niedziela, 20 maja 2012

rozdział 35.


- Tak się cieszę. - przybiegła do mnie mama.

Ale zanim to, Justyna wyszła z moją mamą.
Wtedy właśnie przybiegła mama.
Zapytałam ją o co chodzi, bo kompletnie nie wiedziałam o co ta cała radość.

- Jak to? Przecież poznasz Justina. Nie cieszysz się? - zapytała.
- Ale mamo, ja go nie poznam. Kto Ci takich głupoty opowiedział? - zapytałam.
- Jak to kto? Przecież Scooter Ci napisał.
- Ale on mi nic takiego nie napisał. On pewnie żartował jak zawsze, a Ty w to wierzysz? Mamo proszę Cię. - odpowiedziałam.
- A Ty w to nie wierzysz? Nigdy nie mów nigdy! - powiedziała.
- I nigdy nie wolno się poddawać. - dokończyłam.

Przytuliła mnie.

- Sorry, ale musiałam. - powiedziała Justyna.
- Haha, spoko. - zaśmiałam się i odpowiedziałam.


_______________________________________________________


Mijały dni. Ferie się skończyły. Scooter nic nie pisał. No, bo po co skoro go wyśmiałam.

- Sorry, że tak postąpiłam. Masz rację. - napisałam do niego.

Wracając do szpitala.
Justyna odwiedzała mnie codziennie. Rozmawiałyśmy o głupotach i wspominałyśmy stare czasy.
Moi rodzice również odwiedziali mnie codziennie z bratem.
Nie ruszałam jeszcze dobrze moją prawą obolałą, pociętą, pełną ran ręką, ale było nie najgorzej. Dobrze, że nie była to lewa ręka. Wtedy było by mi nie wygodnie pisać sms-y do Justyny.
W ogóle każdego dnia miałam pełno wiadomości od całej klasy, typu :

- Dlaczego nie ma Ciebie tyle czasu w szkolę?
- Stało się coś?
- Martwimy się o Ciebie. Odezwij się.

I tak nie miałam zamiaru tego robić.
W ogóle to skąd mieli oni mój numer telefonu?
Okay, nie wnikam, ale to było dziwne. Nie było mnie tylko 4 dni. No żeby się aż tak martwić o mnie nie musieli.
No, ale cóż.
Postanowiłam, że mama powinna pójść do szkoły, aby usprawiedliwić te dni, w które byłam nieobecna.
Zapytałam więc ją o to.

- Pójdziesz razem ze mną. Odrazu dam zwolnienie z wychowania fizycznego od lekarza. - odpowiedziała.
- To ja będę mieć zwolnienie z wf-u?
- Tak, lekarz wypisał dziś i powiedział, że dopóki rany się nie zagoją nie będziesz ćwiczyć. - odpowiedziała.
- No, a kiedy wychodzę ze szpitala? - zapytałam.
- Jutro.
- Jutro? Dlaczego ja nic o tym nie wiem? - zapytałam jak wryta.
- No... Tak jakoś. Jutro pojedziemy do szkoły.
- Yhy... - odpowiedziałam.

Super. Jutro wychodzę. Wpadam do szkoły a tu co? Komitet powitalny.
Hahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahaha, NO!

1 komentarz:

  1. never say never !
    coraz lepiej piszesz aż nie można się doczekać nowych notek. :D

    OdpowiedzUsuń