piątek, 18 maja 2012

rozdział 33.


Siedziałam chyba z pół godziny na śniegu z żyletką. Rany były coraz bardziej widoczne. Krew lała się coraz bardziej. Traciłam siły. Było zimno, a ja nie przestawałam się ciąć. Nagle zemdlałam.

Obudziłam się w szpitalu. Przy moim łóżku była mama i Justyna.
- Coś ty zrobiła? - zapytała mama.
- Przepraszam. - odpowiedziałam ostatnimi resztkami sił.
- Już dobrze.
- Mamo przywieź mi laptopa. Muszę napisać do Scootera. - powiedziałam.
- Ale...
- Przywieź. - przerwałam.

- Dziś jadę do domu. - powiedziała Justyna.
- Przepraszam Cię za to wszystko co zrobiłam. Nie tak miały wyglądać ostatnie dni ferii. Przepraszam. - odpowiedziałam.
- Nie masz za co przepraszać. Będę tu codziennie. - powiedziała Justyna.
- Dziękuję Ci.

Mama pojechała z domu. Justyna jeszcze została. Przyszła pielęgniarka i podłączyła mi kroplówkę.

- Kiedy przyjdzie lekarz na obserwację? - zapytałam.
- Za godzinę. - odpowiedziała pielęgniarka.

Pielęgniarka wyszła. Zostałam sama z Justyną. Byłam bardzo senna, więc zasnęłam.

Obudziłam się, gdy lekarz przyszedł na obserwację. Justyna w tym momencie wyszła.

- No to pokaż co my tu mamy. - powiedział lekarz.
Dałam mu ręke. Odwinął bandaż.
Rany były jeszcze świeże i dość głębokie.
- Wiesz, że te rany mogą zostać? - zapytał.
- Tak, wiem. Nie chciałam tego robić, ale po prostu nie wytrzymałam tego wszystkiego. - odpowiedziałam.
- Dobrze, że nic więcej się nie stało.
Nic nie odpowiedziałam. Badał mnie jeszcze przez chwilę i wyszedł.

Postanowiłam, że zapytam Justyny jak dokładnie się to stało, że znalazłam się w szpitalu.
Akurat weszła do sali.
- Opowiesz mi jak to było, że znalazłam się w szpitalu? - zapytałam.
- Tak.
Justyna zaczęła opowiadać :
- Gdy wybiegłaś z pokoju myślałyśmy z Twoją mamą, że wyszłaś do toalety, ale zorientowałyśmy się, że nir ma Cię dość długo. Zauważyłyśmy , że drzwi prowadzące na zewnątrz  były lekko uchylone. Odrazy wybiegłyśmy i zobaczyłyśmy Ciebie jak już leżysz w śniegu. Podbiegłyśmy i od razu zauważyłyśmy, że się pociełaś. Twoja mama mał co nie zemdlała. Wezwałyśmy pomoc. Wziełyśmy Cię we dwie na ręce i zaniosłyśmy do domu. Położyłyśmy Cię w twoim pokoju i okryłyśmy kocem. Pogotowie przyjechało bardzo szybko. Od razu wzięli Cię do szpitala. Ja zostałam w domu. Twoja mama pojechała z Tobą. Ja dopiero dziś przyjechałam. Lekarz powiedział, że wyjdziesz z tego. No i tyle.
- Oczywiście, że wyjdę. Nie mogę się poddać.

Boże, ale ja byłam głupia, że to zrobiłam. Przecież nie tak miało być. Ja i on w szpitalu, tylko nie w tym samym.

3 komentarze:

  1. Ale ty zajebiście piszesz to trzeba mieć wrodzone :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem tylko trzy słowa
    TO JEST ZAJEBISTE :)

    OdpowiedzUsuń