niedziela, 13 maja 2012

rozdział 32.

Obudziłam się około godziny 7. Wcześnie. Justyna jeszcze spała. W ogóle wszyscy spali.
- Cześć misiu... - powiedziałam po cichu do plakatu i dotknęłam go ręką.
Nie wiem dlaczego tak wcześnie się obudziłam. Może dlatego, że śnił mi się Justin?
No właśnie... Śnił mi się Justin przez mnie więcej 10 minut.

 - Justin... Ty chodzisz! - krzyknęła Pattie.
- Tak. - odpowiedział z uśmiechem.
- Boże. Wiesz jak się cieszę.
- Zrobiłem to wyłącznie ze względu na nią. Ona jest najwspanialszą dziewczyną jaką kiedykolwiek poznałem. - odpowiedział Justin i wyciągnął moje zdjęcie ze swojego portfela.
- Ona musi być dla Ciebie ważna. Tak bardzo się cieszę, że nie wiem co powiedzieć. - odpowiedziała Pattie.
- To wszystko dzięki Scooterowi. Wystarczy, że mnie przytulisz, niczego więcej nie oczekuje. - odpowiedział Justin a Pattie go przytuliła.

Sen się urwał i się obudziłam.
To było coś niesamowitego. Nawet ja byłam w tym śnie jako zdjęcie.
Tak, Justin chodzi! Znaczy się jeszcze nie chodzi, ale on będzie chodził.
Zrobi to i będzie chodził. Wierzę w to. On nie może się poddać.

                                                                                        


Minęło kilka godzin. Zalogowałam się na twittera. To co zobaczyłyśmy z Justyną było okropne. Poroniłam krople łzy.

- Justin tak szybko nie wyjdzie ze szpitala. - napisał Scooter.
- Co się stało? Wiedziałam, że coś kombinuje! - odpisałam Scooterowi tak szybko jak się tylko dało.
- Mamo, chodź tu szybko! Muszę Ci coś pokazać. - zawołałam.
- Co się stało? - zapytała.
- Nie wiemy. Czekamy aż Scooter nam odpisze. - odpowiedziała Justyna.
- Ja wiedziałam, że on jeszcze może coś zrobić. - powiedziałam wkurzona.
- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. - odpowiedziała jak i mama tak i Justyna.
- Tylko na takie słowa Was stać. - odpowiedziałam.

*10 minut później*

- Scooter odpisał! - krzyknełam.
Nagle jak Justyna tak i mama się zerwały z miejsc.
- No co odpisał? Co? Mów! - były niecierpliwe i ciągle dopytywały.
- Już sprawdzam, spokojnie. - uspokajałam je chociaż sama byłam niespokojna.

Otworzyłam wiadomość :
- Justin... - nie zdążyłam przeczytać wiadomości, gdy nagle wszystko zapadło w ciemność.
- Oo nie! I jak my się teraz dowiemy co Scooter odpisał? Niech to szlak. - powiedziałam.
- Poczekajmy. Może się zaraz włączy światło. - odpowiedziała mama.

Czekałyśmy i czekałyśmy. Nagle światło się włączyło.

- Co wy tak siedziałyście po ciemku? Przecież korki wywaliło. - powiedział tato.
- Aha. - odpowiedziałyśmy w trójkę i zaczęły się śmiać.

Szybko włączyłam laptopa i odczytałam wiadomość od Scootera.

- Justin przedawkował leki.

Nic się nie odzywałam, tylko wybiegłam na zewnątrz w samym podkoszulku i spodniach.
- NIE! NIE! - krzyknęłam i usiadłam na śniegu.
Nie wiem skąd się tam wzięła, ale wyciągnęłam żyletkę z kieszeni i zaczęłam się ciąć.

3 komentarze:

  1. Jak najszybciej napisz NN ! bo już się niecierpliwię :3

    OdpowiedzUsuń
  2. haha xd jakie napięcie, jak to wciąga! dodawaj nowe notki <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne, fajne :D

    OdpowiedzUsuń