Kennego i Justina. Zaraz przyjdą, tylko Kenny poszedł pomóc Justinowi z wózkiem. - odpowiedziała Pattie.

A no tak, wózek. - pomyślałam.

Nagle pojawił się Kenny, a za nim Justin.
Justin... Justi... Just... Jus... Ju... J... JUSTIN BIEBER! Nie mogłam w to uwierzyć. Kompletnie nie wiedziałam co robić. Czy śmiać się czy płakać. Justin podjechał wózkiem koło mnie, bo było wolne miejsce, powiedział i popatrzył na mnie swoimi brązowymi oczami :

- Cześć Shawty. My się już znamy.
Zmieszałam się. Opuściłam głowę, ale zaraz ją podniosłam.
- Cześć. Ja Cię znam, Ty mnie nie koniecznie. - odpowiedziałam.
On natomiast powiedział mi na ucho :
- Wiem o Tobie więcej niż się spodziewasz. Pogadamy o tym później. Teraz się częstuj.
- Jesteś cudownym chłopakiem, chciała bym mieć kogoś takiego jak Ty. - odpowiedziałam i zabrałam się za obiad.

MOJE ŻYCIE JEST KOMPLETNE. Justin był ubrany w czarne spodnie i biały t - shirt. Normalnie czułam się jak jakiś wieśniak przy nich, ale za to marzenia się spełniły.




*oczami Justina*

Była dokładnie taka sama jak na zdjęciu chociaż teraz była z odrobiną makijażu. Scooter mówił mi o niej dużo rzeczy i to prawda. Nie była psychofanką, która mówiła by cały czas : OMG, OMG, OMG! JUSTIN BIEBER, KOCHAM CIĘ BARDZO MOCNO! Była skromno ubrana, włosy miała związane w kitkę, niebieskie oczy, blond włosy, wysoka... Zauroczyłem się a może zakochałem? Nie wiem, ale wiedziałem, że dzisiejszy wieczór będzie wyjątkowy. Postanowiłem, że teraz wszystkim pokaże to na co robiłem przez 2 tygodnie.

- Przepraszam. Mogę Wam coś pokazać? - zapytałem.
- Tak.
- Jedna osoba tutaj z tych obecnych wie tylko co robiłem, gdy nie było mnie w domu. Jedna osoba wie o tym, że nigdy się nie poddałem. - odjechałem wózkiem. - I dziś chcę wam coś pokazać.

Wziąłem głęboki oddech i wstałem z wózka, przeszedłem dwa kroki.

- Justin... Ty chodzisz! - krzyknęła mama.
Paulina kompletnie nie wiedziała co zrobić tak jak reszta.
- Tak. - odpowiedziałem z uśmiechem.
- Boże, nie wiem co powiedzieć. Nie wiesz jak się cieszymy.
- Zrobiłem to wyłącznie ze względu na nią. Paulina to najwspanialsza dziewczyna na świecie jaką kiedykolwiek poznałem. - odpowiedziałem i wzkazałem na nią oraz wyciągłem portfel i wyjąłem z niego jej zdjęcie.
Wszyscy popatrzyli na Paulinę a mama podeszła do mnie przytuliła i powiedziała :
- Ona musi być dla Ciebie ważna.
- Tak, jest bardzo.
Nagle wszyscy się zerwali i podeszli do mnie. Paulina była ostatnia.

- Justin, wierzyłam w to od samego początku, że będziesz chodził. Nie wiem co powiedzieć. Mogę Cię przytulić?
- Jeszcze pytasz? - przytuliłem ją i powiedziałem jej na ucho : - Ten tydzień będzie wyjątkowy. Chodź zaprowadzę Cię do Twojego pokoju gdzie będziesz spała. - dopowiedziałem i otarłem jej łzy z policzków.


*moimi oczami*

Czułam, że się nim bardziej zauroczyłam. On chodzi, nie mogłam w to uwierzyć, wprawdzie jeszcze nie chodził zbyt dobrze, ale bardzo dobrze sobie radził. Jestem z niego taka dumna. Zaprowadził mnie do pokoju, gdzie będę spała. Był to pokój na przeciw jego niebiesko-białego pokoju. Był mniej więcej wielkości pokoju Justina, pokryty fioletową tapetą i jednym oknem. Zwykłe łóżko, mała garderoba, biurko...

- Oto pokój, w którym będzie spać. - powiedział Justin i usiadł na łóżku a ja razem z nim.
- Nie mogę w to uwierzyć, że tutaj jestem. - odpowiedziałam.
- Uwierz. Wieczorem się spotkamy na kolacji.
- Tak wiem. Muszę teraz jechać do Carin, bo nie mam co na siebie włożyć, tak więc zobaczymy się wieczorem. - odpowiedziałam i wybiegłam z pokoju zostawiając Justina samego.

Carin już czekała na mnie w samochodzie.

- To jak gotowa? Możemy jechać? - zapytała Carin.
- A gdzie Scooter?
- On przyjedzie razem z Justinem po nas. - odpowiedziała.
- Aha, no to w takim razie jedźmy.

Dojechaliśmy dość szybko, jakieś 15 minut drogi.

- Bardzo ładny dom. - powiedziałam.
- Kupiliśmy go razem ze Scooterem około miesiąca temu. - odpowiedziała. - Chodź, przygotujemy się.

Weszłyśmy do domu i prosto pobiegłyśmy do garderoby. Przy okazji był w niej laptop więc zapytałam Carin czy mogę z niego skorzystać. Zgodziła się. Musiałam odezwać się do rodziców.

- Mamooooooooooo, jestem u Carin i wieczorem idziemy na kolację. Wiesz co? Byłam u Justina w domu i wiesz co? JUSTIN CHODZI. - powiedziałam.
- Justin chodzi? To nie możliwe.
- Wszystko jest możliwe. - i zaczęłam jej odpowiadać co robiłam przez ten cały prawie dzień.

Carin i między czasie szykowała jakieś sukienki, w których mogłabym pójść na kolację. Nie lubię chodzić w sukienkach ani spódnicach, ale mogłam zrobić wyjątek.

- Mamo, ja muszę kończyć, bo około 19 przyjadą po nas Justin i Scooter więc musimy czekać. Odezwe się jak tylko dam radę. Papa!
- Pa.

- To którą wybierasz? - zapytała Carin.
- Tylko nie mów, że mam iść w szpilkach. Proszę tylko nie szpilki.
- Dlaczego? - zapytała.
- Nie lubię w nich chodzić. - odpowiedziałam.
- No okay, ale sukienkę musisz wybrać.

Było ich około 5, ale od razu w oczy rzuciła mi się w lekko fioletowo-różowym odcieniu.

- Wybieram tą. - powiedziałam.
- Przymierz.

Przymierzyłam sukienkę i w niej wyszłam :
- I jak?
- Świetnie. Idziesz w niej. - odpowiedziała Carin.
- No okay, ale jakie buty? - zapytałam.
- Hmm, baleriny!

Carin była już gotowa.

- Teraz tylko makijaż. - powiedziała.
- Ale Ty już masz makijaż. - odpowiedziałam.
- Nie mi, Tobie.
- Mi? Nie, ja się nie maluję. - odpowiedziałam.
- Oj, tylko puder. Troszeczkę tylko.
- Dobrze, ale tylko trochę. - zgodziłam się.
- I jak? Nic nie widać.
- No niech Ci będzie.

Nagle ktoś zapukał do drzwi. Był to Kenny.

- Gotowe? - zapytał Carin.
- Już idziemy.

Wyszłyśmy z domu i wsiadłyśmy do mini limuzyny.

- Gdzie Scooter i Justin? - zapytałam Kennego.
- No właśnie.
- Chłopcy już na was czekają. - odpowiedział.
- Myślałyśmy, że oni po nas przyjadą, ale dobra. - odpowiedziała Carin.

Wyruszyliśmy w drogę.


_________________________________________

od autorki :
sporo dziś się wydarzyło... DDTVN, Justin i dziewczyny z Local Heroes. jestem im bardzo wdzięczna.
we wtorek Believe. nie wiem kiedy będę mieć. jednak jest możliwość, że będę mieć Believe Box od cioci.
poza tym sorry, że krótka notka, ale mam nadzieję, że się podoba.

czytasz = komentujesz

10 komentarzy = nowa notka.

niedziela, 10 czerwca 2012

rozdział 53.



*moimi oczami*


PONIEDZIAŁEK! Wielki dzień. Godzina 6. Obowiązkowo musiałam zjeść śniadanie chociaż nie chciałam, bo już nie mogłam się doczekać, ale mama mnie zmusiła. Ona tak zawsze. Spakowałam jeszcze do walizki najbardziej potrzebne rzeczy. Właściwie to nie musiałam tego robić, ale wolałam wziąć coś ze sobą. Czekałam na busa, który zawiezie mnie na lotnisko. Wreście przyjechał. Ubrałam się i wyszłam na zewnątrz z całą rodziną, aby się pożegnać, jak będę siadać do busa. Kierowcą okazał się... KENNY! Byłam w szoku. Ubrany był w biały t - shirt, czarną bluzę i dżinsowe spodnie. Oczywiście jego piękny biały uśmiech nie schodził w twarzy. Przywitał się ze wszystkimi.

- Kenny, co Ty tutaj robisz? - zapytałam.
- Cześć. Tak jakoś wyszło. W końcu mogę Cię poznać. To jak jedziemy? - zapytał.
- Myślę, że tak. Tu jest walizka. Ja się jeszcze pożegnam. - odpowiedziałam.

Podałam mu walizkę, spakował ją do busa a ja zaczęłam żegnać się z rodzicami i bratem.

- Uważaj tam na siebie. Daj nam znać jak tylko będzie to możliwe gdzie jesteś i tak dalej. - powiedziała mama ze łzami z oczach.
- Mamo, nie płacz. Przecież nie jadę na zawsze. Kocham Was. - powiedziałam, powyściskałam każdego z osobna i ruszyliśmy z Kennym w drogę. Na końcu jeszcze zrobił nam wszystkim zdjęcie.

Wyjechaliśmy. Miałam łzy w oczach.

- Nie płacz. Wszystko będzie dobrze. - powiedział Kenny.
- Wiem. W ogóle to nie spodziewałam się tu Ciebie. Jedno marzenie się spełniło. Dzięki Scooterowi. - powiedziałam.
- Dużo o Tobie słyszałem. Justin mi coś opowiadał i Scooter. - odpowiedział.
- Justin?
- Tak, Justin.
- Aha, myślałam, że tylko Scooter Ci mówił. - powiedziałam.
- Justin coś tam wspominał. Scooter czasami się rozgadywał. - odpowiedział.
- Uuu, czego tu ja się dowiaduje.
- Wiesz, jak coś to ja nic nie mówiłem. - powiedział.
- Spoko. Nie powiem chyba, że sami powiedzą.
- Oj wątpię, żeby się przyznali chyba, że ich weźmiesz podstępem. Hahaha. - odpowiedział Kenny.
- Aż tak z nimi źle? - zapytałam.
- No czasami to nie można z nimi wytrzymać. - odpowiedział Kenny.
- Dobrze wiedzieć. A słuchaj ile tam będziemy lecieć do Toronto, bo jak rozumiem Ty wracasz, prawda? - zapytałam.
- Tak, wracam. Będziemy tak lecieć około 7 - 8 godzin. - odpowiedział.
- Nie wiem czy wysiedzę tyle.
- Dlaczego masz nie wysiedzieć? - zapytał.
- Nie wiem. Hahahahahahahahaha. - zaczęłam się śmiać. Kenny również.

Świetnie się z nim gadało. Był jak taki "duży" wujek. Lubie tego gościa i tyle. Mieliśmy o 12 samolot więc nie wypadało się spóźnić.

- W ogóle jak Ty tu trafiłeś? - zapytałam.
- Zależy o co pytasz.
- Chodzi mi o to, że jak trafiłeś do mnie do domu. - odpowiedziałam.
- Aaaa, no to nie było takie łatwe. - odpowiedział.
- Wieeeeeem, w końcu to zadupie.
- Gdzie tam, wystarczy tylko dobry sprzęt. - odpowiedział ze swoim uśmiechem.
- Ach, Kenny przestań, hahahahahahaha.
- Co?
- Nic.

I wybuchliśmy śmiechem. Było naprawdę bardzo śmiesznie. Czasami myślałam, że nie wytrzymam, bo bolał mnie brzuch od śmiechu. Minęły tak 6 godzin.
Dojechaliśmy na lotnisko w sam raz. Była godzina 11 : 55.

- Kenny, gdzie my jedziemy? - zapytałam.
- Na samolot. - odpowiedział.
- Ale jak? Przecież nie chcesz mówić, że pod sam samolot zawieziesz...
- Nie chcę, ale mówię, że tak. - odpowiedział z szerokim uśmiechem.
- Ciekawe jak się tam dostaniesz.
- Wszystko załatwione młoda, nie bój żaby. - odpowiedział.
- Stary się znalazł. - odpowiedziałam a Kenny zaczął się śmiać.

Dojechaliśmy w końcu do tego samolotu. Wysiedliśmy z auta, Kenny wyciągnął moją walizkę, ja sama miałam bagaż podręczny (czytaj : torbę, a w niej telefon, słuchawki, coś do jedzenia, picia).

- Kenny, a gdzie Twój bagaż? - zapytałem.
- No ja mam plecak. - odpowiedział.
- Tylko tyle?
- No,  a co Ty myślałaś, że kamienie będę dźwigał? - zapytał.
- Hahaha, nie no spoko. To chodź już do tego samolotu.

Weszliśmy na pokład samolotu. Nie było dużo ludzi więc można było siadać gdzie się chce.
Usiadliśmy na miejsca. Samolot był duży. Siedzenia ze skóry o kolorze kremowym, dość duże okna jak na taki samolot, telewizory jak w każdym chyba samolocie. Wyciągnęłam telefon i napisałam smsa do mamy :
- Jestem już w samolocie. Teraz nie będę się odzywać przez jakieś 7 - 8 godzin. Odezwe się jak tylko będe mogła. Kocham Was!

Nagle silniki samolotu zaczęły się włączać. Pilot powitał wszystkich na pokładzie i powiedział, że lecimy do Kanady. Konkretnie to powiedział, że lecimy do Toronto, ale mniejsza z tym. Wyłączyłam telefon i schowałam do torby. Zapięłam pasy. Bałam się, jak zawsze chociaż już leciałam samolotem.

- Boisz się? - zapytał Kenny.
- Trochę... - odpowiedziałam wystraszonym głosem.
- Będzie dobrze. - odpowiedział.

Wystartowaliśmy. Ciśnienie się podniosło, ale to tylko chwilowe. Zrobiło się zimno, jak to zazwyczaj w samolocie. Były chwilowe turbulencje. Samolot wyrównał swój lot, więc można było odpiąć pasy i zająć się czymś innym. Telefonu oczywiście nie włączyłam, a myślałam, że posłucham sobie muzyki. Puścili jakiś film w telewizorkach, który wydawał się być ciekawy, ale mi nie przypadł do gustu. Była trochę zmęczona, więc zasnęłam.



*oczami Carin*

Wymknęłam się z domu po cichu, aby Scooter nic nie słyszał i pojechałam do lekarza.
Od razu przystąpił do badań, bo powiedziałam o co chodzi i, że mam podejrzenia.

- Gotowa? - zapytał.
Wzięłam głęboki oddech i odpowiedziałam :
- Tak.

Trochę to potrwało zanim zrobił USG brzucha. Bardzo bałam się wyników. Musiałam na nie poczekać jeszcze 10 minut.

- Mam dla pani myślę, że dobrą wiadomość. - powiedział.
- Tak?
- Jest pani w 1 miesiącu ciąży. - odpowiedział.
- Naprawdę? Nie wierze.
- Proszę tylko spojrzeć, to będzie chłopczyk albo dziewczynka. - odpowiedział lekarz.
- Oo Mój Boże! Będę matką! Dziękuję bardzo panie doktorze. Kiedy mam się zgłosić na kolejne badania? - zapytałam.
- Skontaktuje się z panią. Na razie niech pani odpoczywa. Do zobaczenia.
- Do widzenia.

Wyszłam z gabinetu. Była szczęśliwa, ale też zmartwiona, bo nie wiedziałam jak Scooter na to zareaguje. Pojechałam do domu.

- Gdzie byłaś? - zapytał wystraszony Scooter. - Dzwoniłem do Ciebie.
- Przepraszam, miałam wyłączony telefon. - odpowiedziałam.
- Posłuchaj, dziś idziemy na kolację...
- Dziś!? - zapytałam.
- Tak we 4. - odpowiedział.
- We 4? Super. - odpowiedziałam. - Muszę się przygotować.
- Załóż coś wyjątkowego. - powiedział Scooter i pogłaskał mnie po twarzy.

Tylko się uśmiechnęłam, ale jeżeli chodzi o tą kolacje to pomylił się z tym, że idziemy we 4. Idziemy w 5. Przynajmniej powiem Scooterowi o ciąży. Ciekawe jak zaareaguje. Narazie szykowaliśmy się ze Scooterem na lotnisko, bo zaraz musieliśmy wyjechać. Justin nie wie o tym, że jedziemy po jego "księżniczkę". Jestem ciekawa jego reakcji jak ją zobaczy.



*oczami Justina*

Dziś spotykam się ze Scooterem i Carin na kolacji, ale zanim to mają jeszcze do mnie przyjechać. Jestem ciekawy po co, jakby Scooter nie mógł od razu powiedzieć gdzie się spotkamy. Czuję, że coś może kombinować. Ona zawsze mnie zaskakuje, tak samo jak wczoraj z tym domem. Przecież to coś wspaniałego, nigdy nie sądziłem, że dostanę dom w prezencie... w prezencie? Jutro mam 18 urodziny!? Oo ja, zapomniałem. To dlatego ten prezent od wszystkich! Kocham ich!



*moimi oczami*

Spałam dość długo, jakieś 2 godziny. Obudził mnie Kenny.

- Patrz co puścili. - powiedział i wskazał na telewizor.
- NEVER SAY NEVER! Super. - odpowiedziałam z uśmiechem.

Bez zastanowienia zaczęłam oglądać, a Kenny razem ze mną. Oczywiście obowiązkowo śpiewaliśmy (darliśmy mordę) przy każdej piosence, ale ja też płakałam na momentach bardziej smutnych lub poważnych.

- Nie płacz. Co zrobisz jak zobaczysz go na żywo? - zapytał.
- Nie mam pojęcia. - odpowiedziałam.

I tak minęły kolejne 2 godziny na oglądaniu Never Say Never. Jeszcze około 2 godziny będziemy lecieć. Jestem ciekawa jak ja będę tam spała, skoro inna strefa czasowa i w ogóle. Może Justin zaśpiewa mi kołysankę?
Było bardzo nudno, więc zasnęłam.

Obudziłam się po godzinie, bo zaczęło się coś dziać z samolotem. Okazało się, że to turbulencje. Bardzo się bałam. Trwały one około pół godziny. Kenny też wyglądał na przestraszonego. Pilot poinformował, że za pół godziny będziemy lądować, więc poprosił wszystkich pasażerów o zapięcie pasów i nie ruszanie się z miejsc. Stewardesy chodziły i sprawdzały czy wszystko jest wporządku.
Usłyszałam jakieś pogłoski o tym, że gadają o Kennym. Może im się podoba? Oo tak!
Lądowaliśmy.
Teraz musiałam wszystko robić to co pisał Scooter. Była tak bardzo podekscytowana, że zaraz go zobacze a zarazem bałam się, bo nie wiedziałam co będzie dalej.


_____________________________________________

od autorki :
no tak więc nie wiem co napisać. chcę wam podziękować za każdy oddany komentarz, który sprawia uśmiech na mojej okropnej gębie, ale mniejsza z tym.
komentujcie, dodawajcie do obserwujących, polecajcie.
chcę abyście zajrzeli na : http://www.bottom-of-the-heart.blogspot.com :) mam nadzieję, że się wam spodoba. wprawdzie są na nim wiersze, ale co tam :) autorką blogu jest @AleksandraaPL
również wchodźcie na http://lexxbelieberso.blogspot.de/ :)  autorka : @Lexx_Gr 

czytasz = komentujesz.
kolejna notka = 15 komentarzy.


@lonelyladyrauhl :)


sobota, 9 czerwca 2012

rozdział 50, 51, 52.



rozdział 50.

*oczami Scootera*


Zalogowałem się na twittera zaraz jak się obudziłem, ale nie zobaczyłem czy ona coś napisała w sprawie konkursu, bo Carin zapytała :

- Scooter, Ty jeszcze nie gotowy? Wstawaj z łóżka jedziemy załatwić rzeczy z przyjazdem "księżniczki" Justina do Kanady.
- Jedziemy załatwić te rzeczy teraz? Nic o tym nie wiedziałem, że...
- Nie gadaj tyle tylko się ruszaj, bo mamy mało czasu. - powiedziała Carin.
- Jeszcze tylko 5 minut, sprawdzę czy...
- Niczego nie sprawdzisz. Wstawaj i to już. Nawet jak jej teraz odpiszesz to i tak odpiszę Ci później, bo śpi. Nie bądź taki w gorącej wodzie kompany, Scooter. - powiedziała Carin.

Wstałem, ale akurat Carin stała tyłem do mnie więc złapałem ją od tyłu a ona się wystraszyła.

- SCOOTER! Marsz do łazienki i to już. - krzyknęła.
- Rozkaz. - powiedziałem ze smutną miną.
- No już, idź, idź, bo nie ma czasu, kochanie.


*minęło 15 minut*


- Gdzie śniadanie? - zapytałem.
- Jakie śniadanie, Scooter? Zjesz po drodze, zrobiłam Ci kanapki. - odpowiedziała. - Chodź już.
- Już idę.

Wyszliśmy z naszego domu, który kupiłem niedawno i o którym nikt nie wiem. Nawet Justin. Ten dzieciak ciągle myśli, że mieszkamy osobno.
Carin prowadziła auto a ja zajadałem pyszne kanapki i popijałem truskawkowym koktajlem.

- Smaczne Carin. - powiedziałem aby się podlizać.

Nie odpowiedziała.
Nawet nie wiem gdzie jechaliśmy za to po co tam jedziemy to tak. Nie chciałem jej o to pytać, bo pewnie by się bardziej wkurzyła.



*oczami Carin*

Dobrze, że Scooter cicho siedział (jak narazie), bo nie wiem co inaczej bym mu zrobiła. Te moje humorki, jak on z nimi wytrzymuję. Może to był właśnie odpowiedni czas, aby mu o tym powiedzieć? Nie... Najpierw to ja chcę się upewnić czy to prawda. Pójdę do lekarza, z (mam nadzieję) "przyszłą księżniczką" Justina. Przy okazji pogadamy i w ogóle opowiem jej co nie coś. Do naszego wspólnego domu wprowadziliśmy się jakieś 3 tygodnie temu... Zobaczymy jego reakcję jak się dowie, że... Może się ucieszy?

- Carin? Mogę o coś zapytać? - zapytał Scooter.

Moje serce zaczęło szybciej bić, ale musiałam odpowiedzieć.

- Jasne, pytaj.
- Nad czym się tak zastanawiasz? Wydajesz się smutna. - odpowiedział.
- Scooter, nic mi nie jest. To pewnie wszystko przez to załatwianie. Zaraz będziemy na miejscu. - odpowiedziałam.

Nie odpowiedział. Czułam, że może coś podejrzewać co się wydarzyło jakiś czas temu.


*oczami Scootera*

Myślę, że z Carin jest coś nie tak. Od kilku dni dziwnie się zachowuję. Powinna iść do lekarza. Nie chciałem jednak jej martwić. Kocham ją i nigdy jej nie zostawię.
Dojechaliśmy już na miejsce. Razem z Carin załatwiliśmy wszystkie sprawy związane z przyjazdem "księżniczki" Justina do Kanady. Trochę nam to zeszło, jakieś 4 godziny. Wszystko było opłacone. Nie musiała się o nic martwić. Wszyscy już wiedzą o tym : obsługa na lotnisku, ambasada itp. Prosiłem ich aby nikomu o tym nie mówili, zresztą oni i tak nie wiedzą o co chodzi, więc po co te nerwy. Już nie mogłem doczekać się poniedziałku i reakcji Justina. Będzie szczęśliwy. Mam taką nadzieję. Wracaliśmy już z Carin do domu.

- Jak myślisz, Justin będzie szczęśliwy? - zapytałem jadąc autem.
Nie odpowiadała.
- Carin? Wszystko dobrze? - zapytałem.
- Tak, Scooter? Dobrze. O co pytałeś, bo się zamyśliłam. Przepraszam. - odpowiedziała.
- Pytałem czy uważasz, że Justin będzie szczęśliwy. - odpowiedziałem.
- Czy Justin będzie szczęśliwy?
- Tak. Oto właśnie pytam. - odpowiedziałem.
- A Ty byś nie był? - zapytała.
Zamurowało mnie. Nie wiedziałem co odpowiedzieć.
- Yyy... No nie wiem. Ale my nie rozmawiamy o mnie tylko o Justinie. - odpowiedziałem. - Więc?
- Ja myślę, że on jak najbardziej będzie szczęśliwy. Przecież to Ty mu ją pokazałeś, on jest w niej zakochany. Nawet się nie spodziewa, że to ona może przyjechać. Wiesz jaki będzie szczęśliwy? Tego nie można sobie wyobrazić Scooter. Mam nadzieję, że Ty też będziesz szczęśliwy za parę dni. - odpowiedziała.
- Carin, ja jestem szczęśliwy odkąd Cię poznałem, nigdy tak się nie czułem, jesteś dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Nie ważne co się stanie za kilka dni, ja i tak będe Cię kochał. - odpowiedziałem.
- Kocham Cię najmocniej. - odpowiedziała.


*oczami Carin*

"Nie ważne co się stanie za kilka dni, ja i tak będę Cię kochał." - te słowa podzymywały mnie w nadzieji, że Scooter będzie się cieszył. Byłam szczęśliwa, że mam kogoś takiego jak on. Nie mogę doczekać się poniedziałku. Pozna Pattie, Jeremiego, dziadków Justina, Ryana, Chaza, MNIE... i wiele innych wspaniałych osób. Uwierzy, że marzenia się spełniają. Ba, ona wierzy, wierzyła i będzie wierzyć. Zresztą jej marzenia już się prawie spełniło.
Dojechaliśmy już do naszego domu. Weszliśmy do naszego dużego salonu i odrazu wziełam laptopa i podałam Scooterowi, aby skontaktował się z nią, bo pewnie nie może się doczekać.

- Scooter, to bierz się za pisanie.
- No już, tylko zaloguje się. - odpowiedział.

Czekała już na niego wiadomość.

- Wiedziałem, że tak napisze. - powiedział, gdy zobaczył wiadomość.
- To odpisz jej, że nie żartujesz tylko, że to jest prawda.
- Nie żartuje. Chcesz znać informacje? - odpisał Scooter.
- No ciekawe co odpisze. - powiedziałam.

Nie minęło 2 minuty była już wiadomość :

- Scooter, ja dalej nie mogę w to uwierzyć. Siedzę tu z mamą i płaczemy jak głupie ze szczęścia, nigdy w życiu nie wygrałam czegoś takiego. Po prostu nie wiem jak ja Ci się odwdzięczę. Kocham Cię. No, a jeżeli chodzi o tą podróż do Kanady to ja mam za wszystko zapłacić, tak? - odpisała.
- Widzisz Scooter, jak Ty umiesz uszczęśliwiać ludzi. Za to Cię właśnie kocham. - powiedziałam i pocałowałam go w policzek. Uśmiechnął się.
- To piszemy? - zapytał.
- No jasne.

- Jeżeli chodzi o podróż. Wszystko jest już załatwione. Nie musisz się o nic martwić. Będziesz leciała z Warszawy do Toronto*. Z Twojej rodzinnej miejscowości przyjedzie po Ciebie bus i zawiezie Cię na Okęcie. Będziesz pod dobrą opieką. Później w Toronto sprawdzą Twój paszport i tyle. Ja razem z Carin będziemy na Ciebie czekać na lotnisku. Obsługa lotniska w Warszawie, jaki i w Toronto wiedzą o tym, ale wiesz nie mów i nie rozpowiadaj. Będzie z Tobą ochroniarz to on będzie wszystko im mówił. Nie bój się, będziesz pod dobrą opieką. Będziesz leciała normalnym samolotem z Warszawy, jak wylądujesz już w Toronto stewardessa zaprowadzi Cię na zaplecze, gdzie będziemy tam na Ciebie czekać z Carin. - odpisał.

- Ale się rozpisałeś. - powiedziałam.
- No w końcu muszę.

- No dobra, Scooter, ale kiedy ja mam lecieć? - odpisała.
- Nie wspomniałem o tym? Aaa, no to w poniedziałek o 12 masz samolot z Warszawy. - odpisał.
- W poniedziałek!? Haha, dobrze wiedzieć. Super. Dzięki. Jak coś to dam znać. Dzięki Scooter i podziękuj też Carin. - odpisała.

- Zostały jej 2 dni. Zdąży się spakować? - zapytałam.
- O właśnie. Dobrze, że mi przypomniałaś. Muszę napisać, aby nie brała żadnych rzeczy, bo pójdziecie na zakupy. - odpowiedział.
- Na zakupy? Świetnie. - odpowiedziałam.

Gdy Scooter pisał do niej wiadomość ja myślałam o tych zakupach. Jak będziemy szły na te zakupy to od razu będziemy mogły pójść do lekarza. Dobra myśl. Super się złożyło z tymi zakupami.



*moimi oczami*


-  Scooter zwariował. Nie mam brać dużo rzeczy, bo co? Ciekawe w czym ja będe tam chodzić. - powiedziałam.
- Zaufaj mu. - odpowiedziała mama.
- To już w poniedziałek. Zostawię Was. Będziecie tęsknić? - zapytałam.
- Jasne, że tak.
- O Boże! A co ze szkołą?
- Jakoś to będzie. Napisz do Scootera może on się też z nimi skontaktował.
- Zaraz... Przecież Justin ma urodziny we wtorek! - powiedziałam.
- Prezent!
- No właśnie! Piszę do Scootera. - powiedziałam.

- Scooter! Co ze szkołą? Z nią też coś załatwiłeś? W ogólę to Justin ma we wtorek urodziny muszę mu coś kupić.

To całe zamieszanie jest gorsze niż czekanie na wiadomość od Scootera.

- Tak, ze szkoła wszystko dobrze. Nauczyciele wiedzą. Nic mu nie kupuj ważne, że będzie szczęśliwy, że przyjechałaś. - odpisał.
- On mnie nawet nie zna więc jak może być szczęśliwy?
- Zna.

Nie odpisałam. Zostawiłam to dla siebie. Mam nadzieję, że nauczyciele nie rozpowiedzą tego, że poleciałam do Kanady. Ciekawe co Scooter im powiedział?





rozdział 51.


*oczami Justina*

Sobota i kolejny dzień ćwiczeń. Już nie mogę doczekać się poniedziałku. Ciekawe jaka będzie reakcja moje księżniczki (o ile się zjawi), mamy, tata, dziadka, babci. Nigdy się nie poddam. W ciągu tygodnia zrobiłem tak wiele. Jestem z siebie taki dumny. Nawet Ryan i Chaz o tym nie wiedzieli. Właśnie, postanowiłem, że się z nimi spotkam, ale nie opowiem im wszystkiego.
Zadzwoniłem do nich. Umówiliśmy się na niedziele około godziny 16. Mają po mnie przyjechać... Jakbym sam nie mógł tego zrobić, no ale dobra niech im będzie.


___________________________________________________________


Minęło kilka godzin. Ćwiczyłem, ćwiczyłem i ćwiczyłem, ale stwierdziłem, że wrócę już do domu i się ogarnę.
W domu czekała już na mnie babcia z obiadem. Mamy nie  było, zawsze była.

- Gdzie mama? - zapytałem babci.
- Pojechała na zakupy z Carin. Niezadługo przyjedzie. - odpowiedziała i podała mi obiad.
- Babciu, wiesz co? Jak zawsze gotujesz najlepsze obiady. Dziękuję. - powiedziałem.
- Na zdrowie. - odpowiedziała i się uśmiechnęła.

W czasie, gdy jadłem obiad rozmawiałem z dziadkiem o różnych sprawach.

- No to Justin co mi powiesz? Masz jakąś dziewczynę na oku? - zapytał.
- Bruce... - powiedziała babcia do dziadka.
- Nic nie szkodzi babciu. Jeżeli chodzi o Twoje pytanie dziadku to... może się niedługo dowiesz. - odpowiedziałem.
- Czyli jednak tak!?
- Może. - odpowiedziałem tajemniczym głosem.

Nagle wpadła do domu mama i Carin.

- Mamaaaaa, Carinnnnnnn. Jesteście! - krzyknąłem.
- Justiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiin!
- Dlaczego nie wzięłyście mnie na zakupy? - zapytałem.
- Tak jakoś wyszło. Zresztą, nie było Cię w domu. Gdzie byłeś? - zapytała mama.
- Tu i tam.
- Czyli? - zapytała.
- Tu i tam.
- Justin.
- Załatwiałem sprawy. Mamo, czy to takie ważne? - zapytałem.
- Martwię się o Ciebie. - odpowiedziała.
- Nie ma takiej potrzeby, wszystko jest w jak najlepszym porządku. - odpowiedziałem.


*oczami Carin*

Wracałam do domu. Te zakupy dobrze mi zrobiły, przynajmniej nie myślałam o tym co chcę powiedzić lub powiedzieć Scooterowi, ale mam nadzieję, że mu o tym powiem. Bardzo tego chcę. Miałam mówić o tym Pattie, ale stwierdziłam, że ona ma własne kłopoty na głowie i nie będe jej zawracać głowy. Może jak pojadę na zakupy z "przyszłą księżniczką" Justina to wtedy ją też wezme i odrazu opowiem o tym im obu. Najpierw to będę musiała iść do lekarza, żeby się upewnić.
Była już w domu.

- Kochanie, jak było na zakupach? - zapytał Scooter i wycałował.
- Świetnie. - odpowiedziałam.
- Świetnie? Kiedyś rozgadywałaś się, a teraz? Co się dzieje Carin? - zapytał.
- Scooter, wszystko dobrze tylko jestem zmęczona i nie mam ochoty rozmawiać. Pójdę się położyć do sypialni. - odpowiedziałam.

Musiałam mu coś powiedzieć, aby się więcej nie wypytywał.



*moimi oczami*

Sobota i oczywiście musiałam się zacząć pakować, ale co ja w ogóle miałam wziąć? NIC. No, ale muszę coś wziąć, no jak to tam będzie. Przyjechała sobie bez niczego. To będzie naprawdę dziwne. Zastanawiałam się tylko gdzie będę nocować przez ten tydzień. Pewnie w jakimś hotelu. Postanowiłam, że napiszę do Scootera :

- Scooter, zastanawiam się nad tym gdzie tak właściwie będe nocować przez te 7 dni. W jakimś hotelu prawda?
- A czy ja Ci muszę wszystko mówić teraz? Nie ma mowy. Dowiesz się jak przyjedziesz. - odpisał.

Supeeeeeer, nawet nie wiem gdzie będe spała. Pewnie w jakiejś melinie. Haha, nie to było by za głupie.
W ogóle takie  zamieszanie wokół tego wszystkiego. Nikt nie pisał. Justyna się nie odzywała tak samo jak Dawid. Na ręce miałam blizny i były one zawsze zimne jak je dotykałam, nie mam pojęcia dlaczego. Zastanawiałam się czy Justin ma jakieś blizny, w ogóle jak on chciał popełnić to samobójstwo, bo Scooter nic mi o tym nie pisał z tego co pamiętam. Muszę się dowiedzieć wszystkiego od Justina, mam nadzieję, że jak go poproszę to mi to wszystko opowie o ile tam będę jak się czasem samolot nie rozbije. Co ja w ogóle gadam? Będzie dobrze. Modliłam się każdego dnia i każdej nocy.


Jutro już niedziela. Pomyślałam, że może spotkam się z kimś... i opowiem co mnie czeka w poniedziałek, ale stwierdziłał, że nie będe tego robić. Jak narazie to tylko moi rodzice i brat wiedzą, nikt więcej. No i dobrze, rodzina niech się nie interesuje a później będzie wielkie halo, bo ja nic im nie powiedziałam, no bo po co? Jak nie chce to nie mówię, proste. Tak samo jak osobą z poza rodziny. Ważniejsze było to co trzymam w sercu, a nie to co mówię innym.


*oczami Scootera*

Martwiłem się o Carin. Od paru dni była bardzo tajemnicza. Może jak przyjedzie nasza przyszła świadkowa to się coś zmieni. Tak, nasza świadkowa na nasz wspólny ślub z Carin, a Justin będzie świadkiem o ile się oboje zgodzą, bo mam wrażenie, że tak. Mam zamiar oświadczyć się Carin na kolacji, którą organizuje jak przyjedzie "księżniczka" Justina. Oj, będzie się działo. My i Oni.
Znam Carin już bardzo długo i myślę, że zgodzi się wyjść za mnie. Kocham ją!



rozdział 52.


*moimi oczami*

Niedziela. Ostatnie dzień spędzony z rodziną. Będę za nimi tęsknić. Jutro już wyjeżdżam do Justina. To było coś niesamowitego. Nigdy nie sądziłam, że moje marzenia się spełnią. Ciekawe jak tam u wszystkich. Najbardziej interesował mnie Justin oczywiście. Ciekawe co on może teraz robić. Miałam taką ochotę napisać do Scootera, ale nie zrobiłam tego.

Wytrzymam. - pomyślałam.

Wytrzymam do jutra, jak mi się uda. Tak będzie najlepiej. Będę mu pisać gdzie teraz jestem i w ogóle.
Byłam ciekawe kto przyjedzie tym busem jutro po mnie i kim okaże się ochroniarz. Było by pięknie gdyby był to Kenny. Nie wysiedziałabym chybaw tym busie. Bardzo się bałam jak to jutro będzie i w ogóle w Kanadzie. Ciekawe czy mnie zaakceptują. Lotnisko, samolot... To wszystko mnie trochę przeraża. Kompletnie nie wiedziałam co ja tam będę robić. Jedyna rzecz to zakupy z Carin. Nic więcej, chyba. Byłam już tak zagubiona, że sama nie wiedziałam.
Właściwie to moja walizka miała tylko ciuchy na przebranie na 2 dni... Jutro dopakuje resztę. Kosmetyczkę i poduszkę, żebym na czymś spała. Głupia jestem. Po co mi poduszka? Ja nie wiem, ale okay. Jestem zakręcona przez tego Scootera i Justina. Nie mogłam w to uwierzyć, że akurat na mnie wypadło.
Zalogowałam się na twittera. Zazwyczaj reetwetowałam niż coś pisałam i tym razem też tak było. Na tumblrze nie było żadnych nowych zdjęć Justina od czasu gdy to wszystko stało się i w ogóle. Może pojawią się niedługo.

- Odpoczywasz? - zapytałam plakatu.
- Shh, nic nie mów. - powiedziałam. - Też Cię kocham.

Jestem głupia, wiem, ale nie mogłam się powstrzymać.



*oczami Justina*

Niedziela. Godzina 15. O 16 jadę z Ryanem i Chazem na spotkanie. Ciekawe jak tam Scooter i Carin. Postanowiłem, że zadzwonię i zapytam.

- Cześć Carin. - powiedziałem. - Jest może Scooter w domu? - zapytałem.
- Cześć Justin. Scooter? Gdzieś powinien być, a co?
- Tak pyta, bo chciałem z nim pogadać. - odpowiedziałem.
- Okay nie ma sprawy, już go wołam. - odpowiedziała i zaczęła wołać Scootera. - Już Ci go daję.
- No co tam? - zapytał Scooter.
- No chciałem pogadać. - odpowiedziałem.
- Spotkamy się w poniedziałek i pogadamy tylko nic nie mów Carin. - odpowiedział Scooter.
- A to spotkanie nasze w 3? - zapytałem.
- Raczej w 4. - odpowiedział.

W 4? Fajnie, że nie  wiedziałem o co chodzi, albo wiedziałem...

- Aaa, no to spoko. A gdzie się spotkamy? - zapytałem.
- Powiem Ci w poniedziałek, bo jeszcze spotkamy się przecież po południu. - odpowiedział.
- Spoko stary, zaskakujesz mnie. - odpowiedziałem ze zdziwieniem.
- Ha, wiem. - odpowiedział. - Dobra, ja kończę. Chcesz Carin do telefonu? - zapytał.
- Aa możesz dać. To do poniedziałku, chyba. - odpowiedziałem.
- Chyba? Na pewno. Już daje Carin. - odpowiedział.
- Justin, Justin, Justin. Co tam? - zapytała Carin.
- Carin, Carin, Carin. Wszystko dobrze, dziś jadę na spotkanie z Ryanem i Chazem, to znaczy oni przyjadą po mnie. - odpowiedziałem. - A co tam?
- Aaa, okay... - odpowiedziała z niedosytem.
- Carin, wszystko dobrze? - zapytałem, bo nie byłem do końca przekonany.
- Tak, jak najbardziej. - odpowiedziała.
- Okay. Muszę kończyć, bo Ryan i Chaz czekają. Do zobaczenia. - odpowiedziałem.
- Pa.



Wyjechałem wózkiem z mojego pokoju. Czekali na mnie chłopcy. Zawołałem ich aby mi pomogli. Zresztą mogłem to sam zrobić. Przywitałem się i wyruszyliśmy w drogę.

- Gdzie jedziemy? - zapytałem ze zdziwieniem.
- Zobaczysz. - odpowiedział Chaz.
- Mamy dla Ciebie niespodziankę. - dokończył Ryan.
- Niespodziankę? Jaką? - zapytałem.
- W czy Ty musisz wszystko wiedzieć? - zapytał Chaz.
- Haha, też was kocham. Oczywiście, że nie. No, ale gdzie jedziemy? - zapytałem.
- Zaraz będziemy na miejscu. To niedaleko. Bardzo przyjemne miejsce akurat dla Ciebie i... - powiedział Ryan.
- Możesz dokończyć? - zapytałem.
- Jasne, że... NIE. - odpowiedział Chaz.
- Och z wami to ja się dziś nie dogadam. - powiedziałem.

Nagle zadzwonił telefon. My, że to mój, ale to był telefon Ryana. Odebrał go, ale podał Chazowi, aby rozmawiał. Jego rozmowa z kimś brzmiała mniej więcej tak :
"No stary słuchaj jedziemy. Jesteśmy już nie daleko. Myślę, że tak." Ciekawe do kogo to mówił. Nawet nie miałem zamiaru o to pytać, bo  pewnie i tak bym się nie dowiedział.



*oczami Scootera*

- Justin jeszcze o tym nie wiem, właśnie jedzie tam z Ryanem i Chazem. - powiedziałem do Carin.
- Scooter, to co dla niego robisz... to po prostu jest niesamowite. Za to właśnie wszyscy Cię kochają. - odpowiedziała Carin.
- Wszyscy? Myślałem, że tylko Ty.
- Głupku, wiesz, że kocham Cię najmocniej. - odpowiedziała.
- Chodź tu.
- Scooter, nie dziś. - odpowiedziała.
- W takim razie idę do Ciebie. - powiedziałem i podszedłem do niej, aby ją ucałować jak się tylko da.

W poniedziałek wielki dzień. Już nie mogę się doczekać.



*oczami Carin*

Postanowiłam, że pójdę do lekarza w poniedziałek przed przyjazdem "księżniczki" Justina i będe miała to za sobą, a Scooterowi powiem o wszystkim wieczorem. Mam nadzieję, że się ucieszy. Byłabym wtedy najszczęśliwsza na świecie. Dziś zadzwonię do mojego lekarza i umówię wizytę.


*minęło 10 minut*


- Wychodzę do sklepu. Zaraz wracam. - powiedział Scooter.
- Okay. - odpowiedziałam i wzięłam słuchawkę telefonu.

- Halo? Dzień Dobry. Z tej strony Carin Morris. Mogłabym umówić się jutro na wizytę, najlepiej około godziny 12 - 14? - zapytałam.
- Dzień Dobry. Oczywiście, że tak. Może być o 12.30? - zapytał lekarz.
- Jak najbardziej. Dziękuję bardzo i przepraszam.
- Nie ma za co. Do wiedzenia. - odpowiedział lekarz.
- Do zobaczenia. - odpowiedziałam.

Byłam umówiona na wizytę jutro. Byłam spokojniejsza, ale za razem bałam się. Nie wiedziałam jakby Scooter na to zaareagował. To było najgorsze.



*oczami Justina*

Dojechaliśmy na miejsce. Jakby to opisać?  Było ono poza miastem, cisza, spokój, niedaleko las i jezioro a pomiędzy nimi dom - duży. Zbudowany z cegieł (podobny do domu dziadków w Stratford), okna niczym jak z zamku, duże i bardzo piękne. Przed domem pełno kwiatów, a ścieżki były pokryte białymi kamykami. Tego się nie da opisać. Bardzo chciałem wejść do środka i zobaczyć.

- Tak właściwie to do kogo należy ten dom? - zapytałem Ryana i Chaza.
- No właśnie stary. To jest ta niespodzianka od Scootera. - powiedzieli.
- Niespodzianka od Scootera? - zapytałem.
- Tak, od Scootera. - odpowiedział Ryan.
- Ale, ja nie mogę...
- Możesz. To prezent od nas wszystkich. - powiedział Chaz.
- Nie mogę w to uwierzyć. Ten dom jest mój? - zapytałem jeszcze raz.
- Tak. - odpowiedzieli.
- Dlaczego Scooter nic mi o tym nie powiedził?
- Zadzwoń i zapytaj. - odpowiedział Chaz.


Od razu wyciągłem iPhone i zadzwoniłem do Scootera.


- Scooter, ten dom naprawdę jest dla mnie? Serio? Żartujesz prawda? - zapytałem.
- Justin, nie żartuje. Ten dom jest dla Ciebie za to, że nigdy się nie poddajesz. Jest on dla Ciebie, ale pamiętaj też o innej osobie. To niespodzianka od nas wszystkich. I nie musisz za nic dziękować. odpowiedział Scooter.
- Jesteś cudowny! Dzięki za wszystko. - odpowiedziałem.


Wyciągłem w portfela jej zdjęcie, spojrzałem i pomyślałem :

To my będziemy mieszkać w tym domu i nasze dzieci.

Weszliśmy przed duże brązowe drzwi do przedpokoju, który prowadził do kremowego salonu salonu. W salonie znajdowały się ciemne schody prowadzące na pierwsze piętro, gdzie znajdowały się sypialnie i łazienka. Na przeciwko schodów znajdowała się kuchnia połączona z jadalnią. Nie do opisania.
Spędziliśmy tam dużo czasu. W domu, nad jeziorem. Było już bardzo ciemno jak wracaliśmy do domu. Pewnie moja zdobycz śpi, albo i nie, ale i tak życzę jej kolorowych snów.

______________________________________________

od autorki :

* nie wiem czy w Toronto jest lotnisko, ale w końcu to opowiadanie.

tym razem też wyszło, że są 3 w 1. właściwie to nie wiem dlaczego. może dlatego, że wy chcecie nowe notki? dziękuję za każdy komentarz, od każdego. nawet anonima, ale proszę was podpisujcie się chociaż lub dawajcie znak na twitterze lub w komentarzach kto chcę być informowany o nowych notkach. bardzo się ciesze, że tak małe grono ludzi czyta ten blog. mam nadzieję, że się wam spodoba ta notka i, że kolejne będą też wam się podobać. sorry za wszystkie błędy, które popełniam. nie piszę rozdziałów tutaj, tylko na laptopie a później kopiuje i zapisuje i czasami naprawdę nie mam czasu na sprawdzanie błędów. mam nadzieję, że to zrozumiecie. polecajcie i dodawajcie do obserwujących. będę naprawdę bardzo wdzięczna. właściwie to już jestem.
ewentualne pytania na temat bloga czy rozdziałów kierujcie w komentarzach lub piszcie na twitterze : @lonelyladyrauhl
jeszcze raz bardzo dziękuję za każdy oddany komentarz <3 jesteście niesamowici.
peace & love.
@lonelyladyrauhl (:

czwartek, 7 czerwca 2012

rozdział 49.


*oczami Justina*

Godzina 10 to czas ćwiczeń. Super. Był piątek... Nie zastanawiałem się co przyniesie następny tydzień.
Zadzwoniłem do Scooter zapytać kiedy poznam tą dziewczynę co wygrała konkurs.

- Myślę, że w poniedziałek. - odpowiedział.
- Spoko. To ja biorę się za kolejne ćwiczenia. - odpowiedziałem i się rozłączyłem.

W poniedziałek? Może to będzie ta, co mam ją schowaną w portfelu? Marzyłem o tym. Bardzo chciałem, aby to była ona, nikt inny. Wszystko co robiłem to dla niej.


*oczami Scooter*

- To jak piszemy do niej? - zapytałem Carin.
- Napiszmy jak u nas będzie wieczór, wtedy też jej wszystko wyjaśnimi i w ogóle. - odpowiedziała.
- Okay.

Już się nie mogłem doczekać, aż napiszę do jednej z dziewczyn o tym, że wygrała. Chciałbym widzieć jej reakcje.


*oczami Carin*

Scooter nie mógł się doczekać kiedy to wkońcu napiszę. Postanowiliśmy, że napiszemy to równo o godzinie 24, czyli u niej około godziny 18.
Scooter zabrał się do pisania, a ja się przyglądałam.

Uprzejmie informuje, że wygrałaś konkurs "Wygraj tydzień w Kanadzie z Justinem!". Serdecznie gratuluje i proszę o kontakt.
                           Scooter Braun.

- Scooter! Tylko tyle? Podaj jakieś informację. - powiedziałam.
- Nie bój się kochanie. Skontaktuje się. Napiszę na twitterze. - odpowiedział Scooter.
- Ty to zawsze jesteś taki pewny? - zapytałam.
- Odkąd Ciebie poznałem to zawsze. - odpowiedział i pocałował.

Kochałam go bardzo mocno. Mam nadzieję, że ona przyniesie Justinowi szczęście tak jak ja Scooterowi.


*moimi oczami*

To już dziś okaże się czy wygrałam. Pewne nie, bo ja nigdy nic nie wygrałam. Sorry, wygrałam. Płytę - Never Say Never The Remixes. No, ale płyta to nie to samo co spotkać się z Justinem. Byłam tak podekscytowana, że o niczym innym nie myślałam. Czekałam cały czas na wiadomość od Scootera, ale właściwie to po co skoro nie wiem czy wygram, albo wygram? Głupie to, ale czekałam ja głupia cały dzień... Około godziny 18 zawołałam mamę, bo nie chciało mi się tak samej już siedzieć. Mama wzieła mój telefon i zaczeła nagrywać głupoty, które robiłyśmy. Z nudów zalogowałam się na pocztę i zauważyłam wiadomość z dziwnym mailem i tematem "konkurs".

- Mamo, mamo! Może chodzi o ten konkurs? - zapytałam.
- Co mnie pytasz? Otwórz wiadomość. odpowiedziała.

Otworzyłam wiadomość :

Uprzejmie informuje, że wygrałaś konkurs "Wygraj tydzień w Kanadzie z Justinem!". Serdecznie gratuluje i proszę o kontakt.
                           Scooter Bruan.

- MAMO! CZY TY WIDZISZ TO CO JA, BO JA NIE MOGĘ W TO UWIERZYĆ. PRZECIEŻ TO NIEMOŻLIWE, ROZUMIESZ? JAK TO? NO JAK TO SIĘ STAŁO? PRZECIEŻ... NIE NO. ON SOBIE W KULKI LECI. WIESZ JAK SIĘ CIESZĘ. O MÓJ BOŻE! AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! - krzyknęłam.

Mama wszystko nagrywała.

- Skontaktuj się ze Scooterem! - powiedziała.

Miałam łzy w oczach. Od razu napisałam do Scootera na twitterze.

- Scooter, ty chyba sobie żartujesz? - napisałam.

Nie odpisywał długi czas.

- Boże jaka ja głupia. Przecież on śpi. - powiedziałam i wybuchłam śmiechem razem z mamą. - Musimy poczekać do jutra.

Najgorsze w tym wszystkim było to, że trzeba było czekać do JUTRA. No, ale musiałam wytrzymać. Do wieczora chodziłam taka szczęśliwa. Martwiłam się jedynie o koszty.

- Mamo, co my zrobimy ja trzeba będzie zapłacić za to wszystko? - zapytałam.
- To jest konkurs, więc oni za to wszystko płacą. - odpowiedziała. - Nie martw się. Jutro pewnie Scooter wszystko Ci napiszę.

Jutro. Musiałam czekać.


sorry za błędy.

środa, 6 czerwca 2012

rozdział 48.



*oczami Justina*

Było późno, gdy skończyłem ćwiczyć. Przebrałem się i wyjechałem wózkiem na zewnątrz aby pojechać do domu. W drodze, gdy jechałem spotkałem kilka fanek. Były tak miłe, że odprowadziły mnie do domu. Zrobiły sobie ze mną zdjęcia.

Tak dawno nie miałem z nikim żadnego zdjęcia. - pomyślałem.

Cudowne uczucie.
Fanki wypytywały się o jakiś konkurs, który organizuje Scooter. Byłem w szoku, bo nic o nim nie wiem. Scooter nic mi o nim nie mówił. Udawałem głupiego. No cóż.
Byłem już w domu i postanowiłem zadzwonić do Scootera wypytać go o ten "konkurs", o którym nic nie wiem.

- Stary, o co chodzi z jakimś konkursem, bo gdy wracałem do domu spotkałem fanki i wypytywały mnie o to, a ja udawałem głupiego. - powiedziałem.
- Zorganizowałem konkurs, że jakaś jedna spędzi z Tobą cały tydzień. Nie chcę o tym mi się gadać. To niespodzianka. - odpowiedział Scooter.
- No dobra, ale powiedz mi przynajmnie czy konkurs jest organizowany tylko w USA i Kanadzie? - zapytałem.
- Tak. - odpowiedział i się rozłączył.

Tak!? Nie. Jakby ten konkurs był organizowany na cały świat była by jakaś minimalna szansa na to, że ją spotkam. Ale i tak ją spotkam... Wszystko dla niej.




*oczami Scootera*

Skłamałem. Wiedziałem, że źle robię. Za 3 dni dowie się czy wygrała. Justin się nie dowie, to będzie dla niego niespodzianka. Już nie mogę się doczekać jego reakcji, gdy ją zobaczy.





*moimi oczami*

3 dni.  Tylko te 3 dni. A później? Wielka przygoda czy porażka. 99% to porażka, 1% przygoda. A może tak na odwrót? To raczej było nie do pomyślenia, wkoncu Narnia. Ale jeżeli przygoda, to skąd wezme pieniądze na podróż? Scooter nic nie pisał czy oni to opłacają, czyli pewnie ten kto wygra będzie musiał to zrobić. Ja już mogłam liczyć tylko na 99% - porażka.
Nie chciałam się nad tym zastanawiać. Musiałam się z tym przespać.



_____________________________________________________





*oczami Justina*

Kolejny dzień i kolejne ćwiczenia i tak trwały moje 5 dni. Nie chciałem nic nikomu mówić, ale... To może się okaże jak poznam tą dziewczynę co wygrała ten konkurs. Byłem z siebie naprawdę dumny. Pattie i Jeremy nic nie wiedzieli, że ćwiczę. Jedyną osobą był Scooter i ona. A raczej listy, które pisałem do niej, ale ona i tak nie dostała tych listów. Może jej kiedyś pokaże. Może...



*oczami Scootera*

Za jeden dzień. To było coś niesamowitego. Już widzę to ja się cieszy, a raczej płacze ze szczęścia.


*moimi oczami*

Jeden dzień. Tyle tylko brakowało do tego czy dowiem się o tym czy wygrałam. Czekałam na to jak na jakieś zbawienie, nigdy nie czekałam na nic tak bardzo.

- Mamo, jutro się okaże czy wygrałam. - powiedziałam do mamy.
- Wygrasz. Ja to czuję. - odpowiedziała mama i mnie przytuliła.

Moja własna mama mnie wspierała jak nigdy. Bardzo ją kochałam, nie wiedziałabym co bym zrobiła bez niej, jak zresztą tak samo bez taty. Mój brat był prawie ośmiolatkiem więc on może jeszcze zabardzo nie wiedział o co chodzi, ale dowie się i uwierzy w to, że marzenia się spełniają. Tylko, żeby jeszcze to jedno marzenie się spełniło, wtedy moje życie będzie... po prostu się zmieni. Czekałam na to.



*oczami Justina*

Zadzwoniłem po lekarza. Po prostu nie wytrzymałem i musiałem mu to pokazać.

- Halo? Czy przy telefonie doktor Smith? - zapytałem.
- Tak. Słucham. - odpowiedział.
- Tu Justin. Może pan przyjechać do mnie? Tu do tego wynajętego domu. - zapytałem.
- To coś poważnego? Coś się stało?
- Myślę, że to ważne, szczególnie, że to jest związane z tymi ćwiczeniami. To ja? Przyjedzie pan? Najlepiej dziś. - odpowiedziałem.
- Nie ma sprawy. Przyjadę około godziny 15. - odpowiedział.
- Dobrze, czekam.

To teraz na rowerek. - pomyślałem.
Rowerek to była jeden z ulubionych ćwiczeń jakie robiłem. Na początku było ciężko, ale teraz jest znacznie lepiej. Zabrałem się za ćwiczenia, bo za dwie godziny miał przyjechać Smith.


*minęło dwie godziny*


Ktoś zadzwonił dzwonkiem do drzwi.

- Proszę! - krzyknąłem.
- Wita...am. - powiedział zdziwiony lekarz.
- Dzień dobry.
- Justin, Ty... - przerwałem mu.
- Tak, ja... ale zostawmy to dla siebie. Umowa jest taka : to nasz tajemnica do... poniedziałku. - odpowiedziałem.
- Oczywiście, jak umowa to umowa. Nawet nie wiesz jak się cieszę. - odpowiedział lekarz.

Zanim wyszedł długo rozmawialiśmy i przy okazji zadał mi więcej ćwiczeń.

- Supeeeeeeeeeeeeeeer! - powiedziałem.
- Tylko pamiętaj, aby się nie przemęczać. - odpowiedział lekarz.
- Rozkaz. - odpowiedziałem nim żołnierz.

Od razu, gdy się pożegnaliśmy wziąłem się za ćwiczenia. Chciałem zadziwić w poniedziałek. Ciekawe kiedy spotkam się z belieberką, która wygrała konkurs. Oby nie była taka co mówi cały czas :

- Oo Mój Boże! Justin Bieber! Justin Bieber! Oo mój Boże.

To było by naprawdę chore.




*oczami Scootera*


Odliczałem godziny do napisania jednej z dziewczyn o tym, że wygrała. Już wiedziałem kto nią będzie.
Wysoka blondynka, o niebieskich oczach...



*moimi oczami*


Gdy się jutro obudzę, okaże się czy wygrałam. Cudownie było by wygrać, oooo tak!

- Scooter to już jutro! Nie mogę się doczekać. Czekam z niecierpliwością. Dobranoc. - napisałam do Scootera i położyłam się, ale nie zasnełam.


Byłam tak podekscytowana, że z wrażenia nie mogłam zasnąć jednak ziewałam. Wzięłam słuchawki i mój telefon i włączyłam muzykę. Tym razem coś innego niż Justin. Przy nim to chyba bym wcale nie zasnęła. Piosenka przy, której zasnęłam to "She had the World" Panic! At The Disco. Bardzo lubiłam ten zespół i dalej lubię.