sobota, 26 maja 2012

rozdział 39.


Byłam mega wkurzona. Myślałam, że mnie rozniesie. Nie odzywaliśmy się od siebie. No i dobrze. Z Justyną też nie gadałam. Super. Cudownie. Bosko. Zawsze spoko.

_____________________________________


Po szkole musiałam iść na kontrolę do lekarza.


- Z ręką coraz lepiej, ale musisz na nią uważać. - powiedział lekarz, a pielęgniarka zmieniała mi bandaż. - Rany są jeszcze dość głębokie, ale to kwestia czasu i szybko się zagoją.
- Mam taką nadzieję. - odpowiedziałam.

Lekarz wypisał mi jeszcze jakieś maści na receptę, abym smarowała nimi ręke.

- Dobrze. Tu masz receptę. Są na niej dwie maści. Smaruj nimi ręke dwa razy dziennie. To wszystko. - powiedział lekarz.
- Dobrze. Dziękuję bardzo. Do widzenia.
- Do widzenia.

I wyszłam z gabinetu.

W drodze, gdy szłam do apteki spotkałam Dawida. Jak miło. Szedł z siostrą. Tak się lampił, że wpadł w latarnie. Mało co nie wybuchłam śmiechem. Niestety nic mu się nie stało, tylko miał wielkie limo na czole.


___________________________________


Wróciłam do domu.

- Justin ciągle w szpitalu. Niebawem wyjdzie. - powiedział Scooter, który się wypowiadał w telewizji.


Usiadłam i myślałam o Dawidzie przez chwilę. Wydawało mi się, że trochę źle z nim postąpiłam, ale niech w końcu zrozumie, że tak się nie robi. To naprawdę było dziwne. Nie pisał już do mnie na facebooku w ten dzień. I dobrze. Justyna też się nie odzywała. Taaaaaaaaaak, najlepiej jeszcze żeby nikt się nie odzywał.


Bynajmniej Scooter coś pisał :
- No jak tam z ręką?
- Byłam u lekarza na kontroli. Rany są jeszce dość głębokie, ale się zagoją tylko potrzeba trochę czasu. A co tam u Justina? - odpisałam.
- Jutro wychodzi ze szpitala i będzie w Stratford odpoczywał. - odpisał Scooter.
- Mam nadzieję, że nie ma już żadnych komplikacji.
- Nie wszystko wporządku. Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy. - odpisał.
- No być może, ale wątpie w to. - odpisałam.
- Nie wątp tylko wierz. Zobaczymy się.
- Wierzę. - odpisałam.


Wierzę... Tylko ciekawe jakim cudem go spotkam. Chyba w snach. Dobrze, że Justin wychodzi ze szpitala.


brak weny, brak weny, brak weny :(  i sorry za błędy!

2 komentarze:

  1. wena przyjdzie, ale i tak bez tej weny piszesz świetnie.
    .iwaa

    OdpowiedzUsuń
  2. Superr. <3. Wena ci potrzebna nie jest. :) pisz dalej , i poznaj Justina wreszcie. XD.

    OdpowiedzUsuń