środa, 30 maja 2012

rozdział 44.


*oczami Justina*

Zadzwoniłem do Ryana :
- Haaalooooo. - powiedział Ryan.
- Stary, Ty jeszcze śpisz? Mieliśmy jechać do studia w Toronto. Weź ze sobą po drodze Chaza, już nie będe po niego dzwonił. - odpowiedziałem.
- Yyy... Dobra.
- Nie yyy tylko ruszaj się, bo za 10 minut jedziemy. - zażartowałem.
- Za 10 minut? Stary, już lecę! - odpowiedział.
- Tylko nie zapomnij o Chazie.
- No... - odpowiedział i się rozłączył.

Zwariowany chłopak. Oby nie zapomniał o Chazie.
Zastanawiałem się co może robić teraz ona. Być może jeszcze śpi, na pewno śpi skoro u niej jest środek nocy.
Wyciągnełem portfel i spojrzałem na jej zdjęcie. Nie mogłem uwierzyć, że możemy się spotkać. Nagle do pokoju wparował Scooter. Szybko się zmieszałem i schowałem portfel.


*oczami Scootera*

Wparowałem do pokoju Justina. Zauważyłem jak zmieszany zaczął coś chować.

- I jak gotowy? Gdzie Ryan i Chaz? - zapytałem.
- No zaraz przyjadą tylko Ryan musi wpaść jeszcze po Chaza. - odpowiedział.
- Justin...
- No co? Oooo, już są. - odpowiedział.
- Mają szczęście. Kenny już czeka na dole. Poczekaj tu chwilę pójdę po niego i Carin to pomożemy Ci. - powiedziałem.

Justin nie był zadowolony no, bo był problem. Wózek. Szybko poszłem po Kennyego i Carin i pomogliśmy Justinowi. Gdy wyszliśmy na zewnątrz dzieciak przywitał się z Ryanem i Chazem i wsadziliśmy Justina do busu, a wózek wsadziłem do bagażnika.

- Wszystko wziąłeś? - zapytałem Justina.
- Taaak... Chyba. Tak. Możemy jechać. - odpowiedział.
- Ok, ruszajmy.
- CZEKAJ! MÓJ IPHONE! - krzyknął Justin.
- Gdzie on jest? Pójdę po niego. - powiedział Ryan.
- U mnie w pokoju na łóżku.

Poczekaliśmy chwilę. Przybiegł Ryan z iPhonem Justina.

- Proszę. - powiedział i podał Justinowi iPhonea.
- Dzięki stary. - odpowiedział.


Byliśmy w drodze do studia. Oczywiście chłopcy się wygłupiali jak zawsze. Postanowiłem, że napiszę do "przyszłej księżniczki Justina".

- Jesteśmy w drodzę do studia... - miałem już wysyłać, gdy Carin nagle powiedziała :
- Pozdrów ją.
- Jasne. - odpowiedziałem i dopisałem do tamtej wiadomości, że ma pozdrowienia od Carin.



*oczami Carin*

Scooter o niej dużo mi opowiadał. Traktowałam ją jak siostrę, chociaż jej nie znałam na poważnie. Justin był nią zachwycony, ba, nadal jest. Nie wiedział co planujemy ze Scooterem. Widziałam jednak jak Justin siedzi zmartwiony. Zapytałam go o to.

- Nie, nic nie jest. Wszystko dobrze. - odpowiedział.

Widziałam jak kłamie. On nie potrafi tego robić.

- Scooter, zostaw. Ona i tak śpi. Odczyta to dopiero jak wróci ze szkoły. - powiedziałam do Scootera.
- No dobrze, ale wiesz, że się do niej przywiązałem. Już nie mogę się doczekać...
- Shh, bo Justin usłyszy. - przerwałam.
- Kocham Cię! - powiedział Scooter.
- Ja Ciebie bardziej. - odpowiedziałam i wtuliliśmy się w ramiona.


*oczami Justina*

Muszę się wziąć za siebie. Jutro idę do lekarza. Dłużej tego nie wytrzymam. Wszystko zrobie ze względu na nią.


sorry za błędy i, że tak krótko. braaaaaaaaaaaak weny.

niedziela, 27 maja 2012

rozdział 41, 42 i 43.


rozdział 41.

Weekend minął dość szybko. W ogóle ostatnie dni mijały bardzo szybko. Rany na ręce się goiły, ale jeszcze miałam ją zabandażowaną.

Zalogowałam się na facebooka.

- Dlaczego Justyna nic mi nie powiedziała o tym, że byłaś w szpitalu i, że masz pociętą ręke? - napisał Dawid.
- Na początku chciałam Ci napisać, że przepraszam za to, że byłam niemiła. No a jeżeli chodzi Ci o to co napisałeś to nie mam pojęcia, zapytaj Justyny. Nagle Ci się to wszystko przypomniało? Pewnie to przez tą latarnie co w nią uderzyłeś. Och, przepraszam, ale jest mi bardzo przykro z tego powodu. Mam nadzieję, że w mózgu coś Ci się wreście przestawiło. A i jeszcze raz przepraszam :) Cześć. Też Cię kocham -.-. - odpisałam

Zjechałam go trochę, ale też przeprosiłam, więc nic mu nie będzie. A to, że go kocham to  był żart.
Kochałam i kocham dalej jedną osobę - Justina - on był dla mnie najważniejszy.

Wylogowałam się z facebooka i zalogowałam na twittera.

- Jesteśmy w Kandzie. Przeglądałem Twojego facebooka. Bardzo ładne zdjęcia. Justin spotkał się z Ryanem i Chazem. Dziś mają spędzić ze sobą cały dzień. Pojutrze planujemy pojechać do studia nagraniowego, aby spotkać się z całą ekipą, która specjalnie dla Justina przyjedzie do studia w Toronto. Pojedziemy tam razem z Kennym i Carin. - napisał Scooter.
- Ładne zdjęcia? Haha, dzięki. Tak naprawdę nie jestem ładna. Cieszę się, że Justin spotka się z Ryanem i Chazem po tak długim czasie. To go podniesie na duchu. Uważajcie na niego w tym studiu i w czasie drogi do Toronto. A i jeszcze... Kiedy ogłosisz ten konkurs? - odpisałam.
- Konkurs ogłoszę w poniedziałek, czyli... jutro. O Mój Boże, to już jutro? Haha. Ale ten czas szybko leci. Jutro ogłoszę konkurs.- odpisał.
- Super. Odrazu mówię, że wezmę w nim udział.

Zastanawiałam się o czy może być ten konkurs. Napewno coś z Justinem. Tego byłam pewna na 1OO%.
Ale oprócz konkursu, Justina, Scootera... Nie gadałam z Justyną. Stwierdziłam, że skoro woli zadawać się z kimś innym to nie ma sprawy, tylko żeby później nie było, że czegoś chcę.


Jutro do szkoły. Zobzaczymy co się wydarzy. A no i jutro Scooter ogłasza konkurs. Nie mogę o nim zapomnieć.



rozdział 42.

Poszłam do szkoły jeszcze z bandażem na ręce. Ręka coraz bardziej swędziała, ale dawałam radę. Najważniejsze to silna wola.

Minęła 1, 2, 3 lekcja. Na długiej przerwie musiałam pójść do szatni, bo w kurtce zostawiłam pomadkę. Musiałam po nią iść gdyż pękały mi usta a, że była końcówka prawie lutego to robiło się cieplej.
W szatni spotkałam Dawida i jego ekipę.

- Cześć. Chodź tu do nas. - zawołał jeden.
- Nie... - szepnął Dawid.
- Już idę. O co chodzi? - podeszłam i stanęłam specjalnie obok Dawida.
- Chceiliśmy Cię poznać. Dawid dużo nam o Tobie opowiadał. - wtrącił się trzeci.
- Oo naprawdę? - zapytałam. - A co takiego wam powiedział?
- Może chodźmy stąd? - zapytał Dawid.
- Weź przestań. Chcę się dowiedzieć co im nagadałeś. - powiedziałam.
- Mówił, że lubisz Justina Bimbera. - powiedział jeden.
- Bimbera? Kto to jest? Nie znam gościa. - odpowiedziałam.
- No tego Biebera. - powiedział drugi.
- Aa Biebera. Znam, ale którego? - droczyłam się.
- No Justina. - powiedział.
- A no lubię i co z tego? - zapytałam.
- Nie, no spoko. - odpowiedział jak jeden tak i drugi u trzeci.

Dawid miał wyraźnie już dość tego wszystkiego.
- Haha, fajnie. - odpowiedziałam. - Sorry, ale muszę już iść. Cześć.


Podeszłam jeszcze do Dawida, dałam mu całusa w policek i powiedziałam :
- To dowód na to, że traktuje Cię jako przyjaciela i nikogo innego.

O dziwo był w szkole, po tym jak przywalił w latarnie, a nie wyglądało to fajnie.


No i 6 lekcja. Miałam wf, więc poprosiłam profesora, czy mogę iść do domu. Póścił mnie bez wachania.
Spieszyłam się do domu, bo Scooter miał ogłosić konkurs, na który czekałam.

____________________________________________________


Wparowałam do domu jak burza i odrazu zawołałam mamę, aby razem z nią obczaić o czym będzie konkurs.
Obie zasiadłyśmy przed laptopem.

- W konkursie mogą brać kraje całego świata! - napisał Scooter i podał link.
- Super! - odpowiedziałyśmy z mamą jednocześnie.
- To jak? Wchodzimy na tą stronę? - zapytałam.
- Ty jeszcze się pytasz? Jasne, że tak.

Byłam tak podekscytowana, że nie wiedziałam czy wejść czy nie. Mama mnie poganiała. Kliknełam na link.
Otworzyła mi się strona podobna do bieberfever.com i wyświetlił mi się duży napis : "Wygraj tydzień w Kanadzie z Justinem!"

- Mamo! Widzisz to co jaaaaaa? - zapytałam.
- On chyba sobie żartuję. - odpowiedziała. - Przecież to jest... CUDOWNE!
- Wiem. - miałam łzy w oczach.
- Wypełniaj formularz. - powiedziała mama.

Imię, nazwisko, wiek, data urodzenia, miejsce zamieszkania itd. Na końcu było aby wybrać kraj...

- To teraz kraj... - powiedziałam.
- No Polska, a co?
- No nic. Może damy inny? - zapytałam.
- Po co? Głupia, dawaj Polskę i tak wygrasz. - odpowiedziała mama.

No wygram. JASNE.

Zaznaczyłam więc Polskę. Tą Narnię. Jeszcze trzeba było podać adres swojego facebooka i twittera. Podałam.
Wypełnianie formularzu się powiodło. Zobaczymy co będzie dalej.



rozdział 43.

*moimi oczami*

- Napiszę do Scootera kiedy będą wyniki konkursu, bo z tego co wiem tam nic nie pisała. - powiedziałam do mamy.
- Dobry pomysł. - odpowiedziała.

Zabrałam się więc za pisanie wiadomości do Scootera :

- Scooter, bo jest taka sprawa. Ja wypełniłam ten formularz i w ogóle wszystko jest spoko, ale nic nie piszę kiedy będą wyniki konkursu, ani nic. Mógłbyś to napisać?

 Trochę ta wiadomość dziwnie brzmiała, ale doszła. Czekałyśmy z mamą, aż Scooter odpiszę.

- On może jeszcze śpi, bo w nocy dawał ten link z konkursem i w ogóle. - powiedziała mama.
- Być może jeszcze tak. Nie mam pojęcia. - opowiedziałam.

Nagle pojawiła się wiadomość od Scootera.

- Odpisał. - powiedziałam.
- Co napisał? - zapytała mama.
- Napisał, że... termin wysłania formularzy trwa do tygodnia od dziś... i jeszcze, że... po upłynięciu terminu zostanie wybrana jedna osoba, która spotka się z Justinem i zostanie ona poimformowana jak tylko się da np. telefonicznie lub mailowo. - odpowiedziałam.
- Nieźle to wykombinował. Sprytny. - odpowiedziała mama.
- Ciekawe co na to Justin.
- Pewnie się cieszy, że Cię spotka. - odpowiedziała.
- A skąd Ty jesteś taka pewna, że akurat to ja? - zapytałam.
- Kobieca intuicja.

Nie odpowiedziałam. Jednak wiedziałam, że z dnia nią dzień była coraz bliżej tego, aby go poznać. Myślałam nad tym co będą jutro robić w studiu nagraniowym.


*oczami Justina*

- Scooter! Dzięki Tobie znalazłem to czego chcę. Nigdy się nie poddam. Ona jest cudowna. Muszę ją koniecznie poznać. - powiedziałem do Scootera i schowałem zdjęcie do portfela mojem przyszłej księżniczki tak aby nie widział Scooter.
- Stary, to nie dziękuje mi tylko jej. - odpowiedział.
- Jutro jedziemy do studia. Bardzo się cieszę. Mogę zabrać Ryana i Chaza, prawda? - spytałem skromnie i zrobiłem słodkie oczka.
- Chyba żartujesz!?
- Scooter... Będą cicho... A jak nie to pojadą gdzieś z Kennym.
- Już raz byli...
- Teraz napewno będą. - przerwałem i dokończyłem.
- No dobra, ale tylko oni. Nikt więcej. - odpowiedział.
- Swaaaaaaaaaag! - odpowiedziałem i pojechałem wózkiem do swojego pokoju.

Myślałem o niej. Nie była w moim typie, ale nie to jest najważniejsze. Wiem o niej już prawie wszystko. Nie mogę się doczekać, gdy ją zobaczę. Ona będzie moją księżniczką na resztę mojego życia.

za ewentualne błędy bardzo przepraszam ;)



sobota, 26 maja 2012

rozdział 40.



Weekend. Jestem ciekawa czy ktoś z tych dwóch osób (mam na myśli Justynę i Dawida) się odezwie. Byłam ciekawa czy Dawid do mnie napisze po tym jak się na niego wydarłam i czy po weekendzie zjawi się w szkole ze swoim limem na czole... Ale dla mnie najważniejszy był Justin i jego życie. Wierzyłam cały czas w to, że wkońcu wyjdzie ze szpitala.


Zalogowałam się na twittera :

- Justin wrócił!
- OMG JUSTIN! KOCHAM CIĘ!
- Wróciłeś!

Widziałam jak cały timeline był w podobnych wpisach. W trendic topic było między innymi o tym, że Justin wrócił i "aye beliebers".
To drugie bardziej zwróciło moją uwagę. Odrazu weszłam na twittera Justina.

- aye beliebers. nigdy was nie zawiodę. kocham was! - napisał Justin.

NAPISAŁ JUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUSTIN! Po prawie półtorej miesiąca on napisał coś na twitterze. Po prostu miałam ochotę go wyściskać.


Automatycznie napisałam do Scootera :

- Justin napisał. Nawet nie wiesz jak się cieszę. Mam nadzieję, że jest wszystko dobrze! Kocham Was.
- My też Cię kochamy! Właśnie lecimy do Kanady z Atlanty, bo tam właśnie Justin leżał w szpitalu. Wszystko jest dobrze. Nie było żadnych dziennikarzy, ani fanów. Justin bardzo się cieszy, ale z drugiej strony jest zmartwiony, bo jeździ na wóźku a nie tak miało być. Niedługo organizuję konkurs. Myślę, że weźmiesz w nim udział. Tym czasem jakbyś mogła podaj mi swojego facebooka. - odpisał Scooter.

Facebook? Na co mu mój facebook? Wysłałam mu adres i zapytałam o co chodzi.

Nie odpisał.

_____________________________________________


Justyna się nie odzywała. Nie musiała.

W telewizji było głośno o tym, że Justin jest już w Kanadzie i, że wyszedł ze szpitala.
Nikt nie pisał, nikt nie  dzwonił i tak stwierdziłam, że nie mam ochoty z nikim rozmawiać. A pozatym opowiedziałam mamie co się wydarzyło na twitterze i co Scooter napisał do mnie.

- Ja myślę, że Ty weźmiesz udział w tym konkursie, o którym pisał Scooter, prawda? - zapytała.
- A jak myślisz? - zapytałam.
- Że powinnaś! A jeżeli chodzi o tego facebooka to nie wiem co o tym myśleć, dziwne to. - odpowiedziała.

Dla mnie też było to dziwne. Nie wiedziałam co o tym wyśleć. Jeszcze ten konkurs... Zobaczymy.

mam totalny brak weny. nie wiem co pisać a to jest w tym wszystkim najgorsze. sorry za błędy!

rozdział 39.


Byłam mega wkurzona. Myślałam, że mnie rozniesie. Nie odzywaliśmy się od siebie. No i dobrze. Z Justyną też nie gadałam. Super. Cudownie. Bosko. Zawsze spoko.

_____________________________________


Po szkole musiałam iść na kontrolę do lekarza.


- Z ręką coraz lepiej, ale musisz na nią uważać. - powiedział lekarz, a pielęgniarka zmieniała mi bandaż. - Rany są jeszcze dość głębokie, ale to kwestia czasu i szybko się zagoją.
- Mam taką nadzieję. - odpowiedziałam.

Lekarz wypisał mi jeszcze jakieś maści na receptę, abym smarowała nimi ręke.

- Dobrze. Tu masz receptę. Są na niej dwie maści. Smaruj nimi ręke dwa razy dziennie. To wszystko. - powiedział lekarz.
- Dobrze. Dziękuję bardzo. Do widzenia.
- Do widzenia.

I wyszłam z gabinetu.

W drodze, gdy szłam do apteki spotkałam Dawida. Jak miło. Szedł z siostrą. Tak się lampił, że wpadł w latarnie. Mało co nie wybuchłam śmiechem. Niestety nic mu się nie stało, tylko miał wielkie limo na czole.


___________________________________


Wróciłam do domu.

- Justin ciągle w szpitalu. Niebawem wyjdzie. - powiedział Scooter, który się wypowiadał w telewizji.


Usiadłam i myślałam o Dawidzie przez chwilę. Wydawało mi się, że trochę źle z nim postąpiłam, ale niech w końcu zrozumie, że tak się nie robi. To naprawdę było dziwne. Nie pisał już do mnie na facebooku w ten dzień. I dobrze. Justyna też się nie odzywała. Taaaaaaaaaak, najlepiej jeszcze żeby nikt się nie odzywał.


Bynajmniej Scooter coś pisał :
- No jak tam z ręką?
- Byłam u lekarza na kontroli. Rany są jeszce dość głębokie, ale się zagoją tylko potrzeba trochę czasu. A co tam u Justina? - odpisałam.
- Jutro wychodzi ze szpitala i będzie w Stratford odpoczywał. - odpisał Scooter.
- Mam nadzieję, że nie ma już żadnych komplikacji.
- Nie wszystko wporządku. Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy. - odpisał.
- No być może, ale wątpie w to. - odpisałam.
- Nie wątp tylko wierz. Zobaczymy się.
- Wierzę. - odpisałam.


Wierzę... Tylko ciekawe jakim cudem go spotkam. Chyba w snach. Dobrze, że Justin wychodzi ze szpitala.


brak weny, brak weny, brak weny :(  i sorry za błędy!

piątek, 25 maja 2012

rozdział 38.


Wróciłam do domu. Czekała na mnie wiadomość od Scootera :

- Mam nadzieję, że wszystko jest już dobrze. Z Justinem też jest coraz lepiej. Chociaż jest osłabiony po tych lekach.
- To dobrze. Ale jak on przedawkował te leki? W szpitalu? Przecież się nie da. - odpisałam.
- Pytałem go o to, ale powiedział, że nikomu nie powiem. Najprawdopodobniej miał w torbie jakieś inne tabletki i nimi się najadł. - odpisał Scooter.
- I tak się dowiem.
- Dowiesz się. - odpisał. - Będe się informował co z Justinem.
- Nie ma sprawy, dzięki!

Nagle przypomniałam sobie, że Dawid ma napisać na facebooku. Weszłam i zobaczyłam, że napisał.
Napisał, że chciałby się dowiedzieć paru rzeczy o mnie. No okay, ale ja o nim też chce. Zgodził się. Napisał pierwszy co lubi, czego słucha itp. ZAWSZE SPOKO.

- To teraz Twoja kolej. - napisał.
- No, a może Ty napiszesz co wiesz o mnie? - zażartowałam.
- Dobra. - odpisał.

Dobra? To on wie coś o mnie? Jakim cudem? Nie no. Chłopak się zakochał czy co?
Dobra... Widziałam jak pisał... i pisał. Trwało to chyba z 10 minut.
Wreście wysłał wiadomość.

- O Boże. Skąd Ty to wszystko wiesz? - zapytałam.
- Od Justyny.
- Od Justyny? Od kiedy Ty z nią gadasz? W ogóle kiedy się dowiedziałeś tego wszystkiego? Nawet mi nic nie powiedziała. Sorry, ale pogadamy jutro w szkole. - odpisałam.

Wylogowałam się. Trochę przeraziło mnie to co napisał... Właściwie to wszystko napisał.
Dałabym wszystko, aby wiedział z tego połowę przynajmniej Justin.

_________________________________________________________________

Poszłam do szkoły trochę wkurzona. Złapałam Justynę i odrazu zaczełam z nią ostrą rozmowę :

- Dlaczego nic mi nie powiedziałaś o Dawidzie, że wszystko mu powiedziałaś? On do mnie napisał, że od Ciebie się wszystkiego dowiedział a ja świece oczami. No sorry, ale to nie jest fajne, że za moimi plecami mówisz komuś wszystko kogo wcale nie znam. - powiedziałam.
- Przepraszam, ale on mnie prosił  o to. Co miałam zrobić? Odmawiałam mu, ale po prostu on robił wszystko, żebym mu powiedziała. Wkońcu to zrobiłam. Przepraszam. - odpowiedziała Justyna.
- Następnym razem mów mi o takich rzeczach.
- ON CIĘ KOCHA. - powiedziała Justyna i wybiegła z szatni.

Ja stanełam jak wryta.

Dawid wparował uchachany do szatni.

- No to czekam na wyjaśnienia od Ciebie. - powiedzałam. - Tylko proszę, nie dotykaj mnie, bo jestem wkurzona.
- No dobrze... Tego wszystkiego dowiedziałem się od Justyny. - odpowiedział.
- To wiem, ale kiedy się dowiedziałeś? No słucham. Co Ty myślisz, że ja tak to zostawie? - powiedziałam.

W tym momencie do szatni wpadła jego ekipa.

Nic nie odpowiedział.
- No mów.
- Tego wszystkiego dowiedziałem się jak byłaś chora... w domu. - powiedział.

W domu? Justyna nie powiedziała mu. To dobrze.

- ... no i tak bardzo ją prosiłem o to... no bo tak naprawdę to... - odpowiadał jakby miał drgawki.
- To... - pospieszałam go.
- To, że mi się podobasz. - dokończył.
- I wszystko przez to, że mnie kochasz? - zapytałam.

Nie odpowiedział.

- No tak, nie odpowiesz. Sorry, ale nie chce mi się z Tobą gadać. - powiedziałam i wybiegłam z szatni.

i jeszcze krzyknełam :

- I to nie znaczy, że jak byłam w szpitalu z pociętą ręką to musisz wszystko odrazu wiedzieć!

Nie chciałam widzieć min jego ekipy. Pewnie się wypytywali o co chodzi.
FUCK OFF, kochany przyjacielu.

niedziela, 20 maja 2012

rozdział 37.


I, że niby on nagle do mnie napisał, bo co? Bo chcę mnie poderwać? Przecież się nie znamy. Nawet jakbyśmy się znali to wątpie w to, że bylibyśmy razem. Sorry, ale nie ze mną te numery. Owszem, dalej mi się podoba, ale stwierdziłam, że możemy zostać przyjaciółmi jak coś.
Teraz jak dla mnie najważniejszy był Justin. Dalej jest i będzie.


Była godzina 7:15, więc musiałam iść na przystanek autobusowy, aby pojechać do szkoły.
Autobus spóźnił się i przy okazji przyszłam spóźniona na 1 lekcję, czyli język angielski.
Weszłam do klasy zdyszana, z moją jeszcze zawiniętą i obolałą ręką, która była schowana pod czarną bluzą.


- Dzień Dobry. Przepraszam za spóźnienie. To przez autobus.
- Nic nie szkodzi. Siadaj. - odpowiedziała nauczycielka.


Gdy szłam, aby usiąść w ławce wszyscy gapili się na mnie jak na jakiegoś ducha. Normalnie jakbym im coś zrobiła. Siadłam do ławki. Wyciągnełam książkę i zeszyt. Oczywiście temat do zeszytu musiałam przepisać. Nie było to problemem, bo lewą ręke miałam sprawną. Dobrze, że jestem leworęczna. Prawą ręke miałam cały czas pod ławką. Od czasu do czasu bolała. Widziałam jak wszyscy widzieli, że coś jest nie tak.


Gdy był dzwonek na lekcje, wyszłam z klasy ostatnia aby nikt mnie nie popchał, bo bałam się o ręke. Wychodziłam z klasy i akurat Dawid szedł do szatni, uśmiechnął się. Ja odwzajemniałam to a on nadal się patrzył na mnie, aż wpadł na jakiegoś kolesia. Widziałam to kątem oka. Wyglądało to dziwnie. Zmieszał się i uciekł do szatni. Ja natomiast poszłam pod klasę, gdzie miała odbyć się kolejna lekcja.


___________________________________________________



Minęła 2, 3 lekcja i poszłam do szatni, gdzie miała na mnie czekać Justyna.
Weszłam do szatni. Jak zawsze myślałam, że będzie tam cała ekipa Dawida. Odziwno był on sam. Tak jakby na kogoś czekał.
Zadzwoniłam po Justynę. Powiedziała, że zaraz przyjdzie. Postanowiłam poczekać.
Usłyszałam, że ktoś zbliża się. Miałam już mówić o Dawidzie, bo myślałam, że to Justyna, ale to... był Dawid.

- Cześć. - powiedział.
- Yyy... Cześć.
- Fajnie, że jesteś już w szkole. Co się z Tobą działo? - zapytał.
- A czy my się w ogóle znamy, że chcesz to wiedzieć? Sorry, ale jakoś wcześniej nie zwracałeś uwagi, a teraz nagle chcesz wiedzieć. Sorry za to, ale  takie mam wrażenie. - powiedziałam.
- To ja przeraszam za to wszystko. - odpowiedział.
- Ja też.
- Możemy zostać przyjaciółmi? - zapytał.
- Yep. - odpowiedziałam.


Uśmiechnął się i mocno mnie przytulił. ON MNIE PRZYTULIŁ? O BOŻE. Też go przytuliłam... jedną ręką.
W tym momencie przyszła Justyna. Odrazu go odrzuciłam.


- To ja napiszę później. - powiedział i poszedł.
Nie odpowiedziałam.
Justyna była w szoku.


- Co!? - zapytała.
- Co!?
- No jesteście... no razem? - zapytała.
- My!? Ha, nie. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. - odpowiedziałam.
- Widziałam jak on na Ciebie patrzy.
- No i co z tego? Jesteśmy przyjaciółmi. Nic więcej. - odpowiedziałam.
- No już dobrze. Jak ręka? - zapytała.
- Lepiej.
- Później Ci opowiem o Dawidzie, albo zadzwonie. OK? - zapytałam.
- Nie ma sprawy. - odpowiedziała.


Wyszłam z szatni z Justyną i poszłam na lekcję.



Minęły 2 godziny. Skończyłam lekcję. Złożyło się tak, że wszystkie klasy kończyły tak lekcje, bo nauczyciele mieli jakąś konferencję. Gdy szłam do szatni, złapał mnie za rękę Dawid.


- Idziesz do domu? - zapytał.
- Raczej jadę autobusem. - odpowiedziałam.
- Mogę Cię odprowadzić, prawda? - zapytał.
- No wkońcu idziesz do domu... więc tak. - odpowiedziałam.
- Hahahahahahahaha... - zaczął się śmiać.
- Co? - zapytałam.
- Śmieszna jesteś. Lubię Cię.
- Ja Ciebie też. - odpowiedziałam i zaśmiałam się.


Byliśmy akurat w szatni, w której był straszny tłok, ale jakoś dostałam się i ubierałam, bo na zewnątrz było zimno.


- Pomożesz mi założyć kurtkę, bo nie dam rady na tą ręke? - zapytałam Dawida i wskazałam na ręke.
- Tobie zawsze. - odpowiedział i uśmiechnął się.


Pomógł mi i wyszliśmy ze szkoły. Było bardzo zimno.


- Zimno Ci? - zapytał.
- Trochę. - odpowiedziałam.


Przyciągnął mnie do siebie i lekko przytulił. Nie chciałam tego. Trochę to było dziwne, ale okay. Doszliśmy na stację i czekaliśmy na autobus, aż przyjedzie.


- To ja już pójdę sama. Do zobaczenia. - powiedziałam i poszłam.


Gdy już miałam siadać do autobusu, Dawid mnie zatrzymał i pocałował w policzek.


- Dziękuję. Pa. - powiedział.


Miny niektórych znajomych twarzy były bezcenne. Ciekawe za co dziękował? Może za wredną gadkę? Nie zastanawiałam się więcej nad tym. Myślałam o Justinie. On był najważniejszy.


rozdział 36.


Wyszłam ze szpitala po południu około godziny 12:30, bo jeszcze czekałyśmy z mamą na wypis od lekarza.
Z ręką było lepiej tylko, że bardzo bolała.

Razem z mamą pojechałyśmy do szkoły, aby usprawiedliwić godziny, na których nie byłam.
Modliłam się, aby trwały lekcje lub coś. Niestety, pech chciał, że była przerwa. Weszłam do szkoły (z mamą) pełnej ludzi i miałam wrażenie, że zaraz na mnie się wszyscy rzucą.
Postanowiłam, że poszukam Justyny i zapytam gdzie jest wychowawczyni. Szłam przez długi korytarz i nagle ktoś mnie złapał i pociągnął za moją pociętą rękę.
W duszy powiedziałam tylko : ała, to boli. Miałam to powiedzieć na głos.
Osobą, którą mnie złapała to Dawid. Tak, ten Dawid, który w pewnym sensie mi się podobał. Never mind.

- Sorry. Wszystko dobrze? - zapytał.
Od kiedy to my się znamy, że się odezwałeś. - pomyślałam. Dobrze, że mu tego nie powiedziałam.
- Źle. - odpowiedziałam i zabrałam rękę. - Sorry, ale kogoś szukam.
Tylko się uśmiechnął i pokazał te swoje ząbki spod aparatu.

Znalazłam Justynę. Akurat obok niej stała moja wychowawczyni.

- Profesorko, moja mama już idzie. Przyszłyśmy usprawiedliwić te dni, które opóściłam z własnej głupoty. Nie chcę o tym rozmawiać, bo to długo historia i zarazem głupia. - zaczełam się tłumaczyć.
- Dobrze, nie ma problemu. - odpowedziała z uśmiechem.

W tym momencie przyszła mama.
Usprawiedliwiła mi wszystkie godziny i przy okazji dała zwolnienie z wf-u.

- To coś poważnego? - zapytała nauczycielka.
- Nie. - odpowiedziałam zanim mama by zaczęła wszystko paplać.
- Wracaj szybko do zdrowia... i ładna bransoletka. - odpowiedziała.
- Dziękuję. Do widzenia. - odpowiedziałam i wyszłam z mamą.

A na lewej ręce miałam białą bransoletkę z napisem I ♥ JB.
Pożegnałam się z Justyną i powiedziałam, że powinnam być w szkole w poniedziałek.

Gdy wychodziłam, Dawid stał przed drzwiami. Szedłam za spuszczoną głową i byłam zapatrzona w moją bransoletkę, której nigdy jej nie sciągałam.

_______________________________________________


Wróciłam do domu.
Automatycznie wzięłam laptopa i zaczęłam pisać do Scootera :

- Jestem już w domu. W poniedziałek szkoła. Jak Justin? Wszystko dobrze?


Zajrzałam na facebooka, na którego nie zaglądałam dłuższy czas.
W tym momencie był też Dawid. Dostałam od niego wiadomość :

- Ładna bransoletka :)
- Dziękuję. - odpisałam i wylogowałam się, bo nie miałam ochoty z nim pisać. Olałam go.


rozdział 35.


- Tak się cieszę. - przybiegła do mnie mama.

Ale zanim to, Justyna wyszła z moją mamą.
Wtedy właśnie przybiegła mama.
Zapytałam ją o co chodzi, bo kompletnie nie wiedziałam o co ta cała radość.

- Jak to? Przecież poznasz Justina. Nie cieszysz się? - zapytała.
- Ale mamo, ja go nie poznam. Kto Ci takich głupoty opowiedział? - zapytałam.
- Jak to kto? Przecież Scooter Ci napisał.
- Ale on mi nic takiego nie napisał. On pewnie żartował jak zawsze, a Ty w to wierzysz? Mamo proszę Cię. - odpowiedziałam.
- A Ty w to nie wierzysz? Nigdy nie mów nigdy! - powiedziała.
- I nigdy nie wolno się poddawać. - dokończyłam.

Przytuliła mnie.

- Sorry, ale musiałam. - powiedziała Justyna.
- Haha, spoko. - zaśmiałam się i odpowiedziałam.


_______________________________________________________


Mijały dni. Ferie się skończyły. Scooter nic nie pisał. No, bo po co skoro go wyśmiałam.

- Sorry, że tak postąpiłam. Masz rację. - napisałam do niego.

Wracając do szpitala.
Justyna odwiedzała mnie codziennie. Rozmawiałyśmy o głupotach i wspominałyśmy stare czasy.
Moi rodzice również odwiedziali mnie codziennie z bratem.
Nie ruszałam jeszcze dobrze moją prawą obolałą, pociętą, pełną ran ręką, ale było nie najgorzej. Dobrze, że nie była to lewa ręka. Wtedy było by mi nie wygodnie pisać sms-y do Justyny.
W ogóle każdego dnia miałam pełno wiadomości od całej klasy, typu :

- Dlaczego nie ma Ciebie tyle czasu w szkolę?
- Stało się coś?
- Martwimy się o Ciebie. Odezwij się.

I tak nie miałam zamiaru tego robić.
W ogóle to skąd mieli oni mój numer telefonu?
Okay, nie wnikam, ale to było dziwne. Nie było mnie tylko 4 dni. No żeby się aż tak martwić o mnie nie musieli.
No, ale cóż.
Postanowiłam, że mama powinna pójść do szkoły, aby usprawiedliwić te dni, w które byłam nieobecna.
Zapytałam więc ją o to.

- Pójdziesz razem ze mną. Odrazu dam zwolnienie z wychowania fizycznego od lekarza. - odpowiedziała.
- To ja będę mieć zwolnienie z wf-u?
- Tak, lekarz wypisał dziś i powiedział, że dopóki rany się nie zagoją nie będziesz ćwiczyć. - odpowiedziała.
- No, a kiedy wychodzę ze szpitala? - zapytałam.
- Jutro.
- Jutro? Dlaczego ja nic o tym nie wiem? - zapytałam jak wryta.
- No... Tak jakoś. Jutro pojedziemy do szkoły.
- Yhy... - odpowiedziałam.

Super. Jutro wychodzę. Wpadam do szkoły a tu co? Komitet powitalny.
Hahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahaha, NO!

piątek, 18 maja 2012

rozdział 34.



Przyjechała mama. Przywiozła mi laptopa. Poprosiłam Justynę, aby usiadła obok mnie i włączyła laptopa żeby napisać do Scootera o moim głupim wyczynie.
Scooter był online. Dyktowałam wszystko Justynie co ma pisać.
- Scooter, mam dla Ciebie złą wiadomość. Jest ona między innymi związana z Justinem.
- No zobaczymy co odpiszę. - powiedziałam.
- No zapewne się zmartwi. - odpowiedziała Justyna.

W  między czasie, gdy rozmawiałam z mamą, Scooter odpisał :
- Co? Zrobiłaś sobie coś? Nie... To nie możliwe.
Trochę to dziwnie brzmiało, no bo on mnie w ogóle nie zna, a z drugiej strony to bardzo miło z jego strony.
- Z własnej głupoty jestem w szpitalu. - odpisałam.
Scooter teraz odpisywał cały czas.
- W szpitalu!? Jak to!? Coś Ty zrobiła!?
- Tylko się zaczełam ciąć. To nic takiego.
- Nic takiego? Przecież ja nie wiem co mam teraz robić. - odpisał.
- Nic nie rób. Po prostu zostaw to dla siebie. Ważniejsze jest życie Justina niż moje. On teraz jest na pierwszym planie nie ja. Przecież w ogóle mnie nie znasz. - odpisałam.
- No tak, ale będziesz niedługo częścią naszej rodziny. - odpisał.
- Ale, że jak? Haha, chyba sobie żartujesz. Ja? Weź mnie nie dobijaj. - odpisałam.
- Nie będziesz się tego spodziewała.

Justyna siedziała jak wryta przed laptopem. Nawet nie chciałam, żeby mu odpisywała.
Tak ciekawe jak. Ja będę niedługo częścią ich rodziny. Hahahahahahahahahahaahahahaha, next joke please.

Ale z drugiej srony było by fajnie. Są wady i zalety.

WADY : Jedno wielkie hejt, paparazzi, sodówka w głowie, ciągłe wypytywanie, brak życia prywatnego, itp.
ZALETY : Poznanie wiele nowych osób, spełnienie marzeń, odwiedzenie ciekawych miejsc, galę... itp.

Ach, już myślałam jak mogłoby to być...
Ja i Justin...
Forever and never.

rozdział 33.


Siedziałam chyba z pół godziny na śniegu z żyletką. Rany były coraz bardziej widoczne. Krew lała się coraz bardziej. Traciłam siły. Było zimno, a ja nie przestawałam się ciąć. Nagle zemdlałam.

Obudziłam się w szpitalu. Przy moim łóżku była mama i Justyna.
- Coś ty zrobiła? - zapytała mama.
- Przepraszam. - odpowiedziałam ostatnimi resztkami sił.
- Już dobrze.
- Mamo przywieź mi laptopa. Muszę napisać do Scootera. - powiedziałam.
- Ale...
- Przywieź. - przerwałam.

- Dziś jadę do domu. - powiedziała Justyna.
- Przepraszam Cię za to wszystko co zrobiłam. Nie tak miały wyglądać ostatnie dni ferii. Przepraszam. - odpowiedziałam.
- Nie masz za co przepraszać. Będę tu codziennie. - powiedziała Justyna.
- Dziękuję Ci.

Mama pojechała z domu. Justyna jeszcze została. Przyszła pielęgniarka i podłączyła mi kroplówkę.

- Kiedy przyjdzie lekarz na obserwację? - zapytałam.
- Za godzinę. - odpowiedziała pielęgniarka.

Pielęgniarka wyszła. Zostałam sama z Justyną. Byłam bardzo senna, więc zasnęłam.

Obudziłam się, gdy lekarz przyszedł na obserwację. Justyna w tym momencie wyszła.

- No to pokaż co my tu mamy. - powiedział lekarz.
Dałam mu ręke. Odwinął bandaż.
Rany były jeszcze świeże i dość głębokie.
- Wiesz, że te rany mogą zostać? - zapytał.
- Tak, wiem. Nie chciałam tego robić, ale po prostu nie wytrzymałam tego wszystkiego. - odpowiedziałam.
- Dobrze, że nic więcej się nie stało.
Nic nie odpowiedziałam. Badał mnie jeszcze przez chwilę i wyszedł.

Postanowiłam, że zapytam Justyny jak dokładnie się to stało, że znalazłam się w szpitalu.
Akurat weszła do sali.
- Opowiesz mi jak to było, że znalazłam się w szpitalu? - zapytałam.
- Tak.
Justyna zaczęła opowiadać :
- Gdy wybiegłaś z pokoju myślałyśmy z Twoją mamą, że wyszłaś do toalety, ale zorientowałyśmy się, że nir ma Cię dość długo. Zauważyłyśmy , że drzwi prowadzące na zewnątrz  były lekko uchylone. Odrazy wybiegłyśmy i zobaczyłyśmy Ciebie jak już leżysz w śniegu. Podbiegłyśmy i od razu zauważyłyśmy, że się pociełaś. Twoja mama mał co nie zemdlała. Wezwałyśmy pomoc. Wziełyśmy Cię we dwie na ręce i zaniosłyśmy do domu. Położyłyśmy Cię w twoim pokoju i okryłyśmy kocem. Pogotowie przyjechało bardzo szybko. Od razu wzięli Cię do szpitala. Ja zostałam w domu. Twoja mama pojechała z Tobą. Ja dopiero dziś przyjechałam. Lekarz powiedział, że wyjdziesz z tego. No i tyle.
- Oczywiście, że wyjdę. Nie mogę się poddać.

Boże, ale ja byłam głupia, że to zrobiłam. Przecież nie tak miało być. Ja i on w szpitalu, tylko nie w tym samym.

niedziela, 13 maja 2012

rozdział 32.

Obudziłam się około godziny 7. Wcześnie. Justyna jeszcze spała. W ogóle wszyscy spali.
- Cześć misiu... - powiedziałam po cichu do plakatu i dotknęłam go ręką.
Nie wiem dlaczego tak wcześnie się obudziłam. Może dlatego, że śnił mi się Justin?
No właśnie... Śnił mi się Justin przez mnie więcej 10 minut.

 - Justin... Ty chodzisz! - krzyknęła Pattie.
- Tak. - odpowiedział z uśmiechem.
- Boże. Wiesz jak się cieszę.
- Zrobiłem to wyłącznie ze względu na nią. Ona jest najwspanialszą dziewczyną jaką kiedykolwiek poznałem. - odpowiedział Justin i wyciągnął moje zdjęcie ze swojego portfela.
- Ona musi być dla Ciebie ważna. Tak bardzo się cieszę, że nie wiem co powiedzieć. - odpowiedziała Pattie.
- To wszystko dzięki Scooterowi. Wystarczy, że mnie przytulisz, niczego więcej nie oczekuje. - odpowiedział Justin a Pattie go przytuliła.

Sen się urwał i się obudziłam.
To było coś niesamowitego. Nawet ja byłam w tym śnie jako zdjęcie.
Tak, Justin chodzi! Znaczy się jeszcze nie chodzi, ale on będzie chodził.
Zrobi to i będzie chodził. Wierzę w to. On nie może się poddać.

                                                                                        


Minęło kilka godzin. Zalogowałam się na twittera. To co zobaczyłyśmy z Justyną było okropne. Poroniłam krople łzy.

- Justin tak szybko nie wyjdzie ze szpitala. - napisał Scooter.
- Co się stało? Wiedziałam, że coś kombinuje! - odpisałam Scooterowi tak szybko jak się tylko dało.
- Mamo, chodź tu szybko! Muszę Ci coś pokazać. - zawołałam.
- Co się stało? - zapytała.
- Nie wiemy. Czekamy aż Scooter nam odpisze. - odpowiedziała Justyna.
- Ja wiedziałam, że on jeszcze może coś zrobić. - powiedziałam wkurzona.
- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. - odpowiedziała jak i mama tak i Justyna.
- Tylko na takie słowa Was stać. - odpowiedziałam.

*10 minut później*

- Scooter odpisał! - krzyknełam.
Nagle jak Justyna tak i mama się zerwały z miejsc.
- No co odpisał? Co? Mów! - były niecierpliwe i ciągle dopytywały.
- Już sprawdzam, spokojnie. - uspokajałam je chociaż sama byłam niespokojna.

Otworzyłam wiadomość :
- Justin... - nie zdążyłam przeczytać wiadomości, gdy nagle wszystko zapadło w ciemność.
- Oo nie! I jak my się teraz dowiemy co Scooter odpisał? Niech to szlak. - powiedziałam.
- Poczekajmy. Może się zaraz włączy światło. - odpowiedziała mama.

Czekałyśmy i czekałyśmy. Nagle światło się włączyło.

- Co wy tak siedziałyście po ciemku? Przecież korki wywaliło. - powiedział tato.
- Aha. - odpowiedziałyśmy w trójkę i zaczęły się śmiać.

Szybko włączyłam laptopa i odczytałam wiadomość od Scootera.

- Justin przedawkował leki.

Nic się nie odzywałam, tylko wybiegłam na zewnątrz w samym podkoszulku i spodniach.
- NIE! NIE! - krzyknęłam i usiadłam na śniegu.
Nie wiem skąd się tam wzięła, ale wyciągnęłam żyletkę z kieszeni i zaczęłam się ciąć.

rozdział 31.


Wstałyśmy -> zjadłyśmy śniadanie -> poranna toaleta -> wyszłyśmy na spacer -> wróciłyśmy -> wypiłyśmy herbatę i zaczęło się ściemniać.

Poszłyśmy do mojego pokoju.
- To opowiesz mi to wszystko? - zapytała Justyna.
- Tak.
Zaczełam opowiadać wszystko. Od samego początku do samego końca.
Popłakałam się znowu.
Opowiadałam to chyba przez godzinę.
- No, a co z tymi wiadomości od Scootera? - zapytała.
- Nie wierzysz? - zapytałam.
Nie odpowiedziała.
Gwałtownie wziełam laptopa i zalogowałam się na twittera. Pokazałam jej wszystkie wiadomości.
- I co? Teraz wierzysz? - zapytałam.
- Yyyyy...
- No....
- No trochę to dziwne, że on tylko do Ciebie pisze. - odpowiedziała.
- Cieszmy się, że nie pisze do żadniej psychofanki, która zaraz by wszystko rozgadała. - odpowiedziałam. - Tylko obiecaj, że nikomu nie będziesz tego rozpowiadać, bo jak ktoś się dowie to będzie koniec.
- Obiecuje i przysięgam na Justina. - odpowiedziała.
- Swaaaaaaaag!

Justyna była drugą osobą, której to powiedziałam.

- To co robimy? Idziemy spać czy może jakieś party? - zapytałam.
- Hmm... może pooglądamy jakiś film? - zaproponowała.
- To jaki? Wybieraj... dramat, komedia, horror...
- Może... Never Say Never? - przerwała.
- Jasne, że...
- Nie? - zapytała.
- Jasne, że TAK. Chyba żartujesz. Oglądamy. - odpowiedziałam.

Włożyłam więc płytkę do laptopa i zaczęłyśmy oglądać.

- KOCHAM GO! - wykrzyczałam.

Gdy się skończyło poszłyśmy spać.


rozdział 30.


Poniedziałek. Dzień, w którym Justyna miała przyjechać.
 Wstałam około godziny 9, aby posprzątać.
Justyna miała przyjechać dopiero o 16, więc miałam dużo czasu aby ogarnąć.
Rodzice z bratem pojechali na zakupy.
Zabrałam się, więc za sprzątanie.

Po około 2 godzinach wszystko było wysprzątanie. Został mi tylko mój pokój. Rodzine akurat przyjechali.
Zjadłam obiad i wziełam się za sprzątanie mojego Bieberlandu.

- Została godzina do pryjazdu Justyna. - powiedziałam z uśmiechem.
Postanowiłam więc, że przygotuje coś do jedzenia na wieczór.
- Mamo,  pomożesz mi? - zapytałam.
- Jasne. - odpowiedziała.

Zabrałyśmy się za przygotowywanie czegoś do jedzenia.

Po niecałej godzinie było wszystko gotowe.
- Super. Jak myślisz, będzie jej smakować? - zapytałam.
- Dlaczego nie?
- Nie wiem. - odpowiedziałam i zaczełam się śmiać.
W tym momencie usłyszałam dzwoniek od drzwi.
- Justyna! - krzyknełam.

Poszłam więć otworzyć drzwi. Tak jak myślałam. To była Justyna.
- Ale Ty punktualna! Wchodź, bo zimno. - powiedziała, przy czym Justyna weszła do domu.
- Cześć! - odpowiedziała z uśmiechem i przy okazji przywitała się z moimi rodzicami i bratem.
- Chodzcie do kuchni na gorącą herbatę z cytryną. - powiedziała mama.

W drodze do kuchni Justyna powiedziała mi na ucho :
- Cieszę się, że tu jestem.
Ja tylko się uśmiechnełam i odpowiedziałam :
- Nie gadaj tyle tylko siadaj i opwiadaj co tam u rodzinki. Dawno ich nie widziałam

Justyna się rozgadała. Mówiła tyle, że wypiłyśmy chyba z 2 herbaty.

- Dobra. Chodź pójdziemy przygotować Ci posłanie. Gdzie chcesz spać? U mnie czy u mojego brata? - zażartowała.
- Haha. Oczywiście, że u Ciebie w pokoju.

Weszłyśmy do mojego pokoju. Oczywiście mina Justyny bezcenna. Wszędzie plakaty!
Zaczełyśmy przygotowywać się na wieczór.

- To chyba będę musiała Ci to wszystko opowiedzieć, ale zanim to powiedz na ile przyjechałaś? - zapytałam.
- Na tyle ile chcę. Oczywiście jeżeli nie ma żadnego problemu. - odpowiedziałam.
- Nie, nie! żartujesz chyba. Więc... porozmawiamy o tym jutro.

Zanim poszłyśmy spać działo się dużo rzeczy.
Zajrzałam na twittera. Scooter nic nie pisał.

sobota, 12 maja 2012

rozdział 29.


Wróciłam do domu i odrazu opowiedziałam mamie co robiłyśmy z Justyną.
- A i jeszcze jedno. Justyna przyjedzie w poniedziałek na noc... no może trochę dłużej. - dokończyłam.
- Haha, dobrze. Nie ma najmniejszego problemu. - odpowiedziała z uśmiechem.

Ja również byłam zadowolona. Mama zdecydowanie widziała, że każdego dnia więcej się uśmiecham, ale i też, że martwię się o Justina.

Wracając do Justina.
Scooter nie nie pisał. Być może dlatego, że już nie ma o czym skoro, wszystko jest wiadome, ale z ciekawości napisałam do niego :
- Justin wyszedł ze szpitala? - musiała to napisać, bo nie wytrzymałam.

Scooter nie był online, ale odpisał mi całkiem szybko. Być może akurat zalogował się na twittera.
- Jeszcze nie wyszedł. Prawdopodobnie jutro wychodzi. - odpisał.
- Prawdopodobnie!? Czyli jednak coś jest nie tak? - odpisałam.

Scooter nie odpisywał przez godzinę. Wreście pojawiła się wiadomość :
- Nie, ale Justin kręci, że powinien jeszcze trochę zostać.

Czułam, że jednak Justin może coś kombinować z tym szpitalem, ale postanowiłam, że zostawie to dla siebie i nie będę pisać tego do Scootera.

Natomiast musiałam powiedzieć to mamie, że Justin nie wyszedł ze szpitala i o moich podejrzeniach co do tego, że może coś kombinować.
- Może nic nie kombinuje, tylko robic to wszystko dla swojego dobra? - odpowiedziała mama.
- Sama nie wiem, ale z drugiej strony gdyby znowu coś sobie zrobił? - odpowiedziałam.
- Jest w szpitalu pod dobrą opieką. Nic nie może sobie zrobić.
- Zobaczymy. - odpowiedziałam.

Ja jednak w duszy wiedziałam, że coś się z nim stanie.
Bałam się.

rozdział 28.


Nadszedł dzień kiedy miałam spotkać się z Justyną, ale zanim wyszłam zajrzałam na twittera sprawdzić czy Scooter wysłał mi jakieś nowe wadomości.
Nie było nic. Może później coś napisze.
Dobiegałagodzina 17, a więc musiałam sięzbierać, aby się nie spóźnić.
Wyszłam z domu. Wyciągnełam słuchawki z torby i podłączyłam je do telefonu aby słuchać muzyki, oczywiście Justina bo niczego innego nie miałam zamiaru.
Była doładnie godzina 16:55, gdy byłam już na miejscu. Justyna też przybyła w tym samym czasie.

- Czy to zbieg okoliczności? Cześć! - powiedziałam i obie się objełyśmy.
- Cześć! - odpowiedziała.
- To wchodzimy do środka. Nie będziemy tak tu stały na mrozie.
- Jasne, i odrazu zamówimy pizzę i gorącą czekoladę. - odpowiedziała.
- Yeeeeeep. - odpowiedziałam z uśmiechem.

Weszłyśmy do środka. Usiadłyśmy na samym końcu, bo akurat było wolne.
Czekałyśmy na pizzę dośc długo, zanim ją przynieśli.

- Więc o czym chciałaś pogadać? - zapytała Justyna.
- Nie wiem jak Ci to powiedzieć, ale to jest bardzo ważne dla mnie. Wszystko co się zdarzyła przez ten miesiąc i...
- Chodzi o Justina? - przerwała i zapytała.
- To Ty o nim nie zapomniałaś? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Nie.
- A wiesz przynajmnie co się działo? - zapytałam.
- Tak. Widziałam wypowiedzi Scooter w telewizji, i ciągle nie mogę w to uwierzyć. Przecież nie tak miało być. - odpowiedziała.
- Ale Ty i tak nie wiesz wszystkiego. - powiedziałam.
- Czyli? - zapytała.
- Scooter piszę do mnie wszystko na twitterze co dzieje się u Justina. Gdy on powiedział w telewizji, że Selena i Justin się rozstali to ja już wiedziałam o tym wcześniej, bo właśnie on mi to napisał i potwierdził. - powiedziałam.

W tym momenicie przynieśli pizzę i gorącą czekoladę.
Justyna nie odpowiedziała.

- Smacznego. - powiedzałyśmy równocześnie.
- Dziękuję! - i wybuchłyśmy śmiechem.
- Nie musisz mi wierzyć, ale zapraszam Cię do siebie na noc lub trochę dłużej. - powiedziałam.
Justyna zgodziła się. Był koniec feri.
- Swaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaag! - powiedziałam.

W czasie, gdy wszamałyśmy pizzę i popijałyśmy gorącą czekoladą wspominałyśmy stare czasy.

Nadszedł czas, gdy musiałyśmy się pożegnać.
- Do zobaczenia w poniedziałek. - powiedziałam.
- Pa, pa. - odpowiedziała i objeliśmy się.

Gdy wracałam do domu zastanawiałam się co będziemy robić z Justyną.
Miałam dużo planów.


sobota, 5 maja 2012

rozdział 27.

Nie wiedziałam co zrobić. Postanowiłam więc, że opowiem to mamie.
Podeszłam ze spuszczoną głową i powiedziałam:
- Justin jeździ na wózku!
- Ale...
- Tak, Justin jeździ na wózku. Jest sparaliżowany. Scooter mi napisał. - przerwałam jej zdanie.
Przytuliła mnie. Wiedziała o tym, że bardzo się o niego martwię.
- Nie wiem co powiedzieć. - odpowiedziała.
W tym momencie zaczęłam płakać. Otarła moje łzy i powiedziała:
- Nie przejmuj się wszystko będzie dobrze. Będzie chodził. Zobaczysz.
Tylko się uśmiechnęłam. Widziałam jak ona również się tym przejmuje, ale z tego co mówiła w sercu miała nadzieję, że wszystko będzie dobrze.

                                                                                              

Pomimo tego, że chodziłam do szkoły nie rozmawiałam z nikim. Wszyscy zadawali mi pytania o co chodzi, ale ja nie odpowiadałam. Nawet Justynie - mojej przyjaciółce. Ona nic nie wiedziała.

Postanowiłam więc, że do niej zadzwonie.

Zanim jednak wykręciłam numer w telewizji pojawił się Scooter i powiedział, że Justin jeździ na wózku i że niedługo wyjdzie ze szpitala.

Wracając do Justyna.
Ona również lubi Justina. Zawsze mogłam na nią liczyć, gdy jeszcze rozmawiałam z kimś takim jak ona.
Dziś wiedziałam, że muszę do niej zadzwonić, ewentualnie się z nią spotkać.
Wzięłam telefon i wykręciłam numer, Trwało to chwilę, gdyż znam jej numer na pamięć.
1, 2, 3, 4, 5, 6... sygnał... nie odbiera. 7... odebrała!
- Halo?
- Cześć, tu ja! Masz chwilkę aby pogadać? - odpowiedziałam.
- Teraz tak, ale zaraz będę musiała biec pomóc rodzicom. To coś ważnego? - zapytała.
- W zasadzie to nie... - skłamałam. - Możemy się spotkać, bo myślę, że to nie jest rozmowa na telefon. - odpowiedziałam.
- Jasne, że możemy. Jutro... o 17 w Orliku? Co o tym myślisz? - odpowiedziała to z takim entuzjazmem, że nie mogłam jej odmówić.
- Oczywiście, że pasuje. W takim razie do jutra. Pa. - odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Paaaaaaa!

Byłam szczęśliwa, że w ogóle zgodziła się spotkać i porozmawiać o "głupotach". Ciekawe czy dalej pamięta o Justinie?


komentujcie. proszę was. to naprawdę daje natchnienie do pisania dalszych rozdziałów. dziękuje, że czytacie (: kocham was! :*

piątek, 4 maja 2012

rozdział 26.

- Premiera singla już niebawem. Natomiast płyty jeszcze nie wiemy. - odpisał Scooter.
- Super! - pomyślałam.

Dalej nie mogłam w to uwierzyć, ale z drugiej strony to tajemnica. Nikt nie wiem o co chodzi dokładnie z Justinem. Dlaczego Scooter wybrał mnie?

Nagle przypomniałam sobie, że Scooter nie odpisał mi na moją wiadomość z przed 2 dni, w której napisałam czy Justin wie o tym wszystkim, że on do mnie to wszystko pisze.
Postanowiłam napisać jeszcze raz.

- Nie. - odpisał Scooter.

Może to dobrze, a może źle? Sama nie wiem.


                                                                                           


 Minął dzień.
Scooter nic nie pisał. Może dlatego, że powiedział to wszystko Justinowi o tym, że pisze to do mnie i Justin powiedział żeby do mnie nic nie pisał lub coś innego? Albo Scooter sam stwierdził, że nie warto tego już pisać? Nie wiem, ale zobaczyłam, że Scooter napisał:

- Justin... jeździ na wóźku.

COOOO!? OOOOO, NIE!! JAK TO JEŹDZI NA WÓZKU!?
Chyba go coś zgieło! W sensie, że Scootera, że tak mi napisał. Przecież on będzie chodził. Nie może się poddać. On musi to wszystko zrobić dla nas. Bez niego to stracone życie!


rozdział 25.

- Przepraszam, że nic nie pisałem wczoraj, ale byłem zajęty. - napisał Scooter.
- Rozmawiałem z lekarzem. Powiedział, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Teraz tylko czeka go długa rehabilitacja, o ile będzie to możliwe.

Ale przecież wszystko jest możliwe! ON BĘDZIE CHODZIŁ!

Scooter napisał jeszcze:
- Rozmawiałem również wczoraj z Usherem, oczywiście o karierze Justina co będzie i tak dalej. Gdy Justin będzie mógł pracować nastąpi nagrywanie płyty. W prawdzie piosenki są już nagrane, ale chcemy ewentualnie dopracować co nie coś.

Ta wiadomość była dla mnie szokiem. Wiedziałam, że będą wydawać płytę, ale, że piosenki są już gotowe?
OMG, nie mogę się doczekać!

- Ale, że jak? Kiedy premiera pierwszego singla? Premiera płyty? - odpisałam Scooterowi.

Nie mogłam tak tego zostawić. Skoro on pisze wszystko do mnie to powinnam już wszystko wiedzieć.

rozdział 24.

Zalogowałam się na twittera.
Scooter napisał mi wiadomość :
- Justin wybudził się ze śpiączki.  Z dnia na dzień jest z nim coraz lepiej. Nie pamięta co dokładnie stało się w czasie wypadku, ale lekarz powiedział, że być może mu się przypomni, gdy tylko nabierze siły.

W końcu po kilku dniach na mojej twarzy pojawił się uśmiech.

Zaraz pobiegłam do mamy aby jej to opowiedzieć :
- MAMO, MAMO! Z Justinem jest coraz lepiej. Scooter mi napisał. - wydarłam się na cały dom.
- Wspanialeeeeeeeeeeeeeeee! - odpowiedziała.

Teraz się zastanawiałam nad tym czy wszystko będzie dobrze i czy będzie chodził.





                                                                                                       

Minęło kilka dni. Każdego dnia Scooter pisał do mnie co u Justina.

- Justin nie wie czy wróci dalej do kariery. Razem z całą ekipą mówimy mu, że powinien to zrobić i się nie poddawać. - to była jedna z wiadomości od niego.

 - Przecież on nie może  zawieść nas BELIEBERSÓW!

Miałam napisać o tym właśnie, ale napisałam : 
- Justin wie o tym wszystkim, że do mnie piszesz?

                                                                                               

Pierwszy dzień lutego. Jak ten czas szybko mija. 
- Za miesiąc masz urodziny, misiu. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do plakatu.

Od miesiąca wszystko się zmieniło. Jak zawsze siadałam w swoim pokoju pełnym plakatów przy laptopie.
Zalogowałam się na twittera.

Myślałam, że będę miała jakieś wiadomości od Scootera albo, że odpisał. Nic. Byłam bardzo zdziwiona, bo każdego dnia pisał mi o Justinie. Tym razem nic. Nie wiem czy coś się stało czy po prostu specjalnie nic nie pisał. Może coś się stało?


tak wyszło, że tak jakoś inaczej zrobiłam ten rozdział. nie chciałam żeby taki krótki był :)

wtorek, 1 maja 2012

rozdział 23.

Pomimo tego, że ja również nic nie pisałam na twitterze to Scooter nic nie odpisał. No nic, trudno.

*po 10 minutach*

- PAULINA! CHODŹ TU SZYBKO!!! - krzyczała mama.
- Już idę. - w zasadzie to biegłam.
Scooter znów się wypowiedział. Była to dobra wiadomość :
- Justin wybudził się ze śpiączki.
- Dzięki Ci Boże. - powiedziałam.
Mama była bardzo zdziwiona. Nie wiedziała o co chodzi. Bardzo się cieszyłam, ale co dalej?

*pół godziny później*

- Powiedz mi co się stało z Justinem? - powiedziała mama, gdy weszła do mnie do pokoju, w którym słuchałam muzyki.
- Na pewno chcesz to wszystko wiedzieć? Przecież mówiłaś, że to nie ma sensu to rzekome martwienie się o Justina. - odpowiedziałam.
- Tak, jestem pewna, że chcę to wiedzieć. Przepraszam Cię za to, że tak o nim mówiła.
- Może dlatego tak mówisz, że teraz cały świat się o niego martwi i w ogóle? - zapytałam.
- Nie. Po prostu  również się o niego martwię a chcę wiedzieć o co dokładnie chodzi. - odpowiedziała.
- No dobrze. Więc...

Zaczęłam opowiadać jej wszystko od tamtego czasu gdy Selena z nim zerwała i o wiadomościach Scootera. Nawet je pokazałam. Opowiadałam aż do momentu, gdy zobaczyła, że Scooter się wypowiada na jego temat. Po chwili nie mogłam uwierzyć w to co widzę...

Pierwszy raz widziałam jak mama zaczyna płakać.
- Przepraszam. - powiedziała przez uśmiech.
- Nie musisz przepraszać. - odpowiedziałam.
I w tym momencie również i ja zaczęłam płakać.

Pomimo tego, że wcale go nie znałam to i tak wydawało mi się jakbym znała go przez całe życie.
To było okropne. Tak bardzo chciałam go poznać.

rozdział 22.

Weszłam na twittera. Wszyscy zmienili ikonki na swoje zdjęcia lub jakieś pierdoły. Jedynie ja miałam ikonkę z Justinem.
Weszłam na konto Justina. Liczba followersów nie zmieniała się. Było ich około 19,568,978. W tym JA! Byłam z tego bardzo dumna.
Nagle usłyszałam w telewizji znajomy głos. Pobiegłam zobaczyć co się dzieje.

Był to Scooter. Miałam łzy w oczach. Mówił o wypadku :
- Justin w drodze do studia miał wypadek samochodowy. Uderzył w drzewo. Od kilku dni leży w szpitalu. Jest w śpiączce. Więcej nie wypowiadam się na ten temat. Dziękuję.

A jednak. Wiedziałam, że wszystko wyjdzie na jaw prędzej czy później. Ale ta sprawa z tym drzewem wydawała się podejrzana. Widziałam to po nim, po Scooterze.

- Mam podejrzenia co do tego co powiedziałeś na temat wypadku. Czy aby to na pewno prawda? - napisałam do Scootera.

Konto Justina kolejny dzień bez nowego tweeta. Zastanawiałam się jak on się teraz czuje. Czy będzie mógł chodzić? Eeeeeeeeee, zaraz. Przecież on będzie chodził. ON BĘDZIE CHODZIŁ!

rozdział 21.

Mijały dni, godziny, minuty, sekundy...
Sccooter po 25 dniach ciszy przemówił w telewizji, że Justin rozstał się z Seleną i chciał popełnić samobójstwo. Nic natomiast nie powiedział o wypadku. Czyżby chciał jeszcze milczeć?

Napisałam do Scootera :
- Dlaczego do mnie piszesz te wszystkie wiadomości? Przecież prędzej czy później i tak bym się dowiedziała.
Po 5 minutach odpisał :
- Być może jeszcze się dowiesz dokładnie o co chodzi. Never say Never.

Zatkało mnie. Tak dowiem się... chyba w snach. Oświeci mnie i nagle przybędzie Justin, zabierze mnie, opowie mi wszystko, wyzna mi miłość i będziemy żyć długo i szczęśliwie. TAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAK!

rozdział 20.

20 dzień. Tyle minęło od kiedy się o niego martwię. Rodzice mnie nie rozumieją. Nikt mnie nie kocha. Szkoła? Jakoś leci, ale nauczyciele zadają mi pytania :
- Wszystko w porządku? Masz jakieś problemy?
Moja odpowiedź zawsze brzmiała :
- Yyy... nie. - kłamałam, ale co miałam zrobić, gdy ten świat jest rzekomo nierealny.

Sprawdziłam DM. Wiadomości od Scootera czekały na przeczytanie.
- Mam dla Ciebie złą wiadomość. - gdy tylko to przeczytałam od razu wiedziałam, że jest coś nie tak z Justinem.
- Jest on sparaliżowany. Nie wiadomo czy będzie chodził, ale jest jednak szansa, że wszystko będzie dobrze.
Byłam przerażona.
Oprócz tego napisał jeszcze wzmiankę o Pattie i Jeremym, Chazie i Ryanie.
Bałam się przeczytać tą wiadomość. Chociaż wiedziałam, że naprawdę powinnam to zrobić. Zabrałam się więc do czytania.
- Ryan i Chaz bardzo się martwią o niego. Modlą się o niego każdego dnia. Dzwonią do mnie. Martwią się o niego jak o własnego brata. Pattie i Jeremy po próbie samobójstwa i wypadku Justina zbliżyli się do siebie. Jest też szansa, że być może wrócą do siebie, ale oboje temu zaprzeczają. - napisał Scooter.

Bardzo się cieszyłam, że to wszystko do mnie pisał, ale właściwie dlaczego do mnie a nie do innej belieberki? Przecież nie tylko ja się martwię...